poniedziałek, 3 maja 2021

Dziesięć lat pisania i … co dalej?

Dekadę temu założyłam bloga Moje podróże. Wcześniej prowadziłam go na innej platformie i nosił nazwę  Z dziennika grafomanki w średnim wieku. Wydaje mi się, iż była ona bardziej adekwatna do jego treści. Dziś pochlebstwem byłoby zaliczanie się do grupy wiekowej średniaków. Pierwszy wpis powstał w lipcu i dotyczył książki, której treści nie pamiętam. Ale już kolejne wpisy to cykl wspomnień z włoskich podróży. Początek  zachwytów i radości z odkrywania nowych lądów, pierwsze samodzielne podróże.   

Chyba każdy z blogowych dinozaurów zastanawia się po dekadzie pisania czy jest sens kontynuowania tej przygody.  

Moim zdaniem,  dopóki pisanie sprawia nam przyjemność (choć czasami sam proces „twórczy” bywa drogą przez mękę, do czego doszłam po latach) i dopóty jest choć jedna osoba, która od czasu do czasu u nas zagości warto to robić. No i,  o zgrozo, coraz częściej robię to dla siebie, traktuję bloga, jako dysk zapasowy pamięci, do którego z przyjemnością wracam. Jeszcze kilka lat temu byłam oburzona stwierdzeniem pewnej pisarki, iż pisze ona dla siebie. Wydawało mi się wówczas, iż pisać powinno się dla czytelników. Dziś uśmiecham się do własnych sądów.    

Zamierzam dalej się w to bawić i wbrew temu co napisałam wyżej jest mi niezmiernie miło, jeśli jest jakaś reakcja na to moje pisanie.  

Przez te lata zdążyłam zawrzeć kilka wirtualnych znajomości z osobami o pokrewnych zainteresowaniach i osobami o pokrewnych duszach. Z paroma osobami udało mi się spotkać i były to bardzo miłe spotkania (z Gosią vel Czarą, z Joasią vel Holly, które pokazały mi swój Paryż, z Dorotą, vel Bee, która oprowadziła mnie po Wrocławiu, z Ewą, wychodzącą  codziennie naprzeciw szczęściu, która  pokazała mi Białystok i Supraśl, z Iwoną vel Kaye, z którą rozmawiałyśmy przy kawce i małym co nieco w Gdańsku i Warszawie. Do dziś aktywne są trzy dziewczyny; dwie paryskie koleżanki ku mojemu zasmuceniu przestały nadawać. Holly jakże tęsknię za twoimi relacjami kulturalnymi, zapowiedziami wystaw, lub reportażami z tychże, Czaro, jakże mi brak twojego rozcinania pomarańczy, błyskotliwych miniaturek, których tak ci zazdrościłam.

Nie miałam okazji poznać osobiście Lirael, poznałam natomiast kilkanaście poleconych przez nią książek, które stały mi się bardzo bliskie. Przez jakiś czas gościła w moim życiu Ada z bloga Kraków i okolice, której wpisy o młodopolskich artystach przeplatane cytatami z Marka Aureliusza czytałam po kilka razy (i choć to byłoby naganne, żałuję, że sobie ich nie skopiowałam), jej  śladami wędrowałam po Krakowie (szukając pamiątek po Wyspiańskich czy Mehofferze). Takich osób które w jakimś momencie przygody z prowadzeniem bloga były mi bliskie było dużo więcej. Szkoda, że zaprzestały pisania. Na szczęście są inni wierni towarzysze tej wędrówki, których blogi z przyjemnością odwiedzam (lista po lewej stronie).

Miałam też okazję poznać Renię vel Paren, która zaprosiła mnie do klimatycznej poznańskiej knajpki na sympatyczną pogawędkę i której zawdzięczam dzisiejszy obrazek.

Nie będę pisała, ile powstało wpisów, ile osób zajrzała, część pewnie zabłądziła, ile było komentarzy. Wszystkim zaglądających i komentującym dziękuję i zapraszam nadal mimo pandemii bez limitów odwiedzin. 

A kto już zaszczepiony  zapraszam pod stół  z książkami na herbatkę z ciasteczkami. Dopisane po komentarzu Mo- aby nie było że wykluczam, czy łamię konstytucyjne prawa, to niezaszczepionych zapraszam na krzesełko, trzeba tylko zdjąć zeń książki.

I życzę wszystkim ciągłej radości z pisania.

36 komentarzy:

  1. Zaszczepiony od czwartku! Wchodzę na ciasteczka i życzę najlepszości :) I wytrwałości, bo się przydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem bywają okresy zastoju, ale na szczęście one mijają dość szybko, przynajmniej do tej pory. Wzajemnie.

      Usuń
  2. Z mojej perspektywy mogę napisać, że blog jest antidotum, swoistym lekarstwem... Czynić to, co przynosi ukojenie, co interesuje, co się lubi, co przynosi radość. To najważniejsze. Dobrze, że piszesz i pisać będziesz.
    Mnie także brakuje wpisów Lirael i Ady z Krakowa i okolic... Szkoda, że Holly nie pisze, bo lubiłam jej doniesienia o francuskim życiu kulturalnym...
    Jako blogowy dinozaur jestem też sentymentalna, doceniam, co stare, wracam, już nie gonię...
    Dziękuję za cudowne wpisy dotyczące podróży i świata kultury i sztuki.


    pozdrawiam serdecznie
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, jak napisałaś. Blog bywa naszym lekarstwem na smutki i na różne gorsze chwile. Ja też się cieszę, że piszesz.
      Liczyłam, że nie tylko mnie brakuje wpisów Lirael, Ady i pozostałych wspomnianych dziewczyn. Dzięki, że odnalazłaś Dziennik paryski Joasi. Co prawda widziałam ją na f-b, nawet czasami skomentowałam jakiś wpis, ale Dziennik jakoś mi umknął. Teraz z chęcią sobie poczytam tęskniąc za Paryżem kolejnym z ulubionych miast.

      Usuń
  3. Holly to pisze na fb:
    https://www.facebook.com/Dziennik-paryski-164911790228277/
    Właśnie to odkryłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspomniałam wyżej raz jeszcze dzięki za namiar

      Usuń
  4. Rzeczywiście pytanie "Co dalej" pojawia się od czasu do czasu. Zdarzyło mi się już mówić sobie "koniec", ale skoda mi tej pisaniny, wymiany wrażeń z innymi. Masz rację - grunt, żeby piszący miał z tego przyjemność.;)
    Życzę wytrwałości, bo choć nie zawsze zostawiam komentarz, to czytam i na pewno jest takich osób więcej, więc publiczność jest i czeka.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze można zostawić komentarz, czasami nie ma się nic sensownego do napisania, a ile można pisać, że nie znam, nie czytałam a wpis jest zachęcający :) Z wzajemnością lubię zaglądać do Ciebie.

      Usuń
    2. Tak, tego rodzaje komentarze to już wyświechtane klasyki, podobnie jak: "tym razem to nie dla mnie".;) W takim razie - zobaczenia, albo raczej przeczytania.;)

      Usuń
  5. Dziesięć lat to kawał czasu i chociaż miałam blogowe wzloty i upadki to czerpię z tego mojego pisania przyjemność a to jest chyba najważniejsze. Patrząc na archiwum bloga piszę od 2011 roku ale miałam w tym czasie przerwy więc wyjdzie trochę mniej. Właśnie niedawno szukałam na moim blogu jakichś informacji i trafiłam na stare wpisy i komentarze czytających. Większość z tych blogów już nie istnieje a szkoda. I też poznałam trzy blogowe koleżanki, z dwoma nawet spędziłam kilka dni w Sewilli.
    Gratuluję rocznicy a że nie jestem zaszczepiona ani nawet nie zamierzam być to się grzecznie wycofuję :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mnie też się zdarza czegoś szukać i trafić na jakąś dawną nić dyskusji, nicka wywołującego wspomnienia. Jak ulotna jest nasza pamięć. Nawet szykując ten wpis zgubiłam w jego pierwotnej wersji Renię, z którą zdarza mi się sporadycznie, ale jednak korespondować prywatnie. A która mocno zaangażowała się teraz we wspieranie mojej ulubionej stacji radiowej.
      O matko, wpis miał nie być wykluczający, a wyszło, że jest. Zatem zapraszam pod stoliczek za trzy tygodnie, a na razie zapraszam do odwiedzin na blogu.

      Usuń
    2. Nie daje mi spokoju to wykluczenie, więc zapraszam na krzesełko niezaszczepionych i nieplanujących :) Musisz tylko kilka książek przełożyć gdzieś ...

      Usuń
  6. Ja w tym roku 15 lat i będę pisać, dopóki sił starczy. Tobie życzę energii, chęci i dalszego pisania! Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszy, że są osoby, którym się chce, nie dla klikalności, ale dla chęci dzielenia się i chęci gromadzenia wrażeń :) Odwzajemniam

      Usuń
  7. Jeśli ktoś pisze tylko po to, by mieć wielu czytelników, to szybko się rozczaruje, bo jednak teraz blogi nie cieszą się taką popularnością jak dawniej. Za dużo tych blogów jest. Najlepiej chyba traktować blog jako internetowy pamiętnik lektur, podróży itd. Gratuluję rocznicy i wytrwałości. Cieszę się, że nie znikasz i dalej będziesz tu pisać.
    Nie jestem zaszczepiona, ale mam zamiar do końca wiosny się zaszczepić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, blogi to dziś przeżytek, ale ja lubię ten przeżytek, tak jak większość z odwiedzających lubi książki, które są dziś przeżytkiem. Internetowy pamiętnik- ktoś napisze, po co go prowadzić w internecie. Ale właśnie to, że są osoby, które lubią do nas zaglądać jest odpowiedzią, bo lubimy się dzielić tym, co odkrywamy.
      Niezaszczepionych proszę na krzesełka, które nieco rozstawimy:)

      Usuń
  8. WSpaniale, że jesteś, cudownie, że piszesz! Naprawdę warto kontynuować! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z wzajemnością, dzięki Beacie wiem, że Dziennik paryski nadal istnieje i to mnie ogromnie cieszy.

      Usuń
  9. Gratulacje :)
    Trafiłam tu stosunkowo niedawno i bardzo mi się podoba. Życzę wielu inspirujących lektur i przyjemności z prowadzenia bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdy nowy czytacz mile widziany. Zaglądam do Ciebie, widzę że obracamy się w nieco innym literackim świecie, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Ważne, że obie znajdujemy w nim to co nas zaciekawia i dzielimy się tymi wrażeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co to robi starość, odpowiadam po raz drugi na ten sam komentarz :)

      Usuń
  11. Dziesięć lat - toż to okrągły jubileusz, serdecznie gratuluję. Bardziej skupiam się na treściach dotyczących podróży, choć te dotyczące literatury czytam regularnie ale raczej nie komentuję. Życzę dalszych owocnych lat blogowania i płynącej z tego radości. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie. Postaram się niedługo skrobnąć coś podróżniczo poznawczego. Mam już rezerwację na czerwcowy weekend. Co prawda nie będzie to nowe miejsce, a powrót, ale myślę, że uda mi się znaleźć coś ciekawego.

      Usuń
  12. Dokładnie Cię rozumiem, bo prowadzę blog już ósmy rok i przechodzę przez różne etapy... I coraz bardziej doceniam pisanie dla siebie, bo pamięć ulotna i miło przypomnieć sobie co nieco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, dlaczego kiedyś tak mnie to oburzało, że pisze się też dla siebie. Człowiek z wiekiem nabiera doświadczenia i rozumu.

      Usuń
  13. Gratuluję jubileuszu i życzę Ci przyjemności z dalszego blogowania :).
    Gdyby nikt do mnie nie zaglądał, to pewnie bym szybko przestała pisać na blogu, ale nie zabiegam o czytelników jakoś specjalnie, nie zależy mi na statystykach, to nie jest ten rodzaj bloga :). Oczywiście bardzo mi jest miło, kiedy zaglądają osoby, które lubią czytać moje wynurzenia, dzielą się swoimi opiniami, przemyśleniami... albo autentycznie podobają im się moje wytworki artystyczne. To na ogół daje się wyczuć z komentarza :).
    Gdybym nie likwidowała poprzednich blogów, to bym miała staż kilkunastoletni. Ale bywały dłuższe przerwy, zmieniały się profile moich blogów. Nawet myślę, że jeszcze jakaś kolejna zmiana się zdarzy, myślę o nowej odsłonie bloga, chociaż pewnie trochę czasu jeszcze minie, zanim przeprowadzę "rebranding" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam o zmianie nazwy, bo blogów o takim adresie jak mój jest parę, ale co wpadnę na coś, co wydaje mi się odpowiednią nazwą okazuje się, że już i pod taką nazwą funkcjonuje jeden lub kilka blogów. CO do reszty przywiązałam się do wyglądu i treści, marzy mi się uporządkowanie zakładek, uzupełnienie. Może kiedyś się uda.

      Usuń
  14. Z chęcią do Ciebie zaglądam i tęsknota czekam na kolejny twój post Gosiu. Gratuluję rocznicy. Ja też bloga, traktuje swego rodzaju pamiętnik.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś jedną z czytelniczek najdłużej komentujących razem z Łucją Sarą. Cieszę się, że wciąż znajdujesz coś, co sprawia, że wracasz.

      Usuń
  15. Równie przyjemnie czyta się Twój wpis jubileuszowy jak i komentarze pod nim. Podzielam treści komentujących i spieszę z gratulacjami.
    Podobnie jak Wkraj skupiam się bardziej na blogach podróżniczych a także historycznych. Nie znaczy to, że nie zaglądam do innych. Jesteś tego przykładem. Lubię Twoje interpretacje literackie, ale kiedy nie mam nic do dodania - nie komentuję.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się rozumie :) Tak, jak również nie zawsze zostawiam komentarz, czasami choć czyta się z zainteresowaniem, nie bardzo jest co dodać od siebie. Jak wspomniałam wkrajowi mam nadzieję, że jeszcze w maju pojawi się jakiś podróżniczy wpis (na razie retrospektywny).

      Usuń
  16. To którą z tych sympatycznych pań pod stolikiem z książkami jesteś Ty? ;)

    Gratuluję wytrwałości w prowadzeniu bloga - zawsze (z większym lub mniejszym nasileniem ;)) z ciekawością tu zaglądam. Niemal wszystkie tematy, które poruszasz są dla mnie interesujące - no i podoba mi się Twój sposób pisania oraz prezentacji zdjęć.

    Niemal wszystkie wymienione prze Ciebie osoby prowadzące bloga (z których rzeczywiście większość się niestety wykruszyła) są/były mi znane. Wprawdzie osobiście spotkałem się tylko z Gosią (Czarą) - ale też z kilkoma innymi, przez Ciebie nie wymienionymi - to dzisiaj wspominam ich blogi. W bliski kontakt wirtualny wszedłem zaś z Adą, do której poczułem niekłamaną sympatię - nie tylko dzięki jej niezwykłej erudycji i wrażliwości.
    Holly umieszcza na Facebooku znakomite wpisy ze swojego "Dziennika Paryskiego" - czytam regularnie (przy okazji: masz swoją stronę na FB?)

    Jeśli chodzi o mnie to piszę bloga już ponad 10 lat. To jednak zrobił się z tego taki kawał mojego życia - w sumie była to (jest) dla mnie wspaniała przygoda. Z czasem Towarzystwo u mnie komentujące się też wykruszyło (ale zostało po nich ponad 14 tysięcy komentarzy ;)), choć parę znajomości (i to niewirtualne) zostało - również stając się w jakimś sensie częścią mojego życia.
    Swojego bloga traktuje różnie – również jako pewien rodzaj pamiętnika, rejestracji tematów, które mnie zajmują – i ostatnio znów zamieszczam trochę więcej wpisów.
    Zresztą – sprawa jednak dla mnie niebagatelna – blog pomógł mi jednak w wydaniu moich książek, mobilizując do pisania – sporo z tego materiału blogowego trafiło w końcu do tych książek (a w ostatnich latach udało mi się ich wydać cztery).

    Przepraszam za ten elaborat 😊

    Życzę dalszej przyjemności z pisania,
    Pozdrawiam serdecznie,
    S.



    OdpowiedzUsuń
  17. Patrząc od strony widza ja jestem po prawej stronie, z uwagi na bardziej niebieski odcień sukienki (mój ulubiony kolor) i wydaje mi się mimo wszystko nieco łagodniejsze rysy twarzy, z charakterystycznym hrabiowskim wyciągniętym paluchem :) Jak miło czytać, że innym też brakuje tych wymienionych przeze mnie osób. O Holly dowiedziałam się z komentarza Beaty. Tak jestem na face booku. Zaczepię cię, ale ja poza linkami do wpisów mało co zamieszczam na fejsie (jak to mówią), który jak słyszę też już jest przeżytkiem, a jedyna z niego korzyść, że przypomina o urodzinach znajomych. Choć Dziennik paryski masz rację znakomity. Muszę wrócić do wcześniejszych wpisów.
    Ano właśnie, mogłam zerknąć do starych komentarzy od razu odtworzyłabym parę osób mi bliskich duchowo o których zapomniałam. Ja także mam okresy zastoju i chwile, kiedy chce się pisać, dzielić, utrwalać. Nie przepraszaj, ja uwielbiam długie komentarze, sama dużo piszę i lubię jak mam impuls do pisania, z reguły staram się odnieść do każdej myśli, co nie zawsze mi się udaje. Wydania książek gratulowałam. I ponawiam gratulacje. Pozdrawiam również

    OdpowiedzUsuń
  18. Facebook - mimo tego, że miesza ludziom w głowach, a niektórych uzależnia - ma też swoje zalety (np. możliwość natychmiastowej niemal komunikacji ze znajomymi i przyjaciółmi). Ja tam wszedłem głównie dlatego, by obwieszczać swoje nowe wpisy - traktując FB jako swego rodzaju słup reklamowy ;) Ale z czasem te jego funkcje dla mnie nieco się rozrosły - np. zamieszczam tam sporo zdjęć, którymi chciałbym się podzielić z innymi. Wchodzę też w często w reakcję z moimi znajomymi/przyjaciółmi - co pozwala utrzymywać z nimi kontakt/wymianę myśli - na bieżąco dowiadywać się, co też się z nimi się dzieje i co u nich słychać :) A to jest dla mnie ważne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie miał być okazją do wymiany myśli ze znajomymi, podobnie jak blog (początkowo), ale okazało się, że moi znajomi niepiśmienni :) tak nazywam chroniczną niechęć do pisania (ja nie wiem, co pisać, ja nie umiem, ja nie mam o czym twierdzą moi znajomi- no większość). Początkowo nie zamieszczałam linków do wpisów, bo jakoś tak mi głupio było się reklamować, że to nie wypada (taka jestem dziwna i dzika), ale z czasem tym właśnie się stał. Mam nadzieję, że za półtora roku, kiedy będę miała więcej czasu może i ja poprowadzę stronkę zawierającą więcej innych treści, niż linki do wpisów. Dla mnie f-b to też informator o wydarzeniach kulturalnych, polubienie stron teatrów czy galerii procentuje informacjami o takowych, co kilka razy przydało mi się do zdobycia dobrych biletów. Pozdrawiam

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).