sobota, 23 lipca 2011

Cienie nad rzeką Hudson Isaac Singer



"Cienie nad rzeką Hudson" to moje pierwsze spotkanie z noblistą. W biblionetce przeczytałam piękną recenzję książki. Zawierała ona jednak stwierdzenie, z którym nie mogę się zgodzić. Autor recenzji twierdzi, iż spotkanie z Singerem można by zacząć od jakiejkolwiek z jego książek, ale nie od „Cieni nad rzeką Hudson”, gdyż „nie mogą one stanowić zaproszenia do otwarcia tych pierwszych drzwi, za którymi kryje się cały Singerowski świat”.
Trudno mi co prawda wypowiadać się, ile Singera jest w Singerze w tej powieści, czyli jak bardzo świat przedstawiony na kartach książki jest światem, który zauroczył jego czytelników, ale mogę powiedzieć jedno, ja jestem pod dużym wrażeniem, tego, co za drzwiami zobaczyłam. I na pewno pierwsze spotkanie nie nie będzie też ostatnim spotkaniem z Singerem.
U schyłku lat czterdziestych ubiegłego stulecia do Nowego Yorku przybyło wielu ocalałych z wojennej pożogi Żydów. Kilkunastu z nich czyni Singer bohaterami swojej powieści. Ich losy są wzajemnie ze sobą splecione, można powiedzieć, że każda kolejna opowieść o nowym bohaterze dopełnia opowieść o tych, których zdążyliśmy poznać chwilę wcześniej.
Naszą znajomość z bohaterami rozpoczynamy od historii Anny Lurii i Dawida, Hertza Greina. Anna córka bogatego, pobożnego żyda Baruchy, zwanego w Stanach Borysem Makawerem, dwukrotnie nieszczęśliwie zamężna, postanawia uciec i rozpocząć nowe życie z maklerem giełdowym; niemłodym już Hertzem Greinem. Anna i Hertz od początku swego romansu zostają potępieni; począwszy od ojca Anny, zapalczywego tradycjonalistę, poprzez rodzinę i znajomych obojga. Pierwszym mężem Anny był Jasza Kotic - aktor; oportunista, cynik, cwaniak bez skrupułów. Drugim był Stanisław Luria - bezrobotny prawnik, nieudacznik życiowy, histeryczny i chimeryczny. Trudno się dziwić Annie, iż próbuje znaleźć szczęście i związać się z człowiekiem, do którego żywiła uczucie od lat młodzieńczych. Hertz chce uciec z Anną, ale może właściwiej byłoby powiedzieć, że chce uciec od siebie, od życia jakie prowadzi, uciec od spolegliwej żony i od niezrównoważonej kochanki. Jego wahania, jego obawy, jego niemożność podjęcia decyzji i wreszcie jego zachowanie są niesamowicie irytujące. Spotyka się równocześnie z trzema kobietami i każdą z nich oszukuje, porzuca to jedną, to drugą, wraca i odchodzi, obiecuje i zawodzi. Jego postawa wzbudza skrajne emocje.
Hertz wciąż poszukuje. Szuka odpowiedzi, jak powinien żyć. Nie znajdując rozwiązań na ziemi szuka ich w rozmowie z Bogiem.
Wszyscy bohaterowie Singera to ludzie rozchwiani emocjonalnie. Ludzie poszukujący wytłumaczenia i sensu. Szukający ich w nowych ideologiach i w starych tradycjach, a przede wszystkim w religii. Ludzie pytający dlaczego.
Dawid Hertz Grein w ostatecznym rozrachunku dochodzi do wniosku, że jedynie wiara ojców może dać mu ukojenie i tylko dzięki niej jest w stanie dalej żyć.
"Cienie nad rzeką Hudson" to jedna powieść, ale wiele opowieści. Każdy z bohaterów ma swój głęboki portret psychologiczny. Każdy bohater niesie za sobą ciekawą historię. I właśnie to pogłębione studium postaci, jakże zróżnicowane i bogate jest tym co mnie w tej powieści urzeka. Postawa człowieka wobec tego, czego doświadcza.
Początkowo mogą nas denerwować zachowania i drażnić przekonania bohaterów. Kiedy jednak bliżej ich poznajemy, poznajemy też przyczynę. Zaczynamy ich rozumieć, albo przynajmniej potrafimy ich usprawiedliwić.
"Cienie nad rzeką Hudson" to powieść o pokoleniu ludzi, którzy przeżyli drugą wojnę, przeżyli Holocaust, przeżyli śmierć swych bliskich, bądź to w obozach hitlerowskich, bądź w sowieckiej Rosji, przeżyli piekło na ziemi, albo „tylko” się o nie otarli i różnymi drogami dotarli do Ameryki, aby tutaj uczyć się żyć na nowo. Pozornie są to ludzie, którzy mieli „szczęście”, uniknęli losu swych bliskich, nie podzielili losu sześciu milionów Żydów; żyją. Ale czy na pewno żyją, czy to tylko ich cienie przemierzają ulice miasta. Cienie ich i ich bliskich, których dusze błąkają się gdzieś w starym kraju.
Pozornie to ludzie, którzy się odnaleźli w nowej roli; roli obywateli Stanów Zjednoczonych, biznesmenów, pisarzy, malarzy, aktorów, mężów, ojców rodzin, pozornie tworzą normalne rodziny i żyją, jak ich sąsiedzi.
Kiedy poznajemy bliżej bohaterów powieści, okazuje się, że każdy z nich nosi jakąś ranę, każdy z nich jest cieniem dawnego siebie. Niemal każdy z nich przeżył jakąś traumę.
Nie są oni wolni od wad i przywar, tak jak nikt z nas nie jest od nich wolny.
Singer stawia pytania, nie dając odpowiedzi. Ale kto z nas zna odpowiedź.
Poza warstwą psychologiczną zachwyca mnie świat żydowskich tradycji, z całym bogactwem jego kultury; obrzędów, rytuałów, nakazów i zakazów religijnych.
Czytając książkę można dojść do wniosku, że jedyną niezmienną i stałą wartością w życiu bohaterów jest tradycja, bo jedynie ona przetrwała. Nawet, kiedy przeżywają kryzys wiary, kiedy odwracają się od Boga, kiedy grzeszą przeciwko nakazom religii, to spotykają się, aby wspólnie świętować Rosz ha- Szana, Jom Kippur, Pesach, Chanukkę, Purim czy szabat.
Książki wysłuchałam (audiobooka) już tydzień temu, ale będąc pod wrażeniem jej mądrości, piękna i wrażliwości obawiałam się pisać opinię przekonana, że słowa nie będą w stanie przekazać moich wrażeń.
Moja ocena 5,5/6

7 komentarzy:

  1. Chyba nikt nie czytał Singera, bo nikt się nie wypowiada. Szkoda, bo ciekawa byłam, czy i wam się spodobał, czy wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. guciamal- no ja nie czytałam:). od wieków jest w planach, nawet jeden na półce, ale nawet wyzwanei noblowskie mnie nie zdopingowało:).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przeczytałam z powodu braku Sztukmistrza w Lublinie w mojej bibliotece, jako zamiennik. Przeczytawszy dyskusję w Czytanki-Anki nie jestem pewna, czy wypożyczać SzL czy może coś innego. Mnie się książka bardzo podobała, choć momentami wkurzało mnie strasznie zachowanie Hertza. Nie wiem, dlaczego, ale jak wkurzała mnie Emma Jane Austin to obniżyłam swoją ocenę, jak wkurzał mnie Hertz Grein nie zrobiłam tego. Czyżby mężczyznom było więcej wolno, a może spodziewamy się po nich tego co najgorsze. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę, to może Cienie lepsze od Sztukmistrza, który mnie absolutnie nie zachwycił:)

    OdpowiedzUsuń
  5. @zwl- ja nie umiem ocenić, czy coś jest dobre, czy złe- za mało wiedzy, za słabe kompetencje, nie ten rodzaj wykształcenia. Moje oceny są wyrazem moich gustów. Akurat Cienie nad rzeką Hudson mnie się podobały.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja przeczytałam Sztukmistrza, Meszuge, Szatana w Goraju, Rodzinę Muszkatów, Śmierć Matuzalema, jednak zakochana w Szoszy i polecam do wielokrotnego czytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wciąż się przymierzam do Sztukmistrza, bo mimo zniechęcenia opiniami na zaprzyjaźnionym blogu stwierdziłam, że chciałabym poznać książkę, bo to jeden z tych tytułów, które za mną chodzą od dawna.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).