niedziela, 18 września 2011

Leniwa niedziela w Ogrodach Tulieries

Dziś niedziela – dzień wypoczynku. Będzie krótko, bowiem ogarnęło mnie niedzielne lenistwo. Po szalonym tygodniu zachłannego biegania to tu, to tam postanowiłam zgodnie z przykazaniem dzień święty święcić. Rano udałam się, a jakże by inaczej do Katedry Notre Dame, gdzie odbywała się państwowo-religijna uroczystość, co nadawało zwykłemu nabożeństwu szczególnie bogatą oprawę (mundurowi, sztandary, odświętne szaty duchownych, śpiewy i muzyka). Potem zwyczajem Paryżan, a może raczej zwyczajem turystów poszłam do kawiarni na cappuccino i crepes, czyli ten specjalny rodzaj cienkiego naleśnika (dziś z konfiturą). Napatrzywszy się (jeszcze nie do woli) na Katedrę podjechałam do ogrodów Tulieries. Siedząc pośród drzew delektowałam się spokojną, leniwą niedzielą, niedzielą pięknej, złotej jesieni. Temperatura niemal letnia, ale brązowo-złote dywany opadłych liści poprzetykane łupinkami i owocami kasztanów sugerują, że to już ostatnie podrygi lata. właszcza, że dzisiaj nieco spadła temperatura.
Alejki ogrodów, aż proszą się o pędzel malarza i to nie byle jakiego malarza, najlepiej, aby był to jeden z impresjonistów. Cichy szum drzew, ptasie trele, odgłos opadających miękko liści i uderzających o ziemię kasztanów stanowią doskonały klimat dla wyobraźni artysty. W Ogrodach panuje wszechogarniający spokój. Mimo ich rozległości i sporej liczby odwiedzających bez trudu znajdzie się ustronne miejsce, w którym można zatracić się w czasoprzestrzeni (zapominając o całym świecie). I znowu za Faustem powtarzam trwaj chwilo, trwaj. Takie chwile należałoby utrwalić.
Kiedy tak patrzę na całe to cudowne otoczenie, na drzewa, kwiaty, rzeźby, zbiorniki wodne, wazony, latarenki rozumiem ten imperatyw, który zmuszał malarzy do utrwalania na płótnie tego tu i teraz. Siedząc wśród zieleni miałam wrażenie, że oto udało mi się zrealizować kolejne marzenie; znalazłam się na obrazie któregoś z dziewiętnastowiecznych malarzy. Kiedy jednak zaczęłam przeglądać znane mi obrazy impresjonistów nie odnalazłam wśród nich ogrodów Tulieries.
To, co mi się tam najbardziej podoba, to owa różnorodność możliwości, jaką dają Ogrody. Miałam wrażenie, że niemal każdy może odnaleźć w nich coś dla siebie. Leniwy wypoczynek na jednej z wielu ławeczek, czy krzesełek, małe co nieco w jednej z kilku kawiarenek i restauracyjek, obserwacja dzieł sztuki (w ogrodach znajduje się sporo białych marmurowych posągów i grup posągów w stylu klasycznym oraz brązowych rzeźb nowoczesnych), uprawianie sportów; jogging, jazda na rowerze, marszobiegi. Jedni malują, inni czytają, obserwują, fotografują, jeszcze inni rozmawiają. A dzieci puszczają stateczki na stawach, graja w piłkę, albo korzystają z karuzeli.
A wszystko to znajduje się na przestrzeni kilometra i powierzchni 26 ha pomiędzy Placem Concorde a Placem Carrousel, pomiędzy Muzeum Luwru, a Muzeum Oranżerii. I dziś, jak za czasów Ludwika XV jest to miejsce spacerów i spotkań towarzyskich. Zmieniły się jedynie stroje i środki komunikacji, ogrody pozostały bez zmian.
Zdjęcia: 1. Jesień Moneta (niestety nie w Ogrodach Tuleries), 2-3 Ogrody - widok na oba skrzydła Luwru.
P.s. Domek z papieru i Monika - napisałam dłuugi komentarz pod waszymi wpisami, ale nie udało mi się ich przesłać, dlatego komentować bedę hurtem po powrocie. Dotyczy to także innych osób.

9 komentarzy:

  1. Rzeczywiście to musiała być leniwa niedziela, ale i tak spędzona w pięknej scenerii Luwru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak Gosiu, niedziela była dniem, który był Tobie bardzo potrzebny. Po całotygodniowym "lataniu" i chłonięciu wszystkiego, należało dać organizmowi chociaż trochę wytchnienia.
    Doskonale wiem jak to jest. Chce się zobaczyć jak najwięcej. A tu czasem na małą drobnostkę poświęcamy dużo czasu, bo jest unikatowa, niecodzienna i zazwyczaj bardzo piękna.
    Przedpołudniowy niedzielny Paryż jest raczej senny. Wszystko nabiera tempa po południu. I właśnie Ogrody dla Paryżan są takim miejscem relaksującym. Często przesiadują na ławeczce z gazetką, rozmawiają. Normalnością jest tutaj uprawiany jogging...
    Tutaj bez żadnego skrępowania można wyłożyć się na trawniku i ...leniuchować. Niestety ta pora jest raczej nieodpowiednia. Jak widzę na zdjęciu, pogoda w tym dniu nie była słoneczna, ale odpowiednia na relaks.
    A co do Ogrodów Tulieries, mało nas Polaków tutaj zagląda. Szkoda, bo są jak wszystkie Ogrody Paryża bardzo piękne. I podczas pobytu w tym mieście warto chociaż na chwilę w nich odpocząć.
    Dzisiaj, kiedy doładowałaś akumulatory, dalsze zwiedzanie i tak pewnie będzie do soboty.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę podróży:)z wypiekami na twarzy czytam relacje i oglądam zdjęcia;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem, jestem, czuwam jak anioł stróż nad Twoją podróżą. Wakacje to piękna rzecz, ale możliwość wykorzystania urlopu w innym czasie też do pozazdroszczenia - spacery bez skwaru, bez tłumów. Szczególnie przepychanek i kolejek nie lubię. Jak tak dalej pójdzie (a rozmarzyłam się, że hej), to jeszcze za miesiąc Wiedeń zaliczę. Jak radzisz - już planuję. Tylko co można "zaliczyć" przez weekend, gdy na dodatek połowę czasu zajmuje podróż? Ale jestem dobrej myśli. Obowiązkowo wieczorny spacer i dobra kawka. Też nawdychaj się uroków.:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. @Moniko - niedziela leniwa i w pięknym otoczeniu
    @Mario=Saro To prawda bardzo był potrzebny mi taki dzień zatrzymania się. Bo choć wciąż powtarzam, że nie wyobrażam sobie podróżowania z biurem podrózy, że chcę sama niespiesznie i powoli, to gdy przychodzi co do czego, to zachłanność oglądania bywa i mnie gubi. Dopiero teraz zauważyłam iż wstawiłam zdjęcia z soboty bodajże. W paryżu też mam kilka takich miejsc do których lubie wracać, ogrody Tulieries do nich należą. Zresztą, jak wiedzą bywalcy są one miejscem przez które prowadzi wiele szlaków, do Luwru, na Plac Concorde, do Oranzerii, do Museum Orsay- trudno więc je omijać. Ja lubię tamtędy przechodzić, przysiąść na ławeczce, odpocząć. Może po zdjęciach tego nie widać, ale jeszcze i teraz sporo osób wyleguje się na trawie. No właśnie tu wszystko jest dla ludzi.
    @Scathach miło mi, że się podoba i życzę podrózy w realu
    @Książkowiec- mój wybór września spowodowany jest zarówno obawą przed wysokimi temperatyrami na południu Europy, jak i mniejszą liczbą turystów, choc nie ma co się oszukiwać, takie miejsca jak Rzym, Wenecja, Paryż są oblegane niemal przez cały rok. Ale we wrześniu jest mimo wszystko troszkę mniej ludzi. Wiedeń? Piekne miasto, chętnie bym tam wróciła jeszcze. Mój wpis o Wiedniu jest na drugim bloogu w zakładce Wiedeń. Byłam juz dość dawno temu, ale pamiętam, że bardzo mi się podobało. Czy warto? Na pewno. Czy warto na tak krótko, to zależy, czy podróż nie zmęczy na tyle, żeby zostały jeszcze siły na oglądanie. Życzę zrealizowania planu. Dzisiaj po pięciu godzinach w Luwrze jestem przeszczęśliwa, ale nogi - nie wiem, czy jeszcze mam nogi i co ja pocznę jutro bez nóg :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. @Książkowiec- właśnie zajrzałam do drugiego blooga- nie ma zakładki Wiedeń- więc mój opis Wiednia jest w zakłladce przeczytane książki, ponieważ wiąże się z książką Cesarzowa Elzbieta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za arcyciekawą relację. Często się zastanawiam, jak spędzasz czas w Paryżu. Udanego pobytu i niezapomnianych wrażeń!

    OdpowiedzUsuń
  8. @Lirael- miło, ze ktoś o mnie mysli :) Jest pieknie, nawet jeśli temperatura nieco spadła do 21 stopni. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Taka leniwa, spokojna niedziela na pewno Ci się przydała. Co zaowocowało wypadem do Luwru. Śpieszę przeczytać Twoją relację.
    Trochę zazdroszczę mieszkańcom Paryża takich pięknych miejsc, w których mogą oderwać się od codziennego zabiegania, usiąść na ławeczce z książką w ręku bez wyrzutów sumienia.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).