czwartek, 22 września 2011

Moje spotkania z impresjonistami

Pisałam już, iż nie wyobrażam sobie wizyty w Paryżu bez odwiedzin Muzeum Orsay. Ta mieszcząca się w budynku dawnego, nieczynnego dworca kolejowego galeria sztuki zawładnęła mną od pierwszych odwiedzin. Mieszczą się tam głównie dzieła impresjonistów i postimpresjonistów; od Moneta, Maneta, Degasa, Renoira, Pissarro, Sisleya po Touluse Loutreca, Van Gogha, Gaugina. To oczywiście tylko niektóre nazwiska twórców znajdujących się tu rzeźb i obrazów. Zawsze lubiłam impresjonistów. Wydaje mi się, że sympatia dla impresjonistów jest czymś tak naturalnym, jak naturalnym jest oddychanie. Ich obrazy są tak pełne prostoty, delikatne,ciepłe, pastelowe, takie naturalne, że nie sposób ich nie lubić. Można się nimi nie zachwycać, ale nie lubić - nie, to chyba niemożliwe. Niosą one za sobą jednocześnie pewną nutę romantyzmu, tajemniczości i niedopowiedzenia. A wszystko to dzięki nieostrym, trochę rozmytym konturom postaci, natury, budowli. Są takie świetliste.
Pierwsza wizyta w Orsay to był wybuch entuzjazmu, zachwyt i ogromne uniesienia. Pamiętam doskonale to bieganie pomiędzy obrazami, to zachłanne rejestrowanie wrażeń; okiem, sercem i telefonem komórkowym. A wszystko to spowodowane ograniczeniem czasowym. Popełniłam ten powszechny błąd nowicjuszki, która chce zobaczyć wszystkie obrazy i zapamiętać jak najwięcej. Mimo, że poniosłam wówczas porażkę spowodowaną zbyt dużą zachłannością to wyniosłam coś bezcennego z tamtej wizyty – ogromny ładunek emocji, które sprawiły, że tamtą pierwszą wycieczkę do Paryża mogłam (mimo wielu niedociągnięć) zaliczyć do udanych. Wizyta zaowocowała także żywszym uczuciem do tego nurtu XIX wiecznego malarstwa.
Druga wizyta (miała miejsce rok temu) była bardziej przemyślana i nastawiona głównie na zapoznanie się z malarstwem Pissarro. Byłam wówczas świeżo po lekturze Bezmiaru sławy Irwinga Stone. Czytając książkę marzyło mi się równoczesne oglądanie obrazów, o których akcie tworzenia pisał autor. Niestety wówczas w Polsce nie było jeszcze żadnego wydania albumu z dziełami Pissarro. Miałam co prawda parę albumów malarstwa impresjonistów, ale te pięć do dziesięciu reprodukcji to było bardzo mało. Dlatego też, kiedy trafiłam do Sali poświęconej w całości dziełom tego malarza mogłam skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością.
Konfrontacja wypadła na korzyść rzeczywistości. Jego obrazy to głównie pejzaże, choć jest też parę scenek rodzajowych oraz widoki Paryża. Pissarro, jeśli wierzyć Irwingowi Stone, a ja mu wierzę, był zwolennikiem przemian w zabudowie Paryża. Mogą o tym świadczyć chociażby obrazy, na których uwieczniał paryskie bulwary. Avenue Opera, Bulwar Monmartre, Rue Saint Honore to tylko niektóre z jego paryskich obrazów. Poza dziełami Pissarra przyjrzałam się lepiej sztandarowym dziełom impresjonistów.
Oczywiście i ta wycieczka do Paryża nie mogła obyć się bez wizyty w Orsay. Tym razem skupiłam się na kilku dziełach. Po pierwsze chciałam upewnić się, jaką tonację ma obraz pasterki Pissarro. Pisałam o nie w zakładce moi ulubieńcy. W Internecie można znaleźć kilka wersji kolorystycznych obrazów; od świetliście jasnych, poprzez bajecznie kolorowe aż po ponure wpadające we wszelkie odcienie ciemności. Przyglądając się długo Pasterce (Dziewczynie z patykiem) doszłam do wniosku, iż obraz ma jedyną właściwą barwę. Coś pośredniego pomiędzy prezentowanymi w moim wpisie wersjami.
Po drugie z wielkim zdziwieniem odkryłam dzieło „Prawda” Josepha Lefebvre, które zamieściłam, jako ilustrację do wpisu na temat … Siła przekonań Prawda, czy mity. Okazało się, iż zdobi ono ściany Muzeum Orsay i wisi w bliskim sąsiedztwie „Źródła” Ingresa, przedstawiającego akt kobiecy wzorowany na Wenus Botticellego.
Po trzecie muzeum zawiera wiele odniesień do mojej ulubionej Opery Garnier. Po pierwsze to tutaj znalazła się rzeźba „Taniec” Jana Baptiste`a Carpeaux, która zdobiła fronton Gmachu Opery. Z powodu skandalu, jaki wywołała grupa nagich i dość swobodnie przedstawionych tancerzy oryginał rzeźby znalazł się w zbiorach muzeum. W Muzeum znajduje się także kilka kopii rzeźby. Ponadto w budynku znajduje się miniatura Opery Garnier w przekroju (zawierająca liczne detale i szczegóły architektoniczne) a także miniatury scenografii do oper i sztuk teatralnych.
Mogłabym tak mnożyć liczebniki w nieskończoność, ale niech o mojej radości przebywania wśród dzieł sztuki świadczy to, że była to moja trzecia wizyta w Muzeum i mam nadzieję, że nie ostatnia.
Drugą galerią poświęconą w dużej mierze malarstwu impresjonistów jest Muzeum Oranżerii. Znajduje się ono w ogrodzie Tulieries. Najbardziej znane dzieła tam eksponowane to Nenufary Moneta. Znajdują się one w dwóch salach w kształcie okręgu. Taki sposób ekspozycji wywołuje niesamowite wrażenie, znajdujemy się w środku, a dookoła otaczają nas Nenufary, można powiedzieć, że są to Nenufary z metra. Kiedy się je ogląda można dostać zawrotu głowy, jak na karuzeli, gdzie nie spojrzysz- tam nenufary.
Ponadto w Oranżerii znajdują się m.in. dzieła Cezanne i Renoira. Najbardziej spodobały mi się portrety dzieci pędzla Renoira, a w szczególności ten zamieszczony poniżej. Prawda, że słodki?
Kiedy odwiedzałam Muzeum Luwru byłam przekonana, że co jak co, ale impresjonistów tam nie znajdę. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy po salach „pełnych” płócien Corota natrafiłam na obrazy Pissarra, Renoira, Sisleya. To oczywiście zaledwie prześliźniecie się po temacie, bowiem wiele z obejrzanych przeze mnie obrazów wymaga osobnego wpisu i mam nadzieję, że uda mi się z czasem podołać temu zadaniu.
Zdjęcia; 1. Muzeum Orsay zdjęcie zrobione podczas rejsu po Sekwanie, 2. Monet Irysy w ogrodzie (z internetu), 3. Czerwone dachy Pissarro (z internetu), 4. Martwa natura Renoir, 4. Portret dziewczynki Renoir
Niestety jakość zdjęć obrazów jest nienajlepsza, jak wrócę do domu poszukam czegoś lepszego w internecie.
A teraz czas zabrać się za pakowanie.

8 komentarzy:

  1. Gosiu, nic dodać nic ująć. Wiedziałam, że nie opuścisz Muzeum Orsay. To obowiązkowe miejsce gdzie można zobaczyć tylu wspaniałych impresjonistów i ich doskonałe dzieła.
    Zdjęcia są bardzo dobre. Wiemy, że nie można robić z fleszem.
    No cóż co przyjemne i miłe sercu szybko mija i niestety czas pakować walizy.
    Najważniejsze, że wyjazd był udany i zostały niezapomniane wrażenia.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakże piękne są te obrazy. Twój opis tego muzeum sprawił, że i ja się zainteresowałam impresjonizmem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Orsay jest moim ulubionym paryskim muzeum :-) Ja także wracałam do niego kilka razy i za każdym razem odnajdywałam coś nowego dla siebie. I za każdym razem wychodziłam z kilkoma reprodukcjami zakupionymi na pamiątkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Saro-Mario Wyjazd był fantastyczny i dostałam dodatkowy bonus w postaci dobrej pogody (było ciepło i bezdeszczowo, choć czasami trochę pochmurnie)
    @Moniko- bardzo mnie to cieszy.
    @Karolino- Ja także za każdym razem kupuję, tyle, że pocztówkowe reprodukcje, magnesy na lodówkę i zakładki książkowe, oczywiście każde z ulubionym obrazem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że i ty masz słabośc do impresjonistów i muzeum Orsay ;) Byłam w nim tylko raz i to spory szmat czasu, ale wrażenia pozostały niezatarte

    OdpowiedzUsuń
  6. @bsmietanka- Wrażenia są niezapomniane, ale tylko dla osób, które mają słabość do impresjonistów. Pamiętam, jak panie z wycieczki narzekały, po co tyle czasu w ty muzeum !!!, a kiedy powiedziałam,że jak dla mnie to tego czasu było za mało, zapytały czy jestem malarką.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem co jest w obrazach impresjonistów, że wywołują takie emocje i pozytywne wrażenia. Uwielbiam impresjonistów. Dlatego ogromnie Ci "zazdroszczę",że mogłaś tyle piękna zobaczyć na własne oczy. Może i ja kiedyś zawitam do Paryża i wtedy .....

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Na pewno Balbino zawitasz we wszystkie piękne miejsca, o których sobie zamarzysz. Tylko czasami wymaga to troszkę czasu i cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).