piątek, 23 września 2011

Paryż szlakiem literatury - część 2

Paryż końca XIX wieku jest tłem akcji wielu powieści. Jest to okres wielkich przemian w strukturze architektonicznej miasta, przemian zapoczątkowanych przez Napoleona III, a przypisywanych prefektowi Haussmannowi.
Wąskie uliczki ustępują miejsca szerokim, przestronnym alejom, powstają nowe parki, ogrody, place, bulwary, wyburzeniu ulega spora część średniowiecznej zabudowy miasta. Młody, nieznany dotąd nikomu architekt Charles Garnier wygrywa w konkursie na projekt budynku opery narodowej. Powstają pierwsze wielkie magazyny handlowe takie, jak „Le Bon Marche” i „Le Louvre”. Magazyny zajmują ogromną powierzchnię, mieszczą się na kilku piętrach obszernych kamienic, posiadają bogato udekorowane witryny i ogromne ilości towarów.
Taki obraz takiego Paryża wyłania się z kart powieści Emila Zoli „Wszystko dla pań”.
Dzisiaj klimat tamtego świata (drugiego Cesarstwa) można odnaleźć w dziewiątej dzielnicy Paryża. Tam znajduje się Bulwar Hausmanna, Opera Garnier i takie domy handlowe jak; Galeria Lafayette oraz Printems. Ta dzielnica wielkich magazynów handlowych przyciąga codziennie tysiące Paryżan. Na rogu ulic La Fayette oraz la Chaussee-d`Antin znajduje się dziesięciopiętrowy budynek Galerii Lafayette. Tam na 70 tys. metrów kwadratowych powierzchni znajduje się wszystko, nie tylko dla pań. Wystawy sklepów dzisiaj tak samo, jak w powieści Zoli wabią klientów. Galeria powstała ponad 115 lat temu. Jest to ekskluzywny dom handlowy, w którym ceny mogą przyprawić o szybsze bicie serca. Podobno najdroższa torebka wystawiona na sprzedaż kosztowała 15 tysięcy euro. Wybór towarów jest tak rozległy, że oszałamia dzisiejsze klientki niemal tak samo, jak wybór towarów w sklepie Oktawa Moureta.
Główną galerię przykrywa wspaniała secesyjna kopuła stanowiąca połączenie kolorowego szkła oraz metalu. Wygląda ona niczym witrażowe okna we francuskich katedrach, tyle, że dekoracje są bardziej świeckie.
Znajdujące się pod kopułą witryny wystaw wyglądają jak teatralne loże. Odnosi się tutaj wrażenie, jakby wszystko emanowało jakimś blaskiem, który przyciąga do siebie. Kobiety biegają z błyskiem w oku, który smuci ich mężów, a cieszy właścicieli. Ja również zaszalałam i zafundowałam sobie … kawę z rogalikiem. Była to najwspanialsza kawa i najsmaczniejszy rogalik, jakie spożyłam w Paryżu. I o dziwo wcale nie najdroższe. A może ten niepowtarzalny smak to zasługa otoczenia. Nie wiem. W każdym razie prawdy opisane przez Zolę są aktualne i dziś. Poza ruchomymi schodami w sklepie wszystko inne pozostało bez zmian, zwłaszcza żądza posiadania. Nie odmówiłam sobie również spaceru zarówno Bulwarem Haussmanna, Avenue Opera oraz Rue Lafayette.
Zdjęcia: 1. Galeria Lafayette- a raczej jej malutki fragment, 2. Widok parteru; perfumy i skóra, 3. Fragment Kopuły, 4. Witryny, wystawy, sklepiki w Galerii Lafeyette

A już jutro rozstrzygnięcie konkursu z Paryżem w tle

8 komentarzy:

  1. Gosiu, żałuję nie byłam w Galerii Lafayete.
    Przyznaję, że kawę we Francji i Paryżu mają wyśmienitą do do tego jeszcze rogalik Croissant. Och, ach. Taki drobiazg a będzie się też długo pamiętało. Smakowitość tłumaczę zmęczeniem i pragnieniem napicia się kawy.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  2. @Saro-Mario nie można być wszędzie. Zapewne, gdyby nie Zola nie wybrałabym się do galerii handlowej. Generalnie nie przepadam za traceniem czasu w sklepach. Nawet zakupy coraz częściej robię przez internet. Ale taki sklep z tradycjami i takie otoczenie warto zobaczyć, jak się ma troszkę więcej czasu. A te smaki rzeczywiście pamięta się na długo. Niby takie same, a nie te same. Pozdrawiam weekendowo

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, Gosiu.:) Grzecznie czytam, ale mam wrażenia jak po Grecji, czyli... Gdy usiłowałam przygotować się do wyjazdu, plątało mi się wszystko dokładnie - nazwy, miejsca, postacie. Jestem wzrokowcem i nie umiałam sobie poukładać w głowie. Dopiero po podróży widzę wszystko jak należy. Najlepsza jest chyba druga podróż, taka mądra i pełna, bez przegapień. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy mówią: tu już nie pojadę, bo byłam. Paryż przede mną i konsekwentnie będę realizować plan, póki Bóg pozwoli. Też zaczęłam badać Wiedeń pod kątem literackim, ale to pierwszy raz, więc jak cielę będę dreptać za przewodnikiem, a rozkosze wszelakie - następnym razem. Piękny świat. Takie miejsca można pokochać nawet jesienią i zimą.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To ostatnie zdjęcie: idealne na okładkę "Wszystkiego dla pań":) Bomba:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiało wielkim światem i luksusem :)
    Z pewnością croissant i kawa w takim miejscu smakują wspaniale. Wszak otoczenie potęguje wrażenia smakowe :)
    Bardo ciekawe są te witryny i galeryjki - wyobrażam sobie, jak wyglądać musi to miejsce przed świętami Bożego Narodzenia - dekoratorzy pewnie prześcigają się w pomysłach na uatrakcyjnienie swoich wystaw.

    OdpowiedzUsuń
  6. @zacofany w lekturze :)
    @Nemeni- Może to rzeczywiście zasługa otoczenia, a może przypadek. Czytałam u Elisabeth Dudy, że na Boże Narodzenie jest tam tyle światełek, ozdóbek, dekoracji, że można dostać zawrotu głowy. Właśnie uświadomiłam sobie, że będę w Paryżu w grudniu tydzień przed świętami, więc może uda mi się to zobaczyć, choć będę dużo krócej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oktaw Mouret pewnie by się ucieszył z tak przepięknego wyglądu galerii. Urocza jest ta kopuła.
    Też bym sobie wypiła kawę i pochrupała rogalika w takim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  8. @książkowcu, jakże ja mogłam ci nie odpowiedzieć? Jestem przekonana, że pisałam odpowiedź, że też nie rozumiem takich osób, choć z drugiej strony, ile ludzi, tyle gustów, potrzeb, sposobów spędzania wakacji.
    @Balbino Myślę, że Oktaw byłby zadowolony. :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).