![]() |
| Piazza Grande wizytówka miasta (29 grudnia 2025 r) |
Historia miasta w pigułce
Za najistotniejsze dla historii miasta uznałam dwa fakty; założycieli i dążność jego mieszkańców do niezależności. Arezzo zostało założone przez Etrusków - starożytny lud, który zamieszkiwał środkową Italię (Etrurię, dzisiejszą Toskanię). Etruskowie istnieli od ok VII wieku przed naszą erą do I wieku naszej ery, następnie zostali wchłonięci przez państwo rzymskie. Byli zatem cywilizacją niemal równie starą jak rzymska, a ich osiągnięcia miały duży wpływ na sztukę, religię i kulturę państwa rzymskiego. Rozwinęli system miast państw, uprawiali medycynę, astronomię, mieli dobrych inżynierów. Uważa się, że cywilizacja rzymska rozwinęła się z cywilizacji etruskiej, tyle, że pod inną nazwą i językiem. Dziś o cywilizacji rzymskiej słyszał prawie każdy, a o Etruskach już niewielu. Tak sobie pomyślałam, czy te tkwiące w genach pierwiastki dawnych przodków nie miały wpływu na to, że to w Toskanii, a w zasadzie w jej największym ośrodku Florencji (którą także założyli Etruskowie) narodził się renesans. Taka niedorzeczna zapewne myśl mnie naszła.:)
Mieszkańcy Arezzo cechowali się silną niezależnością, jeszcze w XI wieku chcieli uniezależnić się od Florencji tocząc z nią walki, jednak to Florencja okazała się silniejszą i przejęła miasto pod koniec wieku XIV). W wieku XIX walczyli z Napoleonem, w końcu zostali częścią Zjednoczonego Królestwa Włoch.
Do dziś najbardziej znanym mieszkańcem Arezzo jest Giorgio Vasari – pierwszy w dziejach historyk sztuki, który spisał dzieje nowożytnych malarzy, rzeźbiarzy i architektów. Nawet, jeśli są one nie do końca rzetelnym źródłem wiedzy, to trzeba pamiętać, że Giorgio miał do dyspozycji tylko papier, gęsie pióro i transport konny, lub wóz ciągnięty przez woły, którym to sposobem pokonywał odległość (jadąc dniami, a nierzadko tygodniami) w poszukiwaniu informacji. Często korzystał z usług pomocników, nie zawsze wiarygodnych, nie miał do dyspozycji kserokopiarki, więc obrazy czy wizerunki musiał szkicować czy też po czasie odtwarzać z pamięci, a poza pisaniem Żywotów zajmował się malarstwem i architekturą. Tu się urodził. Kształcił się na dworze Medyceuszy, pracował w różnych miastach, a uczył od najlepszych w tym od Michała Anioła.
![]() |
| Giorgio widziany swoimi oczyma w Casa Vasari |
Miasto jego imieniem nazwało najważniejsze i najpiękniejsze miejsca (piazza Grande ma drugą nazwę - Piazza Vasari, zaprojektowane przy placu na zlecenie Kosmy I Medyceusza arkadowe Palazzo delle Logge nazwano Logiami Vasariego. Jego popiersie znajduje się na jednej z podpór arkady. Mieszczące się w loggiach knajpy też noszą jego imię, podobnie, jak zaprojektowany i zamieszkały przez niego dom przy via XX settembre.
Giorgio pisał, że w położonym na przedmieściach domu można oddychać najlepszym powietrzem w mieście. Do domu przynależy niewielki ogródek. Uważał go za swój azyl i osobiście stworzył dekoracje pomieszczeń na parterze, w galerii obrazów znajdują się zarówno namalowane przez niego, jak i namalowane przez innych XVI wiecznych artystów obrazy. Mnie interesowały obrazy Vasariego, bo przyznam, iż nie znałam ich wcześniej. Spośród wielkiej ilości scen religijnych zapamiętałam jedynie Złożenie do grobu, może z powodu zbieżności potraktowania tematu z Rafaelem.
![]() |
| Złożenie do grobu Vasari Arezzo (niestety nie udało się uniknąć odbić światła na obrazie) |
Choć to Rafaelowskie Złożenie do grobu na zlecenie Atalanty Baglioni jest barwniejsze i wspanialsze, to powyższemu obrazowi nie można chyba zarzucić braku talentu.
![]() |
| Złożenie do grobu Rafaela (Galeria Borghese Rzym) |
Widzę tu duży wpływ Michała Anioła w muskulaturze postaci i skrętach ciał (a może tylko chcę widzieć, bo Michała Anioła wielbię od dawna). Z ciekawością oglądałam autoportret Giorgia - zawsze byłam ciekawa wyglądu artysty, o którym się czyta i którego obrazy ogląda. Jest tu też portret Kosmy I Medyceusza pędzla Vasariego, a ten ród bardzo mnie interesuje.
Na marginesie znalazłam w Ufizzi portret Lorenzo Medici także autorstwa Giorgio, a pamiętam, jak kilka lat temu pytałam o nazwisko jego twórcy.
![]() |
| Portret Lorenza Medici Vasari (Ufizzi) |
Koleżanka mi kiedyś napisała, iż widać, że urodą nie grzeszył, ja jednak naczytawszy się o nieciekawej fizjonomii Medyceusza uważam ten portret za nazbyt pochlebny (choćby na podstawie porównania z innymi wizerunkami, też przecież pozbawionymi krytycyzmu wobec osoby zleceniodawcy.
Jednak tym, co mnie zaciekawiło najbardziej w domu Giorgia był pewien fresk (nie mam pewności, czy Vasariego, choć podejrzewam, że tak), który wzbudził mój zachwyt. Jest to kobieta czytająca w oknie. Cóż za wspaniała perspektywa. Wydaje się, iż scenę namalowano we wnęce okiennej, a tymczasem to optyczne złudzenie. Fantastyczny fresk nasuwający skojarzenia z obrazami Vermeera. Choćby dla tego jednego fresku warto było odwiedzić Casa Vasari.
![]() |
| Kobieta czytająca- fresk w Casa Vasari |
Arezzo na przełomie roku i ribollita
Miasteczko liczy około sto tysięcy mieszkańców.
Nie odczułam ich dużej obecności w historycznym centrum, może to skutek okresu świąteczno-noworocznego, ale na ulicach nie było tłoku, choć nie mogę też powiedzieć, aby było pusto.
![]() |
| Corso Italia 1 stycznia 2026 r. (po prawej w głębi fasada Santa Maria della Pieve) |
Właśnie skończył się jarmark na Piazza Grande, a jeszcze nie rozpoczął się odbywający w każdą pierwszą niedzielę miesiąca targ staroci, a zatem może trafiłam w taki spokojniejszy okres pomiędzy. Choć podobnie, jak w całej Italii trattorie i jadłodajnie około godziny dwunastej zaczynały się szybko zapełniać gośćmi, na tyle szybko, iż pierwszego dnia pobytu musiałam zadowolić się kawałkiem pizzy. O dziwo mimo podrzędnie wyglądającego lokalu była smaczna (i tania, co nie jest już takie dziwne, pizza na kawałki to chyba najtańsze włoskie jedzenie na ciepło). Moje rozczarowanie wynikało z tego, że nie przepadam za pizzą. Drugiego dnia już o dwunastej (godzinie otwierania jadłodajni) weszłam do Trattorii, aby spróbować lokalnego specjału, czyli ribollity (zupy z czerstwego chleba, fasoli i ziemniaków). Ponieważ zupa z samej swej definicji kojarzy mi się z płynnym, lekkim daniem zamówiłam dodatkowo spaghetti z owocami morza (zapominając, iż owocami morza są także mule, których nie lubię).
![]() |
| Ribollita czyli paćka chlebowa :) |
Ribollita okazała się głębokim talerzem z rozmoczonym chlebem, ziemniakami, fasolą i jakimś zielonym warzywem - była smaczna, ale tak syta, że już po zjedzeniu kilku łyżek byłam najedzona. Kelner zabierając talerz z niezjedzoną zupą zapytał, czy na pewno ma przynieść secondo piato (drugie danie). Było mi głupio odwołać zamówienie, więc potwierdziłam, że certo (oczywiście). A tam wśród nitek makaronu niemal same mule. No cóż zrobiłam dobrą minę do złej gry i zaczęłam dziobać makaronowe nitki zapijając winem. Obiad nie trafił w mój gust, ale nie wyszłam głodna, a za to bogatsza w nowe doświadczenie, że skoro nigdy nie jestem w stanie zjeść całego dania to nie ma sensu zamawianie dwóch :)
![]() |
| Spaghetti z owocami morza (winno być nazwane z mulami i jedną skorupą krewetkową) |
Freski kaplicy Historii Krzyża Świętego Piera della Francesca
Zwolennicy malarstwa przyjeżdżają do Arezzo dla fresków Piero della Francesca oraz krucyfiksu Cimabue. Pierro i jego kaplicy Historii Krzyża Świętego poświęcił jeden z esejów w Barbarzyńcach w ogrodzie Zbigniew Herbert. Był to jego ulubiony malarz. Freski pochodzą z drugiej połowy XV wieku. Aby je obejrzeć należy wykupić bilet wstępu. Ja połączyłam bilet wstępu do Bazyliki Św. Franciszka, z wstępem do Muzeum Sztuki średniowiecza i Domu Vasariego. W cenie biletu było jeszcze Muzeum Archeologiczne, którego już nie dałam rady odwiedzić (bilet łączony jest ważny 72 godziny, a w okresie świątecznym trzeba niemałej ekwilibrystyki, aby dopasować do siebie czas i godziny otwarcia).
![]() |
| Niepozorna bazylika Św. Franciszka |
Kaplica Bacci, w której znajdują się freski przedstawiające historię Krzyża Świętego to poza portretem podwójnym małżonków Montefeltro najbardziej znane dzieła Piero. Urodził się nieopodal Arezzo w małej miejscowości Sansepolcro. Miałam nawet w planie wycieczkę do Cortony, albo do Sansepolcro, ale obawiałam się, że jak się chce zobaczyć zbyt wiele to tak naprawdę niewiele się zobaczy i zostają potem jakieś mgliste wrażenia jakiegoś kościoła i jakiegoś placyku, bez nazwy, bez historii, które z czasem zacierają się w pamięci. Lubię dowiedzieć się czegoś więcej o oglądanych miejscach, wówczas (być może, choć nie ma na to gwarancji) lepiej je zapamiętam a przy okazji poszerzam wiedzę i rozwijam moje szare komórki, które z wiekiem leniwieją coraz bardziej.
![]() |
| Kaplica Bacci (historii Krzyża Świętego widziana z nawy głównej zza krucyfiksu Mistrza Św. Franciszka |
Historia Krzyża Świętego pochodzi ze złotej legendy cieszącej się w średniowieczu dużą popularnością. Brzmi ona niczym baśń, otóż drzewo, z którego zrobiono krzyż, na którym skonał Chrystus swymi korzeniami sięga czasów Adama i Ewy i ich synów. W chwili śmierci Adama jego syn Set wkłada mu w usta nasiona, z których wyrasta potem drzewo, z którego zrobiony zostanie krzyż - ten Krzyż. Opowieść o historii krzyża toczy się przez wieki, mamy tu wiele scenek związanych z krzyżem, od śmierci Adama, przez adorację krzyża królową Sabę, sen Konstantyna, sceny bitewne.
![]() |
| Sen Konstantyna Piero della Francesca |
Najbardziej fantastyczna wydaje mi się adoracja mostku (ze ściętego drzewa zrobiono mostek) przez doznającą objawienia królową Sabę (ma wizję, iż drzewo z mostku posłuży kiedyś za krzyż, na którym skona Chrystus).
![]() |
| Adoracja Drzewa Świętego Królowej Saby Piero della Francesca |
W czasach średniowiecza ludzie wierzyli, lub chcieli wierzyć w Legenda Aurea. Nie będę opisywać wszystkich fresków, a jest ich kilkanaście na różnych poziomach kaplicy, aby dojrzeć niektóre trzeba mocno zadrzeć głowę do góry, aż kark cierpnie, żeby je zrozumieć, trzeba znać Legendę. Najbardziej znanym freskiem z tego cyklu jest Sen Konstantyna. Ponoć jest to pierwszy w historii malarstwa nokturn (scena nocna). Historia snu Konstantyna jest najlepiej znaną częścią Legendy na temat Krzyża. Konstantyn (cesarz rzymski), który miał stoczyć nazajutrz walkę o władzę z Maksencjuszem (też cesarzem, panowała wówczas dwuwładza) miał znacznie mniejszą ilość wojska od przeciwnika. Wówczas przyśnił mu się Anioł, który zapewnił, iż zwycięży, o ile będzie walczył w imię Krzyża. I to miało być przyczyną legalizacji chrześcijaństwa w cesarstwie rzymskim. W czasach, kiedy było ono dość słabą religią, nie mającą jeszcze tak wielu zwolenników pozwolenie na legalne wyznawanie wiary w Chrystusa było zjawiskiem zaskakującym, ale jak każda zmiana religii dobrze przez Konstantyna przemyślanym. Ale nie o tym jest ten wpis. Scena snu jest oniryczna, a jednocześnie postacie Konstantyna, służącego, strażników są przedstawione realistycznie. W opisie obrazu jest informacja o krzyżu w ręce anioła, przyznam się, że dopatrzyłam się go dopiero po powiększeniu zdjęcia. Równocześnie porównując zdjęcia z reprodukcjami w albumie widzę, jak ładnie zrekonstruowano brakujące części malowideł.
![]() |
| Zwiastowanie Piero della Francesca |
Mnie w kaplicy Bacci (zleceniodawców) spodobało się Zwiastowanie, może dlatego, że mam do tego tematu słabość (to taka ładna historia, kiedy Anioł mówi kobiecie, że zostanie Matką i to nie byle jaką Matką, a najważniejszą z matek, bo Matką Zbawiciela). Lubię te postacie przyklękających aniołów w pokorze niosących nowinę i różne wersje Maryi, od zaskoczonych (jak kiedyś napisałam naburmuszonych Simone Martiniego), pokorne Fra Angelica, piękne Lippiego). Maryja u Piera jest i pokorna i dostojna. Zwiastowanie nie jest związane z Historią krzyża, ale ze względu na uniwersalny temat Piero umieścił je w kaplicy. Maryja otrzymuje od Anioła nie lilię (symbol niewinności) a liść laurowy (symbol życia). I znowuż widzę go dopiero na zdjęciu, ani na znajdującej się w albumie reprodukcji (zdjęcia z albumu pochodzą sprzed renowacji kaplicy), ani tym bardziej w kaplicy na wysokości kilku metrów od ziemi nie dostrzegałam tego detalu. Często historycy sztuki krytykują amatorów, za robienie zdjęć zamiast patrzenia. Jak widać zdjęcia bywają bardzo pomocne dla późniejszej analizy.
![]() |
| Krucyfiks Cimabue w Kościele Św. Dominika |
Oczywiście poza kaplicą Bacci w bazylice Św. Franciszka, która od razu wywołuje we mnie skojarzenia z Kościołem Świętego Wawrzyńca we Florencji z uwagi na jego niezwykle skromną -pozbawioną wszelkich dekoracji fasadę znajduje się wiele innych ciekawych fresków. Jest tam też krzyż przypisywany Mistrzowi Świętego Franciszka, bowiem pod postacią Chrystusa znajduje się mały modlący się święty Franciszek (II połowa XII wieku). Postać Chrystusa przypomina tę na krucyfiksie Cimabue w kościele Św. Dominika. Przyznam, że jeszcze nie dorosłam do zachwytów nad Cimabue i w kościele Świętego Dominika większą uwagą obdarzyłam ołtarz boczny z terakotową ceramiką warsztatu della Robbi.
![]() |
| Św. Piotr z Werony Giovani i Girolamo della Robbia kościół San Domenico |
Muzeum Sztuki Średniowiecznej i Nowoczesnej
Jest tu wiele ciekawych głównie średniowiecznych obrazów mistrzów toskańskich, mnie jednak najbardziej spodobała się majolika. Dopiero tutaj uświadomiłam sobie, iż od zawsze w różnych muzeach mój wzrok chętnie kierował się na te kolorowe naczynia (z przewagą żółci, niebieskości i lekko zieleni) ozdobione fauną i florą i scenkami mitologicznymi. Zachwycała mnie ich żywa kolorystyka, bogactwo kształtów, pomysłowość zdobnicza.
![]() |
| Majolikowe naczynia Muzeum Średniowiecza |
![]() |
| j.w |
Po raz kolejny zwróciłam uwagę na pana o dziwacznym imieniu Telemaco i nazwisku Signorini. Po raz pierwszy zauważyłam jego obrazy rok temu na wystawie w Turynie. Nie wspominałam o tej wystawie, bowiem było ich tak wiele, że nie o wszystkich byłam w stanie napisać. Pan był Florentyńczykiem i żył w wieku XIX. W swoim malarstwie odchodził od realizmu, malarstwa akademickiego, malował scenki na tle fragmentów miejskiej zabudowy a także weduty.
![]() |
| Via de Malcontenti Telemaco Signorini (florencka uliczka) |
Mnie troszkę kojarzy się z Aleksandrem Gierymskim, którego niezwykle lubię.
Szczególnie cenię na obrazach architekturę (jest to dokument historycznego wyglądu miasta, jego wnętrz), dlatego też moją uwagę zwróciło wnętrze Kościoła Santa Maria della Pieve pędzla Rafaello Conti. Tak wyglądało w wieku XIX.
![]() |
| Wnętrze Santa Maria della Pieve Rafaello Conti |
![]() |
| To samo wnętrze 30 grudnia 2025 r. |
Artystyczna rodzina della Robia
![]() |
| Madonna z dzieciątkiem i świętymi warsztat della Robbia (Muzeum Sztuki Średniowiecza) |
Kolejnym z odkryć były terakotowe ołtarze z glazury autorstwa rodu della Robbi. Pierwszym znanym artystą z tego rodu był Lucca. Znany jest on z przepięknej kantorii – trybuny (czy jak dziś byśmy powiedzieli balkonu) dla chóru śpiewaków we florenckiej katedrze. Dziś można go oglądać w Muzeum Katedry.
![]() |
| Ołtarz boczny warsztatu della Robbia w kościele Santa Maria in Gradi Arezzo |
Jego znakiem firmowym stał się biały wizerunek Madonny z dzieciątkiem na błękitnym tle. Jego uczniami był bratanek Andrea, a schedę przejęli jego synowie. Stworzyli oni warsztat della Robbiów. Z warsztatu pochodzi znajdująca się w Muzeum Sztuki Średniowiecznej Madonna z dzieciątkiem i świętymi Sebastianem i Julianem. Jaka w nich elegancja, może to dzięki zastosowaniu dwóch zasadniczych kolorów białego i niebieskiego (dziś to kolory flagi Maryjnej). Podążałam już potem śladem dzieł tego warsztatu. W Arezzo jest ich parę; jak ołtarz boczny w katedrze, ołtarz w Santa Maria in Gradi czy ołtarz główny w Santa Maria della Grazie.
Moja pamiątka z Arezzo - która nie wiedzieć czemu ale bardzo mnie ucieszyła i nawet nie targowałam się ze sprzedającym o cenę, choć zażądał kwotę sporo przewyższającą cenę bawełnianej koszulki.
La vita e bella tytuł filmu, którego niektóre sceny kręcono na Piazza Grande zamieszczony na koszulce wywindował jej cenę, a mnie wprawił w jeszcze lepszy humor, bo podoba mi się mieć taki napis na koszulce.

























Mnóstwo wiedzy na temat miasta i sztuki, która go niewątpliwie mocno zdobi. Niezmiernie podobają mi się odwiedzone przez Ciebie miejsca, jednak najbardziej przypadła mi do gustu Kaplica Bacci z freskami. Doskonały spacer!
OdpowiedzUsuńPozdrowienia zasyłam:)))
Mnie też się ta kaplica bardzo spodobała, podobnie zresztą jak pozostałe w Bazylice Św. Franciszka, pozostałe freski nie są może tak dobre warsztatowo, ale mają wiele uroku. Pozdrawiam
UsuńGosiu, to była wspaniała podróż, a Arezzo naprawdę jest warte odwiedzenia! Bardzo ciekawy post - począwszy od historii Vasariergo i miasta a skończywszy na koszulce. Co do jego obrazu przedstawiającego "Złożenie do grobu" faktycznie trudno go porównywać z malarstwem Rafaela, bo jego manierystyczny styl trzyma się brutalnej prozy życia, podczas, gdy Rafael bardzo ją wyidealizował. Natomiast freski Piera della Francesca wspaniałe, kompozycja, przepiękne kolory i czystość rysunku nadzwyczajna, a Twoja relacja na ich temat to smakowita wisienka na torcie. Ciekawa jestem jak wyglądały przedtem, a co jest zasługą późniejszych prac, ale podmalowania chyba były bardzo dyskretne, bo nie widać jaskrawych kolorów. Ja malarstwo Cimabue bardzo sobie cenię, bo widać w nim zmaganie z bizantyńską sztywnością, chociaż z punktu widzenia malarstwa quattrocenta, czy renesansu jest to sztuka jeszcze dość nieporadna. Ja za to ją lubię, poza tym chociaż jej brakuje doskonałości, jest w niej dużo wdzięku i słodyczy. Majoliki też uwielbiam podobnie jak Ty, nawet te mniej artystyczne, bo są dla mnie kwintesencją włoskiego stylu życia. Warsztat rodziny della Robbia wzniósł ją na wyżyny artyzmu, ale szczerze mówiąc bardzo mnie wzruszało, kiedy w na ścianach domów w miasteczkach, czy wioskach napotykałam na mniej lub bardziej udane kopie ich Madonn albo po prostu takie, które stworzył ktoś wzorujący się na ich stylu. Zawsze je fotografowałam, niektóre nawet wiele razy, jak smutną chociaż urzekająco piękną Madonnę z Dzieciątkiem w Menaggio. Małgosiu, pozdrawiam, dzięki za tę piękną relację!
OdpowiedzUsuńTak jak pisałyśmy u Ciebie - te małe włoskie miasteczka kryją w sobie wiele bogactwa, akurat Arezzo miało szczęście do wielkich i znanych twórców (Vasari, Piero della Francesca, Cimabue, della Robbia to ci bardziej znani. Nie chciałam już mnożyć nazwisk i wydłużać wpisu). U Rafaela już kolory wprowadzają inny nastrój, a poza tym dzieło miało dać pociechę zbolałej matce która straciła syna (Atalancie) więc miało bardziej pogodny klimat. Co do zakresu renowacji fresków to gdybyś miała wydany w serii Klasycy sztuki przez Rzeczpospolitą mogłabyś porównać - ale raczej to wypełnienie ubytków, białych plam na freskach znajdujących się w wielu miejscach, nie wiem, czy to odpadł kawałek tynku, czy wyblakło z innego powodu, w każdym razie moim amatorskim okiem wygląda to bardzo profesjonalnie, nie domyśliłabym się ingerencji, gdybym nie porównała zdjęć z reprodukcjami w albumie, a kolory nie są jaskrawe, a bardziej stonowane.
OdpowiedzUsuńCo do Cimabue to wszystko przede mną. Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Ufizzi, gdy sale z malarstwem XII-XIII wiek omiotłam ledwie wzrokiem lecąc dalej. Teraz dokładnie sobie obejrzałam obrazy ołtarzowe i głównie krucyfiksy, więc za jakiś czas może zacznę się też zachwycać. Majolika della Robbiów tak się spodobała, że wytwarzali ją niemal hurtowo, a że zapotrzebowanie było duże byli na pewno naśladowcy, którzy wykorzystywali koniunkturę. Też robię zdjęcia takich często nieudolnych dzieł (czy to ołtarzyki przydrożne, czy freski na murach domów, czy taka znienacka pojawiająca się terakotowa ozdoba - zwykła ściana domu i malutka kilkunastocentymetrowa owalna ozdoba z Maryją.
Bardzo ciekawy wpis. Oj, ta ribollita nie wygląda na zbyt smaczną zupę, i kolor, i konsystencja jakieś takie niezbyt zachęcające. Ale piszesz, że była smaczna, czyli w tym przypadku pozory mylą. :)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście nie wygląda, szczerze mówiąc wygląda jak taka paćka bezsmaku. Pamiętam, jak jako dziecko mama robiła czasami ciepłe mleko, do którego wkruszało się bułkę (nie wiem dlaczego, ale tak się jadło). Pamiętam, że to mi wówczas, za dzieciaka bardzo smakowało, a ta zupa była trochę, jak przypomnienie tamtego smaku, zupełnie nie wiedzieć, czemu, bo mleka tu nie było, bułki też nie. :) To danie pożywne, bo bardzo syci i można zjeść, ale nie jest to żaden rarytas.
UsuńJa to sobie wymarzylam podróż po Włoszech śladami moich ukochanych Iwaszkiewicza i Herberta. Niestety byłam tylko raz, jako młoda kobieta i wtedy bardziej mnie interesowali przystojni ragazzi i plaże niż kościoły. Q Rzymie i Wenecji coś tam kurcgalopkiem zaliczyłam, ale to jest niestety w gruncie rzeczy nic.
OdpowiedzUsuńCzytałam i Iwaszkiewicza Podróże włoskie i Herberta eseje w tym odniesienia podróżnicze i Muratowa, Kuncewiczowej, Maraia i paru innych autorów. Staram się czerpać z każdego po trochu i odnajdować też własne ścieżki, zwłaszcza, że Herbert pisze, że najlepiej zwiedzać idąc jedną uliczką w prawo inną w lewo i zagubić się pośród nich, co jest pewnego rodzaju kokieterią, bo zdaje się w innym miejscu pisze o podróżowaniu od obrazu do obrazu, więc co w końcu spontaniczność, czy plan- pewnie najlepszy jest zawsze złoty środek - trochę tego, trochę owego. Będąc pod koniec lat osiemdziesiątych na Cyprze (ponad miesiąc czasu) nie zwiedziłam żadnego zabytku, nie obejrzałam nic ciekawego, poza plażą za dnia i dyskoteką wieczorem. Mówią, że nie ma tam nic ciekawego, ale dziś wiem, że jak się chce, wszędzie znajdzie się coś ciekawego. Ale takie jest prawo młodości, aby się bawić, jak mawiała koleżanka z pracy, jest czas zabawy i czas klepania różańca (choć ja akurat zamieniłabym ten różaniec na inne aktywności)
OdpowiedzUsuńFajny klimat w tych Włoszech. Nawet jak tylko o nich czytam, to udziela mi się taki przyjemny nieśpieszny nastrój.
OdpowiedzUsuńRibollita kojarzy mi się z sopes mallorquines, niby zupa, a jednak w postaci bardziej stałej niż płynnej, osobiście nie jestem fanką.
Oj tak, może dlatego tak lubię tam wracać. Nie znałam tego dania, a czytam, że je się widelcem, więc pewnie jeszcze bardziej gęsta papka. Ja już drugi raz nie będę ryzykować z rozmoczonym chlebem.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że ktoś jeszcze wspomniał mojego ukochanego Iwaszkiewicza, bo jego Podróże do Włoch nie mają sobie równych. Łysiaka Wyspy zaczarowane też są wspaniałe. Lubię do nich wracać.
OdpowiedzUsuńA twoje opisy i wiedza również zachwycają. Arezzo pełne uroku. Ale jeżeli 100 000mieszk. to na pewno nie miasteczko 🤣 całe Włochy to żywe muzeum bezcennych reliktów sztuki i historii
Właśnie przypominam sobie Podróże do Włoch, czytałam je ponad dziesięć lat temu, a jakże wydają mi się aktualne przemyślenia autora, kiedy czytam o niepopisywaniu się trudnymi wyrażeniami, słownictwem, którego znaczenia należy szukać w słowniku. chęcią zaskoczenia czytelnika, co to nie ja, gdzie to nie byłem i czego to nie widziałem. Mam nadzieję, że moje wpisy nie są odczytywane w ten sposób, a język staram się jak najbardziej upraszczać i tych trudnych nazw stosować jak najmniej, tudzież nie epatować nadmiarem wiadomości, bo wówczas czytelnik przeleci wzrokiem, obejrzy zdjęcia i będzie miał kłopot, aby napisać choć zdanie :)Dla mnie miasteczko, nie stosuję tu statystycznych definicji i zdaję sobie sprawę, że to co widziałam to tylko niewielka część miasta Arezzo, które ma swoje nowoczesne domy i osiedla, ale mnie interesowała owa historyczna zabudowa, ta jego najładniejsza cząstka
OdpowiedzUsuńPodziwiam Twój zapał w szukaniu tych wszystkich powiązań pomiędzy poszczególnymi obrazami różnych malarzy. Widać pasję do sztuki, do tego wspaniale to wszystko opisujesz. Wyjazd do Włoch dla takiej osoby , jak Ty, to jedna wielka przyjemność. Czas pewnie przestaje mieć znaczenie, a dopiero zamknięcie jakiegoś muzeum, czy kościoła przywraca Cię do rzeczywistości. Cenię Twoje posty, są pełne szczegółowych wiadomości i Twojej interpretacji. Ich opracowanie wymaga sporo pracy. Znam te momenty, gdy w zaciszu domowych odnajdujesz na zdjęciach jakiś szczegół, który ci umknął podczas zwiedzania. Szukanie informacji, co on przedstawia daje nie mniej zadowolenia, niż oglądanie na żywo. Mam nadzieję, że zapał do pisania takich postów jeszcze długo u Ciebie nie wygaśnie, mimo, że czytających je osób jest coraz mniej.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Rzeczywiście masz rację, szukanie informacji post factum to dalszy ciąg przyjemności, wiem, że niewiele osób, przynajmniej tych czytających blogi podziela moje pasje, a niektóre (być może) komentują grzecznościowo na zasadzie wzajemności, ale jak na razie nie zniechęca mnie to. Każdy z nas ma takie swoje "koniki", do których wraca z przyjemnością i które lubi analizować:)
OdpowiedzUsuńByłam pewna, że z tego wyjazdu do Włoch wyciśniesz ile się da. Pamiętam jak mi opowiadałaś, że w Arezzo nie ma nie wiadomo jakiej ilości zabytków ale i tak się nie nudziłaś i przeszłaś to miasteczko wzdłuż i wszerz. I wtedy sobie pomyślałam, że mi pewnie też by się w Arezzo podobało. Dla kogoś kto tak bardzo jak Ty lubi sztukę i ma ogromną wiedzę w tym temacie pobyt w Arezzo może być niezapomniany. W ogóle Włochy to nieustanna uczta dla miłośników sztuki i architektury i w ogóle się nie dziwię, że bywasz tam często i regularnie. Jak zapewne się domyślasz większość nazwisk z Twojego wpisu nic mi nie mówi ale naprawdę jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy i tego jak ją wykorzystujesz aby łączyć fakty.
OdpowiedzUsuńI całe szczęście, że tam nie ma większej ilości dzieł sztuki, bo bym znając siebie nie odpuściła i zamiast spacerów latała od wystawy do wystawy :) Bardzo mi pochlebia, że nazywacie mnie znawczynią sztuki (nie tylko ty, ale i inni komentujący), bo ja się wciąż uczę i sprawia mi to dużą przyjemność poznawanie coraz to nowych nazwisk i historii. Wcale się nie dziwię, że nie znasz tych nazwisk, o ile da Vinci, czy Van Gogh tkwią w powszechnej świadomości o tyle della Francesca, czy della Robbia czy Vasari już nie, sama poznałam ich parę lat temu. A potem rzeczywiście miło się układa te różne puzzle :)
UsuńPominę duchowy aspekt tej wyprawy i napiszę tylko słowo o doznaniu kulinarnym. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że chyba wszyscy zajadają się owocami morza przyrządzanymi na rożne sposoby. Mam przyjaciółkę, która nigdy owoców morza nie jadła i jeść nie będzie. Ja natomiast bardzo lubię mule, które od czasu do czasu przyrządza Ryszard....
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Ja z owoców morza lubię kalmary, krewetki- ale obrane ze skorupek, ośmiorniczki, natomiast mule mają dla mnie taki błotnisty smak. Może to kwestia niewłaściwego przyrządzenia, bo moja siostra bardzo lubi mule i często je robi, ona, czy szwagier. Małże zjem, choć bez ekscytacji. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZ pokazanych zwiedzanych cudowności najbardziej mi się spodobały te ceramiczne biało-niebieskie ołtarze. I to piszę ja- wielbicielka malarstwa :). Natomiast jeśli chodzi o obrazy, to wpadł mi w oko Signorini. Co do kulinariów, to będę szczera - moim skromnym zdaniem kuchnia włoska jest przereklamowana, mnóstwo kluchów, których raczej nie jadam (w każdym razie nie te pszenne) i te morskie robale, brrr... Jak już muszę, bo nie mam wyboru, to zjem dobrze przyrządzone mule albo krewetki, ale bez zachwytu. W żadnym razie kalmary czy ośmiornice. Ryby i warzywa owszem, ale to się spotyka też w innych kuchniach. Paćka chlebowa mnie zszokowała - paskudztwo, zarówno z opisu jak i wyglądu. Chyba bym nie weszła po raz drugi do knajpy, w której takie coś się w ogóle podaje. No sorry, ale tak to odbieram.
OdpowiedzUsuńRozpisałam się o jedzeniu, bo paćka chlebowa mną wstrząsnęła :). Ale cała wycieczka cudowna, tyle wspaniałości nam pokazałaś, a jeszcze więcej widziałaś, więc przeżycia na pewno niezapomniane. Odnoszę wrażenie, że tam na każdym koku są dzieła sztuki i czuje się historię.
I mnie te terakotowe ołtarze zauroczyły, a pana Signorini odkryłam jakiś czas temu i odtąd zwracam nań uwagę. Pierro della Francesca nie jest moim ulubionym malarzem, ale z ciekawością obejrzałam jego freski, warto wiedzieć o czym pisze Herbert czy Iwaszkiewicz (doczytałam się, że pisał też o Arezzo). Kuchnia włoska jest kuchnią niewyrafinowaną, prostą i często jej podłoże wyrosło z biedy, stąd taka ilość kluch i potraw na bazie czegoś w rodzaju różnych odmian chleba, czy placków- jak pizza, focaccia, czy inne. Nie przepadam za pizzą, focaccią, czy panini sprzedawanymi na kilogramy, bo te ichne kanapki są wielkości bochenka chleba, zapychające bardzo. Natomiast bardzo lubię różnego rodzaju pierożki (raviolli, tortellini itp), smakuje mi ragu (czyli mielone z sosem pomidorowym) no i owoce morza, ale nie mule :) czyli odwrotnie niż u Ciebie. No i risotto z grzybami, choć zawsze wydawało mi się, że nie lubię ryżu, ale ten ichny ryż (specjalna odmiana) w tym sosie jaki się wytworzy podczas przyrządzania dla mnie pychota. Drugi raz nie poszłam do tej knajpy, choć ribollita to ich danie lokalne i jest w wielu knajpach. Chciałam spróbować to spróbowałam i wiem, że nigdy więcej go nie zamówię, będę też bardziej ostrożna jeśli idzie o owoce morza. Trzeba dopytać jakie to owoce i czy krewetki obrane, bo zabawa z obieraniem nie jest przyjemna, człowiek się upaćka przy tym, a wygrzebie mięska, co kot napłakał.
OdpowiedzUsuńDoświadczenia nas uczą, a nie zawsze są wyłącznie przyjemne :) A wycieczka rzeczywiście fantastyczna bogata we wrażenie i dobre i mniej dobre (choć tych drugich zdecydowanie mniej).