Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Po Arezzo z Vasarim, Piero della Francesca, rodziną della Robiów i ribollitą

Piazza Grande wizytówka miasta (29 grudnia 2025 r)

Historia miasta w pigułce
Za najistotniejsze dla historii miasta uznałam dwa fakty; założycieli i dążność jego mieszkańców do niezależności.
Arezzo zostało założone przez Etrusków - starożytny lud, który zamieszkiwał środkową Italię (Etrurię, dzisiejszą Toskanię). Etruskowie istnieli od ok VII wieku przed naszą erą do I wieku naszej ery, następnie zostali wchłonięci przez państwo rzymskie. Byli zatem cywilizacją niemal równie starą jak rzymska, a ich osiągnięcia miały duży wpływ na sztukę, religię i kulturę państwa rzymskiego. Rozwinęli system miast państw, uprawiali medycynę, astronomię, mieli dobrych inżynierów. Uważa się, że cywilizacja rzymska rozwinęła się z cywilizacji etruskiej, tyle, że pod inną nazwą i językiem. Dziś o cywilizacji rzymskiej słyszał prawie każdy, a o Etruskach już niewielu. Tak sobie pomyślałam, czy te tkwiące w genach pierwiastki dawnych przodków nie miały wpływu na to, że to w Toskanii, a w zasadzie w jej największym ośrodku Florencji (którą także założyli Etruskowie) narodził się renesans. Taka niedorzeczna zapewne myśl mnie naszła.:)
Mieszkańcy Arezzo cechowali się silną niezależnością, jeszcze w XI wieku chcieli uniezależnić się od Florencji tocząc z nią walki, jednak to Florencja okazała się silniejszą i przejęła miasto pod koniec wieku XIV). W wieku XIX walczyli z Napoleonem, w końcu zostali częścią Zjednoczonego Królestwa Włoch.
Casa Vasari widok z ogrodu

Vasari i jego Dom w Arezzo
Do dziś najbardziej znanym mieszkańcem Arezzo jest Giorgio Vasari – pierwszy w dziejach historyk sztuki, który spisał dzieje nowożytnych malarzy, rzeźbiarzy i architektów. Nawet, jeśli są one nie do końca rzetelnym źródłem wiedzy, to trzeba pamiętać, że Giorgio miał do dyspozycji tylko papier, gęsie pióro i transport konny, lub wóz ciągnięty przez woły, którym to sposobem pokonywał odległość (jadąc dniami, a nierzadko tygodniami) w poszukiwaniu  informacji. Często korzystał z usług pomocników, nie zawsze wiarygodnych, nie miał do dyspozycji kserokopiarki, więc obrazy czy wizerunki musiał szkicować czy też po czasie odtwarzać z pamięci, a poza pisaniem Żywotów zajmował się malarstwem i architekturą. Tu się urodził. Kształcił się na dworze Medyceuszy, pracował w różnych miastach, a uczył od najlepszych w tym od Michała Anioła.
Giorgio widziany swoimi oczyma w Casa Vasari

Miasto jego imieniem nazwało najważniejsze i najpiękniejsze miejsca (piazza Grande ma drugą nazwę - Piazza Vasari, zaprojektowane przy placu na zlecenie Kosmy I Medyceusza arkadowe Palazzo delle Logge nazwano Logiami Vasariego. Jego popiersie znajduje się na jednej z podpór arkady. Mieszczące się w loggiach knajpy też noszą jego imię, podobnie, jak zaprojektowany i zamieszkały przez niego dom przy via XX settembre.
Giorgio pisał, że w położonym na przedmieściach domu można oddychać najlepszym powietrzem w mieście. Do domu przynależy niewielki ogródek. Uważał go za swój azyl i osobiście stworzył dekoracje pomieszczeń na parterze, w galerii obrazów znajdują się zarówno namalowane przez niego, jak i namalowane przez innych XVI wiecznych artystów obrazy. Mnie interesowały obrazy Vasariego, bo przyznam, iż nie znałam ich wcześniej. Spośród wielkiej ilości scen religijnych zapamiętałam jedynie Złożenie do grobu, może z powodu zbieżności potraktowania tematu z Rafaelem. 
Złożenie do grobu Vasari Arezzo (niestety nie udało się uniknąć odbić światła na obrazie)

Choć to Rafaelowskie Złożenie do grobu na zlecenie Atalanty Baglioni jest barwniejsze i wspanialsze, to powyższemu obrazowi nie można chyba zarzucić braku talentu.
Złożenie do grobu Rafaela (Galeria Borghese Rzym)

Widzę tu duży wpływ Michała Anioła w muskulaturze postaci i skrętach ciał (a może tylko chcę widzieć, bo Michała Anioła wielbię od dawna). Z ciekawością oglądałam autoportret Giorgia - zawsze byłam ciekawa wyglądu artysty, o którym się czyta i którego obrazy ogląda. Jest tu też portret Kosmy I Medyceusza pędzla Vasariego, a ten ród bardzo mnie interesuje.
Na marginesie znalazłam w Ufizzi portret Lorenzo Medici także autorstwa Giorgio, a pamiętam, jak kilka lat temu pytałam o nazwisko jego twórcy. 
Portret Lorenza Medici Vasari (Ufizzi)
Koleżanka mi kiedyś napisała, iż widać, że urodą nie grzeszył, ja jednak naczytawszy się o nieciekawej fizjonomii Medyceusza uważam ten portret za nazbyt pochlebny (choćby na podstawie porównania z innymi wizerunkami, też przecież pozbawionymi krytycyzmu wobec osoby zleceniodawcy. 
Jednak tym, co mnie zaciekawiło najbardziej w domu Giorgia był pewien fresk (nie mam pewności, czy Vasariego, choć podejrzewam, że tak), który wzbudził mój zachwyt. Jest to kobieta czytająca w oknie. Cóż za wspaniała perspektywa. Wydaje się, iż scenę namalowano we wnęce okiennej, a tymczasem to optyczne złudzenie. Fantastyczny fresk nasuwający skojarzenia z obrazami Vermeera. Choćby dla tego jednego fresku warto było odwiedzić Casa Vasari.
Kobieta czytająca- fresk w Casa Vasari

Arezzo na przełomie roku i ribollita
Miasteczko liczy około sto tysięcy mieszkańców.
Nie odczułam ich dużej obecności w historycznym centrum,  może to skutek okresu świąteczno-noworocznego, ale na ulicach nie było tłoku, choć nie mogę też powiedzieć, aby było pusto. 
Corso Italia 1 stycznia 2026 r. (po prawej w głębi fasada Santa Maria della Pieve)

Właśnie skończył się jarmark na Piazza Grande, a jeszcze nie rozpoczął się odbywający w każdą pierwszą niedzielę miesiąca targ staroci, a zatem może trafiłam w taki spokojniejszy okres pomiędzy. Choć podobnie, jak w całej Italii trattorie i jadłodajnie około godziny dwunastej zaczynały się szybko zapełniać gośćmi, na tyle szybko, iż  pierwszego dnia pobytu musiałam zadowolić się kawałkiem pizzy. O dziwo mimo podrzędnie wyglądającego lokalu była smaczna (i tania, co nie jest już takie dziwne, pizza na kawałki to chyba najtańsze włoskie jedzenie na ciepło). Moje rozczarowanie wynikało z tego, że nie przepadam za pizzą. Drugiego dnia już o dwunastej (godzinie otwierania jadłodajni) weszłam do Trattorii, aby spróbować lokalnego specjału, czyli ribollity (zupy z czerstwego chleba, fasoli i ziemniaków). Ponieważ zupa z samej swej definicji kojarzy mi się z płynnym, lekkim daniem zamówiłam dodatkowo spaghetti z owocami morza (zapominając, iż owocami morza są także mule, których nie lubię).
Ribollita czyli paćka chlebowa :)

Ribollita okazała się głębokim talerzem z rozmoczonym chlebem, ziemniakami, fasolą i jakimś zielonym warzywem - była smaczna, ale tak syta, że już po zjedzeniu kilku łyżek byłam najedzona. Kelner zabierając talerz z niezjedzoną zupą zapytał, czy na pewno ma przynieść secondo piato (drugie danie). Było mi głupio odwołać zamówienie, więc potwierdziłam, że certo (oczywiście). A tam wśród nitek makaronu niemal same mule. No cóż zrobiłam dobrą minę do złej gry i zaczęłam dziobać  makaronowe nitki zapijając winem. Obiad nie trafił w mój gust, ale nie wyszłam głodna, a za to bogatsza w nowe doświadczenie, że skoro nigdy nie jestem w stanie zjeść całego dania to nie ma sensu  zamawianie dwóch :)
Spaghetti z owocami morza (winno być nazwane z mulami i jedną skorupą krewetkową)

Freski kaplicy Historii Krzyża Świętego Piera della Francesca
Zwolennicy malarstwa przyjeżdżają do Arezzo dla fresków Piero della Francesca oraz krucyfiksu Cimabue. Pierro i jego kaplicy Historii Krzyża Świętego poświęcił jeden z esejów w Barbarzyńcach w ogrodzie Zbigniew Herbert. Był to jego ulubiony malarz. Freski pochodzą z drugiej połowy XV wieku. Aby je obejrzeć należy wykupić bilet wstępu. Ja połączyłam bilet wstępu do Bazyliki Św. Franciszka, z wstępem do Muzeum Sztuki średniowiecza i Domu Vasariego. W cenie biletu było jeszcze Muzeum Archeologiczne, którego już nie dałam rady odwiedzić (bilet łączony jest ważny 72 godziny, a w okresie świątecznym trzeba niemałej ekwilibrystyki, aby dopasować do siebie czas i godziny otwarcia).
Niepozorna bazylika Św. Franciszka

Kaplica Bacci, w której znajdują się freski  przedstawiające historię Krzyża Świętego to poza portretem podwójnym małżonków Montefeltro najbardziej znane dzieła Piero. Urodził się nieopodal Arezzo w małej miejscowości Sansepolcro. Miałam nawet w planie wycieczkę do Cortony, albo do Sansepolcro, ale obawiałam się, że jak się chce zobaczyć zbyt wiele to tak naprawdę niewiele się zobaczy i zostają potem jakieś mgliste wrażenia jakiegoś kościoła i jakiegoś placyku, bez nazwy, bez historii, które z czasem zacierają się w pamięci. Lubię dowiedzieć się czegoś więcej o oglądanych miejscach, wówczas (być może, choć nie ma na to gwarancji) lepiej je zapamiętam a przy okazji poszerzam wiedzę i rozwijam moje szare komórki, które z wiekiem leniwieją coraz bardziej. 
Kaplica Bacci (historii Krzyża Świętego widziana z nawy głównej zza krucyfiksu Mistrza Św. Franciszka

Historia Krzyża Świętego pochodzi ze złotej legendy cieszącej się w średniowieczu dużą popularnością. Brzmi ona niczym baśń, otóż drzewo, z którego zrobiono krzyż, na którym skonał Chrystus swymi korzeniami sięga czasów Adama i Ewy i ich synów. W chwili śmierci Adama jego syn Set wkłada mu w usta nasiona, z których wyrasta potem drzewo, z którego zrobiony zostanie krzyż - ten Krzyż. Opowieść o historii krzyża toczy się przez wieki, mamy tu wiele scenek związanych z krzyżem, od śmierci Adama, przez adorację krzyża królową Sabę, sen Konstantyna, sceny bitewne. 
Sen Konstantyna Piero della Francesca

Najbardziej fantastyczna wydaje mi się adoracja mostku (ze ściętego drzewa zrobiono mostek) przez doznającą objawienia królową Sabę (ma wizję, iż drzewo z mostku posłuży kiedyś za krzyż, na którym skona Chrystus).
Adoracja Drzewa Świętego Królowej Saby Piero della Francesca

W czasach średniowiecza ludzie wierzyli, lub chcieli wierzyć w Legenda Aurea. Nie będę opisywać wszystkich fresków, a jest ich kilkanaście na różnych poziomach kaplicy, aby dojrzeć niektóre trzeba mocno zadrzeć głowę do góry, aż kark cierpnie, żeby je zrozumieć, trzeba znać Legendę. Najbardziej znanym freskiem z tego cyklu jest Sen Konstantyna. Ponoć jest to pierwszy w historii malarstwa nokturn (scena nocna). Historia snu Konstantyna jest najlepiej znaną częścią Legendy na temat Krzyża. Konstantyn (cesarz rzymski), który miał stoczyć nazajutrz walkę o władzę z Maksencjuszem (też cesarzem, panowała wówczas dwuwładza) miał znacznie mniejszą ilość wojska od przeciwnika. Wówczas przyśnił mu się Anioł, który zapewnił, iż zwycięży, o ile będzie walczył w imię Krzyża. I to miało być przyczyną legalizacji chrześcijaństwa w cesarstwie rzymskim. W czasach, kiedy było ono dość słabą religią, nie mającą jeszcze tak wielu zwolenników pozwolenie na legalne wyznawanie wiary w Chrystusa było zjawiskiem zaskakującym, ale jak każda zmiana religii dobrze przez Konstantyna przemyślanym. Ale nie o tym jest ten wpis. Scena snu jest oniryczna, a jednocześnie postacie Konstantyna, służącego, strażników są przedstawione realistycznie. W opisie obrazu jest informacja o krzyżu w ręce anioła, przyznam się, że dopatrzyłam się go dopiero po powiększeniu zdjęcia. Równocześnie porównując zdjęcia z reprodukcjami w albumie widzę, jak ładnie zrekonstruowano brakujące części malowideł.
Zwiastowanie Piero della Francesca

Mnie w kaplicy Bacci (zleceniodawców) spodobało się Zwiastowanie, może dlatego, że mam do tego tematu słabość (to taka ładna historia, kiedy Anioł mówi kobiecie, że zostanie Matką i to nie byle jaką Matką, a najważniejszą z matek, bo Matką Zbawiciela). Lubię te postacie przyklękających aniołów w pokorze niosących nowinę i różne wersje Maryi, od zaskoczonych (jak kiedyś napisałam naburmuszonych Simone Martiniego), pokorne Fra Angelica, piękne Lippiego). Maryja u Piera jest i pokorna i dostojna. Zwiastowanie nie jest związane z Historią krzyża, ale ze względu na uniwersalny temat Piero umieścił je w kaplicy. Maryja otrzymuje od Anioła nie lilię (symbol niewinności) a liść laurowy (symbol życia). I znowuż widzę go dopiero na zdjęciu, ani na znajdującej się w albumie reprodukcji (zdjęcia z albumu pochodzą sprzed renowacji kaplicy), ani tym bardziej w kaplicy na wysokości kilku metrów od ziemi nie dostrzegałam tego detalu. Często historycy sztuki krytykują amatorów, za robienie zdjęć zamiast patrzenia. Jak widać zdjęcia bywają bardzo pomocne dla późniejszej analizy. 
Krucyfiks Cimabue w Kościele Św. Dominika

Oczywiście poza kaplicą Bacci w bazylice Św. Franciszka, która od razu wywołuje we mnie skojarzenia z Kościołem Świętego Wawrzyńca we Florencji z uwagi na jego niezwykle skromną -pozbawioną wszelkich dekoracji fasadę znajduje się wiele innych ciekawych fresków. Jest tam też krzyż przypisywany Mistrzowi Świętego Franciszka, bowiem pod postacią Chrystusa znajduje się mały modlący się święty Franciszek (II połowa XII wieku). Postać Chrystusa przypomina tę na krucyfiksie Cimabue w kościele Św. Dominika. Przyznam, że jeszcze nie dorosłam do zachwytów nad Cimabue i w kościele Świętego Dominika większą uwagą obdarzyłam ołtarz boczny z terakotową ceramiką warsztatu della Robbi.
Św. Piotr z Werony Giovani i Girolamo della Robbia kościół San Domenico


Muzeum Sztuki Średniowiecznej i Nowoczesnej
Jest tu wiele ciekawych głównie średniowiecznych obrazów mistrzów toskańskich, mnie jednak najbardziej spodobała się majolika. Dopiero tutaj uświadomiłam sobie, iż od zawsze w różnych muzeach mój wzrok chętnie kierował się na te kolorowe naczynia (z przewagą żółci, niebieskości i lekko zieleni) ozdobione fauną i florą i scenkami mitologicznymi. Zachwycała mnie ich żywa kolorystyka, bogactwo kształtów, pomysłowość zdobnicza. 
Majolikowe naczynia Muzeum Średniowiecza

j.w

Po raz kolejny zwróciłam uwagę na pana o dziwacznym imieniu Telemaco i nazwisku Signorini. Po raz pierwszy zauważyłam jego obrazy rok  temu na wystawie w Turynie. Nie wspominałam o tej wystawie, bowiem było ich tak wiele, że nie o wszystkich byłam w stanie napisać. Pan był Florentyńczykiem i żył w wieku XIX. W swoim malarstwie odchodził od realizmu, malarstwa akademickiego, malował scenki na tle fragmentów miejskiej zabudowy a także weduty. 
Via de Malcontenti Telemaco Signorini (florencka uliczka)

Mnie troszkę kojarzy się z Aleksandrem Gierymskim, którego niezwykle lubię. 
Szczególnie cenię na obrazach architekturę (jest to dokument historycznego wyglądu miasta, jego wnętrz), dlatego też moją uwagę zwróciło wnętrze Kościoła Santa Maria della Pieve pędzla Rafaello Conti. Tak wyglądało w wieku XIX. 
Wnętrze Santa Maria della Pieve Rafaello Conti

To samo wnętrze 30 grudnia 2025 r.

Artystyczna rodzina della Robia
Madonna z dzieciątkiem i świętymi warsztat della Robbia (Muzeum Sztuki Średniowiecza)

Kolejnym z odkryć były terakotowe ołtarze z glazury autorstwa rodu della Robbi. Pierwszym znanym artystą z tego rodu był Lucca. Znany jest on z przepięknej kantorii – trybuny (czy jak dziś byśmy powiedzieli balkonu) dla chóru śpiewaków we florenckiej katedrze. Dziś można go oglądać w Muzeum Katedry. 
Ołtarz boczny warsztatu della Robbia w kościele Santa Maria in Gradi Arezzo

Jego znakiem firmowym stał się biały wizerunek Madonny z dzieciątkiem na błękitnym tle. Jego uczniami był bratanek Andrea, a schedę przejęli jego synowie. Stworzyli oni warsztat della Robbiów. Z warsztatu pochodzi znajdująca się w Muzeum Sztuki Średniowiecznej Madonna z dzieciątkiem i świętymi Sebastianem i Julianem. Jaka w nich elegancja, może to dzięki zastosowaniu dwóch zasadniczych kolorów białego i niebieskiego (dziś to kolory flagi Maryjnej). Podążałam już potem śladem dzieł tego warsztatu. W Arezzo jest ich parę; jak ołtarz boczny w katedrze, ołtarz w Santa Maria in Gradi czy ołtarz główny w Santa Maria della Grazie.

Moja pamiątka z Arezzo - która nie wiedzieć czemu ale bardzo mnie ucieszyła i nawet nie targowałam się ze sprzedającym o cenę, choć zażądał kwotę sporo przewyższającą cenę bawełnianej koszulki.  
La vita e bella tytuł filmu, którego niektóre sceny kręcono na Piazza Grande zamieszczony na koszulce wywindował jej cenę, a mnie wprawił w jeszcze lepszy humor, bo podoba mi się mieć taki napis na koszulce.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).