Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 stycznia 2026

Styczeń z Gentile da Fabriano i Hołdem Trzech Króli

 

Trochę z ukosa, ale tylko tu mam obraz niemal w całej okazałości

Od dawna chodził mi po głowie cykl malarski wybór jednego obrazu, który zachwycił mnie w danym miesiącu i wyszukanie paru informacji o jego twórcy. Wiem, że niewiele osób on zainteresuje, ale trudno, dlaczego miałaby pozbawić siebie przyjemności poszukiwań.

Wybrałam malarza, o którym nigdy jeszcze nie pisałam i prawdę mówiąc niewiele wiem. To było wyzwanie, aby wyszukać trochę informacji. Obraz wisi w Uffizi, a w wielkim albumie Arcydzieła malarstwa Uffizi na temat obrazu znalazłam zaledwie kilka zdań. Więcej informacji znalazłam w albumiku z serii Wielkie muzea -Uffizi wydanym przez Rzeczpospolitą.  Vasari najwyraźniej nie lubił Gentilego, bo mało o nim pisze, Łysiak nie zwrócił uwagi na tego akurat malarza (przynajmniej w pierwszych trzech tomach MBC). Nie był on ulubionym malarzem Herberta. Pani Bożena Fabiani w swoich gawędach pisze nieco więcej, choć zastrzega, iż bardzo niewiele informacji można znaleźć na temat malarza.

Geneza zamówienia

W roku 1420 a zatem dwa lata po tym, jak rodzina Medyceuszy zaczyna zyskiwać coraz większe znaczenie (odkąd Giovanni di Bicci dziad Kosmy Medyceusza zaoferował gościnę zdetronizowanemu papieżowi Baldassare Cossa -czyli Janowi XXIII) czterdziestoośmioletni Palla di Onofrio Strozzi bogaty bankier z Florencji zamówił u Gentile da Fabriano nastawę ołtarzową do kaplicy nagrobnej rodu Strozzich.

Do przeróbki pomieszczeń zakrystii Kościoła Santa Trinita (Św. Trójcy) na kaplicę nagrobną zaangażowano Lorenzo Ghibertiego. Tak, tego samego, który tak pięknie wykonał Drzwi Baptysterium. Ghiberti poza tym, że był złotnikiem, był także architektem i rzeźbiarzem. W 1420 roku kończył już pracę nad pierwszymi drzwiami do Baptysterium (potem wykonał i drugie), a zatem znajdował się u szczytu powodzenia.

Zleceniodawca
Mężczyzna stojący za młodym królem - to Palla Strozzi - w niebiesko-złotym turbanie

Palla Strozzi był dobrze wykształcony, znał grekę i łacinę, był pisarzem, filozofem, filologiem, kolekcjonował książki, założył bibliotekę w Kościele Santa Trinita (pierwsze biblioteki powstawały przy kościołach). Był bankierem, a zatem był bogaty, choć jeszcze nie figurował w księgach katastralnych, jako najbogatszy Florentyńczyk. Stanie się to za siedem lat. Najbogatszy florentyńczyk – a zatem można się domyślać, że zacznie rywalizować z Medyceuszami. Kto ma pieniądze, chce mieć i władzę. Za kilka lat stanie wraz z innym florentyńczykiem na czele spisku przeciwko Medyceuszom i doprowadzi do wygnania Kosmy z Florencji. Ale to jeszcze nie teraz. W 1420 roku Palla korzysta z życia, bawi się i zleca wykonanie nagrobnej kaplicy. Najlepsza inwestycja dla zachowania pamięci o rodzie.
Strozzi do wykonania dzieła Pokłon Trzech Króli, zwanego też Adoracją Trzech Króli lub Hołdem Trzech Króli wybrał – a jakże by inaczej, cieszącego się ogromnym powodzeniem i wieloma wykonanymi zamówieniami Gentile da Fabriano. Tylko taki malarz był godny do upamiętnienia rodu zleceniodawcy.

Malarz

Część główna nastawy

Ponad pięćdziesięcioletni Gentile miał już na swoim koncie wiele obrazów i fresków na dworach, pałacach i w świątyniach. Malował w  Pawi, Wenecji, Foligno, Bresci i w końcu we Florencji. W jego weneckim warsztacie pracował Jacopo Bellini (i na cześć nauczyciela nazwał jednego z synów imieniem Gentile). Jeden z namalowanych paneli malarz podarował przejeżdżającemu przez Brescię papieżowi Marcinowi V. Został przez niego zaproszony do Rzymu, gdzie za parę lat wymaluje freski na ścianach Bazyliki Św. Jana na Lateranie.
Gentile należy do tych pechowców, których niewiele dzieł zachowało się do dzisiaj (wiele zniszczyły działania wojenne, trzęsienia ziemi czy przebudowy świątyń - jak wspomniane freski w rzymskim kościele Św. Jana. O ironio pracami przebudowy kierował Boromini. 
Jednak na początku XV wieku Gentile był jednym z najbardziej znanych i cenionych malarzy. Potem na długi czas jego imię uległo zapomnieniu, do czego przyczynił się Giorgio Vasari- pierwszy historyk sztuki. Nie bardzo poważał Gentillego, jego żywot umieścił w rozdziale z żywotem innego malarza (Antonio Pisanello – i to jemu poświęcił znacznie więcej uwagi. Podkreślił iż był on (Antonio) bardzo poważany przez rodzinę Strozzi. Rekomendacja bogatych bankierów była ważna. Nie wspomina jednak, iż to Gentillemu Palla Strozzi powierzył dzieło, które upamiętniło ród. Oczywiście Vasari mógł o tym nie wiedzieć. Pamiętamy, iż nie dysponował takimi źródłami informacji, jakimi dysponujemy obecnie. Jednak wydaje mi się to mało prawdopodobne, sporo czasu spędził we Florencji, więc mało prawdopodobne, aby nie widział Pokłonu Trzech Króli. Bardziej prawdopodobne jest to, że nastawa nie zachwyciła Giorgio - choć to tylko moja hipoteza. W każdym razie przez lata Gentile był malarzem zapomnianym, dopiero w wieku XX przypomniano sobie o nim.

Obraz
Detal obrazu ukazujący trzech króli- jeden klęczący, drugi w pokłonie, trzeci jeszcze stoi, ale zaraz też ugnie kolana

Jedne źródła podają kwotę 150 florenów, jako cenę za obraz, inne 300 florenów. Dla porównania pani Fabiani w swych Gawędach o sztuce podaje, iż roczne wynagrodzenie kasjera banku Medyceuszy wynosiło 40 florenów. Nie znalazłam informacji, ile czasu zajęło Gentile namalowanie obrazu, choć datowany jest na rok 1423. Nie wiadomo jednak, czy zabrał się za malowanie, jak tylko otrzymał zlecenie (1420 r.)

Skąd taka wysoka cena? Po pierwsze renoma malarza, po drugie materiały z jakich wykonano obraz.

Ledwie weszłam do Sali uderzyła mnie bijąca od niego światłość i blask (płatki złota i srebra – sprawiają wrażenie ogromnego bogactwa. Ponadto malarz zastosował najdroższy barwnik lapis lazuri. Blask bije taki od obrazu, że miałam wrażenie, jakby nie tylko złoto, ale i szlachetne kamienie tam były. Wiele obrazów z okresu średniowiecza czy wczesnego renesansu ma złotą barwę, ale od żadnego nie bije taka światłość. 

Pierwsze wrażenie to olśnienie przepychem. Złoto jest wszędzie, od przepięknie dekorowanej ramy (istny gotyk - wygląda niczym obramowanie świątyni z jej wieżyczkami i maswerkami), poprzez gwiazdę betlejemską, aureole świętej rodziny, korony królów, turban zleceniodawcy, uprzęże koni, ostrogi przy butach oraz wzory na szatach - wszystko zdobione szlachetnymi klejnotami. Do tego wielobarwność typowa dla stylu gotyku międzynarodowego i elegancja. No i jest tu niezwykle tłocznie. Jakby cała Florencja (wróć całe Betlejem) podążyło zobaczyć Dzieciątko. Poza ludźmi zmierzającymi do Stajenki jest tu cała masa zwierząt (dopatrzyłam się koni, psów, osiołka, wołu, małp, lamparta) a także ptaków. W tle widzimy pejzaż z murami obronnymi, zamkiem i widok na zatokę. Najstarszy z królów padł na kolana przed małym Jezusem, za młodszymi niejako w drugim rzędzie stoi zleceniodawca pan Strozzi w strojnym turbanie na głowie z sokołem na ręku, a obok niego jego syn Lorenzo – jako chyba jedyny patrzący wprost na widza (stąd myślano, że to autoportret malarza. Często przedstawiali się na obrazach w ten sposób). Cały obraz sprawia wrażenie dzieła jubilerskiego nie tylko z powodu bogactwa materiału, ale i kunsztownego wykończenia.
Zdjęcia nie oddają tego blasku i bogactwa, jakie rzuca się w oczy wchodząc do sali w której przyćmiewa pozostałe tam wiszące obrazy.
Lepsze zdjęcie ze strony

I dla porównania Pokłon Trzech Króli Benozza Gozzoli w Pałacu Medyceuszy. Obydwa są piękne.
Pochód Trzech Króli Benozzo Gozzoli

Tam więcej złota i srebra, tutaj młody Lorenzo Medyceusz w roli jednego z trzech króli (najmłodszy - pierwszy tutaj w orszaku). Trzeba przyznać, iż skromnością panowie nie grzeszyli. 

19 komentarzy:

  1. Lubię czytać takie szczegółowo opowiedziane historie. Jak się ogląda w krótkim czasie wiele obrazów w muzeum czy galerii, to część nam umyka z pamięci. Zagłębienie się w szczegóły powstania dzieła i życiorys twórcy oraz przedstawionych postaci - pomaga nam zrozumieć obraz i lepiej go zapamiętać. Pomysł zgłębienia historii jednego obrazu na miesiąc skojarzył mi się z książką "Oczy Mony", tylko tam to było oglądanie i omawianie jednego obrazu na tydzień. W każdym razie dobrze jest skupić się na jednym konkretnym dziele.
    Co do tej świetlistości, to może jest to kwestia odnowienia obrazu? Sczerniałe obrazy po oczyszczeniu i renowacji ukazują często takie niezwykłe kolory i złocenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, że chcąc zobaczyć wiele, sporo nam umyka. Trudno zresztą byłoby zapamiętać detale, czy znać historię każdego oglądanego obrazu, kiedy widzi się ich tyle. Pomysł chodził za mną od zeszłego roku i miałam takie wpisy zamieszczać raz na tydzień (kiedyś dziewczyny to robiły, była niedziela z obrazem i chyba środa z obrazem), ale nie dałam rady, pomyślałam więc, że może uda się choć raz w miesiącu wybierając jeden z oglądanych w tym miesiącu obrazów. Książki Oczy Mony nie znam. A obraz rzeczywiście odnowiony (nie pamiętam już gdzie to przeczytałam, czy usłyszałam, ale tak mi zapadło w pamięć. Czytałam też, że na obrazie są kamienie szlachetne- w sensie nie malowane, a rzeczywiste, ale to była informacja internetowa odnosząca się do nieistniejącej strony internetowej, więc nie do końca wiarygodna. Nie wiem, czy to w ogóle możliwe. A sama nie przyjrzałam się pod tym kątem obrazowi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej książce pisałam u siebie tutaj: https://sztukawpapilotach.blogspot.com/2024/06/oczy-mony-wojna-o-picassa-i-jeszcze-sow.html - to ciekawa pozycja dla osób interesujących się sztuką w szerszym wymiarze kulturowym. Co do kamieni, to myślę, że to możliwe, trzeba by się przyjrzeć :). Ale tak jak nakłada się na obraz płatki złota, tak można przykleić lub nawet solidniej umocować jakiś drogocenny kamyk. Jak miało być na bogato, to kto wie, czy artysta i zleceniodawca nie poszli na całość :).

      Usuń
  3. Przeczytałam ponownie wpis i swój komentarz. Nie odniosłam się wówczas do książki, skupiając na recenzowaniu książek. Pomysł prowadzenia dziecka do muzeum podoba mi się, nie wiem tylko, czy spodobałby się dziecku. Własnych siostrzeńców zabrałam dwa razy, za pierwszym byli nawet zaciekawieni- bo było to muzeum wojskowości w Warszawie, za drugim Panorama Racławicka - co chwilę pytali, kiedy będzie można wyjść. Do muzeum z obrazami nawet nie próbowałam namawiać widząc kompletny brak zainteresowania. Ale wiem, że są dzieci, które lubią oglądać obrazy, tyle, że jak napisałaś może nie koniecznie takie jak wybrał dziadek wnuczce. Ale sama chętnie bym przeczytała i dowiedziała się czegoś o wybranych obrazach, tyle że być może i mnie by nie zainteresowały. Mimo, że bardzo lubię malarstwo nie każdy rodzaj malarstwa mi się podoba, są sale, które omijam szerokim łukiem, a nawet cieszę się, że mogę przez chwilę odpocząć, zanim trafię na coś ciekawego dla mnie. Ale podoba mi się idea oglądania jednego obrazu. Brak dobrych ilustracji to duża wada książki.
    Dziękuję za informację dotyczącą kamieni szlachetnych, jakoś łatwiej mi było sobie wyobrazić nałożenie płatków złota niż kamyków, które będą wypukłe i mogą odpaść. No ale przypomina mi się obraz Crivellego, gdzie święty miał na obrazie w ręku klucz, który nie był namalowany, a był prawdziwym kluczem, a zatem równie dobrze mogą być kamyki. A na bogato miało być jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie zatrzymanie wzroku na jakimś jednym, konkretnym dziele zmusza widza do głębszej analizy treści obrazu poprzez poznanie jego autora, okoliczności i epoki w jakim dane dzieło powstawało. Dobry pomysł. Poprzez obrazy i ja poznawałam artystów. Niedawno zagubiłam się w szkole paryskiej i... ze względu na ogrom informacji zatrzymałam się w wyrażaniu moich doznań artystycznych... Ostatnio moja głowa lepiej sobie radzi ze zmysłowym poznawaniem i podziwianiem natury. Zamieszkało w niej jakieś intelektualne lenistwo.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Intelektualne lenistwo- ładnie powiedziane. Kopiując bloga (bo nadal jestem technicznie oporna na wszelkie ułatwienia, choć mi to Wiesiu łopatologicznie wytłumaczył) mogę zaobserwować, jak bardzo odeszłam od sposobu pisania sprzed paru lat. Na początku były ochy i achy, potem wpisy bardziej merytoryczne, przemyślane i pamiętam, że jakoś przychodziło mi dość jasno wyrazić co pomyśli głowa, teraz jest to mieszanka zachwytów i trochę informacji, czasami nie piszę więcej, bo nawet jeśli miałabym taką sposobność wydaje mi się, że skoro moja głowa nie przyjmie więcej to i głowy czytelników także. Dlatego moje wpisy na temat zbiorów w Konstancinie są takim troszkę zasygnalizowaniem, biegiem od obrazu do obrazu, ale nie tworzę katalogu zbiorów, więc daję sobie rozgrzeszenie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż chwyciłam z moje albumy "Muzea świata" i odszukałam w Uffizy wskazany obraz, bo jego blask dociera nawet ze zdjęć. Jest przebogaty i wspaniały! O artyście też nie ma tu wiele, ale ciekawostką jest, że w pradelli jest scena "Ucieczka Świętej Rodziny" i przed jej namalowaniem Gentile pokrył całą tabliczkę warstewką złota, co uwydatniło efekt jego świetlistości, szczególnie we fragmencie nieba. Bardzo ciekawa postać i piękne dzieło! Dzięki:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli dostrzegłaś nawet na zdjęciach tą świetlistość i Ci się podoba to bardzo mi miło z tego powodu. Predella składa się z trzech małych obrazków, równie pięknych, choć już im zdjęć nie zrobiłam. Często tak jest przy nastawach ołtarzowym, że zwracamy uwagę na część główną ze skrzydłami bocznymi nie patrząc, albo patrząc, ale zaraz zapominając o predelli. A tam mamy taki mikroświat też cudny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry pomysł z tymi krótkimi opowiastkami o nieznanych malarzach i koncentracja na jednym obrazie - wtedy każdy wiecej zapamięta a przy okazji skupi się na danym obrazie. A że nie grzeszyli skromnością wielcy zleceniodawcy- aż kusi zapytać który z dzisiejszych grzeszy😏

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasi grzeszą tyle że w sposób bardzie egoistyczny, bo choć pycha tamtych ich miała upamiętnić to skorzystali na tym potomni dostając piękne dzieła sztuki, a pycha obecnych idzie w kierunku bardziej konsumpcyjnym. Zawsze uważałam, że byłabym w stanie wiele przebaczyć politykom, których poglądów nie podzielam, gdyby zrobili coś w kierunku wspierania sztuki, ale albo mocno to ukrywają, albo nie mają się czym pochwalić

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście bogactwo bije z tego obrazu, ale i temat jest niezwykły. Przypomina mi bogactwo i ogromne poczucie wyższości Zakonu Rycerzy Maltańskich i ich konkatedry Świętego Jana. Przygotowuję się do prelekcji na temat Malty i akurat przypominam sobie ten zabytek.
    Protestanci zwykli nazywać tych królów Mędrcami. Nie sprawdzałam czy tak zawsze się dzieje, czy tylko w różnych podręcznikach do nauki języka angielskiego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajrzałem do mojego albumu z Galerii Ufizzi i jestem zdumiony bo znalazłem tam 4 obrazy o tej samej tematyce. Porównałem czas powstania i 3 z nich to lata 1420 -1423 mam wrażenie, że artyści rywalizowali z sobą. Natomiast obraz Albrechta Dürera jest młodszy 1504 rok i chyba najskromniejszy z nich wszystkich. Widać też rywalizację rodów - na obrazie Sandro Botticelli umieścił Medyceuszy a opisany przez Ciebie obraz Gentile da Fabriano to ród Strozzi. Zgodnie z tym co piszesz ten przedstawiony przez Ciebie jest wśród nich najbogatszy i chyba najdłużej zatrzymuje wzrok. Podoba mi się pomysł z umieszczaniem co miesiąc jednego z obrazów. Sam jestem laikiem, więc chętnie się czegoś dowiem.
    Dzisiaj w ten mroźny dzień doszła kartka z Toskanii, oprócz tego, że sprawiła wiele radości to wniosła trochę powiewu lata, bardzo dziękujemy. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesiu chyba czytasz mi w myślach, bo przygotowując wpis na temat Uffizi (pojawi się za jakiś czas- bo muszę jakiś przerywnik dać, aby nie było wciąż o obrazach :) pokazuję i piszę właśnie o Pokłonie Trzech króli Durera. Bo właśnie w Galerii zwróciłam uwagę na jego inny charakter, mniej ludzie, większa skromność mędrców.
      Cieszę się, że kartka doszła, wysłałam dziesięć kartek i dostałam dopiero trzy potwierdzenia (twoje jest trzecie) a już zaczynałam wątpić, czy doszły. Pamiętam, że pisałam je 30 lub 31 grudnia i tegoż dnia wrzuciłam do skrzynki przy poczcie, więc miałam nadzieję, że nie będą marudzić w drodze. Ale jak widać miały coś ciekawego do zrobienia po drodze i się nie spieszyły. Pozdrawiam

      Usuń
  12. W tradycji chrześcijańskiej królowie też są mędrcami, bo bycie królem nie wyklucza mądrości, choć jak wiemy nie często to chodzi w parze. Zakonu Rycerzy Maltańskich nie miałam okazji obejrzeć ale nie tracę nadziei, że mi się kiedyś to przydarzy, tzn. na Malcie. Bo na Malcie nie byłam. Siedziba ponoć dziś jest w Rzymie, ale też nie widziałam. Katedrę widziałam jedynie na zdjęciach koleżanki i obrazy Caravaggia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu się pomieszały komentarze, powyższy jest do Alicji. Tak to jest jak piszę odpowiedz a jednocześnie ktoś pisze komentarz, zanim poślę swój tamten go wyprzedzi :)

      Usuń
  13. Jaki świetny pomysł na serię. Powinnaś ją kontynuować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że nie okaże się słomianym zapałem. Mam pomysł na lutowy wpis, ale najpierw muszę pójść do muzeum, bo w tym miesiącu jeszcze nie byłam, a na spacerze kilka razy - to a propos kolejnego wpisu i komentarza:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo popieram pomysł z postem na temat jednego obrazu, jestem bardzo ciekawa Twoich wyborów, bo z pewnością nie będą oczywiste. Pala Strozzi to obraz bardzo w moim guście, lubię malarstwo quattrocenta również to wczesne, które ma jeszcze coś z poprzedniego stulecia do którego nawiązuje, a do tego te wspaniałe złocone drewniane ramy, niczym gotyckie kapliczki. Kręci mnie to, że wiele z nich wygląda niczym kolaż, sylwetki są płaskie i jakby nałożone jedne na drugie, oszałamiają bogate szaty i płatki złota, powtarzają się też twarze modeli w różnych ujęciach. Mnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, jest w tym coś trochę naiwnego w chęci ukazania roli danej postaci poprzez przesadnie bogaty lub bardzo skromny anturaż. Natomiast Benozzo Gozzoli to jeden z malarzy, którzy od zawsze budzili mój zachwyt, w tym zestawieniu widać jak bardzo zmieniło się malarstwo na przestrzeni półwiecza, dzielącego te dwa dzieła. U Benozza na tym fragmencie poza wyidealizowanym Lorenzo Medicim, który wygląda niczym Archanioł Michał albo święty Jerzy, wszystkie postacie są bardzo realistyczne, co więcej nie omieszkał namalować samego siebie, co prawda na szarym końcu, ale zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chciałabym, aby nie były oczywiste, bo chcę i ja się czegoś nowego dowiedzieć, choć troszkę poszperać, poszukać, nie chcę wracać do opisu obrazów, o których już pisałam, choć pewnie dziś patrzę na nie inaczej i wiem nieco więcej. Bo oczywiście pisząc o Uffizi od razu narzuca mi się Botticelli, którego obrazów widziałam tam najwięcej, dużo więcej niż ostatnio i wiele bardzo pięknych, ale to może jeszcze kiedyś będzie okazja. Masz rację te kilkadziesiąt lat różnicy a jaka zmiana w malowaniu, ale chyba każde półwiecze niesie za sobą ogromne zmiany (sztuka ewoluuje), i choć dziś wydaje mi się, że wszystko już zostało wymyślone, oko poza twarzą, czy noga wyrastająca z głowy, albo plamy na płótnie, czy śmieci na palecie, jako dzieło sztuki to teraz pójdzie w kierunku większego wykorzystania narządzi informatycznych i łączenia różnych gatunków. materiałów, faktur i tego, co wydaje się nieprzystawalne.
    Jak na razie rzadko daję się uwieść współczesnej sztuce, a zupełnie nie przemawia do mnie malarstwo w 3 D tzn. pokazywanie obrazów przetworzonych komputerowo- jest to i ciekawe i skoro niektórzy ludzie widzą obraz po raz pierwszy w takiej wersji to też jakaś korzyść, ale dla mnie nie ma to nic wspólnego z malarstwem, to rodzaj przeróbki sztuki na coś bardziej atrakcyjnego i bardziej popularnego.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).