Łączna liczba wyświetleń

środa, 14 stycznia 2026

Spacery po Rzymie, Arezzo i Florencji (i z Moniką)


Rzym
Area Sacra

Area Sacra di Lago Argentina - miejsce święte, miejsce na które wcześniej nie zwracałam uwagi mając do wyboru Forum Romanum Area Sacra wydawała się taką namiastką antycznych pozostałości sprzed wieków. Odkopano je około stu lat temu podczas wyburzania średniowiecznej zabudowy. Nie do uwierzenia, iż na tym niewielkim obszarze znajdują się pozostałości czterech małych świątyń (stąd nazwa miejsca) i fragment portyku teatru Pompejusza (budowle z wieków od IV do I p.n.e.). Te skrawki przeszłości (kolumny, posadzki, schodki, czy małe rotundy) budzą zainteresowanie miłośników historii. To tutaj, na tarasie (w kurii Pompejusza) podczas id marcowych został zamordowany Juliusz Cezar. Zawsze myślałam, że miało to miejsce gdzieś na Forum Romanum.
Giordano Bruno na Campo de Fiori

Campo de Fiori
- czyli targowisko znajdujące się w miejscu wcześniejszych kwietnych łąk (fiori to kwiaty). W średniowieczu było to jedno z najbardziej tętniących życiem miejsc, wokół znajdowały się domy dla pątników (pielgrzymów). Plac ze stojącym pośród straganów pomnikiem Giordano Bruno otoczony jest licznymi knajpkami. Moja włoska ciotka poprosiła o zdjęcie twarzy filozofa-poety. Przekonywałam ją, iż jest ona spod przesłaniającego ją kaptura niewidoczna. A jednak myliłam się. Stojąc pod podestem pomnika dostrzegłam rysy twarzy spalonego tu w 1600 roku mnicha, który naraził się głoszeniem poglądów sprzecznych z nauką kościoła.  Tutaj siedząc w pierwszym rzędzie stoliczków z widokiem na stragany spożyłam moje ulubione risotto con funghi czyli ryż z grzybami posypany parmezanem. Czekając na secondo piatto (drugie danie- czy danie zasadnicze) obserwowałam spotykających się znajomych, poszukujących lokalu turystów, stałych bywalców witających się z kelnerami i przechodniów robiących zakupy. Na targu poza kwiatami, owocami i pamiątkami można też kupić wyroby skórzane, lnianie, wełniane, alkohole i moją ulubioną kolorową ceramikę. Jedzenie było pyszne, choć porcja (dla mnie) zbyt duża - nie do skonsumowania. Z zażenowaniem tłumaczyłam kelnerowi moim ubogim włoskim, że buono, ma troppo grande (dobre, ale zbyt dużo). Nie pierwszy raz jadłam w okolicy Campo de Fiori. Bardzo lubię tam chodzić, bo to miejsce i dziś tętni życiem. Miła odmiana po tych wszystkich budynkach, fontannach, pałacach- popatrzeć na pomarańcze, jabłka, karczochy czy marchewkę, rzeczy zwyczajne.

Obserwacja znad talerza

Piazza Navona - to chyba Napoleon rzekł, iż jest to najpiękniejszy Plac Europy, jeśli tak, to wyjątkowo muszę się zgodzić z małym dyktatorem. Nie żywię ciepłych uczuć dla Napoleona, ale w tym przypadku mógł mieć rację. Nie będę opisywać placu, o którym pisałam wielokrotnie. Napiszę jedynie o tej chwili grudniowej na Placu. Otóż było to kolejne miejsce, które utwierdziło mnie w przekonaniu, iż rok święty w Rzymie to najgorszy z możliwych okresów do odwiedzin miasta. Ludzie niemal doszczętnie pokrywali całą powierzchnię placu dodatkowo oszpeconego jarmarcznymi budami oraz karuzelą. Nie mam nic przeciwko jarmarkom, nawet lubię je spotykać w trakcie podróży, tutaj jednak wybitnie mi one nie pasowały, to jakby postawić stoisko z chińszczyzną wewnątrz Bazyliki Św. Piotra. Choć niewykluczone, że i do tego kiedyś dojdzie. Jakaś Włoszka darła  się jak opętana zachęcając przechodniów do spróbowania jej specjałów. Fontanna Czterech Rzek otoczona była ciasnym kordonem turystów, pozostałe dwie fontanny miały nieco więcej szczęścia, można nawet było przysiąść na ich murku. 
Tłumy na Piazza Navona

Za to do kościoła Sant` Agnese in Agone prowadziła o dziwo nieduża kolejka. Jak głosiły afisze na drzwiach świąyni wystawiano tam dwa obrazy; Niewiernego Tomasza Caravaggia i Madonnę z dzieciątkiem Rubensa. A zatem skoro kolejka była nieduża, a tego akurat Caravaggia nie miałam okazji oglądać (na co dzień wisi w Poczdamie) - nie mogłam sobie odmówić wejścia. I tu słówko o sztuce, dziura w boku Chrystusa na obrazie Caravaggia jest tak głęboka, że niemal widać trzewia, a paluch Tomasza grzebie w tej dziurze wręcz nieprzyzwoicie. Zrobiło to na mnie niemiłe wrażenie.
Niewierny Tomasz Caravaggia

Dlatego, aby poprawić sobie nastrój poszłam na lody do mojej ulubionej gelaterii Tre Fontane. Mam do niej sentyment, bo tam jadłam je po raz pierwszy nieśpiesznie, delektując się jednocześnie widokami kamienic i pałacyków w kolorach ochry i żółci. Jak migawki aparatu mam przed oczami detale fontanny Czterech Rzek. 
Detal fontanny Czterech Rzek
W kierunku Watykanu Mostem Umberta I przeszłam pod Pałac Sprawiedliwości zwany brzydkim pałacem (chyba nie tyle z powodu jego brzydoty, co rodzaju spraw, jakie się w nim prowadzi). Choć rzeczywiście Pałac nie zrobił na mnie wrażenia pośród tylu innych budynków jest jednym z wielu. Po drodze do Zamku Anioła mijam kramy z pamiątkami (głównie pamiątki made in China, ale też trochę kalendarzy i książek). Rzymscy bukiniści to chyba nienajlepsze określenie, ale budy z daleka przypominają te nad Sekwaną. Pod Zamkiem Anioła kolejka ciągnie się około kilometra, na Via Concilazione aż czarno od ludzi, kolejka do Bazyliki Świętego Piotra wyszła poza kolumnadę i prowadzi do Placu Zjednoczenia Włoch.
Rzymscy bukiniści nad Tybrem
Trudno też nazwać ją kolejką, bo ludzie ustawili się w kilkuset rzędach obejmujących całą ulicę. Po raz pierwszy będąc w Rzymie nie wchodzę ani na Plac Św. Piotra, ani do Bazyliki. Szkoda czasu i zdrowia na kilka godzin stania w ścisku. Tym bardziej, że jako osoba niewierząca nie odczuję żadnych emocji przechodząc przez otwarte jeszcze (już ostatnie dni) Drzwi Święte.
Via Concilazione
Kościół Św. Praksedy. Kolejne zadziwienie. Bo to nie kościół a bazylika, w dodatku jedna z najstarszych w Rzymie. Fundamenty pochodzą z V wieku, jednak sama świątynia została zbudowana w VIII wieku, jako miejsce przechowywania kości córek świętego Prudensa (ręka w górę, kto słyszał o takim świętym, a był to pierwszy nawrócony przez Św. Piotra, więc postać ważna). Córkami tymi były Prakseda i Prudencjana. Co dziwniejsze źródła nie potwierdzają istnienia tej drugie, co nie przeszkadza istnieniu drugiej bazyliki pod jej wezwaniem. Być może Prudencjana była postacią fikcyjną, jednak Prakseda istniała i wsławiła się pochówkami pierwszych męczenników wbrew prawu rzymskiemu (niemal jak Antygona Sofoklesa). Za swój czyn, czy też czyny sama została skazana na śmierć i została męczennicą, a także świętą kościoła katolickiego.  
Ołtarz mozaikowy w absydzie Bazyliki Św. Praksedy
Najpiękniejszym elementem owej bazyliki są mozaikowe kaplice i absyda nawy głównej. Pochodzą one z IX wieku, a ich fundatorem był papież Paschalis I. A zatem to on jest jedną z postaci na owej mozaice (z głową w kwadracie - tak zaznaczono postacie żyjące podczas realizacji zamówienia). Poza Papieżem na mozaice widniej święty Paweł i Prakseda a po przeciwnej stronie święty Piotr, Pudencjana i Św. Zenon. Obie grupy rozdziela postać Chrystusa.  Świątynia jest ukryta pomiędzy kamienicami, które stoją w dość ciasnej zabudowie, tak, że trudno tę świątynię dostrzec. Fasada od strony obecnego wejścia głównego (które de facto jest wejściem bocznym) jest tak niepozorna, że łatwo ją przeoczyć, a wewnątrz aż dech zapiera. Poza przepiękną mozaikową absydą (których podobne możemy oglądać czy nieopodal w Santa Maria Maggiore czy na Zatybrzu w Santa Maria Travestere) uwagę zwraca kaplica Św. Zenona uważana za cud wczesnośredniowiecznej sztuki bizantyjskiej.
W Kaplicy Św. Zenona

Kaplica powstała także na zlecenie papieża Paschalisa I i była poświęcona jego matce Teodorze. W kościele przechowywany jest fragment kolumny, przy której biczowano Jezusa. Bazylikę odkryłam podczas ostatniego pobytu w Rzymie, a czując pewien niedosyt odwiedziłam ją ponownie.


Arezzo Pomysł, aby Sylwestra spędzić w małym Arezzo był przednim pomysłem. Po zatłoczonym Rzymie znalazłam się w niewielkim miasteczku, bardzo urokliwym, ale spokojnym. Tego mi było potrzeba. Spacerów bez przedzierania się przez tłumy, wizyt w galeriach i kościołach odbywanych w ciszy. I jak we Włoszech wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak w Arezzo wszystkie wiodą na Piazza Grande, czyli Wielki Plac. 
Piazza Grande 1 stycznia z nieuprzątniętymi pozostałościami straganów

Wspominałam kiedyś o tym, że mania wielkości Włochów sprawia, iż wszystko jest tam kolosalne i wielkie, budynki, budowle i place, a zatem każde miasteczko ma swój Piazza Grande. Plac w Arezzo nie jest może wielki, jeśli chodzi o powierzchnię, ale za to jakże dostojny w swym pięknie. Na pierwszy rzut oka przypomina ten sieneński, bowiem położony jest na pochyłym wzgórzu. Zapewne gdyby spadł śnieg można by zjeżdżać zeń na sankach. Nazywany jest placem Vassariego.
Loże Vasariego- arkady z knajpkami

To w Arezzo przyszedł na świat i z tym miastem związany był Giorgio - pierwszy historyk sztuki w dziejach, który spisał dzieje malarzy, rzeźbiarzy i architektów. Jego popiersie zdobi fronton Palazzo delle Logge, zwany też Loggie Vassariego. 
Podpisu nie trzeba

Bo to właśnie on go zaprojektował wygrywając konkurs ogłoszony przez Kosmę I Medyceusza. Renesansowy budynek z arkadami jest dziś miejscem, w którym znalazły swą siedzibę liczne kawiarnie i restauracje o eleganckim wystroju. Ich największą zaletą jest widok na Plac, czyli najładniejsze miejsce w Arezzo. 
Santa Maria della Pieve - romańska absyda

Wzrok przyciąga romańska absyda kościoła Santa Maria della Pieve będąca niezwykle fotogenicznym obiektem na zdjęciach. Plac otacza wiele ciekawych budynków i budowli, mnie zachwyciło Bractwo Świeckich, czyli Pałac Fraternita dei Laci - budynek będący połączeniem gotyku z renesansem. Bractwo zostało założone w XIII wieku pod przewodnictwem braci dominikanów, służyło do pomocy biednym i chorym, a dzięki dotacjom testatorów finansowało wiele projektów na rzecz miasta, w tym budowę Lóż Vasariego. 
Piazza Grande

Na placu w okresie przed świątecznym stały budy jarmarczne, które w chwili mojego przyjazdu do Arezzo były rozbierane. Tutaj akurat bardzo żałuję, że nie zdążyłam ich spenetrować, bo o ile w Rzymie sklepików z pamiątkami było bardzo wiele, o tyle tutaj brakowało mi tego. Proces rozbiórki był dość powolny, więc mogłam co dzień śledzić jego postępy. Do pierwszego stycznia nie zdążono placu uporządkować, co nieco przeszkadzało mi w robieniu zdjęć. Na Placu widzą fotosy z filmu Życie jest piękne, którego niektóre sceny kręcono właśnie tutaj. Najlepszą moim zdaniem pamiątką jest t-shirt z napisem La vita e bella, zaraz obok kolorowej ceramiki i pięknych kartek z widokami Toskanii. Te karki tak mi się spodobały, że zamiast kartek z widokiem Arezzo kupiłam kilka kartek z charakterystycznymi toskańskimi pejzażami. Takimi, które dotąd mogłam obserwować jedynie zza okien pociągu relacji Roma-Arezzo. Widok ten mocno zapadł mi w pamięć i bardzo bym chciała go ponownie doświadczyć. Podobnie, jak widok na Jezioro Trazymeńskie. 
Bractwo Świeckich


Główną ulicą Arezzo jest Corso Italia, taki miejscowy deptak z wieloma sklepikami, knajpkami, po którym przechadza się cała miejska śmietanka. Prowadzi od dworca aż do wspomnianej Świątyni Santa Maria della Pieve. 
Sylwestrowy spacer

Dziś nie będę pisała ani o Kaplicy Św. Krzyża z freskami Pierra della Franceski, ani o Muzeum Średniowiecza, ani o Domu Vasariego, czy krucyfiksie Cimabue, ani też o majolikach rodziny della Robia, które oglądałam z wielką przyjemnością. Wspomnę natomiast o pięknym spacerze Sylwestrowym. 

Ludzie w pewnym wieku bardziej cenią sobie święty spokój i dobrze przespaną noc, stąd nie wszyscy preferują szampańskie zabawy do białego rana. Od jakiegoś czasu przynależę do tej grupy. O ile jednak moją tradycją był do tej pory spacer Noworoczny (o 8 lub 9 rano), o tyle tym razem dołączył do tego spacer sylwestrowy. Otóż kiedy tylko zaczęło się zmierzchać wybrałam się na spacer do Twierdzy Medyceuszy. Już dzień wcześniej zauważyłam ładne, kolorowe iluminacje w parku położonym w pobliżu Twierdzy. Pomyślałam, że mogą ładnie wyglądać po zmroku. Ponadto o 17 miał zacząć się koncert pod Katedrą, a także event na Piazza Grande.
Piazza Grande 31 grudnia 

To był kolejny z moich dobrych pomysłów (o złych nie będę wspominać). Panowała radosna ożywiona, a zarazem spokojna (czytaj bezpieczna) atmosfera. Żadnych petarad, rac, żadnego huku. Sporo rodzin z dziećmi. Ludzie uśmiechnięci. Kiedy doszłam pod Twierdzę Medyceuszy, okazało się, iż jeszcze przez pół godziny można wejść na jej teren. A tam iluminacje w postaci świetlnych tuneli, mikołajków, gwiazdek, choinek a na zewnątrz na terenie twierdzy widoki na okolicę. Wszystkiemu towarzyszyły znane amerykańskie świąteczne evergreeny, których muszę przyznać nie bardzo lubię. Jednak tutaj, w tym miejscu i czasie wprawiły mnie w świetny humor i sama sobie podśpiewywałam pod nosem a nawet podrygiwałam sobie. Poczułam się trochę jak pięciolatka, która dopiero odkrywa piękno świata. Spod twierdzy przeszłam pod Katedrę, gdzie przygotowania do koncertu toczyły się niespiesznie, we włoskim tempie.
Z piazza Grande na Corso Italia

Jedynym akcentem oczekiwanej zabawy były rzucane na ścianę jednego z pallazzo obrazy Vasariego, czy Pierra della Franceski, który urodził się niedaleko Arezzo, a tutaj właśnie spędził kawał życia, a jedynym z jego największych dzieł jest dekoracja kaplicy Św. Krzyża w kościele Św. Dominika? czy Franciszka? Eventem na Piazza Grande okazały się kolorowe projekcje na ścianach budynków. Kiedy wracałam po dwóch godzinach Corso Italia tym razem była ona pełna ludzi, a nastrój był nadal bardzo radosny. Knajpy były pootwierane i nie wyglądało na to, aby obowiązywała jakaś rezerwacja miejsc, ludzie wchodzili na kieliszek wina, czy jakieś drinki, na pizzę, albo coś bardziej wykwintnego. Odniosłam wrażenie, że to świętowanie jest takie bardziej spontaniczne, wychodzimy z domu, spotykamy przyjaciół i idziemy gdzie oczy poniosą. Ale oczywiście bez znajomości języka mogłam to błędnie ocenić. Ja wróciłam w świetnym nastroju do hotelu, aby tam dobrać się do małej buteleczki wina i zjeść kolację. O ile spacer sylwestrowy był u mnie czymś nowym, o tyle spacery noworoczne kultywuję od wielu lat. O godzinie 8.30 rano było niemal pusto na ulicach. Mnie udało się dotrzeć do znajdującego się na obrzeżach miasteczka kościoła Santa Maria delle Grazie. 
Santa Maria della Grazie

Chciałam zobaczyć kolejny majolikowy ołtarz, co mi się udało uczynić. Obawiałam się trochę, iż pocałuję klamkę, ale okazało się, że kiedy wychodziłam z kościoła zaczynało się tam gromadzić parę osób, co sugerowało zbliżające się nabożeństwo. Mogłam sobie pogratulować, iż nie przyszłam później. Potem skierowałam się ponownie Corso Italia w kierunku Piazza Grande, aby tam napić się kawy. Zdziwiło mnie to, iż wiele sklepików i knajpek było otwartych. Przypominam sobie puste ulice polskich miast i pozamykane wszystko na klucz. 
Majolikowy ołtarz w Santa Maria della Grazie


Florencja i Monika
O Florencji pisałam już tak wiele razy, że w zasadzie musiałabym się powtarzać. O artystycznych doznaniach będzie odrębny wpis. Dziś jedynie napiszę, że we Florencji miałam przyjemność spotkania się po raz pierwszy (i tu podzielam zdanie mojej koleżanki mam nadzieję, że nie ostatni) z Moniką z bloga Trzymając się chmur. Zawsze przed takimi spotkaniami jest pewna obawa, czy przypadniemy sobie do gustu, zwłaszcza, jeśli obie wiedziałyśmy, że dzieli nas spora różnica wieku. Obawy okazały się płonne, bo bardzo miło spędziłyśmy czas jedna przy niewielkiej ilości procentów, druga przy kawce. Rozmawiałybyśmy zapewne dłużej, gdyby nie to, że bar zamykał swe progi.
Taki widok mogłyśmy podziwiać z Moniką wracając wieczorem

Monika odprowadziła mnie do mojego miejsca noclegowego, a ja wchodząc do pokoju długo miałam banana na twarzy. Tak jak często piszą tutaj moje wirtualne i też realne koleżanki jedną z największych zalet prowadzenia bloga jest poznawanie osób o podobnych lub zbliżonych zainteresowaniach, albo po prostu osób, którym się chce coś robić. Miło jest spotkać się z tak energetyczną i żywiołową młodą dziewczyną (choć Monika wciąż twierdzi, że nie jest taka młoda - z mojego punktu widzenia jest). Ma się wtedy nadzieję na zarażenie się ową spontanicznością młodości i samemu nieco odmłodnieć :)
Przy szpitalu Niewiniątek zaprojektowanym przez Vasariego, gdzie dziś w arkadach znajduje się najtańszy nocleg we Florencji (bo darmowy dla bezdomnych. Ranem szłam cichutko, aby nie obudzić) 

I ponownie z góry przepraszam za błędy w nazwach, tytułach, nazwiskach obcojęzycznych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).