Rzym
![]() |
| Area Sacra |
Area Sacra di Lago Argentina - miejsce święte, miejsce na które wcześniej nie zwracałam uwagi mając do wyboru Forum Romanum Area Sacra wydawała się taką namiastką antycznych pozostałości sprzed wieków. Odkopano je około stu lat temu podczas wyburzania średniowiecznej zabudowy. Nie do uwierzenia, iż na tym niewielkim obszarze znajdują się pozostałości czterech małych świątyń (stąd nazwa miejsca) i fragment portyku teatru Pompejusza (budowle z wieków od IV do I p.n.e.). Te skrawki przeszłości (kolumny, posadzki, schodki, czy małe rotundy) budzą zainteresowanie miłośników historii. To tutaj, na tarasie (w kurii Pompejusza) podczas id marcowych został zamordowany Juliusz Cezar. Zawsze myślałam, że miało to miejsce gdzieś na Forum Romanum.
Campo de Fiori - czyli targowisko znajdujące się w miejscu wcześniejszych kwietnych łąk (fiori to kwiaty). W średniowieczu było to jedno z najbardziej tętniących życiem miejsc, wokół znajdowały się domy dla pątników (pielgrzymów). Plac ze stojącym pośród straganów pomnikiem Giordano Bruno otoczony jest licznymi knajpkami. Moja włoska ciotka poprosiła o zdjęcie twarzy filozofa-poety. Przekonywałam ją, iż jest ona spod przesłaniającego ją kaptura niewidoczna. A jednak myliłam się. Stojąc pod podestem pomnika dostrzegłam rysy twarzy spalonego tu w 1600 roku duchownego, który naraził się głoszeniem poglądów sprzecznych z nauką kościoła. Tutaj siedząc w pierwszym rzędzie stoliczków z widokiem na stragany spożyłam moje ulubione risotto con funghi czyli ryż z grzybami posypany parmezanem. Czekając na secondo piatto (drugie danie- czy danie zasadnicze) obserwowałam spotykających się znajomych, poszukujących lokalu turystów, stałych bywalców witających się z kelnerami i przechodniów robiących zakupy. Na targu poza kwiatami, owocami i pamiątkami można też kupić wyroby skórzane, lnianie, wełniane, alkohole i moją ulubioną kolorową ceramikę. Jedzenie było pyszne, choć porcja (dla mnie) zbyt duża - nie do skonsumowania. Z zażenowaniem tłumaczyłam kelnerowi moim ubogim włoskim, że buono, ma troppo grande (dobre, ale zbyt dużo). Nie pierwszy raz jadłam w okolicy Campo de Fiori. Bardzo lubię tam chodzić, bo to miejsce i dziś tętni życiem. Miła odmiana po tych wszystkich budynkach, fontannach, pałacach- popatrzeć na pomarańcze, jabłka, karczochy czy marchewkę, rzeczy zwyczajne.
Piazza Navona - to chyba Napoleon rzekł, iż jest to najpiękniejszy Plac Europy, jeśli tak, to wyjątkowo muszę się zgodzić z małym dyktatorem. Nie żywię ciepłych uczuć dla Napoleona, ale w tym przypadku mógł mieć rację. Nie będę opisywać placu, o którym pisałam wielokrotnie. Napiszę jedynie o tej chwili grudniowej na Placu. Otóż było to kolejne miejsce, które utwierdziło mnie w przekonaniu, iż rok święty w Rzymie to najgorszy z możliwych okresów do odwiedzin miasta. Ludzie niemal doszczętnie pokrywali całą powierzchnię placu dodatkowo oszpeconego jarmarcznymi budami oraz karuzelą. Nie mam nic przeciwko jarmarkom, nawet lubię je spotykać w trakcie podróży, tutaj jednak wybitnie mi one nie pasowały, to jakby postawić stoisko z chińszczyzną wewnątrz Bazyliki Św. Piotra. Choć niewykluczone, że i do tego kiedyś dojdzie. Jakaś Włoszka darła się jak opętana zachęcając przechodniów do spróbowania jej specjałów. Fontanna Czterech Rzek otoczona była ciasnym kordonem turystów, pozostałe dwie fontanny miały nieco więcej szczęścia, można nawet było przysiąść na ich murku.
![]() |
| Tłumy na Piazza Navona |
Za to do kościoła Sant` Agnese in Agone prowadziła o dziwo nieduża kolejka. Jak głosiły afisze na drzwiach świątyni wystawiano tam dwa obrazy; Niewiernego Tomasza Caravaggia i Madonnę z dzieciątkiem Rubensa. A zatem skoro kolejka była nieduża, a tego akurat Caravaggia nie miałam okazji oglądać (na co dzień wisi w Poczdamie) - nie mogłam sobie odmówić wejścia. I tu słówko o sztuce, dziura w boku Chrystusa na obrazie Caravaggia jest tak głęboka, że niemal widać trzewia, a paluch Tomasza grzebie w tej dziurze wręcz nieprzyzwoicie. Zrobiło to na mnie niemiłe wrażenie.
![]() |
| Niewierny Tomasz Caravaggia |
Dlatego, aby poprawić sobie nastrój poszłam na lody do mojej ulubionej gelaterii Tre Fontane. Mam do niej sentyment, bo tam jadłam je po raz pierwszy nieśpiesznie, delektując się jednocześnie widokami kamienic i pałacyków w kolorach ochry i żółci. Jak migawki aparatu mam przed oczami detale fontanny Czterech Rzek.
![]() |
| Detal fontanny Czterech Rzek |
W kierunku Watykanu Mostem Umberta I przeszłam pod Pałac Sprawiedliwości zwany brzydkim pałacem (chyba nie tyle z powodu jego brzydoty, co rodzaju spraw, jakie się w nim prowadzi). Choć rzeczywiście Pałac nie zrobił na mnie wrażenia pośród tylu innych budynków jest jednym z wielu. Po drodze do Zamku Anioła mijam kramy z pamiątkami (głównie pamiątki made in China, ale też trochę kalendarzy i książek). Rzymscy bukiniści to chyba nienajlepsze określenie, ale budy z daleka przypominają te nad Sekwaną. Pod Zamkiem Anioła kolejka ciągnie się około kilometra, na Via Concilazione aż czarno od ludzi, kolejka do Bazyliki Świętego Piotra wyszła poza kolumnadę i prowadzi do Placu Zjednoczenia Włoch.
![]() |
| Rzymscy bukiniści nad Tybrem |
Trudno też nazwać ją kolejką, bo ludzie ustawili się w kilkuset rzędach obejmujących całą ulicę. Po raz pierwszy będąc w Rzymie nie wchodzę ani na Plac Św. Piotra, ani do Bazyliki. Szkoda czasu i zdrowia na kilka godzin stania w ścisku. Tym bardziej, że jako osoba niewierząca nie odczuję żadnych emocji przechodząc przez otwarte jeszcze (już ostatnie dni) Drzwi Święte.
![]() |
| Via Concilazione |
Kościół Św. Praksedy. Kolejne zadziwienie. Bo to nie kościół a bazylika, w dodatku jedna z najstarszych w Rzymie. Fundamenty pochodzą z V wieku, jednak sama świątynia została zbudowana w VIII wieku, jako miejsce przechowywania kości córek świętego Prudensa (ręka w górę, kto słyszał o takim świętym, a był to pierwszy nawrócony przez Św. Piotra, więc postać ważna). Córkami tymi były Prakseda i Prudencjana. Co dziwniejsze źródła nie potwierdzają istnienia tej drugiej, co nie przeszkadza istnieniu drugiej bazyliki pod jej wezwaniem. Być może Prudencjana była postacią fikcyjną, jednak Prakseda istniała i wsławiła się pochówkami pierwszych męczenników wbrew prawu rzymskiemu (niemal jak Antygona Sofoklesa). Za swój czyn, czy też czyny sama została skazana na śmierć i została męczennicą, a także świętą kościoła katolickiego.
![]() |
| Ołtarz mozaikowy w absydzie Bazyliki Św. Praksedy |
Najpiękniejszym elementem owej bazyliki są mozaikowe kaplice i absyda nawy głównej. Pochodzą one z IX wieku, a ich fundatorem był papież Paschalis I. A zatem to on jest jedną z postaci na owej mozaice (z głową w kwadracie - tak zaznaczono postacie żyjące podczas realizacji zamówienia). Poza Papieżem na mozaice widniej święty Paweł i Prakseda a po przeciwnej stronie święty Piotr, Prudencjana i Św. Zenon. Obie grupy rozdziela postać Chrystusa. Świątynia jest ukryta pomiędzy kamienicami, które stoją w dość ciasnej zabudowie, tak, że trudno tę świątynię dostrzec. Fasada od strony obecnego wejścia głównego (które de facto jest wejściem bocznym) jest tak niepozorna, że łatwo ją przeoczyć, a wewnątrz aż dech zapiera. Poza przepiękną mozaikową absydą (których podobne możemy oglądać czy nieopodal w Santa Maria Maggiore czy na Zatybrzu w Santa Maria Trastevere) uwagę zwraca kaplica Św. Zenona uważana za cud wczesnośredniowiecznej sztuki bizantyjskiej.
![]() |
| W Kaplicy Św. Zenona |
Kaplica powstała także na zlecenie papieża Paschalisa I i była poświęcona jego matce Teodorze. W kościele przechowywany jest fragment kolumny, przy której biczowano Jezusa. Bazylikę odkryłam podczas ostatniego pobytu w Rzymie, a czując pewien niedosyt odwiedziłam ją ponownie.
Arezzo Pomysł, aby Sylwestra spędzić w małym Arezzo był przednim pomysłem. Po zatłoczonym Rzymie znalazłam się w niewielkim miasteczku, bardzo urokliwym, ale spokojnym. Tego mi było potrzeba. Spacerów bez przedzierania się przez tłumy, wizyt w galeriach i kościołach odbywanych w ciszy. I jak we Włoszech wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak w Arezzo wszystkie wiodą na Piazza Grande, czyli Wielki Plac.
![]() |
| Piazza Grande 1 stycznia z nieuprzątniętymi pozostałościami straganów |
Wspominałam kiedyś o tym, że mania wielkości Włochów sprawia, iż wszystko jest tam kolosalne i wielkie, budynki, budowle i place, a zatem każde miasteczko ma swój Piazza Grande. Plac w Arezzo nie jest może wielki, jeśli chodzi o powierzchnię, ale za to jakże dostojny w swym pięknie. Na pierwszy rzut oka przypomina ten sieneński, bowiem położony jest na pochyłym wzgórzu. Zapewne gdyby spadł śnieg można by zjeżdżać zeń na sankach. Nazywany jest też placem Vasariego.
![]() |
| Loże Vasariego- arkady z knajpkami |
To w Arezzo przyszedł na świat i z tym miastem związany był Giorgio - pierwszy historyk sztuki w dziejach, który spisał dzieje malarzy, rzeźbiarzy i architektów. Jego popiersie zdobi fronton Palazzo delle Logge, zwany też Loggie Vasari.
![]() |
| Podpisu nie trzeba |
Bo to właśnie on go zaprojektował wygrywając konkurs ogłoszony przez Kosmę I Medyceusza. Renesansowy budynek z arkadami jest dziś miejscem, w którym znalazły swą siedzibę liczne kawiarnie i restauracje o eleganckim wystroju. Ich największą zaletą jest widok na Plac, czyli najładniejsze miejsce w Arezzo.
![]() |
| Santa Maria della Pieve - romańska absyda |
Wzrok przyciąga romańska absyda kościoła Santa Maria della Pieve będąca niezwykle fotogenicznym obiektem na zdjęciach. Plac otacza wiele ciekawych budynków i budowli, mnie zachwyciło Bractwo Świeckich, czyli Pałac Fraternita dei Laci - budynek będący połączeniem gotyku z renesansem. Bractwo zostało założone w XIII wieku pod przewodnictwem braci dominikanów, służyło do pomocy biednym i chorym, a dzięki dotacjom testatorów finansowało wiele projektów na rzecz miasta, w tym budowę Lóż Vasariego.
![]() |
| Piazza Grande |
Na placu w okresie przed świątecznym stały budy jarmarczne, które w chwili mojego przyjazdu do Arezzo były rozbierane. Tutaj akurat bardzo żałuję, że nie zdążyłam ich spenetrować, bo o ile w Rzymie sklepików z pamiątkami było bardzo wiele, o tyle tutaj brakowało mi tego. Proces rozbiórki był dość powolny, więc mogłam co dzień śledzić jego postępy. Do pierwszego stycznia nie zdążono placu uporządkować, co nieco przeszkadzało w robieniu zdjęć. Na Placu wiszą fotosy z filmu Życie jest piękne, którego niektóre sceny kręcono właśnie tutaj. Najlepszą moim zdaniem pamiątką jest t-shirt z napisem La vita e bella, zaraz obok kolorowej ceramiki i pięknych kartek z widokami Toskanii. Te karki tak mi się spodobały, że zamiast kartek z widokiem Arezzo kupiłam kilka kartek z charakterystycznymi toskańskimi pejzażami. Takimi, które dotąd mogłam obserwować jedynie zza okien pociągu relacji Roma-Arezzo. Widok ten mocno zapadł mi w pamięć i bardzo bym chciała go ponownie doświadczyć. Podobnie, jak widok na Jezioro Trazymeńskie.
Główną ulicą Arezzo jest Corso Italia, taki miejscowy deptak z wieloma sklepikami, knajpkami, po którym przechadza się cała miejska śmietanka. Prowadzi od dworca aż do wspomnianej Świątyni Santa Maria della Pieve.
![]() |
| Sylwestrowy spacer |
Dziś nie będę pisała ani o Kaplicy Św. Krzyża z freskami Pierra della Franceski, ani o Muzeum Średniowiecza, ani o Domu Vasariego, czy krucyfiksie Cimabue, ani też o majolikach rodziny della Robia, które oglądałam z wielką przyjemnością. Wspomnę natomiast o pięknym spacerze Sylwestrowym.
Ludzie w pewnym wieku bardziej cenią sobie święty spokój i dobrze przespaną noc, stąd nie wszyscy preferują szampańskie zabawy do białego rana. Od jakiegoś czasu przynależę do tej grupy. O ile jednak moją tradycją był do tej pory spacer Noworoczny (o 8 lub 9 rano), o tyle tym razem dołączył do tego spacer sylwestrowy. Otóż kiedy tylko zaczęło się zmierzchać wybrałam się na spacer do Twierdzy Medyceuszy. Już dzień wcześniej zauważyłam kolorowe iluminacje w parku położonym w pobliżu Twierdzy. Pomyślałam, że mogą ładnie wyglądać po zmroku. Ponadto o 17 miał zacząć się koncert pod Katedrą, a także event na Piazza Grande.
![]() |
| Piazza Grande 31 grudnia |
To był kolejny z moich dobrych pomysłów (o złych nie będę wspominać). Panowała radosna ożywiona, a zarazem spokojna (czytaj bezpieczna) atmosfera. Żadnych petard, rac, żadnego huku. Sporo rodzin z dziećmi. Ludzie uśmiechnięci. Kiedy doszłam pod Twierdzę Medyceuszy, okazało się, iż jeszcze przez pół godziny można wejść na jej teren. A tam iluminacje w postaci świetlnych tuneli, mikołajków, gwiazdek, choinek a na zewnątrz na terenie twierdzy widoki na toskański pejzaż. Wszystkiemu towarzyszyły znane amerykańskie świąteczne evergreeny, których muszę przyznać nie bardzo lubię. Jednak tutaj, w tym miejscu i czasie wprawiły mnie w świetny humor i sama sobie podśpiewywałam pod nosem a nawet podrygiwałam w takt muzyki. Poczułam się trochę jak pięciolatka, która dopiero odkrywa piękno świata. Spod twierdzy przeszłam pod Katedrę, gdzie przygotowania do koncertu toczyły się niespiesznie, we włoskim tempie.
![]() |
| Z piazza Grande na Corso Italia |
Jedynym akcentem oczekiwanej zabawy były rzucane na ścianę jednego z pallazzo obrazy Vasariego, czy Pierra della Franceski, który urodził się niedaleko Arezzo, a tutaj właśnie spędził kawał życia, a jedynym z jego największych dzieł jest dekoracja kaplicy Św. Krzyża w bazylice Świętego Franciszka. Eventem na Piazza Grande okazały się kolorowe projekcje na ścianach budynków. Kiedy wracałam po dwóch godzinach Corso Italia tym razem była pełna ludzi, a nastrój był nadal bardzo radosny. Knajpy były pootwierane i nie wyglądało na to, aby obowiązywała jakaś rezerwacja miejsc, ludzie wchodzili na kieliszek wina, czy jakieś drinki, na pizzę, albo coś bardziej wykwintnego. Odniosłam wrażenie, że to świętowanie jest takie bardziej spontaniczne, wychodzimy z domu, spotykamy przyjaciół i idziemy gdzie oczy poniosą. Ale oczywiście bez znajomości języka mogłam to błędnie ocenić. Ja wróciłam w świetnym nastroju do hotelu, aby tam dobrać się do małej buteleczki wina i zjeść kolację. O ile spacer sylwestrowy był u mnie czymś nowym, o tyle spacery noworoczne kultywuję od wielu lat. O godzinie 8.30 rano było niemal pusto na ulicach. Mnie udało się dotrzeć do znajdującego się na obrzeżach miasteczka kościoła Santa Maria delle Grazie.
![]() |
| Santa Maria della Grazie |
Chciałam zobaczyć kolejny majolikowy ołtarz, co mi się udało uczynić. Obawiałam się trochę, iż pocałuję klamkę, ale okazało się, że kiedy wychodziłam z kościoła zaczynało się tam gromadzić parę osób, co sugerowało zbliżające się nabożeństwo. Mogłam sobie pogratulować, iż nie przyszłam później. Potem skierowałam się ponownie Corso Italia w kierunku Piazza Grande, aby tam napić się kawy. Zdziwiło mnie to, iż wiele sklepików i knajpek było otwartych. Przypominam sobie puste ulice polskich miast i pozamykane wszystko na klucz.
Florencja i Monika
O Florencji pisałam już tak wiele razy, że w zasadzie musiałabym się powtarzać. O artystycznych doznaniach będzie odrębny wpis. Dziś jedynie napiszę, że we Florencji miałam przyjemność spotkania się po raz pierwszy (i tu podzielam zdanie mojej koleżanki mam nadzieję, że nie ostatni) z Moniką z bloga Trzymając się chmur. Zawsze przed takimi spotkaniami jest pewna obawa, czy przypadniemy sobie do gustu, zwłaszcza, jeśli obie wiedziałyśmy, że dzieli nas spora różnica wieku. Obawy okazały się płonne, bo bardzo miło spędziłyśmy czas jedna przy niewielkiej ilości procentów, druga przy kawce. Rozmawiałybyśmy zapewne dłużej, gdyby nie to, że bar zamykał swe progi.
Monika odprowadziła mnie do mojego miejsca noclegowego, a ja wchodząc do pokoju długo miałam banana na twarzy. Tak jak często piszą tutaj moje wirtualne i też realne koleżanki jedną z największych zalet prowadzenia bloga jest poznawanie osób o podobnych lub zbliżonych zainteresowaniach, albo po prostu osób, którym się chce coś robić. Miło jest spotkać się z tak energetyczną i żywiołową młodą dziewczyną (choć Monika wciąż twierdzi, że nie jest taka młoda - z mojego punktu widzenia jest). Ma się wtedy nadzieję na zarażenie się ową spontanicznością młodości i samemu nieco odmłodnieć :)
![]() |
| Taki widok mogłyśmy podziwiać z Moniką wracając wieczorem |
Monika odprowadziła mnie do mojego miejsca noclegowego, a ja wchodząc do pokoju długo miałam banana na twarzy. Tak jak często piszą tutaj moje wirtualne i też realne koleżanki jedną z największych zalet prowadzenia bloga jest poznawanie osób o podobnych lub zbliżonych zainteresowaniach, albo po prostu osób, którym się chce coś robić. Miło jest spotkać się z tak energetyczną i żywiołową młodą dziewczyną (choć Monika wciąż twierdzi, że nie jest taka młoda - z mojego punktu widzenia jest). Ma się wtedy nadzieję na zarażenie się ową spontanicznością młodości i samemu nieco odmłodnieć :)
![]() |
| Przy szpitalu Niewiniątek zaprojektowanym przez Vasariego, gdzie dziś w arkadach znajduje się najtańszy nocleg we Florencji (bo darmowy dla bezdomnych. Ranem szłam cichutko, aby nie obudzić) |
I ponownie z góry przepraszam za błędy w nazwach, tytułach, nazwiskach obcojęzycznych.
























Gosia, ja też bardzo się cieszę, że chciałaś się ze mną spotkać, fajne jest to, że nasze pierwsze spotkanie odbyło się w pięknej Florencji. Nawet dzisiaj opowiadałam o nim Uli. Trochę żałuję, że zamiast odprowadzać Cię do hotelu nie zaproponowałam Ci nocnego spaceru po mieście bo ja wtedy byłam w mocno spacerowym nastroju, rzadko piję kawę i to pewnie przez kofeinę 😀. Podejrzewam, że Florencja nocą jest bardzo klimatyczna. W naszej internetowej znajomości cieszy mnie to, że obie jesteśmy z Trójmiasta co zdecydowanie podnosi szanse na kolejne spotkania.
OdpowiedzUsuńFajnie się czyta o Tobie podrygującej w rytm świątecznych hitów, mam nadzieję że ten nastrój da o sobie znać również i w kolejne święta.
Ludzkie charaktery są ważniejsze w znajomości niż wiek, Ula jest ode mnie starsza, Julka młodsza, ja jestem gdzieś pomiędzy nimi a tak świetnie się razem bawiłyśmy, że żadna z nas nawet nie myślała o różnicy wieku.
Noworoczne spacery są super, też miałam zamiar iść o poranku pod krzywą wieżę ale w noc sylwestrową wróciliśmy później niż to było planowane w związku z czym wstaliśmy też później.
Dobrych dni Gosieńka.
Dokładnie tak, jak piszesz Monia. Liczy się charakter człowieka, wiek to tylko jedna z liczb!
UsuńNie można sobie wyobrazić piękniejszego miejsca na pierwsze spotkanie, no chyba, że Paryż, albo Wenecja. No nie, parę miejsc by się znalazło. No szkoda, że nie poszwendałyśmy się po mieście, ale nie ma co żałować przeszłości, wyciągniemy wnioski na przyszłość. Ja się martwiłam, że tobie rozładuje się telefon i nie trafisz na nocleg (pewnie bardziej niż Ty, no tak już mają starsze panie, że się zamartwiają). Cieszę się, że nie wydałam ci się taką zramolałą staruszką :)
OdpowiedzUsuńJakie to miłe, kiedy blogerki spotykają się w realu, w tak pięknych miejscach i okolicznościach, daleko poza krajem. Pamiętam, kiedy tylko zaczynałam tworzyć swojego bloga, pewien bloger, Białostocczanin, z zamiłowania przewodnik po mieście i okolicach, zorganizował spotkanie zaprzyjaźnionych już wirtualnie blogerów w białostockiej ratuszowej restauracji. Było bardzo miło...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Jako introwertyczka myślę, że gdybym znalazła się nagle w większej grupie nieznanych osób (znanych wirtualnie) mogłabym się nie odnaleźć, ale spotykając się po kolei z różnymi osobami zaczynam dopuszczać myśl do spotkania w większej grupie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Piękny spacer nam zafundowałaś ulicami Rzymu Arezzo i Florencji. Znaleźliśmy się jakby w reportażu filmowym.
OdpowiedzUsuńA Campo di fiori jak kilkaset lat temu kiedy palono Giordana Bruno, jest nadal świadkiem barwnego wesołego życia, straganów, barów i restauracji. Spacerujących i nawołujących ludzi, a niewielu pewnie ma refleksje nad mijającym czasem. Chociaż może z okazji Nowego Roku, ktoś się zatrzyma i pomyśli co się dzieje z tym światem. Zwykle takie medytacje w Rzymie miały miejsce z okazji zmiany papieży. Jest piękny i znany wiersz Czesława Miłosza pt. Campo di fiori, gdzie bezduszność rzymskiego tłumu porównuje on do obojętności warszawskiego społeczeństwa, gdy płonęło Getto.
Lubiłam zwiedzać Włochy z literaturą piękną, a najładniej o nich pisał Jarosław Iwaszkiewicz. Bardzo polecam jeśli jeszcze nie czytałeś. Twoje spokojne refleksyjne pisanie trochę mi nawet go przypominało. On bardzo dużo miejsca poświęca sztuce. Opowiadanie Voci di Roma jest kwintesencją jego miłości do Włoch, do Rzymu.
Fajnie, że się spotkałaś z Monią. To taka miła radosna dziewczyna. Ja też mam pomysł na blogerski zlot. Mało znacie województwo świętokrzyskie, a przecież moja córka zamieszkała teraz w pięknym domu, który czasami wykorzystywany jest do agroturystyki. A stąd tylko 20 km do Gór Świętokrzyskich. Pomyślimy o spotkaniu.
Oczywiście, że znam wiersz Milosza, chciałam nawet go tu przywołać, ale ostatecznie zrezygnowałam, raz że jest dość długi, a dwa ma smutny wydźwięk. Troszkę, jak Opowiadanie Ikar Iwaszkiewicza. Jego wspomnienia z podróży do Włoch słuchałam w audiobooku, od tego czasu szukam po antykwariatach, bo lubię takie książki mieć, aby zaglądać w razie potrzeby, ale to mi właśnie uświadomiło, że wypożyczę raz jeszcze audiobook i sobie nagram. Trafiam na jego inne podróże, a tamtego po Włoszech nie mogę dostać. Zajrzę na allegro. W tym wpisie bardzo się powstrzymywałam, aby nie pisać o sztuce, ale chyba nie do końca mi się to udało, ale Włochy to właśnie sztuka i architektura, no i historia, więc trudno uniknąć. Ale nie znałam opowiadania Voci di Roma, więc poszukam także. Rozmawiałyśmy z Moniką o spotkaniu blogerów, więc kto wie, może coś z tego wyjdzie.
OdpowiedzUsuńPodróże do Włoch. Książka o Sycylii oddzielnie. A opowiadanie Voci di Roma w zbiorze opowiadań.
OdpowiedzUsuńIwaszkiewicz też stale mówi o przemijaniu, jest nostalgiczny i smutny. Ale go uwielbiam i stale wracam do niego od czasów lat dojrzałych. Może zrozumiałam jego rozterki. Mam prawie wszystkie jego książki w Dziełach zebranych.
Też lubię Iwaszkiewicza i też mam sporo jego książek, kiedyś kupiłam parę hurtem na allegro za grosze. Niestety są w kiepskim stanie i po jednokrotnym przeczytaniu pewnie rozpadną się w rękach. Właśnie sprawdziłam, iż jest egzemplarz książki w mojej bibliotece, nie tylko audiobooka. Zauważyła też, że puściłam wpis bez korekt (mam nadzieję, że ci co czytali czytali mniej uważnie, już jedną rzecz poprawiłam, inne poprawię za jakiś czas. Tak to jest jak się człowiek spieszy. A dokąd się tak człowiek spieszy w naszym wieku?
OdpowiedzUsuńMałgosiu zachwycił mnie ten post, zawsze je czytam z wielką przyjemnością ale ten jest nieco inny, taki niespieszny i pełen zadumy. Można sobie razem z Tobą wirtualnie przysiąść w kawiarnianym ogródku i patrząc jak życie płynie, słuchać jak drze się handlarka...Jakby mimochodem przekazałaś nam wspaniałą atmosferę tej wycieczki i tego co było w pewnym sensie obok. O kościele św. Praksedy czytałam u Iwaszkiewicza który pisał o jego mozaikach a przy okazji wytrząsał się nad papieżem Paschalisem pisząc o nim i jego matce różne nieciekawe rzeczy, chociaż zachwycał się jego chłopięcą aparycją ( moim zdaniem miał bardzo odstające uszy). Vasari chyba miał trochę pecha bo mam wrażenie, że jest bardziej znany jako biograf innych artystów niż ze swoich dzieł chociaż był zdolny i pracowity. W Rzymie miałaś cudną pogodę, zdjęcia z szafirowym niebem po prostu zachwycają. Mam wrażenie, że ten wyjazd to był strzał w dziesiątkę, a swoją drogą nie ukrywam, że kiedy czytam Twoje relacje budzi się we mnie tęsknota za Włochami. Chociaż jak to mówią w domu najlepiej, ale co by nie powiedzieć, ja tam też czułam się jak u siebie w domu i brakuje mi tego luzu i atmosfery. Przesyłam uściski i pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńBardzo lubię kościół Praksedy. Miałam wrażenie, że kiedyś o nim już pisałam, ale nie mogłam znaleźć wpisu. Sama przeczytałam o tym kościele chyba u pani Ewy Bieńkowskiej, a może u Bożeny Fabiani. Jest mało uczęszczany, co jest dodatkową zaletą w czasie, kiedy część kościołów jest tak oblegana. Czytałam Podróże do Włoch Iwaszkiewicza, ale nie pamiętam, czy tam wspominał ten kościół (kolejny powód, aby owe podróże sobie przypomnieć). Byłam ciekawa obrazów Vasariego, bo nie miałam okazji oglądać wcześniej, a sklepienie wewnątrz florenckiej kopuły Matki Boskiej Kwietnej jakoś mało widoczne z poziomu posadzki- tym razem udało mi się parę obrazów obejrzeć; taka pierwsza myśl była - widać, że był uczniem Michała Anioła, postacie wydały mi się takie muskularne zupełnie jak u Buonarottiego i układ ciał. Ale poza biografiami myślę, że znany jest też jako architekt - Ufizzi, korytarz Vasariego, Szpital Niewiniątek- te pierwsze przychodzą mi na myśl. A w domu Vasariego widziałam bardzo ładny fresk, na który nie wiem, czy sama zwróciłabym uwagę - któryś z blogerów, albo ktoś na fb- zwrócił mi nań uwagę (ale to pokażę w kolejnym wpisie). No i nagrobek Michała Anioła też jego dzieło- mnie się podoba, choć Michał Anioł miał inny pomysł i chyba oczekiwania, on taki bardziej pod publiczkę. Pogodę miałam wspaniałą (poza dwoma ostatnimi dniami, kiedy lało i lało, ale podobno przed moim przyjazdem też ciągle padało, więc miałam szczęście na okienko pogodowe. Kto raz poznał Włochy chyba już zawsze będzie za nimi tęsknić, choć wyjazdu na stałe sobie nie wyobrażam, za bardzo jestem stąd.
UsuńMasz rację co do Vasariego, to był trochę taki żart, ale coś w tym jest bo żeby wiedzieć o nim coś więcej trzeba być trochę obeznanym z historią sztuki natomiast czytając o jakim kolwiek włoskim artyście z tego okresu zawsze trafimy na wzmiankę, że Vasari napisał o nim to albo tamto.
UsuńZ twojej żart z mojej serio, chciałam sobie od razu uświadomić co wiedziałam na temat Vasariego przed wyjazdem, ale myślę, że masz rację, dla wielu jest on "jedynie" autorem Żywotów, choć dla jeszcze większej ilości ludzi pewnie nie będzie znany wcale.
UsuńZawsze mogę iść na taki piękny spacer po historycznych centrach Rzymu, Florencji i Arezzo. wspaniałe miejsca. Cieszę się, że nas tam zabrałaś. Gdy popatrzyłam na Loże Vasariego- arkady z knajpkami to od razu przed oczami miałam Sukiennice. Bardzo podobne zdjęcie. Przypuszczam, że poznanie się i spotkanie z Monią we Florencji było niezwykle miłym przeżyciem. Przyniosło cudowną relację i wzbogaciło Twoje życie o wyjątkową osobę.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Masz rację, jest w Sukiennicach duże podobieństwo do Loży Vasariego z Arezzo i nawet te knajpki i sklepy u nas z pamiątkami, tam sklepy z antykami. Spotkanie było bardzo miłe i wprawiło mnie w dobry nastrój, nawet nie spodziewałam się, że tak mi w tym akurat momencie było potrzebne i było takim innego rodzaju przerywnikiem w podróży.
UsuńWspaniały początek roku :). I super sprawa to spotkanie, w dodatku tak udane :). Czytam w Waszych komentarzach wyżej o Iwaszkiewiczu, jakoś niewiele mam w pamięci z dawno czytanych jego książek, chyba powinnam ją sobie odświeżyć.
OdpowiedzUsuńJa Iwaszkiewicza znam głównie z krótkiej formy (opowiadania, nowele, Matka Joanna od aniołów, Brzezina, Panny z Wilka, Podróże (włoskie, polskie, inne), chyba nie czytałam żadnej powieści (kojarzę Sława i chwała, ale jedynie z tytułu).
UsuńPrzyznam, że czytałem ten wpis kilkakrotnie i jestem pod wrażeniem, wyboru miejsc. Kościół św. Praksedy bardzo mi się spodobał ze względu na mozaiki. Zauroczyło mnie Arezzo, które wybrałaś na sylwestrowy wieczór i na koniec cudowna Florencja i spotkanie z Moniką. Świetnie spędziłaś czas na przełomie lat. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTych miejsc było oczywiście dużo więcej, ale do wielu wracałam, pisałam o nich wcześniej, więc nie chciałam się powtarzać. Jak wspomniałam komuś wyżej wydawało mi się, że i o Praksedzie wspominałam, ale nie znalazłam wyszukując hasła, więc napisałam raz jeszcze. Pamiętam, że lubisz mozaikowe ołtarze, żałowałam, że nie wysłałam kartki z tego kościoła, ale zdecydowałam się na toskańskie widoki (mam nadzieję, że dojdą:). Arezzo może nie jest miejscem na dłuższy pobyt, ale ze dwa dni warto tam spędzić, choć ja byłam cztery i też się nie nudziłam.
OdpowiedzUsuńDzien dobry :) Bardzo lubię ten Twój sposób opowiadania — niby podróż, a mam wrażenie, że siedzę obok i słucham historii przy kawie ☕️ Dużo ciekawostek, ale bez zadęcia, plus te zwyczajne momenty: jedzenie, spacery, obserwowanie ludzi. Rzym z tłumami i Arezzo jako oddech — świetny kontrast. Czytało się naprawdę przyjemnie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa. Piszę przede wszystkim aby zachować we własnej pamięci pewne okruchy wspomnień, aby poza zachwytami było troszkę informacji, które mnie zaciekawiły a może i innych zaciekawią :) Nie za dużo epatowania datami, czy nazwiskami, bo nie jesteśmy historykami, ani historykami sztuki. Jeśli dobrze się czytało, to cała przyjemność po mojej stronie. Próbowałam wpisać komentarz pod twoim podsumowaniem roku, ale nie wiem, czy się udało :)
OdpowiedzUsuńZ Twoich słów płynie mnóstwo spokoju. Nawet pomimo tych tłumów w Rzymie miałaś przewspaniałą podróż. I jeszcze udało Ci się spotkać z Moniką, i to we Florencji! Wiek to tylko liczba. Jeżeli ludzie mają podobne zainteresowania i podobne podejście do życia i świata, wiek to żadna przeszkoda w zawieraniu przyjaźni. Rozumiem, że jako introwertyczka z pewną obawą podchodzisz do takich spotkań z (nie)znajomymi. Ja też jestem introwertyczką, ale ogromnie się cieszę, że miałam odwagę założyć bloga i poznać tych wszystkich wspaniałych ludzi, najpierw tylko wirtualnie, a niektórych już osobiście. I gdy takie duże spotkanie bloggerów dojdzie do skutku, to o ile tylko życie mi pozwoli, chętnie się z Wami wszystkimi spotkam, bo wiem, że będzie to niezapomniane wydarzenie, i Tobie również radzę przełamać strach i bariery. Jedno spotkanie z Monią masz już za sobą i jestem przekonana, że nabrałaś ochoty na więcej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko z Majorki
Też tak uważam, że wiek to liczba, ale też suma przeżytych lat, które czasem sprawiają naszym organizmom pewne niedogodności w funkcjonowaniu, ale na razie jest nieźle. Ja także założyłam bloga, aby wyjść troszkę ze strefy komfortu, zamknięcia się w skorupie. Pamiętam pierwszy wpis i tamtą niepewność i ekscytację zarazem, a teraz to sprawia przyjemność i dziś jest bardziej dyskiem zapasowym pamięci i platformą do poznawania osób mających zainteresowania różne (choć najchętniej podróżnicze, artystyczne, literackie). Pozdrawiam mrożnie z Gdańska (dziś odczuwalna ok minus 15)
OdpowiedzUsuńCiekawy wpis okraszony pięknymi zdjęciami. Fajnie witałaś Nowy Rok odwiedzając cudne włoskie miejscówki. No a spotkanie z Monią - wisienka na torcie. Dlatego kocham podróżować, bo można spotkać na szlaku kogoś fantastycznego. I spędzić czas w tak doborowym towarzystwie, jak w tym przypadku.
OdpowiedzUsuńPięknego roku życzę i jeszcze wielu udanych, blogerskich spotkań:)))
Choć jestem już od dwóch tygodni w domu, wciąż mam przed oczyma piękne widoki odwiedzonych miejsc, a podróż jakby trwała nadal. Wspominanie, podobnie jak planowanie/przygotowywanie to przedłużenie podróży. Kiedyś na obiedzie we Włoszech dowiedziałam się, że włosi cały rok żyją podróżą, bo najpierw pół roku się do niej przygotowują, a potem pół roku o niej opowiadają. Zaczynam mieć podobnie, tyle, że z uwagi na nieco większą ilość podróży czas muszę odpowiednio dopasować :)
OdpowiedzUsuńGosia wydaj książkę! To byłby hit wszechczasów, więc graj w totka. Zawsze jestem pod wrażeniem Twoich opisów bo jest tak jakbym sama wędrował. Niewierny Carravagia też mnie zawsze odstrzał tą dziurą. Zachwyciła mnie absyda romańska i ołtarz majolikowy. A przede wszystkim spacery tymi wąskim uliczkami wśród wystawionych stolików kawiarnianych. Spędziłaś fantastycznie czas i jeszcze spotkałaś koleżankę pisarka blogerkę. Miałaś super wyjazd.
OdpowiedzUsuńTa dziura budzi we mnie niemiłe skojarzenia. Mnie też się bardzo podobają te rotundowe absydy, widzę, że w Padwie też taka będzie i już się cieszę, jak głupi do sera. I na spacerki arkadami i uliczkami też. Książki to lepiej Ty pisz, bo masz już doświadczenie i odwagę do spotkań autorskich, a ja się będę spełniać w pisaninie tutaj :)
OdpowiedzUsuń