niedziela, 26 lutego 2012

Madonna wśród skał. Nocne zwiedzanie- czyli o kolejnym marzeniu


Tekst powstał w maju zeszłego roku, kiedy w wielu miastach Polski miała miejsce Nocy Muzeów, podczas której wiele przybytków sztuki otwiera swe podwoje dla zwiedzających w późnych godzinach wieczornych i wczesnych godzinach nocnych. Niewątpliwie jest to wspaniała inicjatywa i niepowtarzalna możliwość odwiedzin w Muzeum w innej niż za dnia atmosferze. Do tej pory nie miałam okazji uczestniczyć w tym wydarzeniu, więc być może nie powinnam się wypowiadać na ten temat nie znany mi z autopsji.

Jednak czytając chociażby relacje internetowe, czy słuchając znajomych mogę wyobrazi sobie horror związany z tłumami odwiedzających, którzy pojawiać się będą traktując swą obecność w takim miejscu, bardziej jako wydarzenie towarzysko-kulturalne, na którym wypada być, niż jako niepowtarzalną szansę odbioru sztuki w innym, nieznanym większości otoczeniu. Ale może się mylę.

Przewrotnie zatem napiszę o muzeum, które odwiedzić nocą i to odwiedzić w towarzystwie jedynie li tylko przewodnika, byłoby moim marzeniem. Móc w atmosferze nocy, z towarzyszeniem aury tajemniczości i intymności zaszyć się w salach Wielkiej Galerii byłoby pięknym i niezapomnianym doświadczeniem. Tym wymarzonym do nocnych odwiedzin miejscem jest dla mnie paryski Luwr.

Pisałam już, iż z paryskich muzeów moim ulubionym jest Muzeum Orsay. Świątynia sztuki impresjonistów króluje jednak w moim sercu wyłącznie w świetle dziennym. Jej dzieła tak pełne świetlistości, pasteli, jasności i radości należałoby oglądać za dnia. Poza tym sam budynek dawnego dworca kolejowego jakkolwiek ciekawy za dnia, pozbawiony jest tego uroku tajemnicy, jaki posiada dawny pałac królewski.

Znalezienie się w pozbawionych tłumów salach Wielkiej Galerii byłoby spełnieniem marzenia o nocnym spotkaniu z dziełami mistrzów.

Wielka Galeria jest tak bogata w cudowne dzieła sztuki, że samo tylko jej odwiedzenie zajęłoby z pół nocy.

Nie będę tu opisywać poszczególnych dzieł, bo nikt nie dotrwałby do połowy wpisu. Skupię się dzisiaj nad jednym tylko.

Leonardo da Vinci był geniuszem, nie ulega to dyskusji. I choć moją miłością wśród renesansowych geniuszy obdarzyłam Michała Anioła i jego dzieła, to pozostaję pod urokiem dzieł mistrza z Vinci i pod wrażeniem jego wszechstronności.

Jednym z moich ulubionych, aczkolwiek nie jedynym, dziełem Leonardo jest „Madonna w grocie”, zwana też „Madonną wśród skał” albo „Madonną z Dzieciątkiem, małym św. Janem i aniołem”.

Jedną z wersji historii obrazu stanowi, ta zgodnie z którą, obraz jako środkowa część tryptyku zamówiony został do ołtarza kościoła San Francesco w Mediolanie. Nie został on jednak odebrany przez zamawiające je Bractwo Niepokalanego Poczęcia, co dało podstawę do snucia sekretnych teorii o zaszyfrowanej treści dzieła przez Dana Browna w „Kodzie Leonarda da Vinci”. Najprawdopodobniej, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Konflikt powstały na tle finansowym pomiędzy odbiorcami części dzieła doprowadził do zerwania umowy. Obraz trafił do protektora artysty Lodovico Sforca, księcia Mediolanu, zwanego (od ciemnej karnacji Maurem) Il Moro. Ten podarował go arcyksięciu Maksymilianowi Habsburgowi, aby następnie trafić do Francji wraz z wnuczką tego władcy Eleonorą (drugą żoną Franciszka I Walezjusza). Nie pierwszy to w historii przypadek, kiedy działo odbywa dalekie podróże (od Mediolanu, poprzez Święte Cesarstwo Narodu Niemieckiego do Paryża). Są też inne wersje historii obrazu tłumaczące przyczyny znalezienia się dzieła we Francji.
Różne podaje się też genezy powstania repliki dzieła. Została ona namalowana przez ucznia Leonarda, a mistrz odcisnął na niej jedynie swoje piętno w postaci paru szczegółów. Replika znajduje się w Londynie w National Galery i choć zbliżona w treści, to jednak nie dorównuje oryginałowi.

Centralną postacią obrazu jest Madonna obejmująca jedną ręką małego Jana i unosząca opiekuńczo rękę nad swoim synem. Jezus błogosławi małemu Janowi Chrzcicielowi, a anioł Ariel unosi dłoń w tajemniczym geście nad głową Jezusa. Jan Chrzciciel unosi dłonie w geście modlitwy. To jedna interpretacja. Dokonując wcześniejszego wpisu podałam, iż to Jezus się modli, a Św. Jan mu błogosławi. Zostałam poprawiona przez jedną z blogerek. Tymczasem dzisiaj u Łysiaka (Malarstwo białego człowieka) czytam, iż są dwie interpretacje obrazu, a znawcy spierają się o to, który z tłuściutkich chłopczyków jest Jezusem, a który Janem Chrzcicielem. A zatem kolejna tajemnica związana z obrazem. Postacie otacza ciemność, ponure wnętrze skalnej groty. Jedynie na twarze, dłonie i nagie ciałka dziatek pada światło, które wydobywa ich z mroku. Panująca wewnątrz groty ciemność ma wyobrażać zło, które rozprasza obecność świętych. Obraz jest w tym charakterystycznym dla okresu renesansu lekkim zamgleniu. Twarzy Madonny nadał Leonardo anielski wyraz. Jest ta Madonna z jednej strony bardziej ludzka niż boska, poprzez skromne szaty i otoczenie, w jakim się znajduje, ale z drugiej strony jej anielsko piękna twarz nadaje jej znamion boskości. Mówi się, iż twarz madonny na obrazie Leonarda jest zapowiedzią pięknych Madonn Rafaela.

Moim zdaniem twarze madonn na obrazach wczesnorenesansowych twórców mają równie cudowne oblicza, nawet jeśli ich malarze nie dorównywali geniuszem Leonardo.

Grota przedstawiona na obrazie nadaje otoczeniu realnych kształtów (poprzez szczegółowe przedstawienie skał,wody i roślinności), jednak klimat całości robi wrażenie nieziemskie i tajemnicze.

Czy wyobrażacie sobie, jak nieziemsko byłoby móc kontemplować ten obraz wiszący po prawej stronie, zaledwie kilkanaście metrów od wejścia do Wielkiej Galerii. W przyćmionym dyskretnym świetle punktowym, które jeszcze bardziej pozwoliłoby wydobyć na powierzchnię obecność świętych. Można by zapomnieć o całym świecie znajdującym się na zewnątrz.

Twierdzenia Dana Browna o symbolicznej wymowie dzieła nie są tak do końca pozbawione racji. Jest tu bowiem zapowiedz przyszłego cierpienia dzieciątka i obawa matki o los jej syna, który to los przepowiada jej gest Ariela, jeśli przyjąć interpretację zgodnie z którą to Jezus udziela błogosławieństwa, a Ariel trzyma nad jego głową rękę wskazując na Św. Jana.
Jest w tym dziele jakiś mistycyzm.

No i wreszcie takie tet a tet z arcydziełem byłoby jak możliwość zajrzenia w oczy samemu Leonardo.
Zdjęcia: 1. Moje z Luwru, kolejne z internetu; 2. Madonna w grocie Luwr, 3. fragment paryskiego obrazu - Ariel z Jezusem a może ze Św. Janem, 4. Madonna w grocie londyńska

12 komentarzy:

  1. Zwiedzanie jakiegokolwiek muzeum tylko z przewodnikiem, to wielkie marzenie, które pozostanie raczej w sferze marzeń.
    A co do Leonarda, też jestem nim zafascynowana...jednak w jego życiu jest tyle tajemniczości...
    I ta jeszcze z dzieciństwa wizja czarnego, olbrzymiego ptaszyska, wracająca jak bumerang...
    Może to ona sprawiała, że w jego obrazach zdarzały się mroczne tła?
    A co chłopczyków, to jestem skłonna przychylić się do twierdzenia, że to Jezus błogosławi...
    Na londyńskim obrazie, Jan przedstawiony jest ze swoim charakterystycznym krzyżem w dłoni...
    Pozdrawiam
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pomarzyć dobra rzecz. Tajemnice zawsze przyciągały i fascynowały. Myślę jednak, że mroczne tło jest bardziej celowym zabiegiem mistrza, niż wpływem wizji z dzieciństwa (choć nie znam dobrze biografii Leonardo)> Ja też skłaniam się ku błogosławiącemu Jezusowi. Atrybut w ręce Św. Jana występuje jak piszesz na londyńskim obrazie, który jakkolwiek był repliką, niemal w całości był dziełem ucznia. Ale coś mi też podpowiada usytuowanie chłopczyków.

      Usuń
    2. Właśnie sobie przypomniałam, że często spacerowałam po pustych salach muzealnych (przed świtem i po zmroku). Pracowałam przez parę miesięcy w Muzeum Narodowym w Gdańsku i zdarzało się, że przychodziłam, jako pierwsza, lub wychodziłam ostatnia, mogłam więc spacerować zupełnie pustymi krużgankami oraz delektować się do woli obcowaniem ze sztuką. Moim ulubionym obrazem był i jest w tym muzeum Sąd ostateczny Memlinga.

      Usuń
  2. Ale czarujesz tym malarstwem. Bosko.
    Moim okiem laika kompletnego, to Jan jest obok Madonny. Jest większy, a przecież był starszy. Gest błogosławieństwa przynależny Bogu. I anioł obok. Piękna kompozycja. Życzę nocnego spaceru w Luwrze:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się. A co do dzieci, to mnie wyglądają na równolatki, są niemal identyczni, jak bliźniacy. Ale i ja kompletny laik myślę, że dzieciątkiem błogosławiącym jest dzieciątko Jezus.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie opisałaś o tych obrazach. Byłem niedawno w Paryżu, oczywiście zaliczyłem muzea, tylko że właśnie je zaliczyłem, brakło czasu na dłuższy kontakt z dziełami, które do tej pory co najwyżej oglądałem w albumach. Cieszy inicjatywa Google, która rozpoczęła projekt Art i prezentuje najsłynniejsze dzieła sztuki w dużej rozdzielczości na swojej stronie. Taka prezentacja pozwala w zaciszu domowym bliżej zapoznać się z tymi dziełami. No, ale to nie to samo co magia bycia sam na sam z obrazem w muzeum, a co dopiero, gdyby to było w czasie nocnego zwiedzania.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dzięki za przypomnienie ARt project - dołączyłam linka do strony :)

      Usuń
  5. Właśnie z powodu tego pędu i "zaliczania" obiektów przestałam jeździć na zorganizowane wycieczki i jeżdżę indywidualnie rozkoszując się możliwością delektowania tego, co sprawia największą przyjemność, bez pośpiechu i stresów. Wszystkim polecam ten sposób, jako pełniejszy i relatywnie tańszy. W Paryżu byłam czwarty raz i za każdym razem idę do Luwru i do Orsay i za każdym razem odkrywam na nowo i nowe dzieła. Sam wiesz, jakie ogromnie zbiory są w Luwrze, można by tam spędzić nie kilka godzin a kilka miesięcy i byłoby co oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Noc muzeów - mam mieszane odczucia. Z jednej strony jest to super przeżycie, bo to rzeczywiście nietypowa pora na zwiedzanie. Dwa lata temu się wybrałam, u siebie w mieście, do muzeów, które już znam, ale które chciałam odkryć na nowo. To, co zobaczyłam to... przede wszystkim niewyobrażalny tłum ludzi. Nie dało się nic normalnie zobaczyć, w spokoju - czułam się jak przed świętami na rynku. Niestety....

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że mamy podobne odczucia. Sama nigdy nie wybierałam się na nocne zwiedzanie, właśnie w obawie przed tymi tłumami. Potem pomyślałam, że pewnie przesadzam, bo w końcu ludzie tak znowu się nie garną do kultury i muzeum, nie będące największym muzeum w mieście zapewne nie wzbudzi wielkiego zainteresowania wśród zwiedzających. Tymczasem opowiadano mi o trudnościach z zaparkowaniem, tłoku, ścisku i nerwach towarzyszących takim wizytom, które dla wielu są okazją do pokazania się.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na nocne zwiedzanie chodzę od trzech lat.Rzeczywiście tłumy idą na te wydarzenie. W większości obiektów trzeba odstać swoje.Zaletą jest to ,że muzea , galerie często organizują dodatkowe wystawy , pokazy multimedialne , koncerty. Na przykład nasz przepiękny Pałac Branickich otwiera pomieszczenia, które na co dzień są zamknięte dla zwiedzających.
    Zwiedzić Luwr bez tłumów to także i moje marzenie.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, okazuje się, że wszystko zależy od determinacji i chęci odwiedzin w takim miejscu, w taki dzień. Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że nie pójdę do Luwru, bo tam zawsze są tłumy. A jakoś zawsze wybieram, albo popołudnie, albo ranek i udaje mi się tych największych tłumów unikać. Może zatem na kolejną noc Muzeów wybiorę się do któregoś. A Pałac Branickich - też by mi się podobało zwiedzić późnym wieczorem. No i te dodatkowe atrakcje kuszą. A co do Luwru ... omal nie zostałam wraz z towarzyszką podróży zamknięta na stacji Roayl-Louvre, bowiem weszłyśmy w galerie na 3 minuty przed zamknięciem. Kiedy biegłyśmy do wyjścia poczułam dreszczyk emocji.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).