wtorek, 5 maja 2015

Historia oblężenia Lizbony Jose Saramago

Nie przepadałam za literaturą półwyspu iberyjskiego, nie przemawia do mnie ten rodzaj pisania, nie wciąga, nie zachwyca, nie urzeka*. Aby jednak nie zamykać się na nowe doznania od czasu do czasu sięgam po któregoś z pisarzy iberyjskich. Ponieważ nie tak dawno temu czytałam Baltazara i Blimundę Saramago i lektura pozytywnie mnie zaskoczyła sięgnęłam po Historię oblężenia Lizbony, tym bardziej, iż Portugalia stanowi cel mojej tegorocznej wakacyjnej wycieczki. 

Raimundo Silva, redaktor w średnim wieku, prowadzący monotonne i uporządkowane życie samotnego mężczyzny, zajmujący się korektą różnego rodzaju książek trafia na taką, której lektura staje się punktem zwrotnym w jego niezwykle przewidywalnym egzystowaniu. I nie dlatego, że książka jest interesująca, wręcz przeciwnie. 

Na czterystu trzydziestu siedmiu stronach nie natrafiono na żaden nowy fakt, żadną polemiczną interpretację, żaden nie wydany dokument, żadne nowe odczytanie faktów. Jedynie kolejne powtórzenie opowiedzianej już dziesięć tysięcy razy i doszczętnie wyeksploatowanej historii oblężenia, opis miejsc, mów i dzieł rzeczywistych ludzi, przybycie krzyżowców do Porto i ich morska przeprawa, że wpłynęli na Tag, wydarzenia z dnia świętego Piotra, ultimatum dla miasta, problemy na miejscu, bitwy, ataki, kapitulacja, w końcu plądrowanie miasta.(str. 39 Historii oblężenia Lizbony wydanej przez Dom wydawniczy Rebis 2002 r.)
Nie potrafiąc zdobyć się na szczerą recenzję książki Silva wpada na szatański pomysł, aby zmienić historię i dopisać wyraz „nie” przed zdaniem o pomocy krzyżowców w zdobyciu oblężonej przez Maurów Lizbony. I tak Silva decyduje się na małe szaleństwo; przeinaczenie faktów. Chyba sam nie rozumie, dlaczego to robi. Może ma już dość monotonii. Z niepokojem oczekuje konsekwencji. Jedno małe „nie” powoduje lawinę wydarzeń. Poznaje kobietę, otrzymuje propozycję napisania alternatywnej historii, w której uzasadni odmowę udzielenia pomocy przez Krzyżowców, zakochuje się. 
Miałam nadzieję, iż napisanie alternatywnej historii oblężenia miasta doprowadzi do spekulacji, jakie byłyby konsekwencje pozostawienia Portugalczyków samych sobie. Jednak nie. Silva pisze nową historię, która kończy się tak samo; Portugalczycy bez pomocy Krzyżowców zdobywają miasto, więc historia toczy się utartymi koleinami. Ale jeden wyraz zmieniający sens zdania zmienia też życie człowieka. Redaktor zaczyna pisać książkę i zdobywa kobietę. Historia oblężenia Lizbony toczy się równolegle z historią zdobywania kobiety. 
Plusy; przeniesienie do XII wiecznej Portugalii, uchwycenie klimatu miasta zajętego przez Maurów (świetny fragment opisujący modlitwę muezina), oddanie atmosfery średniowiecznych bitew z poprzedzającymi je negocjacjami, modlitwami, przemowami z obu stron, szczękiem broni, jękami rannych i krzykiem zabijanych, rozrywkami walczących, ciągnącymi za wojskiem cywilami. Ponadto ciekawy pomysł, co by było gdyby Krzyżowcy zamiast pomóc chrześcijanom urażeni w swej dumie wybrali bardziej prestiżowe zadanie zdobycia Jerozolimy. Tyle, że Silva nie pisze nowej historii Portugalii, a …
Minusy… pisze nową historię Silvy, a raczej historię bezbarwnie opisanego romansu redaktora. Tym samym historia nudnawego pana redaktora zamienia się w historię nudnawego romansu. Ta część dwutorowo opisywanej historii jest zdecydowanie słabsza. 
Język; sama nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy język, jakim pisze autor jest zaletą, czy wadą książki. Na pewno jest znakiem rozpoznawczym Saramago. Nie umiem nawet z przekonaniem stwierdzić, czy jeśli czytaliście już którąś z książek Portugalczyka  i ten sposób pisania przypadł wam do gustu, będzie tak i tym razem. Czytanie rozwlekłych zdań, pozbawionych interpunkcji, bez wydzielonych dialogów stanowić może sporą trudność. Co prawda można się do tego przyzwyczaić i po kilku stronach niemal nie zauważać nowatorstwa, ale nie ma co do tego gwarancji. O ile w Baltazarze i Blimundzie zostałam oczarowana takim właśnie sposobem narracji, o tyle w Historii oblężenia Lizbony przeszkadzał mi on do końca lektury.
A może wszystko zależy od treści, a język jest sprawą drugorzędną. 
Reasumując; ani polecam, ani odradzam. Ja w każdym razie, mimo wskazanych minusów i trudności nie żałuję, że przeczytałam, choć, o ile po wcześniejszej lekturze miałam w planach czytanie całego Saramago, o tyle teraz do kolejnej lektury podejdę z umiarkowanym zaufaniem.
*Dokonując geograficznego podziału lektur na kraje ich twórców odkryłam, iż Quatrocento, książkę, która mnie urzekła napisała Hiszpanka, tym samym muszę przyznać, iż i ja trafiłam na dobrą książkę z półwyspu Iberyjskiego. 

21 komentarzy:

  1. A wiesz, coś w tym jest: za wyjątkiem Zafona z prozą żadnego chyba pisarza hiszpańskojęzycznego nie jest mi po drodze... a już z autorami z rejonu Ameryki Łacińskiej zupełnie nie potrafię się"dogadać". Omawiana przez Ciebie książka raczej by mnie wynudziła, mimo ciekawych akcentów nie odnalazłam w niej nic, co przykułoby moją uwagę na dłużej. Po prostu raczej nie moja bajka, nie mój styl...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tobie przynajmniej Zafon przypadł do gustu :) Ja pamiętam, że kiedyś czytane Sto lat samotności Marqueza zrobiło na mnie dobre wrażenie, a nawet więcej niż dobre, dziś boję się powrotu. Z tego też powodu mam pewne obawy przed odwiedzinami Portugalii, ale pocieszam się, że jeśli nie poczuję mięty do kultury, to chociaż docenię iż nie ma tak takich tłumów, jak w Londynie np., który odwiedzę chwilę wcześniej. :)

      Usuń
  2. A ja bym chciała kiedyś zobaczyć, Alhambrę czy inne hiszpańskie miasto...może z tego względu, że czytałam o nich...W książce o Joannie Szalonej..." Ostatnia Królowa " C.W.Gortnera...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Hiszpanii parę miejsc, mnie urzekło, mimo braku sympatii literackich; Barcelona Gaudiego, czy właśnie znajdująca się w Granadzie Alhambra, a także Toledo, Sewilla, muzeum Prado w Madrycie :) Gortnera czytałam jedynie Wyznania Katarzyny Medycejskiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nie przepadałam za literaturą półwyspu iberyjskiego, nie przemawia do mnie ten rodzaj pisania, nie wciąga, nie zachwyca, nie urzeka."

    A czy tak naprawdę jest jakiś typ pisanie charakterystyczny dla wszystkich pisarzy z półwyspu?? Strasznie duże uogólnienie chyba.
    Baltazara i Blimundę niedawno też skończyłam i zastanawiałam się nad Historią. Pewnie kiedyś sięgnę. Najbardziej interesuje mnie wątek historyczny właśnie. Romantyczny mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobre pytanie. Podobne zadała kiedyś wielbicielka literatury azjatyckiej, wtedy też nie umiałam wyjaśnić, co sprawia, że ilekroć trafię na książkę z tego kręgu geograficzno-kulturowego kulturowego nie jestem nią zafascynowana. Chyba nie jest to jakaś wspólna cecha twórczości pisarzy z pewnego kręgu , a jedynie przypadek, który sprawia, że wciąż poszukuję tej, która przełamie pewnego rodzaju .... niechęć, albo brak oczekiwań na zaprzyjaźnienie.

      Usuń
  5. A ja nie potrafię powiedzieć, czy lubię literaturę z Półwyspu Iberyjskiego, czy nie, bo mało ją znam. Saramago mnie jednak nie pociąga, nigdy nie byłam fanką książek pisanych bez poszanowania interpunkcji i bez wydzielonych dialogów. Rozejrzę się za innym pisarzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co czytałam o książkach Saramago wiele osób uznaje za jedną z lepszych jego książek wspomnianego Baltazara i Blimundę, która i mnie się podobała. Jednak książka ta wymieniana jest jako przykład gatunku zwanego realizmem magicznym, za którym to gatunkiem nie przepadasz, więc nie będę cię namawiać na czytanie Saramago, zwłaszcza, że interpunkcja potraktowana jest bardzo swobodnie przez autora

      Usuń
  6. Nie znam literatury tego kraju, tym bardziej cenne są dla mnie takie posty. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja znajomość ogranicza się do dwóch wspomnianych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja - na przekór Tobie :) - powróciłem ostatnio do autora młodości czyli do Mario Vargasa Llosy. Jedną z pierwszych iberoamerykańskich moich lektur było Miasto i Psy. Potem "wciągałem' kolejnych autorów słynnej serii WL do czasu aż mi przeszło... Jednak do Vargasa Llosy mam sentyment, i uznanie, podoba mi się, że jego język już się uspokoił. W Rozmowie w Katedrze Llosa prowadzi dwa, trzy dialogi naraz i w żaden sposób nie sygnalizuje, kto co mówi - trzeba to wyłapać z kontekstu. Na szczęście ta maniera mu minęła, najnowsza książka Dyskretny Bohater już nie jest poszatkowana, czyta się płynnie i z ciekawością bo nie brakuje tam wątku sensacyjnego. Z równą przyjemnością przeczytałem (dwa razy) Pochwałę Macochy. Czuć to mistrzowskie pióro! Nobel dla Llosy bardzo zasłużony.
    A przy okazji warto wspomnieć, że Saramago też jest noblistą. Pamiętam, że o nagrodzie rozmawiano z Miłoszem, który przyznał że zna osobiście portugalskiego pisarza, ale na pytanie, czy lubi jego prozę odparł ze śmiechem: "ja jej nie znoszę, jest okropna!" Twoja opinia potwierdza to co rzekł był Miłosz. Wypada pogratulować Ci wytrwałości!
    Ja raczej po Saramago nie sięgnę. (Zafona próbowałem po angielsku - nuda jak diabli, więcej do niego nie wrócę) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lloyosy czytałam Raj tuż za rogiem i listy do młodego pisarza, pierwsza spodobała się na tyle (może też z powodu tematu- lubię czytać o malarzach- taka słabość, co nie znaczy, że łyknę każdą która znane nazwisko stosuje jako wabik do np. romansidła:), że zakupiłam kolejne, na półce czeka Pantaleon i wizytantki, jednak wobec letnich opinii wstrzymałam się z lekturą. Przypomniałeś mi Rozmowę w katedrze, po którą chciałam sięgnąć. Obaj nobliści, to prawda, tyle, że jak zauważyłam po sobie, nie zawsze jest to dla mnie gwarancją udanej lektury, choć trzeba przyznać, że książki prezentują wyższy poziom, niezależnie od tego, czy przypadną nam do gustu, czy też nie. Co do antypatii Miłosza do Saramago - czytałam o niej w Szkicach portugalskich. Trudno mi się do wypowiedzi ustosunkować, bo nie mam emocjonalnego związku z Miłoszem, pisał głównie poezję, a to gatunek, który do mnie mało przystaje, o ile nie jest wyśpiewany:) Zafona przeczytałam zachwalany Cień wiatru i ... mnie nie zachwycił, a wręcz zniechęcił od dalszej lektury. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Potwierdzasz, że mamy gust i stosunek do lektur podobny.
      Nie nazwisko ważne i lista nagród pisarza, ale autentycznie wciągająca, nie zbyt płytka fabuła, plastyczny język plus kilka innych zalet. Wtedy książka "sama się czyta".
      Wspomniałaś kiedyś (?) że nie przebrnęłaś Pod Wulkanem - Lowry'ego. Mnie również odrzuciło po kilkunastu stronach. Nie mówiąc o Orfanie Pamuku, który jakimś cudem dostał Nobla, ale jego powieść "Nazywam się czerwień" jest okropna i niestrawna. Z tamtego kręgu kulturowego zdecydowanie wolę Salmana Rushdiego z jego bajkowym stylem. Z polskich pisarzy na pochwałę zasługuje Józef Hen, choć nie tylko on.

      Usuń
    3. :) odkrycie podobnych upodobań zawsze wprawia mnie w dobry nastrój. podobieństwo, nie zbieżność, bo nie znam dwóch osób, które zachwycałoby / lub którym podobało by się to samo. Owszem nie przebrnęłam przez Pod wulkanem, co mnie martwiło, bowiem zachwycał się nim i marlow (nasz blogowy kolega), którego opinię sobie cenię i Hen, którego Nie boję się bezsennych nocy oceniłam wysoko. Może kiedyś... choć jak na razie nie pałam chęcią szybkiego powrotu.

      Usuń
  9. Jak na razie nie pochwalę się znajomością żadnego pisarza z półwyspu iberyjskiego i pewno tak pozostanie.
    Chociaż w tym przypadku ta historia oblężenia Lizbony mnie pociąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajomość -mizerna. Powoli uzupełniam statystyki blogowe, więc za jakiś czas będę miała większą orientację. W każdym razie to chyba "mój" pierwszy Portugalczyk :) Hiszpanów było kilku.

      Usuń
  10. Pisarzy hiszpanskich czytuje, wiadomo :) Saramago czytalam Ewangelie wg Jezusa Chrystusa, bardoz mi sie podobala, pamietam. Mam Historie Oblezenia Lizbony, ale po dwoch pierwszych stronach ja porzucilam, jakos tak ciezko mi bylo 'wpasc' w te ksiazke.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisarzy hiszpanskich czytuje, wiadomo :) Saramago czytalam Ewangelie wg Jezusa Chrystusa, bardoz mi sie podobala, pamietam. Mam Historie Oblezenia Lizbony, ale po dwoch pierwszych stronach ja porzucilam, jakos tak ciezko mi bylo 'wpasc' w te ksiazke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to skoro ja przebrnęłam to nie jest źle :) Mnie z kolei spodobał się Baltazar i Blimunda. O Ewangelii słyszałam co nieco, może i po nią sięgnę.

      Usuń
  12. Guciu a gdzie będziesz i kiedy? Może się spotkamy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę maila jak wrócę z pracy :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).