niedziela, 3 grudnia 2017

Malarstwo białego człowieka Waldemar Łysiak tom I

Sztuka jest religią, mistyczną więzią, która duchowo zespala wybrańców. Roger Avermaete
fragment Zaślubin Arnolfich  Jan Van Eyck
Malarstwo białego człowieka to jeden z tych tytułów, co do którego nie miałam wątpliwości, że muszę mieć w mojej biblioteczce. A kiedy już zakupiłam  pierwsze trzy tomy,  zaległy one na półce i pokryły się kurzem. Dzięki losowaniu u Anny zasiadłam do lektury.
W przedmowie autor wyjaśnia co było powodem napisania cyklu. Ujmując rzecz jednym zdanie – ars longa, Vita brevis (czyli w moim tłumaczeniu - my przeminiemy, sztuka pozostanie, albo życie jest krótkie, a sztuka nieśmiertelna). Autor koncentruje się na wybranym przedziale czasowym, który rozpoczyna wiek XIII, a kończy malarstwo XX wieku.
Wewnątrz [MBC] zamieszka prawie stu mistrzów. Wszystko są to malarze z ilustracyjno-iluzjonistycznej epoki zachodniego malarstwa, można rzecz; malarze – literaci i malarze-iluzjoniści. U nich również treść gra rolę drugorzędną, lecz o niebo ważniejszą niż w malarstwie postimpresjonistycznym i w malarstwie XX wieku. Tam gdzie kończy się owa narracyjność i razem z nią trójwymiarowość malarstwa, gdzie malarstwo żegna tekst oraz światłocień- tam kończę i ja. Kończę więc u progu malarstwa zwanego nowoczesnym. (str. 24). 
Można nie zgadzać się z opinią autora na temat malarstwa, albo z
FR. Pocałunku Judasza Giotto
tym, iż przedkłada malarstwo stworzone przez białego człowieka (człowieka zachodniej cywilizacji) ponad malarstwo pozostałe, nie można negować faktu, iż autor posiada ogromną wiedzę na temat sztuki i potrafi przekazywać ją w sposób przystępny, choć czasami dość nietypowym językiem.   Często 
stosuje zwroty, czy sformułowania, które mogą razić lub prowokować (myślę, że właśnie taki przyświeca mu zamysł), zapewne nie każdemu spodoba się  dosadny język, ale treść jest tak ciekawa, że można przymrużyć oko na formę. Momentami wydawało mi się, iż autor „popisuje” się znajomością tematu, ale Daj Panie mnie taką znajomość, to chętnie i ja się zacznę się nią popisywać. 
Chociaż nie ma to najmniejszego znaczenia, podobnie, jak autor w malarstwie zatrzymałam się na epoce postimpresjonizmu. Nie przemawia do mnie sztuka abstrakcyjna i wszystkie te kubizmy i inne - izmy/-yzmy. Lubię treść i impresję. Symbolizm – owszem, ale poparty fabułą lub wrażeniem. Co do tytułu - który może budzić kontrowersje – to i mnie trudno byłoby koncentrować się na malarstwie człowieka czerwonego, żółtego, czy czarnego – przede wszystkim dlatego, że go nie znam, ale  może też dlatego, że jestem za bardzo zamknięta na inność w sztuce i nie potrafiłabym jej odczuć, tak jak odczuwam sztukę wywodzącą się z kręgu cywilizacji zachodniej – wyrosłą z włoskiego gotyku (choć wzorowaną na sztuce bizantyjskiej). Nie piszę tego, aby bronić autora, którego poglądy i przekonania są mi kompletnie obce, ale być może w tej jednej kwestii jestem równie zamknięta na inność, jak pan Łysiak. 
Portret młodej kobiety Petrus Christus
Pierwszy na tapetę został wzięty Giotto di Bondone, zwany po prostu Giottem. Już wprowadzenie gloryfikujące wiek XIII, jako wiek rozwoju humanizmu, wiek o wiele bardziej pokojowy niż następujący po wiekach średnich Renesans, nie mówiąc o naszym XX  zaskoczyło.
Przeciętny intelektualista wie, że kamieniami milowymi były Odrodzenie wieku XV (Quatrocento) i Oświecenie w wieku XVIII (Settecento), że to one zreformowały świat i zbudowały współczesną cywilizację. A przecież nie wiek XV, lecz wiek XIII był pierwszą taką rewolucją w naszym tysiącleciu. Okrzepła wówczas reforma agrarna zaczęta dwa stulecia wcześniej stworzeniem pługa kołowego, wiatraka i trójpolowego systemu uprawy ziemi. … To właśnie XIII wiek inicjuje ruchy reformatorskie, które niedługo rozwalą kościół europejski na pół. W XIII wieku ma miejsce boom wynalazków technicznych i rozwoju naukowego… budujący podwaliny empiryzmu i przygotowujący późniejszą gigantyczną eksplozję techniczną. Wreszcie …- estetyka i sztuka XIII wieku…. Literatura dostaje nowy impuls (Dante), architektura osiąga techniczną wirtuozerię klasy nawet dziś imponującej (vide katedry gotyckie), rzeźba rwie się ku klasycyzmowi (Reims) czy humanistycznemu naturalizmowi (Bamberg, Naumburg, etc.), a pewien malarz, sto kilkadziesiąt lat przed Renesansem, toruje pędzlom europejskim szlak do Renesansu. Mistrz Giotto. (Str. 41)
Obrazy Giotta nigdy nie robiły na mnie wrażenia, jego malarstwo wydawało się dość skostniałe, prymitywne, płaskie, nie widziałam w nim nic nowatorskiego. No tak, tyle, że wszystko zależy od perspektywy. Jeśli porównuje się Giotto z jego XV wiecznymi kolegami to wydaje się on dość bizantyjski. No ale jeśli już porównać go z malarzami bizantyjskimi, to jego postaci nabierają „krwi i kości”, posiadają „duszę i nerwy”. Giotto robił co mógł, żeby wyzwolić je z niematerialności figur Bizancjum oraz z gotyckiej idealizującej stylizacji i z manieryzmu gotyckiego. (Str. 45) I mimo, że są to nadal „ciężkie, uproszczone, zgeometryzowane” postacie, obrazom daleko do trójwymiaru, perspektywa jest kaleka, tło bezbarwne i bez znaczenia, … Giotto
Madonna z dzieciątkiem wśród aniołów Jeana Fouquet
ożywił płaszczyznę malarską, zastępując gotycką i bizantyjską abstrakcję fikcją, której humanizm, realizm i krwista narracja były czymś nowym zupełnie. Po raz pierwszy od czasów starożytnych artysta wytworzył iluzję w miarę sugestywną, zaludnioną postaciami, które - choć są takie toporne i znieruchomiałe- mają więcej życia niż rozhisteryzowane figury „gotyckiego ekspresjonizmu”
(Str.50). Charakterystyczną cechą malarstwa Giotto jest też spojrzenie „oczu w oczy” (struna sprężenia wzroku); przenikliwe, przeszywające, znaczące. 
Kolejne rozdziały poświęcił autor sztuce przedstawicieli szkoły sieneńskiej (Simone Martini i Stefano Sassetta), którzy w przeciwieństwie do Florentyńczyków nie ulegli nowatorstwu, a zatrzymali się na tradycyjnym sposobie tworzenia. Z zamiłowania do tradycji, braku odwagi, talentu, czy dla zaspokojenia gustom klienteli - nie wiadomo. W każdym razie nie można odmówić tym obrazom uroku, mimo, iż ich malarstwo wykazywało dużo większe przywiązanie do tradycji bizantyjsko-gotyckiej aniżeli do protorenesansowych nowinek. To połączenie bizantynizmu z gotykiem doskonale widoczne jest w Zwiastowaniu Simone Martiniego (o obrazie pisałam tutaj). Bizantyjski przepych (przejawiający się w dużym użyciu złotego barwnika), linia nadająca kontury postaciom i otaczającym je elementom architektonicznym, poetyckość i elegancja, finezja i subtelność kolorów. I aż szkoda, że nie zachował się namalowany przez niego portret Petrarkowej Laury, której twarzyczka musiała przypominać smutne i anielsko urocze buźki Madonn ze Zwiastowań. 
Dziecko z Portretu Starca z dzieckiem Girlandaio
Za przykład Łysiakowego języka niech posłuży tytuł kolejnych rozdziałów; Wolność dwóch Tomków M. (czyli pierwsza nowożytna golizna frontowa). Chodzi o Tommaso Masaccio i Tommaso Masolino. A jeśli już wspomniałam o języku autora to jeszcze jedna próbka mogąca wywołać mieszane uczucia wobec stylu pisarza. 
Wydrowate śpiewające kurwiątko zostało rozreklamowane jako Madonna, a na teledyskach zmieszano klastyczne sacrum z ekshibicjonistyczno-pornograficznym profanum, to jest symbole Chrześcijaństwa i atrybuty liturgiczne z rozbujałym biustem i wypiętą dupiną piosenkarki. (str. 294).
Przy czym słowa te padają w rozdziale Madonna z dzieciątkiem wśród aniołów Jeana Fouqueta, który to obraz uznany został za przedstawienie pierwszej, najbardziej rozerotyzowanej Madonny w historii malarstwa, bardziej skandaliczną aniżeli włoskie dziwki wyobrażone pędzlami jako Madonny, gdyż jest raczej Madonną ukazaną, jako dziwka. (str. 290). 
Zaślubiny Arnolfich
Czytanie Malarstwa białego człowieka od deski do deski to wyzwanie karkołomne. Tak duża porcja informacji dla laika (jakim jestem) to ciężar nie do udźwignięcia. Polecam czytanie rozdziałami. Bardzo podobały mi się opisy Wypędzonych z raju Tommaso Masaccio, Portretu młodej kobiety Petrusa Christusa, Zaślubin Arnolfinich Jana Van Eyck`a. A to przecież jedynie kilku malarzy wraz z ulubionymi obrazami, w trzynastu rozdziałach pisze autor o tyluż malarzach i kilkudziesięciu ich dziełach. A jeśli momentami raził mnie styl pisarza, to poniższy opis spowodował, iż wybaczam mu wszystkie nie najszczęśliwsze sformułowania. 
Giottowska „struna sprzężenia oczu” (wzrok wbity we wzrok) pięknym echem zmartwychwstała dzięki temu pędzlowi. … Starzec całuje oczy dziecka łagodnym, ciepłym, mądrym i przenikliwym wzrokiem ludzi, którzy szykują się już do odejścia w wieczność. Jakbym słyszał te słowa, które Wiliam Blake powiedział tuż przed śmiercią do dziecka, co przyszło go odwiedzić: Niechaj ci Bóg da żywot taki ładny, jak mnie dał.” […] Wzrok starca mówi [tu wiele słów, jakie chce dojrzałość przekazać maluchowi..], jednak przede wszystkim mówi; Kocham cię!” Wzrok malucha mówi o potrzebie ciepła, o jego niedostatku. […] Palce chłopczyka na piersi mężczyzny są równie czułe, jak palce Rembrandtowskiego Żyda na piersi narzeczonej i jej palce na dłoni narzeczonego. Projekcja ogromnie rzadka w malarstwie renesansu – dziecko tak się tulące nie do kobiety…, lecz do mężczyzny! Tak głodne przytulenia, jakby miało matkę z lodu. Widzicie ten ból, ten głód bliski łez w jego spojrzeniu na starca. [..] Stary człowiek, któremu codziennie furkot wypadających włosów przypomina, że śmietnik życia jest już w większym stopniu za nim, aniżeli przed nim, widzi tę niemą prośbę, więc emanuje zdwojoną czułość. (str. 359).

Starzec z dzieckiem Girlandaio
Gdybym miała nadać tytuł obrazowi Starca z dzieckiem Domenico Girlandaio nazwałabym go właśnie Czułość.
Malarstwo ... polecam wszystkim miłośnikom piękna. 
Przepraszam tych, którzy czekali na ciąg dalszy wpisu dotyczący Memlingowskiego Sądu Ostatecznego. Chciałam zrobić parę zdjęć obrazu, a przez cały miesiąc Muzeum Narodowe w Gdańsku było nieczynne. Niemal miesięczny okres posuchy na blogu to efekt kolejnego death line w robocie (to już brzmi jak never ending story). 

29 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zaciekawiła ta książka, koniecznie muszę po nią sięgnąć! To może być bardzo inspirująca lektura, po Twojej recenzji traktuję to trochę jako wyzwanie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto, choć może na początek poszukać w bibliotece, bo całość dość kosztowna. Jest przepięknie wydana, na kredowym papierze z mnóstwem ilustracji, powiększenia fragmentów obrazów, złocone litery wytłoczone na czerwonym tle materiałowej okładki.

      Usuń
    2. Ups... faktycznie, poszperałam w necie i najtaniej to jest około 800zł za 10 tomów... Czyli zacznę jednak od biblioteki, ale już zaczynam odkładać kasę :)

      Usuń
    3. Drogo, dlatego lepiej przeczytać choćby jeden tom -przejrzeć, aby się upewnić, czy odpowiada. Ja kupiłam jeden tom, a dwa dostałam pod choinką (tzn. dostałam kupon do księgarni i zaszalałam.

      Usuń
  2. Pięknie opisałaś :) Warto zaglądać do tych książek, ja osobiście nie mam, ale w rękach były :)
    Powodzenia w pracy (i nie tylko) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością czytam twoje wpisy o albumach i książkach o sztuce (zwłaszcza serię pani Bożeny Fabiani, którą kompletuję).

      Usuń
    2. Dziękuję :) W pracy mam tego wiele tego typu książek przed sobą :) Uwielbiam to. W domu czytam już dlatego lżejsze :)

      Usuń
  3. Ostatni fragment prawdziwie piękny...Wydostaje sedno obrazu.
    Ja jestem laikiem, któremu podoba się malarstwo, i który lubi poznawać biografie w tym i malarzy.
    Książki warto mieć.
    A co do stylu i języka Łysiaka to przekonałam się o tym jaki jest czytając swego czasu jego felietony. Szczególnie jeden z felietonów sprawił, że przestałam je czytać.

    Pozdrawiam Cię zimowo Gosiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nawet jeśli pozostałe opisy nie chwycą za serce to ten jeden trafia w punkt. I to chyba dzięki Łysiakowi zwróciłam uwagę na ten obraz Girlandaio, który miałam przyjemność oglądać w Luwrze kilkakrotnie. Kiedy czytałam MW (Muzeum wyobraźni) byłam zachwycona i erudycją i stylem autora, teraz było parę zwrotów, które momentami drażniły. Pozdrawiam także

      Usuń
  4. Gosiu - Ty mnie imponujesz swoim pisaniem tak, jak Tobie autor. Chciałabym chociaż mieć 1/4 Twojej znajomości sztuki - na szczęście dzięki Tobie i Twojemu blogowi, a zwłaszcza opisom Twoich podróży i wizyt w muzeach czuję, jak trochę wiedzy na mnie spływa - dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo to miłe, choć moja znajomość sztuki nie dosięga nawet malutkiej cząstki mojej chęci jej poznania :) ale chętnie się tą cząstką niewielką dzielę.

      Usuń
  5. Chętnie sięgnęłabym po tę książkę. Ostatnio doszłam do wniosku, że przeczytałabym jakąś pozycję, która w usystematyzowany i wciągający sposób opowiada o sztuce na przełomie XV-XX wieku.
    Myślę, że po Twojej recenzji skuszę się na tę książkę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cały cykl- bodajże 8 tomów. Polecam także Gawędy pani profesor Fabiani, tyle że nie pamiętam czy one dochodzą do XX wieku (przypominam sobie XVII wiek, ale może powstała dalsza część- są to bardzo przystępnie opowiedziane gawędy o kilkunastu/ kilkudziesięciu największych i chyba najulubieńszych malarzach pani profesor. Tyle, że one zawierają mniejszą ilość ilustracji.

      Usuń
  6. Och Gosiu!
    Nie możesz być aż taka skromna. Świetnie piszesz na temat malarstwa i jak mało kto doskonale znasz życie i twórczość Michała Anioła. No cóż, ja jestem maniaczką muzealną ale jestem antytalent w pisaniu. Niestety. Nic na to nie poradzę. Też mam w swoim archiwum zdjęcia obrazu "Starca i chłopca" Ghirlandaio.
    Mam nadzieję, że w bibliotece znajdę książkę Łysiaka. Jednak nie lubię korzystać z usług bibliotek. Kilka dni temu oddawałam "Pieśń królowej". Książka była zalana herbatą, bibliotekarka na ten fakt zwróciła mi uwagę. Byłam zawstydzona jak szczeniak. Po chwili gorąco przepraszała. Okazało się, że na ostatniej stronie była napisana adnotacja o zalaniu. Ludzie nie szanują książek. Są poplamione sosem pomidorowym, a może zupą pomidorową. Obrzydzenie mnie bierze gdy to widzę. Prawdę mówiąc mam nerwy na ludzi którzy nie szanują książek.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

    Gosiu!
    W dalszym ciągu masz taki kierat w robocie? Bardzo współczuję!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) To prawda, Michała Anioła znam dość dobrze, traktuję go jak mlecznego brata sprzed wieków, jakże ja rozumiem jego z jednej strony samotność a z drugiej stronienie od towarzystwa, które kradnie cenny czas trawiąc go na jałowych rozmowach. Dzisiaj nazywam to - porozmawiajmy o chorobach odcinek 2.549. Jakże ja nie lubię tych spotkań których głównym, a często jedynym tematem są kto, na co choruje, jakie przebył operacje i co zażywa. Może to ja mam takie szczęście, ale większość moich znajomych (na szczęście nie czytających bloga) rozmawia albo o chorobach, albo o pracy.. brrrr Też nie przepadam wypożyczania książek z biblioteki i też spłonęłam raczkiem, kiedy pani zarzuciła mi porobienie notatek na okładce książki. I niestety nie miała adnotacji - teraz bardzo tego pilnuję. Pozdrawiam.
      A w pracy- to się nigdy nie skończy, jak przełożeni nie potrafią planować pracy... to tak się kończy.

      Usuń
  7. Droga Gosiu!
    Życzę Ci by tym razem Twoje Święta błyszczały momentami miłości, śmiechu i dobrej woli,
    i niech nadchodzący rok będzie spokojniejszy mniej denerwujący, stresujący, przepełniony satysfakcją i radością.
    Ślę uściski i pozdrowienia:)
    Wesołych świąt.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupilam juz dawno 1 tom. Koncze MW wiec czas na MBC. I moze uda sie kupowac po jednym tomie, bo widze po recenzji, ze warto miec i wracac, trzeba zaoszczedzic na czyms innym. Tylko gdzie te ksiazki trzymac, w malym pokoju?

    OdpowiedzUsuń
  9. To zdecydowanie książka z tych, do których się wraca. A gdzie trzymać? swego czasu trzy lata temu cieszyłam się z nowego regału na książki, dziś nie ma już na nim wolnego miejsca. Może trzeba będzie oddać parę książek, co do których istnieje przekonanie, że raczej się do nich nie wróci. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak jest miejsce na nowy regal to nie jest jeszcze zle.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Skonczylam wlasnie 1 tom MBC i chce wiecej, wiec bede kupowac powoli i od razu czytac. Ta ksiazka mnie tak nie porwala jak MW, ale te ksiazke sie smakuje. Ja wieczorami przy herbacie czy winie. Oprocz tej mozna czytac tez inne ksiazki, a te powoli, pozastanawiac sie. Z malarzy znalam tylko Giotta di Bondone, o innych jak nawet slyszalam, to drugim uchem wypadlo. Podziwiam autora za te umiejetnosc patrzenia na obrazy. To dar, nie kazdy to potrafi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale w dwoch kwestiach bym sie nie zgodzila z autorem
    1. Dziwie sie, ze Lysiak pisal o potepieniu Judasza (1 rozdzial). On zalowal, nawet jego samobojstwo o tym swiadczy, na pewno zdrada zostala mu przebaczona
    2. W ostatnim rozdziale Lysiak napisal, ze starozytni Rzymianie traktowali dzieci po macoszemu. O ile pamietam z wykladu, to przeciwnie. Lubili dzieci i dbali o nie, wiedzieli, ze dzieci to przyszlosc Imperium Rzymskiego. Nie mam sie juz kogo zapytac, ale bede pamietala i sprobuje sie dowiedziec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że odzywam się dopiero teraz, ale miałam dłuższą przerwę od pisania, czytania, zaglądania. Widzę, że poszła Pani za ciosem. Piszę Pani, bowiem zostało to zasugerowane poniższym komentarzem, prosiłabym jednak aby zwracać się per Ty- taką w blogosferze przyjęto zasadę:) (choć np. do profesora Miodka nie zwracałabym się per Ty:). To prawda i mnie MW bardziej porwało, ale tak jak piszesz (jeśli nie wyrazi Pani zgody na taką formę natychmiast wracam do zwrotu Pani) MBC się smakuje i czyta pomiędzy innymi lekturami. Ja niestety miałam dłuższą przerwę, ale chyba wywołałaś temat myślami, bo wczoraj zajrzałam do wpisu i pomyślałam, że czas na kontynuację. U mnie także 3 tomy zakupione, a zakup kolejnego nastąpi, jak zacznę czytać tom trzeci. Wyciągam tom drugi, aby sobie powolutku podczytywać, potraktuję to jako przygotowanie do wizyty w Uffizi. Nie będę wdawała się w dysputy na tematy religijno-światopoglądowe, bo nie czuję się mocna w tych kwestiach, choć wydaje mi się, że kościół potępia samobójców, ale Chrystus jako źródło miłości myślę, że przebacza i większe grzechy.

      Usuń
  13. I jak u pani kontynuacja MBC? Ja skonczylam T2, zaczelam T3 i musze zarobic na T4.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej. Wyciągnęłam tom drugi, a jako, że chwilowo jestem uziemiona i mam więcej czasu zacznę dziś czytać po jednym rozdziale, aby przyjemność była większa, a może uda się wtedy więcej zanotować, a tym samym zapamiętać. Pozdrawiam

      Usuń
  14. Ja czytam poznym wieczorem tak 1/3 rozdzialu sobie dawkuje. Notowanie - dobry pomysl. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pomysł dobry, gorzej z realizacją. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dopiero teraz zauwazylam Twoj wczesniejszy wpis. Oczywiscie, jestem jak najbardziej za forma TY w blogu. Samobojswo jest teraz traktowane jako nastepstwo ciezkiej choroby, bo czlowiek na ogol posiada silny instynkt zycia, wiec jak to traci, to juz z nim zle. Ale ja nie o tym. Z MBC T2 podobal mi sie wpis o Leonardo da Vinci. O Michale Aniele juz sie tak duzo nie dowiedzialam, w sumie on byl bardziej rzezbiarzem, wiec troche mniej malarskich dziel do opisania. T3 dopiero zaczelam i mysle, ze moze byc nawet lepszy od drugiego. Malarze mniej znani i wlasnie dowiaduje sie ciekawych rzeczy o malarstwie (kolorystyce i swietle) weneckim.

    OdpowiedzUsuń
  17. Myslalam, ze wyslalam moj wpis a widze, ze nie. Wiec wklejam ponownie:
    Dopiero teraz zauwazylam Twoj wczesniejszy wpis. Oczywiscie, jestem jak najbardziej za forma TY w blogu. Samobojswo jest teraz traktowane jako nastepstwo ciezkiej choroby, bo czlowiek na ogol posiada silny instynkt zycia, wiec jak to traci, to juz z nim zle. Ale ja nie o tym. Z MBC T2 podobal mi sie wpis o Leonardo da Vinci. O Michale Aniele juz sie tak duzo nie dowiedzialam, w sumie on byl bardziej rzezbiarzem, wiec troche mniej malarskich dziel do opisania. T3 dopiero zaczelam i mysle, ze moze byc nawet lepszy od drugiego. Malarze mniej znani i wlasnie dowiaduje sie ciekawych rzeczy o malarstwie (kolorystyce i swietle) weneckim.

    OdpowiedzUsuń
  18. Coś mi bloger szwankuje, komentarze gdzieś się gubią w wirtualnej przestrzeni. Ja mimo szczerych chęci utknęłam na Pierro della Francesca. Powrót do roboty zrobił swoje - czasu i siły mniej na czytanie. Ale w weekend mam nadzieję nadrobić. Myślę, że Michał Anioł w opisie Łysiaka nie będzie w stanie mnie zaskoczyć, bo jeśli idzie o Michała dysponuję pewnym zasobem wiedzy (przeczytałam kilka książek quasi biograficznych i biograficznych na jego temat, a u Łysiaka to tylko dwa-trzy rozdziały, ale z tego co pamiętam to wspomina dwa obrazy niedokończone znajdujące się w londyńskiej NG, które z przyjemnością obejrzałam tam, w ogóle się ich nie spodziewając i nie znając ich wcześniej, mimo iż wydawało mi się, że znam niemal wszystkie dzieła M.A.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).