poniedziałek, 11 maja 2020

Zabić drozda Harper Lee




Zabić drozda jest określane mianem powieści antyrasistowskiej. Moim zdaniem takie zaszufladkowanie książki jest krzywdzące. Jej wydźwięk ma bardziej uniwersalny charakter.
Życie małomiasteczkowej amerykańskiej społeczności z początku lat trzydziestych ubiegłego wieku poznajemy, dzięki opowieści kilkuletniej dziewczynki, która wraz z nieco starszym od niej bratem i jego kolegą są doskonałymi obserwatorami życia społeczno-obyczajowego. Ich spostrzeżenia bywają czasami nieco naiwne, ale też często są zaskakująco trafne.
Chodziło się w tamtych czasach powoli. Ludzie spokojnie przemierzali rynek, powłócząc nogami, snuli się po sklepach i bez przerwy marudzili. Doba miała dwadzieścia cztery godziny, ale wydawała się dłuższa. Nikt się nie spieszył, bo nie było dokąd iść, ani co kupować, ani czym płacić i w ogóle nie istniało nic godnego uwagi poza granicami hrabstwa Maycomb. (str.10) Dzieci spędzają beztroski czas na zabawach, odgrywaniu scenek oraz próbie wywabienia z kryjówki zamkniętego w sąsiedztwie za jakieś młodzieńczy wybryk dorosłego już syna sąsiada. Tajemniczy nieznajomy Artur Radley, jawi się dzieciom, jako przerażająca postać, która rozbudza wyobraźnię i przyprawia o szybsze bicie serca.
Radleyowie …. trzymali się na uboczu - upodobanie w Maycomb niewybaczalne, zamiast chodzić do kościoła, co było główną rozrywką Maycomb, modlili się w domu, pani Radley rzadko, jeśli w ogóle, pokazywała się na ulicy w drodze na poranną kawę u którejś z sąsiadek i z pewnością nie należała do żadnego kółka misyjnego. (str.51)
Drzwi i okiennice były tam zamknięte w niedzielę, jeszcze jedna rzecz obca obyczajom Maycomb, gdzie zamykano się tylko w wypadku choroby albo wyjątkowego zimna. A już ze wszystkich dni tygodnia niedziela była dniem składania towarzyskich popołudniowych wizyt, panie chodziły w gorsetach, panowie chodzili w surdutach, dzieci chodziły w bucikach. (str. 51).
Dnie upływają Jean Louise, zwanej też Smykiem na bacznym obserwowaniu dorosłych, zastanawia ją dlaczego nauczycielka w szkole z dezaprobatą patrzy na jej umiejętność czytania, dlaczego panie przechodząc na drugą stronę ulicy zakładają kapelusz, dlaczego Ewellowie nie muszą chodzić do szkoły, a Cunninghamowie płacą jej ojcu za pracę orzechami, a także dlaczego nie może odwiedzić czarnoskórej kucharki Calpurni w jej domu. A największe zainteresowanie wzbudza, dlaczego Dziki Radley siedzi zamknięty w domu. Dlaczego po prostu nie może otworzyć drzwi i wyjść na zewnątrz.
I w końcu nadchodzi dzień, który burzy spokojną egzystencję mieszkańców Maycomb. Atticus Finch, ojciec Smyka podejmuje się obrony czarnoskórego Toma Robinsona oskarżonego o gwałt na białej kobiecie. Sprawa jest od początku przegrana, mimo braku nie tylko dostatecznych dowodów winy, ale i dowiedzenie faktu przestępstwa. Wyrok ławy przysięgłych złożonej z białej społeczności małego miasteczka pełnej uprzedzeń wobec „czarnuchów” zapadł jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. Dlatego tylko naiwni i dzieci wierzyli, że Tom zostanie uniewinniony. Kiedy Jem zastanawia się, jak to było możliwe, że nikt poza Atticusem nie kiwnął palcem w obronie Toma Robinsona pani Maudie wyjaśnia mu;
Jego kolorowi przyjaciele przede wszystkim i tacy ludzie, jak my. Tacy, jak sędzia Taylor. Tacy, jak Heck Tate. …Czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że sędzia Taylor wcale nie przypadkiem wyznaczył Atticusa na obrońcę tego biednego chłopca? …To wcale nie przypadek….. myślałam: Atticus Finch nie wygra, nie może wygrać, ale tylko o jeden jedyny w tych stronach potrafi tak długo trzymać sąd przysięgłych przy takiej sprawie jak ta. I myślałam „No, robimy krok naprzód… niemowlęcy kroczek, ale to już coś”. (str.277)
Ta uniwersalność opowieści tkwi właśnie w tym, iż choć najtrudniej jest zmienić przekonania człowieka, kokon uprzedzeń, w jakich tkwi latami- jest nadzieja, że choć małymi kroczkami - zmiany następują.
Pomysł na dziecięcego narratora pozwala na zadawanie naiwnych pytań, które może jedynie dla dorosłych są naiwnymi. Bo przecież zdziwienie Smyka, z powodu zachowania nauczycielki, która w szkole potępia politykę Hitlera z powodu stosowania czystek rasowych wobec Żydów, a wychodząc z sądu wyraża przekonanie, iż ktoś wreszcie powinien dać nauczkę kolorowym (...bo im woda sodowa uderza do głowy i niedługo zacznie im się wydawać, że mogą się żenić z nami) jest jak najbardziej właściwą reakcją.
Język opowieści, prosty styl i wyraziści, niejednoznaczni bohaterowie, łącznie z postaciami drugoplanowymi, jak choćby ciotka Alexandra, sąsiadka Maudie, czy pan Raymond, który udawał gorszego, niż jest, aby mógł żyć po swojemu sprawiają, że książkę dobrze się czyta. 

Jako ciekawostkę podam, że projekt okładki zaprezentowanej wyżej należy do niejakiego Piotra Ch. Sądziłam, że to nasz kolega z blogosfery, ale się pomyliłam. Może kiedyś obok tłumaczeń zajmie się kolega i tą dziedziną.
Jeden z moich ukochanych cytatów: Niektórzy ludzie są .. są tak pochłonięci troszczeniem się o tamten świat, że nie mają kiedy nauczyć się, jak trzeba żyć na tym (str.61).
Polecam lekturę, a także filmową ekranizację z Gregorym Peckiem w roli Atticusa Fincha. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania stosikowego u Anny (czerwiec 2017- oczywiście musiałam sobie przypomnieć lekturę, a zrobiłam to z przyjemnością).

19 komentarzy:

  1. Wzięłam kiedyś tę książkę do ręki, przeczytałam jakieś fragmenciki, ale uznałam, że mnie to nie ciekawi. Po Twojej recenzji spróbuję jeszcze raz, bo jednak brzmi to interesująco (może trafiłam na te nudniejsze kawałki) :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już bywa, jak książka nie trafi we właściwą porę. Miałam tak np. ze Szkołą uczuć Flauberta- dwa razy czytałam i za każdym odkładałam i nie mogłam się nadziwić zachwytom nad twórczością Flauberta. Ale może kiedyś odkryję tego powody.

      Usuń
  2. "Zabić drozda" jeszcze przede mną i mam nadzieję, że wcisnę tą książkę jeszcze w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Małgosiu!
    Po przeczytaniu Twojej recenzji odświeżyły się moje wspomnienia, ponieważ spory czas temu czytałam książkę i oglądałam film Zabić drozda.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Wyjątkowo dobra ekranizacja moim zdaniem. Książka tradycyjnie bogatsza znaczeniowo, ale film też przekazuje najważniejsze treści i klimat.

      Usuń
  5. Dopóki nie sięgnęłam po film kompletnie nie mogłam sobie przypomnieć treści, pamiętałam, że chodzi o jakiś proces sądowy, Murzyna i niesprawiedliwość. Tak to jest z naszą pamięcią, że dopiero kiedy przypomnimy sobie jakiś fragment, scenę zaczyna nam się przypominać całość. Dlatego też piszę te moje wypociny, które coraz mniej mnie satysfakcjonują, ale dają mi jakąś namiastkę obietnicy, że zachowam na dłużej w pamięci. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem książkę w zeszłym roku, a film widziałem bardzo dawno temu i trudno mi powiedzieć jak się ma jedno do drugiego. Książka podobała mi się bardzo a filmu już praktycznie nie pamiętam tylko aktora grającego główną rolę - Gregory Pecka. Zmiana poglądów zazwyczaj zachodzi wolno i niejedna rzecz z przeszłości dziwi nas lub budzi przerażenie. Pewnie nasze czasy też zostaną ocenione niekoniecznie pochlebnie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jeszcze większe przerażenie budzi teraźniejszość, zwłaszcza skonfrontowana z przeszłością, bo tamto było, minęło i chciałoby się powiedzieć nie wróci więcej, a to niestety wraca coraz bardziej wykoślawione, coraz bardziej karykaturalne. Oglądałam przed chwilą Powidoki i uzmysłowiłam sobie, że niestety blisko, coraz bliżej....
      Pozdrawiam także

      Usuń
  7. Aaa! Przykro mi, że rozwiewam nadzieję, ale nie, okładek jeszcze nie projektuję. Serię Kameleon i Salamandrę opracowywał prof. Chojnacki z Poznania. Zresztą znakomicie, te okładki do dziś mają wyraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozczarowanie moje nie zna granic. Kiedy zobaczyłam nazwisko pomyślałam najpierw, że tłumaczyłeś i trochę zdziwił mnie projekt okładki, ale pomyślałam, czemu nie, w sumie kolega utalentowany, kto mu zabroni ... :) Sprostowałam wpis

      Usuń
    2. Seria się pojawiła w latach 90., jak byłem w liceum. Licealiści raczej rzadko robią takie rzeczy jak okładki :)

      Usuń
    3. Robić to może i by zrobili, tyle, że niekoniecznie by im to wydano.

      Usuń
    4. Musieliby żądać niskich stawek :)

      Usuń
  8. Zbieżność :) A wiesz, że niedawno na rynku pojawił się komiks na podstawie tej właśnie książki Harper Lee? Nie wiem czy lubisz, ale z kronikarskiego obowiązku ... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja wiem, że Ty lubisz komiksy :) A teraz już wiem

      Usuń
  9. Mam to wydanie ze zdjęciami z filmu. I wstyd przyznać, że mimo upływu lat nadal jej nie przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro już trafiło do twojej biblioteczki to jest szansa, że zostanie przeczytane. :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).