![]() |
| Prace w porcie (W porcie Gdynia) |
Mokwa jest najwybitniejszym polskim malarzem marynistycznym. O jego obrazach mówiło się w domu, choć rodzice nigdy nie interesowali się sztuką. Nie mniej, tata (będąc absolwentem Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej), który większość życia spędził na morzu bardzo lubił obrazy o tematyce marynistycznej.
Nazwisko malarza
przypomniało mi się w zeszłym roku podczas odwiedzin Muzeum Morskiego w Gdańsku,
gdzie zobaczyłam kilka jego obrazów.
Urodził się pod koniec
XIX wieku (1889 r.) w zamożnej rodzinie chłopskiej. Studia artystyczne odbywał
w Norymberdze, Monachium i Berlinie. Jako wysłannik Gazety Grudziądzkiej został
wysłany na Bałkany i Bliski Wschód. Podróżował po Turcji, Rosji, Azji Środkowej
(Samarkanda, Taszkient, Tybet). Podczas I wojny światowej złożył przyrzeczenie,
że jeśli Polska odzyska niepodległość on poświęci życie na malowanie polskiego
morza. Słowa dotrzymał. Studiował morską historię polski i pomagał pozyskiwać
materiały świadczące o polskości Pomorza potrzebne polskiej delegacji na
konferencji paryskiej. Malował cykl historyczny Apoteoza Polski Morskiej,
opowiadający dzieje Polski nad Bałtykiem począwszy od Piastów aż do budowy
portu morskiego w Gdyni.
Stworzył Galerię Morską
przeznaczoną do ekspozycji prac o tematyce marynistycznej, nie tylko własnych. To
kosztowne przedsięwzięcie umożliwiła wysoka pozycja finansowa i sukces komercyjny jego
malarstwa. W czasie II wojny Galeria została przez Niemców podpalona a
większość obrazów zniszczona. Po wojnie na podstawie zachowanych szkiców
próbował odtworzyć obrazy z cyklu Apoteoza Polski Morskiej.
Współpracował z przedsiębiorstwami zajmującymi się gospodarką morską (PLO,
Dalmor, Centromor), a także malował na zamówienie Marynarki Wojennej i Muzeum Wojska
Polskiego w Warszawie. Malował głównie morze, ale był też dobrym portrecistą.
Dożył sędziwego wieku 98 lat. Jego prace cieszyły się sporą popularnością.
Na lutowy obraz wybrałam Prace w porcie (W porcie Gdynia). Obraz z 1950 r. przedstawia prace rozbiórkowe na wraku pancernika Gneisenau, który Niemcy wycofując się w 1945 r. zatopili u wejścia do gdyńskiego portu. Podniesienie go i usunięcie z dna portowego było niezbędne do udrożnienia drogi do portu. Było to jedno z pierwszych zadań nowo powstałego Polskiego Ratownictwa Okrętowego. Malarz przedstawia prace rozbiórkowe nad wydobytym na powierzchnię wrakiem. Kiedy spojrzałam na ten obraz na myśl przyszło mi 20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi Juliusza Verne`a. Chyba z powodu znajdującej się na pierwszym planie grupy nurków. Jeden z nich w pełnym stroju wraz z hełmem na głowie wchodzi, albo schodzi pod pokład. Zapamiętałam jedną z ilustracji do książki, a może był to kadr z filmu z stającą grupą nurków tyle, że znajdującą się pod pokładem Nautilusa.

fragment
Temat niezwykle
prozaiczny, obraz być może stworzony na zamówienie PRO. A jednak jest tu klimat
romantyzmu, jaki tworzy otoczenie, spokojna tafla wody, statki, holowniki, czy
nawet portowe dźwigi. Miał ukazywać ciężką pracę portowych robotników i ukazuje
etos pracy. Nawet tak prozaiczne zajęcia ratowników, jak odpompowywanie wody,
wydobywanie części, cięcie elementów kadłuba, czy wytaczanie beczek - cały
nieład towarzyszący pracy w porcie czy na stoczni zostały przedstawione w sposób
artystyczny. Nie jest to reklamowy plakat, a obraz który z przyjemnością
powiesiłabym sobie w pokoju.

Kutry wychodzące w morze
Być może ma na to wpływ
moje dzieciństwo, profesja taty, praca na stoczni w studenckiej spółdzielni
(gdzie często oglądałam takie widoki i mimo, iż ta praca wydawała się nie mieć
końca miała dla mnie większy sens, niż praca, którą wykonywałam później). Ale żebyście
nie kojarzyli Mokwy z pracami wyłącznie na zamówienie państwowych przedsiębiorstw
obraz przedwojenny o zdecydowanie bardziej romantycznym charakterze Kutry
wychodzące w morze. Jak mawia stare powiedzonko kobieta w tańcu, koń w galopie
i żaglowiec pod żaglami to najpiękniejsze rzeczy na świecie. Tytuł sugeruje
kutry, ale mnie owe pływające jednostki przypominają bardziej małe żaglówki.
Jest w tych obrazach coś z impresji, a jednocześnie są utrzymane w jednolitej,
monochromatycznej kolorystyce; troszkę smutnej, troszkę smętnej, a troszkę
tajemniczej. Podczas ostatniej wizyty w Muzeum Morskim zakupiłam album z
pracami Mariana Mokwy i była to bardzo dobra decyzja, bo oglądanie zdjęć jego
obrazów sprawia mi dużą przyjemność.
![]() |
| fragment |
Pierwsze zdjęcia robione w Muzeum, drugie z albumu- a jaka różnica w kolorystyce (w muzeum wiszą w sali bez okien, dość ciemnej, album zaś leży pod oknem przez które dziś świeci słońce).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).