O Tańcu Wampirów, który jest przeróbką filmu Romana Polańskiego na musical pisałam tutaj. W czasie, kiedy wystawiano go w warszawskiej Romie nie miałam ochoty go oglądać, nie wiedziałam wówczas, że za kilka lat stanie się on obiektem moich westchnień.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam na Festiwalu Duetów Musicalowych i Operetkowych w Poznaniu amatorskie wykonanie utworu Na orbicie serc stałam się zaprzeczeniem tezy prezentowanej przez inżyniera Mamonia (w filmie Rejs), iż najlepiej podobają nam się piosenki, które już znamy. Utwór „chodził” za mną tak długo, aż wyszukałam wszystko na jego temat. Wtedy dopiero skojarzyłam Na orbicie serc ze śpiewanym wcześniej przez Bonnie Taylor Total Elipse of the heart. Bez powodzenia szukałam teatru, w którym mogłabym przedstawienie obejrzeć. Większe rezultaty przyniosło poszukiwanie płyty z nagraniem muzyki ze spektaklu. Podczas pobytu w Romie (trzeci raz na Kotach) trafiłam na wznowienie sprzedaży płyty. Kilkakrotnie podczas różnych musicalowych składanek miałam okazję wysłuchać na żywo paru utworów ze spektaklu, ale w zasadzie pogodziłam się z faktem, iż obejrzenie przedstawienia pozostanie poza moim zasięgiem.
Na kolejną wycieczkę do Paryża zdecydowałam się dzięki korzystnej ofercie cen biletów samolotowych, nie mając pojęcia o tym, iż w tym samym czasie odbędzie się premiera francuskiej wersji musicalu w reżyserii Romana Polańskiego. Kiedy holly wspomniała o przedstawieniu nie mogłam uwierzyć w szczęśliwy zbieg okoliczności. Kiedy wchodziłam na stronę teatru Mogador i kiedy okazało się, iż na drugi dzień po premierze jest jeszcze kilka biletów, a cena jest w granicach możliwości finansowych ręce drżały mi ze emocji. Ze zdenerwowania zaczęłam proces zakupu biletów po francusku, zapominając, iż nie znam tego języka. No i stałam się szczęśliwą posiadaczką biletu na Le Bal des Vampires.
Taniec wampirów należy do tego rodzaju musicali, które nie wymagają od widza wysiłku, słucha i ogląda się je dla samej przyjemności słuchania i oglądania. W ucho wpadają harmonijne dźwięki, nogi podrygują w rytm energetycznej muzyki, a oko cieszy ciekawa scenografia. Sporo tu komediowych gagów, które wprawiają w dobry humor. To jeden z niewielu musicali o wydźwięku komediowym, który przypadł mi do gustu. Z reguły lubię się na przedstawieniu wzruszyć. Na Tańcu wampirów można się co prawda wzruszyć losem biednego Von Krolocka (wampira-przywódcy), który skazany jest na wieczne niespełnienie i niszczenie tego, co pokocha, ale jest to wzruszenie krótkotrwałe i szybko zamienia się w rozbawienie, bo w końcu trudno traktować serio wampira.
Czytałam, iż recenzent Le Figaro zarzucił Polańskiemu odejście od dowcipu i ducha komedii i pójście w stronę sentymentalizmu (dla schlebienia gustom Francuzów). Nie oglądałam filmu, więc nie mam skali porównawczej, jednak według mnie musical ma zdecydowanie charakter komediowy, a pewne elementy sentymentalizmu (wyrażone między innymi w utworze Niespełniony głód) przydają mu uroku. Może więc odpowiadam typowemu odbiorcy francuskiemu, bowiem szalenie lubię ten musical z jego nieskomplikowaną fabułą, energicznymi, wpadającym w ucho utworami, charakterystycznym troszkę niepokojącym, troszkę demonicznym i niezwykle sensualnym motywem przewodnim.
Przedstawienie zostało zrobione z wykorzystaniem efektów specjalnych i osiągnięć technicznych (nakładające się obrazy, szybkie zmiany scenografii; bogatej, nieco upiornej, mocne efekty akustyczne). Całość uzupełniają ciekawe kostiumy, jak na wampiry przystało mocno poszarpane. Muszę przyznać, że zadziwiły mnie długie czerwone botki Sary, będące ilustracją do utworu Czerwone trzewiki (tak bardzo przyzwyczajona byłam do szpilek w tej scenie).
Wokalnie przedstawienie zostało wykonane bardzo dobrze. I choć nie mam uwag do poszczególnych wykonawców, to największe wrażenie wywarły na mnie utwory wykonywane zbiorowo. Bardzo podobały mi się także wykonania utworu Sara przez odtwórcę roli Alfreda, czy Na orbicie serc w wykonaniu odtwórczyni roli Sary. Świetnie brzmiała pani występująca w roli Magdy w utworze Zgon to niezła farsa. Niezwykłymi umiejętnościami popisał się odtwórca roli profesora Abronsiusa - pogromcy wampirów.
Troszeczkę zawiodłam się na wykonaniu kilku utworów przez odtwórcę roli Von Krolocka (Stefane Metro), zwłaszcza utworów solowych. Być może na mojej ocenie zaważył fakt, iż wykonanie partii Von Krolocka przez Łukasza Dziedzica tak mocno wryło się w moją pamięć i wywarło tak duże wrażenie, a może też to, że jego partie lepiej brzmią po polsku. Teraz, kiedy po czasie przesłuchuję te wykonania na you-tubie nie jestem pewna, dlaczego podczas przedstawienia poczułam leciutkie uczucie niedosytu słuchając np. utworu Nienasycony głód. Może potrzebuję więcej czasu, aby przekonać się do odtwórcy Von Krolocka.
Fantastyczna choreografia, ze wspaniałym tańcem finałowym, można powiedzieć, że wampiry weszły w XXI wiek.
Co do samego przedstawienia miałam obawy związane z językiem. Znam dość dobrze treść utworów oraz fabułę, która jak to w musicalach bywa, jest nieskomplikowana, ale jednak znam Taniec wampirów głównie po polsku. Jeśli już po kilku piosenkach zapomniałam, iż słucham wykonania w obcym języku to świadczy to dobrze o przedstawieniu.
Przedstawienie bardzo dynamiczne, energetyczne i odświeżające. Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, iż z chęcią obejrzałabym je ponownie.
I tylko jeszcze na marginesie chciałam wspomnieć, iż podobnie, jak w Londynie, tak i w Paryżu zauważyłam, iż bardzo mało osób korzysta w teatrze z szatni. Kiedy po spektaklu odbierałam kurtkę, wisiało tam zaledwie kilkanaście płaszczy (sporo osób wchodziło na salę z kurtkami i płaszczami). Natomiast w przeciwieństwie do londyńskiego przedstawienia stroje na widowni były mocno zróżnicowane; od sukni koktajlowych, poprzez eleganckie kostiumiki, aż do stroju niezobowiązującego na pograniczu sportowego z codziennym.
A widownia, odniosłam wrażenie, bardzo dobrze się na przedstawieniu bawiła.
Jeszcze wczoraj widziałam całkiem sporo utworów na y-t. Dziś zostały usunięte.
Jeszcze wczoraj widziałam całkiem sporo utworów na y-t. Dziś zostały usunięte.
