piątek, 25 listopada 2011

Syndrom wypalenia zawodowego

O syndromie pisałam ponad pół roku temu. Od tego czasu wiele się zmieniło. Ale dzisiaj kiedy po powrocie z pracy padłam niczym przekłuty balonik przypomniał mi się ten wpis.


Przypadkowo z dwoma przyjaciółkami poruszyłyśmy ten sam temat - syndromu wypalenia zawodowego. Obie są osobami bardzo rzetelnymi i obowiązkowymi, takimi, które w pracy dają z siebie wszystko, a nawet więcej. Pracują pod presją czasu, zajmują nie kierownicze, ale odpowiedzialne i samodzielne stanowiska, pracują bardzo dużo bardzo ciężko, jedna zaczyna pracę o godzinę wcześniej niż pozostali pracownicy tylko dlatego, że rano lepiej jej się pracuje (nie żąda nic w zamian), druga często zostaje po godzinach, aby ze wszystkim zdążyć na czas (odbierając sobie potem wolne), obie mają jeszcze zaległy urlop do wykorzystania, obie zostały odznaczone w swoich zakładach pracy za zasługi dla … i obie są bez skrupułów wykorzystywane przez swoich przełożonych. Wykonują powierzone im zadania oraz dodatkowe zadania dla usprawnienia pracy zespołów. Wydawać by się mogło, że taki pracownik to skarb. Tymczasem nic bardziej mylnego. Taki pracownik jest jak cytryna, którąś ściska się dopóty, dopóki nie wyciśnie wszystkich soków. Wymagania są coraz wyższe, tempo pracy coraz szybsze, poziom zadowolenia przełożonych coraz mniej odczuwalny. A pretensje coraz większe. Dziewczyny usłyszały, już niejednokrotnie, że jak się nie podoba, to nikt ich na siłę nie trzyma, że trzeba myśleć nowocześnie i iść z prądem, a nie pod prąd, że praca ponad normę, oznacza złą organizację pracy, a także, że to tylko im się wydaje, że tak dużo pracują, bo od tak doświadczonych pracowników można by oczekiwać czegoś znacznie więcej. A na pewno można wymagać, aby szły z duchem czasu i poukładały sobie po nowemu w głowach. Moje przyjaciółki mają bowiem wadę, której zwierzchnicy nie tolerują – myślą, wyciągają wnioski i wytykają absurdy.
Stwierdziły zatem, że dopadło je coś, co nosi nazwę „syndromu wypalenia zawodowego”. Cierpią na fizyczne, emocjonalne i umysłowe wyczerpanie spowodowane długotrwałym emocjonalnym zaangażowaniem w sytuacje przekraczające możliwości ludzkiej wytrzymałości. Prowadzi to do negatywnej samooceny i negatywnego nastawienia do pracy i obniża wydajność pracownika.
Myślę, że uświadomienie sobie tego (zdiagnozowanie) jest pierwszym krokiem na drodze do wyzdrowienia. Bo syndrom wypalenia jest rodzajem choroby.
Poradziłam koleżankom, aby postarały się zapracować na opinię, jaką mają o nich ich przełożeni, to znaczy; przestały przychodzić do pracy za wcześnie, wychodziły z pracy o przysłowiowej piętnastej, przestały wykonywać zadania, których nikt im nie zlecał, nie odkładały urlopów na później, wykorzystywały przerwę regeneracyjną w ciągu dnia wychodząc na spacer, chodziły na „papierosa”, przestały dyskutować z przełożonymi na temat absurdalności ich pomysłów, tylko robiły, co im każą, cierpliwie przepisywały dokumenty po kilka razy (nie szkoda czasu, skoro szef tak sobie życzy, to znaczy, że tak trzeba, jedynie zaleciłabym notowanie, co i kiedy im zlecono i ile czasu zajęło to twórcze zajęcie). Co prawda nie mogę zagwarantować im, że wówczas nie usłyszą, że pracują zbyt wolno, nie wykazują się kreatywnością, no ale przynajmniej do tego czasu nabiorą nieco dystansu do pracy i odzyskają spokój.
A oto jakie rozwiązania proponują specjaliści; zwolnienie tempa pracy, odpoczynek, nabranie dystansu do pracy, zaprzestanie traktowania pracy emocjonalnie. W przeciwnym razie może się okazać, że niezbędna jest pomoc psychologa lub terapeuty.
Nie wiem, czy przyjaciółki mnie posłuchają. A czy ja sama siebie posłucham, ale przecież mnie to w zasadzie nie dotyczy.

6 komentarzy:

  1. O Boże, ciężko jest być myślącym, pracowitym pracownikiem... Szkoda, że pracodawca nie docenia tych diamencików.
    Marzę o pracy, w której mogłabym się tak realizować. Tylko, żeby mi nikt skrzydeł nie podcinał, bo wtedy szybko się... odkocham.
    Pozdrawiam i dziękuję za umieszczenie bloga w paseczku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sądzę, że koleżanki tylko wysłuchały Twoich porad. One nie zmienią dotychczasowego sposobu pracy. Są i będą wykorzystywane przez pracodawców. Oni znają ich psychikę i nawet będą je szantażować zamianą na inne.
    W obecnych czasach sporadycznie można trafić na porządnych szefów...Trafnie określiłaś, że pracowników wyciskają jak cytrynę.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja takie wypalenie czuje już od dwóch lat.Kiedy myślę już ,że dosyć nie dam rady, wystarczy tylko jakaś mała pochwała,uśmiech zadowolenia na twarzy klienta ,a mi rosną skrzydła. Dodam tylko ,że sama sobie jestem szefem.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Agata Adelajda - nie ma za co, pisałam już u ciebie, jak pomyliłam blogi (starość nie radość)
    @Sara-Maria- a ja myślę, że można się zmienić, wierzę w to. Ale tego trzeba bardzo chcieć. Co do koleżanek... zmieniło się niewiele, ale zmieniło. Te zmiany są, jak krople, które drążą skałę, aby ją na końcu rozsadzić.
    @AgaB - ja jestem i podwładną i szefową, więc przeżywam różnego rodzaju emocje związane z robotą. A zmęczenie, znużenie, wkurzenie mieszają się z zadowoleniem, radością, satysfakcją.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając o Twoich przyjaciółkach miałam przed oczyma mojego męża i jego szefa. Ciągle słyszy od niego takie same słowa jak i Twoje przyjaciółki. Szczególnie często te dotyczące niezastąpionego pracownika i złej organizacji pracy. Jaki ten świat jest mały i powtarzalny!!! Dlaczego szefowie są tak mało pomysłowi?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Balbino64- trafić na dobrego szefa, to jak wygrać los na loterii. Uważam bowiem, iż awans, poczucie władzy bardzo zmienia ludzi na niekorzyść. Wówczas sympatyczna do wczoraj koleżanka staje się bezduszną szefową, bowiem władza jest jak narkotyk, aby ją utrzymać trzeba się wykazać przed zwierzchnikami. Na szczęście zdarzają się wyjątki.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).