czwartek, 28 czerwca 2012

Nasze euro, czyli zdążymy do piątku, czy nie?

Napisane pod wpływem zmęczenia i znużenia.
Euro - to bój, jaki corocznie prowadzimy w pracy z … no właśnie z kim? a może z czym?
Do końca czerwca musimy wykonać określoną ilość zadań. Ponieważ zwrot tyle, a tyle AO nic nikomu nie powie, napiszę, że to tak, jakbyśmy mieli w ciągu miesiąca przeczytać i streścić 30 książek. Teoretycznie może i byłoby to możliwe, ale w praktyce okazuje się, że połowa z tych książek, które miały być cieniutkimi broszurkami okazuje się pozycjami 2-3 tomowymi. Inna cześć jest wypożyczona i dostajemy ją w ostatnim tygodniu miesiąca, a jeszcze innym brakuje stron. W dodatku przez pierwszy tydzień miesiąca nie wiadomo, ile tych książek trzeba będzie przeczytać, jakie to będą tytuły, jak będzie miało wyglądać streszczenie, kto je będzie czytać i zatwierdzać. Natomiast znamy bardzo istotną informację - trzeba to będzie skończyć (co? jeszcze nie wiadomo) do końca miesiąca i ani dnia dłużej. Nie będzie żadnego przedłużania terminu (na co??) na coś - o czym dowiemy się w połowie miesiąca. Nie planujemy na ten miesiąc urlopów (przypominam, że miesiąc oznacza tu okres symboliczny, który trwa u nas około dziewięciu miesięcy), chorób, ciąży, zgonów, chrzcin, wesel, bo trzeba się sprężać, aha, w tym miesiącu trzeba się sprężać. Nie wiem, czy ktoś liczy na to, że otumanieni robotę nie pamiętamy już, że w zeszłym miesiącu i poprzednim było dokładnie to samo. A i w przyszłym będzie jeszcze gorzej.
Jest to termin ostateczny i nieprzekraczalny, bo jak nie to… (to co?). Czasami aż korci dowiedzieć się, co by było gdyby …. - urwą nam głowę, potrącą z pensji, czy też wyleją z roboty.
Jeśli komuś się wydaje, że na przeczytanie tych 30 książek mamy pół miesiąca (dopiero w połowie miesiąca dostajemy pełną listę lektur) to się myli, ponieważ wtedy dostajemy też zestaw pytań dotyczący lektur przeczytanych miesiąc temu, na które trzeba odpowiedzieć natychmiast. Oczywiście dzień w dzień sporządzamy też wykaz przeczytanych książek z krótkim omówieniem, ile i jakie strony zostały przeczytane. No i przynajmniej raz na miesiąc należy pojechać do zatwierdzających nasze streszczenia na przeszkolenie w zakresie szybkiego czytania książek, na którym z reguły wcale nie mówi się o czytaniu. Nasze streszczenia nie są zwykłymi streszczeniami, oprócz napisania co jest tematem powieści należy odpowiedzieć na około setki szczegółowych pytań, na które odpowiedz nie zawsze znajduje się na kartach książki, ponieważ ci, którzy pytania układają książek nie czytają, więc skąd mają wiedzieć, co one zawierają. Mają natomiast - szablon- wzór, co powinna taka książka zawierać.
Nasze streszczenia sporządzane są też wg szablonu, który zmienia się przynajmniej raz-dwa razy na miesiąc. Wnioski wynikające z naszych streszczeń należy skonsultować z centralą, której zdanie czasami potrafi wprawić w stan osłupienia, bo to co wczoraj było marną powieścią, dzisiaj zasługuje na nominację do literackiej nagrody Nike.
Z czym zatem walczymy? Na pierwszy rzut oka – walczymy z czasem (którego jest rok rocznie za mało), jednak jeśli się lepiej przyjrzeć walczymy z ludzką niesolidnością, nieposzanowaniem pracy drugiego człowieka, a może nawet ze zwykłą głupotą.
Czy w tym roku także uda nam się zdążyć? Pewnie tak.
Tylko nie jestem pewna czy to zwycięstwo jest warte zmęczenia, utraty zdrowia, czasu, jaki kradniemy naszym rodzinom, czy naszym pasjom.
Ponieważ czytam właśnie Noce i dnie mogę jedynie cytując Barbarę Niechcic zapytać- czy warto tak się zabijać, po to aby nabijać kabzę jakiemuś D.? (Dalenieckiemu?) Czy robimy to dla jakiejś wyższej idei? Ja w każdym razie nie potrafię znaleźć sensownej odpowiedzi. Bo poczucie misji, jakim nas karmią od kilku lat jakoś do mnie nie przemawia.
A na dodatek totalne zmęczenie sprawia, że padam natychmiast po powrocie do domu (co wygląda mniej więcej jak na zdjęciu), nie mam siły czytać i piszę takie rzeczy. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby u was wyglądało to podobnie.

12 komentarzy:

  1. Ale "Noce i dnie" są dobrą przeciwwagą do takiej gonitwy :)
    Życzę dużo siły i cierpliwości do niesolidnych, irytujących ludzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noce i dnie są dobre i na pogodę i na niepogodę. Tylko ostatnio trochę siły brak na czytanie, ale już niedługo. Można powiedzieć, że zaczynamy wakacje, co oznacza, że będziemy pracować mniej więcej bez bata nad grzbietem :)

      Usuń
  2. To prawda sił nam dużo potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że są urlopy :) Mój już za 49 dni roboczych :)

      Usuń
  3. Mogę ci odpowiedzieć - nie było warto. Miałam podobną pracę, siedziałam w biurze do wieczora, brałam pracę do domu, jak dziecko znalazło się w szpitalu i musiałam wziąc tydzień zwolnienia usłyszałam, że nie nadaję się do pracy w zespole, bo przeze mnie nie zostały osiągniete kwartalne wyniki. Zmieniłam pracę, mniej zarabiam, ale mam więcej czasu na dziecka i męża. Dlatego z pełną odpowiedzialnością mówię nie warto, ani dla pieniędzy, ani dla poczucia misji, ani dla lepszego samopoczucia dyrekcji. Z.K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Z.K. - to oczywiście było pytanie retoryczne. Gratuluję odwagi w podjęciu decyzji. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ten czerwiec jest trochę dziwnym miesiącem... Niby pogoda za oknem powinna dodawać sił... Wiecie; kwiatki, zielona trawa, śpiew ptaków itp. Ale... ja również czuję jakieś przesilenie. Kłopoty z kręgosłupem i brak czasu to tylko część problemów... :)
    Ale, będzie dobrze, zobaczycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, jak tylko zakończymy nasz przysłowiowy "miesiąc" nabieramy złudnej nadziei, że kolejny nie będzie już tak ciężko i jakkolwiek jest to złudna nadzieja- dzisiaj i przez następne kilka dni będę nią żyła. :) Bo miesiąc zakończył się z tarczą, a nie na tarczy dla całego zespołu i teraz możemy nabrać oddechu.

      Usuń
  5. Gosiu, przypomina sobie ubiegłoroczny rok.
    Miałaś straszną harówkę, codziennie padałaś i codziennie trud od nowa...
    Dopiero przyszedł wrzesień i wtedy odpoczęłaś...
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Na szczęście w tym roku skończyła się wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znakomity pomysł z tym porównaniem do książek:))
    Faktycznie, zbieżność odczuć i przeżyć powoduje, że kto jak kto, ale my musimy się zrozumieć...
    Ja niestety nie mam tak jak pan ze zdjęcia. Zmęczenie umysłowe i praca do późnych godzin nocnych powoduje u mnie galopadę myśli i bezsenność. Co tylko pogarsza sprawę, bo rano budzik bezlitosny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Galopada myśli i bezsenność też bywa mi znana, choć ostatnimi czasy jakby mniej dokuczliwa. Czy możemy coś na to poradzić- teoretycznie ja mogę zmienić pracę (praktycznie w moim wieku byłoby to przedsięwzięcie karkołomne, choć kto wie, czy nie najzdrowsze), Ty niestety chyba nie masz takiej alternatywy, choć jak mówią nie ma rzeczy niemożliwych, tylko, czy gdzie indziej byłoby lepiej? Może poczucie wspólnoty doświadczeń nie poprawi nam samopoczucia, ale zawsze miło pomyśleć sobie, że jest ktoś mnie rozumie, oczywiście oprócz wielu innych nieznanych mi osób, które są w identycznej sytuacji, niekiedy nawet sobie tego nie uświadamiając.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).