niedziela, 22 czerwca 2014

Co czytała Maria Dąbrowska? (1)

Iłłakowiczówna źródło zdjęcia
Wynotowałam sobie parę uwag na temat czytanych przez pisarkę lektur. Z zapisów I tomu Dzienników, można wysnuć przypuszczenie, iż czytała zdecydowanie więcej współczesnej literatury polskiej, choć może czytanie "klasyki" i pisarzy obcych przypadało na okres przed 1914 roku (kiedy to zaczęła pisać Dzienniki).

Sporo miejsca poświęca Zofii Nałkowskiej, z którą wiązało ją coś na kształt przyjaźni. Natomiast niezbyt ciepłymi uczuciami darzy Kadena-Bandrowskiego.  
Iłłakowiczówna bardzo ładna i wiersze i ona sama na portrecie. Jest to poezja tego smutku, jaki jest w wielkim borze, nakrytym gałęziami od słońca. Ale jakąś szczeliną przeciska się słońce, śliczne jak wizja szczęścia, i zwiększa smutek. Forma się zdaje naprzód u niej nie poszła, lecz coś dziwnego - „Samarytanka w armii rosyjskiej”, „Skończył się lot za szczyty”, zresztą to przeważnie rzeczy dawne. Przepiękna jest „Kochanka żeglarza”, arcypiękna, jak norweska saga. Śliczny wiersz o pajacu i pajacynce, ulubiony mój rodzaj groteskowego ujęcia najsubtelniejszych i najsmutniejszych spraw. Tuwim jest kimś z innego świata, bardzo młody i aż za młodzieńczy w swoich rzeczach, w pysze i zarozumiałości. Ale talent na pewno duży i zupełnie nowy- niektóre rzeczy bardzo piękne, przy czytaniu wprost porywają. Muzyczność, lotność, powietrzność. Nazwałabym tę poezję muzyką w plenerze. (18.05.1918 r.)
Dziś byłam na premierze sztuki pani Zofii [Nałkowskiej] pt. „Dom kobiet”. Pani Zofia osiągnęła tam duży sukces, bo sceniczność w temacie prawie teatralnym. Gdyż właściwy dramat odbywa się poza czasem i poza przestrzenią danymi na scenie. …. Jedyny zarzut, jaki by można postawić tej doskonałej sztuce, jest taki, że nie wiem, czy węzłem istotnie dramatycznym utworu może być fakt, że się czegoś nie wiedziało. Właściwie dramat zaczyna się dopiero w chwili, kiedy Joanna dowiaduje się, kim był Krzysztof, i słowami, które ten dramat wszczynają są słowa Babci; - Nie wiem, czy ci teraz będzie lżej, czy może jeszcze ciężej. Druga rzecz, to pewnego rodzaju niewiarygodność faktu, że Joanna tak absolutnie w niczym się nie domyślała, jaki jest Krzysztof, zwłaszcza, że wszystko co o nim mówi, świadczy, że był gorzki w pożyciu, tajemniczy i właściwie wszystko, co czynił, dawałoby każdej obdarzonej szczyptą wyobraźni i uwagi na drugiego- wiele do myślenia. Rozpoznanie tego fałszu psychologicznego jest poza granicami sztuki. Nałkowska jest zbyt wielkim świetnym pisarzem, aby miała taką rzecz popełnić przypadkowo. Rzecz w tym, że w sprawie swojego życia Nałkowska wiedziała o „Krzysztofie” niejedno, ale kryła to przez dumę, stwarzając sobie inne motywy złego pożycia. Dopiero, kiedy okazało się, że wie o tym świat, zjawiło się zagadnienie ciemności między „człowiekiem a człowiekiem”. Kocham panią Zofię, więc mnie to tym bardziej wzrusza. A właściwie - nie kocham jej- co za głupstwo - tylko mam do niej zawsze ciekawość, ponieważ jest tak innym jak ja, tak zamkniętym na sobie samej człowiekiem. Zawsze mi się zdaje, że powinna się drugi raz narodzić, ale to nigdy nie nastąpi. (24.03.30 r.)

Rano byłam u Mortkowiczowej, która zapytała mnie o powieść Ewy Szelburg. Byłam tak świeżo pod wrażeniem, że nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam w ostrych słowach, że mi się bardzo nie podobała. Potem było mi przykro, bo wszak to oni wydali, ależ cóż robić, co robić.. Panko [Stempowski] też powiedział, że nie powinnam była mówić. Jako sama pisząca jestem wciąż skazana na milczenie o drugich- a jakaś sprawa na tym cierpi. Powieść Szelburg, nie pozbawioną paru miejsc świadczących o talencie, uważam za typowy produkt poroniony, za utwór pretensjonalny, pozujący na prawdziwe dzieło sztuki- gorsze niż tzw. literatura brukowa. Sama autorka nic tu niewinna. Jej się wydaje, że pretensjonalność jest znalezieniem własnego oryginalnego wyrazu. Ona tak pretensjonalnie istotnie świat widzi. Pretensjonalność jest jednym z „uroków” młodości. Cała pociecha, że ona młoda, jeszcze się może z tego wyzwoli, choć niektóre kobiety całe życie pozostają takimi. (18.02.28 r.) Z przypisu wynika, iż chodzić mogło o powieść Dziewczyna z zimorodkiem.
Wzięłam od Nałkowskiej „tonę” Kadena, ostatnią jego powieść pod brzydkim tytułem „Lenora” Zawiodłam się na całej linii. Większość rozdziałów już mi znana ze „Świata”. Tych nie mogłam drugi raz przeczytać, bo zasypiałam z nudów. Przeczytałam nie znane mi i znalazłam w nich – zupełny brak plastyki, tak, że się nic nie widzi- język bardzo niechlujny, właściwie żargon, - dużo fałszów psychologicznych. Książka obraca się w tym świecie co Germinal i bardzo traci na porównaniu z Zolą. Tak tu, jak tam zbrodnicze spowodowanie katastrofy w kopalni, ale kiedy u Zoli tłum robotników wspina się po kilometrowej, zapasowej drabinie, ścigany przez wdzierającą się powódź, to wspinamy się z nim razem, truchlejemy z nim razem, oblani śmiertelnym potem. U Kadena katastrofy nie tylko się nie widzi i nie czuje, ale w ogóle nie można zrozumieć, na czym polegała, co się właściwie stało i dlaczego się stało. Kaden nie jest epikiem, jest satyrycznym rezonerem, subiektywnym wizjonerem mikroskopowych szczegółów życia materialnego. Źle wygląda w przebraniu epika. (6.11.28 r.)
A kilka dni później - przeczytawszy jeszcze raz całość, zmieniłam zdanie. Jest to rzecz interesująca,, dotykająca w istocie najcięższych zagadnień, nurtujących życie polskie. Jaka szkoda, że Kaden ma takie okropne, przykre, niefortunne, niewyczerpujące istoty człowieka podejście do rzeczy. Jest to jakby relacja z życia podglądanego. Przez dziurkę od klucza można widzieć jedynie fragmenty gestów ludzkich i można te spostrzeżenia znakomicie i bardzo złośliwie, czy z humorem opisać, ale nie będzie się rozumiało, co widziane fragmenty oznaczają. Ludzie Kadena są zbiorem świetnie podpatrzonych powiedzeń, chwytów, odruchów, zeszytych wyrozumowaną logiką, ale źle się tłumaczących z punktu widzenia logiki uczuciowej, której trafne odsłonięcie stanowi największą siłę i urok dzieła sztuki. (11.11.28 r.)
Czytam teraz cudo, arcydzieło, pamiętniki Ewy z Wendorffów Felińskiej. To jest rzadkość, rzecz zupełnie nie znana, nie czytana, wzięłam od Zośki poniatowskiej z Krzemieńca, bo Ewa Felińska (matka arcybiskupa Szczęsnego, na rękach którego umierał Słowacki) wypada prababką obu rodów, i Pohoskich i Poniatowskich (po kądzieli). Otóż wszystko, co w Polsce najbardziej zachwycającego - jest skryte i nieznane.(4.12.28 r.)

Kazio Wierzyński nie ma zdolności mówienia dowcipami i paradoksami, stwarzania na poczekaniu kalamburów i dowcipno stek do powtarzania, tak jak Lechoń i Słonimski, a to jak myślę, dlatego, że on nie stoi na zewnątrz wypadków, przypatrując się im tylko, ale we środku życia. Kto stoi we środku życia, ten nie dowcipkuje, nie szydzi, nie szuka efektownych określeń- tylko szaleje, płonie, śmieje się, płacze, kocha. To bym chciała wyrazić w Agnieszce. Ale nie potrafię. .... Wiersz o dzwonach w Malines – przecudny, pieśń o szarości życia, o szubienicach i uroku miasta to są rewelacje artystyczne, na które po prostu oniemiałam. (14.12.1928 r.)

Przeczytałam „Nostromo” Conrada. Jestem poruszona wielkością tego dzieła, na które czytelnik wdziera się niby na stromy szczyt. Jestem porażona ciszą, śród której to dzieło się rozległo- nie dosłyszane, dzięki zgiełkowi, jaki powstał dookoła Kadena. Jestem porażona bliskością Conrada wszystkim moim koncepcją życia i świata, które pragnęłam tak niedołężnie wyrazić w mojej zaczętej powieści. Jestem cała pogrążona w zadumie, którą wzbudzają tylko olbrzymie dzieła. Jestem szczęśliwa. (15.02.29 r.) Piszę artykuł o „Nostromo”. Zmagam się ze strasznymi trudnościami. Wszystko co robię, przerasta niezmiernie mój rozum, mój talent i moje siły. (21.04.29 r.) Anielusia Zagórska przyniosła mi „Ocalenie” Conrada. Przeczytałam przedmowę i bardzo mną wstrząsnęło, że ten olbrzym przechodził takie same udręki jak te, co ja przeżywam. Okazuje się, że nie mogąc wybrnąć z powieści „Ocalenie” odłożył ją i wrócił do niej dopiero po dwudziestu latach, napisawszy w międzyczasie większość swoich innych arcydzieł. (28.06.29 r.)
Dziś przeczytałam Macbetha Miałam z tego tylko niewyraźne wspomnienie z teatru w Brukseli, kiedy grała pani Leblanc (Maeternlinck), która mi się w tej roli nie podobała. Z czytania w dzieciństwie też nic nie pamiętam. Zachwyciłam się. Właściwie dopiero teraz odkrywam Szekspira. Pod wpływem tego czytania napisałam w artykule o Sinclairze ustęp poświęcony Szekspirowi. Jeden mały artykuł piszę już trzeci dzień. Jakże ja w ogóle mogę pisać wobec tego? Jestem taki nieuk. (20.09.26 r.)
Undset
Lechoń i Mortkowiczowa namówili mnie, żebym przeczytała dzieło Undset „Krystyna, córka Lawransa”. Zaczęłam czytać, ale zaraz przerwałam, gdyż zobaczyłam, że to jest pokrewne mojej powieści. (22.02.29 r.) Na wieś zabrałam Sygrydę Undset kupioną dla Heli i nie mogłam wytrzymać- przeczytałam ją. Cóż to za arcydzieło, gdzie mnie się z nią mierzyć. Wszystko odbywa się w średniowieczu, ale jest ponad wszelką epoką, ponad czasem. To dzieło mogące stanąć obok Homera, Szekspira, Hugo, Dickensa, Dostojewskiego i Conrada - przewyższa znacznie Hamsuna. I pomyśleć, że to genialne dzieło jest pokrewne z zamysłem moich biednych Niechciców, których pisałam nie wiedząc nawet o istnieniu tej przepotężnej kobiety. (12.03.29 r.)

Inne wpisy powiązane Noce i dnie i jak tu nie kochać klasyki 
Z wizytą u Marii Dąbrowskiej na Polnej w Warszawie,
Dzienniki Marii Dąbrowskiej 1914-1932 r.


10 komentarzy:

  1. Ewa Felińska nadal pozostaje nieznana - kilka fragmentów było w Płaszczu, są to fascynujące obrazki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam te fragmenty, kiedy przeczytałam nazwisko w Dziennikach Dąbrowskiej. Najpierw przeczytałam fragmenty Dzienników w Płaszczu, a dzięki temu natchnęłam się na Felińską. Gdyby nie to do dziś nie miałabym pojęcia o osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa osoba. Korespondowała z Kraszewskim, ponoć fascynująco, ale jakoś nikt nie chce tego wydać drukiem.
      Dąbrowskiej mnóstwo rzeczy kojarzyło się z Nocami i dniami: Undset ją fascynowała, a takiej Kuncewiczowej dostało się za Cudzoziemkę, wg Dąbrowskiej niemal plagiat z jej powieści :)

      Usuń
    2. To, że jej się z Nocami i dniami wiele rzeczy kojarzyło, to jestem w stanie zrozumieć, mnie się wszystko z moim "podwórkiem" kojarzy i w literaturze i w filmie i w polityce. Ale żeby Cudzoziemka z Nocami i dniami...hmm. Jest jakaś nić łącząca główne bohaterki- dotycząca bycia przez nie nieszczęśliwymi, ale to jednak zupełnie inne typy osobowościowe. Poza tym nie widzę żadnych stycznych

      Usuń
    3. Ty nie widzisz, ja nie widzę, a Dąbrowska widziała: http://www.zacofany-w-lekturze.pl/2012/03/zupenie-chybiona-powiesc.html :)

      Usuń
    4. Zajrzałam i jak widzę czytałam ten wpis i nawet komentowałam :) inaczej mogłabym nie pamiętać. No cóż Dąbrowska nie była ideałem ...

      Usuń
    5. Ale trzeba Dąbrowskiej przyznać, że przewrażliwiona była chyba wyłącznie na punkcie Nocy i dni :)

      Usuń
    6. Każdy ma swój słaby punkt :) a to się cieszę, że tylko na tym punkcie, bo generalnie w wielu kwestiach widzę pewne pokrewieństwo dusz.

      Usuń
  3. Interesujące opinie zawarła pisarka w swych dziennikach na temat swoich współczesnych. Muszę w końcu zdecydować się je przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam kontynuować cykl, o ile uda mi się przeczytać dalsze części Dzienników. Na razie jestem w II tomie

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).