niedziela, 8 czerwca 2014

W podróży Sandor Marai



Jesteśmy wędrowcami i poszukiwaczami przygód, włóczymy się bez paszportu, wędrujemy po nizinach, krainie życia, której prawdziwych granic dokładnie nie znamy.
Po książkę sięgnęłam dzięki wpisom u kaye i u nutty. Kiedy czytałam W podróży wydawało mi się, iż nie ma nic prostszego, niż opisanie wrażeń. Kiedy ktoś pisze tak prosto, tak lekko, tak jakby przelewał na papier to co nam w duszy gra, kiedy to co pisze przemawia do serca, odzwierciedla nasze życiowe credo, kiedy czytasz i mówisz sobie, o właśnie, lepiej bym tego nie ujęła to przecież napisanie o tym powinno być bułką z masłem. Dlaczego więc nie jest? Może z powodu braku umiejętności, a może z obawy, iż nie będę w stanie przekazać mądrości tych króciutkich, a jakże celnych spostrzeżeń, a może wreszcie, dlatego, że pisanie o rzeczach najprostszych jest niewyobrażalnie trudne. Jak uchwycić fantastyczną przenikliwość, intuicję i trafną ocenę sytuacji, kunszt literacki i celność spostrzeżeń. Bez wsparcia cytatami nie dam rady.
Czasami nachodzi mnie taka niepokojąca myśl, czy nie jestem jak ten malarz - dyletant u Maraia, który życie obserwuje z zewnątrz, nie dostrzegając tego, co tkwi podskórnie. Malarz podczas rejsu statkiem nie schodzi na ląd, a jedynie maluje piękne widoczki, takie, którym nic zarzucić nie można, poza tym, że nie sięgają głębi.
Maluje przez dwa tygodnie jak na akord, dzień w dzień niestrudzenie. …. Przyglądam mu się, dręczony jednocześnie wyrzutami sumienia, że sam zupełnie nic nie robię, nie sporządzam nawet notatek; ale pod koniec drugiego tygodnia z ulgą stwierdzam, że jego metoda jest zawodna. Już mnie nie zaspakaja uwiecznianie tego, co widzę, byle zgrabnie i w przyjemnej kolorystyce. Nie mogę się pogodzić z tym, że moje zajęcie to tylko kilka starannie wyretuszowanych fotografii, parę dobrych ujęć ze świata w wymiarach sześć na dziewięć. To trzeba inaczej… szczegóły trzeba zanurzyć w utrwalaczu pamięci, a potem w ogóle o wszystkim zapomnieć, bo dopiero później znacznie później nadać formę tym okruchom, które pozostały po trywialnych realiach. Istnieje inna rzeczywistość - odbicie, jakie świat pozostawia w tobie, jeśli jesteś artystą.
To zadziwiające, że pisząc tak niewiele (często są to zaledwie migawki, czy urywki pewnych zdarzeń, obserwacji, przemyśleń) autor potrafi wydobyć kwintesencję, zupełnie, jak gdyby naszkicował piórkiem parę kresek, a tu pojawił się obraz pełen barw i znaczeń.
Bo podróżowanie to dla pisarza (i dla mnie także) nie sposób przemieszczania się z miejsca na miejsce, nie zaliczanie kolejnych punktów na mapie, podróżowanie to sposób życia, to poznawanie świata, ludzi i siebie samego.
Z upływem lat człowiek zaczyna podróżować również do własnego wnętrza, a wewnętrzny kompas pokazuje inne kierunki. Dziesięć lat temu z entuzjazmem psa myśliwskiego pędziłem co ranek do okienka kabiny i oglądałem świat, wstrzymując dech z przejęcia. Teraz stałem się cierpliwszy i skromniejszy. Podróżny budzi się rano, zapala papierosa, niemrawo rozsuwa żaluzje w oknie kabiny i widzi naprzeciw kompleks żółtych domków na zboczu skalistego wzgórza. Aha- to Malta- myśli z satysfakcją i spokojną radością. Ale już nie biegnie spocony, żeby tą Maltę odkrywać. Najpierw się kąpie i nieśpiesznie je śniadanie. Potem obiera pomarańczę. Nóż nie wypada mu z ręki na myśl, że na lądzie czeka na niego Malta. Niech poczeka- myśli spokojnie. Jeśli dotychczas czekała… Sekret jego spokoju polega na tym, że do podróżowania trzeba być znacznie młodszym, lub znacznie starszym, niż ja obecnie. (pisze to w 38 roku życia)
Czytając chciałoby się powiedzieć, że choć wszystko się zmienia to jednak wszystko już było. Ileż to razy narzekamy na pośpiech odbijający się na (byle)jakości naszych podróży. Z rozrzewnieniem czytamy, jak podróżowano sto lat temu i wcześniej. Tymczasem podróżujący w  dwudziestoleciu międzywojennym  Marai ubolewa nad sposobem podróżowania sobie współczesnych.
Dawny podróżnik obserwował, słuchał, widział i zapamiętywał. My już tylko jeździmy.
Czyżbyśmy zatem idealizowali przeszłość. Skoro i my i oni zajęci bywamy jedynie rejestrowaniem rzeczywistości fleszem aparatu i okiem kamery, patrzymy, a nie widzimy, oglądamy, ale nie zastanawiamy się nad tym, co widzimy.
Siedzi w przedziale, przed nią rozkład jazdy i wieczorne gazety, mnie podejrzany wydaje się już sam rozkład jazdy, a co dopiero prasa! Do Wiednia będę czytała - mówi. Święty Krzysztofie, patronie podróżników, to po co ona jedzie? Ja czytam tylko w domu, w fotelu, który wybrałem umyślnie do tego celu, i przy świetle specjalnej lampy. W pociągu natomiast podróżuję. A ona będzie czytała do Wiednia, potem spała do Lugano, po przyjeździe będzie się dziwić cenom w pensjonacie, że okazały się wyższe, i górom, że niższe, po czym napisze o tym widokówkę, na miły Bóg!
Uśmiecham się serdecznie czytając o oburzeniu pisarza na taki sposób podróżowania. Ileż razy i ja zadziwiałam się z tego powodu. A z drugiej strony zazdroszczę komfortu czytania jedynie w domu w ulubionym fotelu. Cisza, spokój, pełna koncentracja.
Podróżowanie jest dla pisarza punktem wyjścia do snucia rozważań o życiu, pięknie, sztuce, kulturze, charakterze mieszkańców odwiedzanych miejsc, specyfice miejsca. Marai potrafi zachwycić zarówno detalem, jak i uniwersalizmem spostrzeżeń.
A wszystko to nasycone jest smutkiem a przez pisarza przemawia świadomość nietrwałości istniejącego status quo. Egzystencjalna zaduma nad przemijalnością miesza się z obawą przed nadciągającą w Europie burzą.
Pięknie wyraża je refleksja snuta w cieniu twarzy Michała Anioła wyrzeźbionej we florenckiej Piecie.
Wpatrywałem się weń z ciekawością, pośrodku na wpół zwariowanego świata, który w tych chwilach zapala niebezpieczne ognie nad pejzażami ludzkiej kultury, i zapragnąłem, żeby mi ta twarz odpowiedziała. Ale nie odpowiadała. Była pusta, poważna i pozbawiona uczuć. Nie pocieszała i niczego nie obiecywała. Nie było w niej ponurości, ani grozy, ale też żadnej łagodności. Twarz starca, który z jakąś szczególną ślepotą i czujnością pochyla się nad cierpieniem i nad światem, pusta twarz, zamknięta w tym pozbawionym patosu milczeniu, z którego nie wyrwie go już żadna ludzka władza ani bezczelność. … Wyszedłem stamtąd po spotkaniu, które nie przyniosło mi odpowiedzi na pytanie, na to jedyne pytanie, które w minionym czasie zajmowało coraz dotkliwiej wszystkich większych i mniejszych artystów, pisarzy, i ludzi ducha; Co robić, kiedy człowiek wewnętrznie nie ma nic wspólnego z epoką w której żyje? Twarz Michała Anioła nie odpowiedziała mi na to pytanie.
W podróży jest pozycją, do której będę wracać nie raz. Każdy króciutki szkic, każda miniaturka jest materiałem do przemyśleń. Jak mówi stara łacińska sentencja Navigarre necesse est, vivere non est necesse (żeglowanie/podróżowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością), a Marai doskonale to uchwycił.

14 komentarzy:

  1. Marai miał dar spostrzegania tego, co ważne. Umiał też wyciągać wnioski, które porażają przenikliwością. Bardzo się cieszę, że "W podróży" przypadło Ci do gustu. Ja również będę do niej jeszcze zaglądała nie raz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając, złapałam się na tym, że zaznaczam karteczkami strona po stronie ważne fragmenty, zdania, sentencje, aż w końcu stwierdziłam, że to nie ma sensu, bo każda strona niesie to, co chciałabym przemyśleć, czym chciałabym się podzielić i co warte byłoby wynotowania. Na szczęście książka jest moją własnością, więc mogę bez pośpiechu wracać, ile dusza zapragnie. Teraz z jeszcze większą chęcią sięgnę po inne książki pisarza.

      Usuń
    2. Miałam dokładnie to samo i podobnie jak Ty stwierdziłam, że to mija się z celem, gdyż tych zdań zapadających w pamięć jest zbyt dużo. ;)

      Usuń
    3. A swoją drogą nie trafiłam jeszcze w wydawanych przez Zeszyty Literackie książkach na pozycję, która by mnie rozczarowała. Niektóre są nieco słabsze, ale wszystkie ciekawe i warte poznania. Szkoda tylko, że jakość wydania niezbyt dobra (po pierwszym czytaniu książka nie prezentuje się zbyt dobrze, a nie chcę myśleć, co będzie dalej).

      Usuń
  2. Oj ta książka jest mistrzowska! Czytając ja miałam ochotę te zdania perełki wypisać. Musiałabym chyba całą książkę spisać.Czytałam książkę jakieś dwa lata temu więc nie mam jej w pamięci (bardziej wrażenie). Najbardziej zapadły mi w pamięci fragment o Włoszech i rozdział i wiecu nazistów. Porażające! Mistrz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zjazd nazistów, kiedy Marai pisze o dwóch jedynie osobach, na których można było wyczytać jakieś szczątki myślenia - przerażające, zwłaszcza, kiedy wiemy, jak potoczyła się historia.Mnie ze względu na słabość do Michała Anioła zapadnie w pamięci scena czekania na odpowiedź od rzeźby, co ma zrobić człowiek, który uważa, że nie ma nic wspólnego z epoką w której żyje. A mądrych myśli - kopalnia cała :) też zrezygnowałam z zaznaczania, bo musiałabym każdą kartkę zaznaczyć

    OdpowiedzUsuń
  4. Marai to faktycznie mistrz postrzegania świata a zarazem mistrz w jego opowiadaniu innym.Trudno się więc dziwić Waszym zachwytom nad jego mądrością i talentem pisarskim.
    Potrafisz świetnie nakreślić nam to co przeczytałaś. Jestem pod wrażeniem nie tylko książki, ale i Twojego posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komplementy należą się autorowi :) ja to tylko wyrobnik pióra (ups - klawiatury) ilekroć czytałam cytaty z jego książek u dziewczyn nie mogłam się doczekać, kiedy sama zawrę bliższą znajomość.

      Usuń
  5. Cieszę się, że też zostałaś fanką (dalej modne słowo?) tego węgierskiego pisarza, który jak mało kto posiada dar zauważania i zapisywania treści niby błahych a jednak mądrych, bo nasza codzienność jest darem do zagospodarowania.
    Zwróciłam uwagę na to, że podróż nie służy nadrabianiu czytania gazet, więc i książek,bicia rekordów w tym względzie, gdyż staniemy się ubożsi o wiedzę, obrazy, których nie dostrzegliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem, czy słowo nie jest czasem passe, ale ja jak najbardziej do grona fanek dołączam. Kiedyś czas wakacji był jedynym czasem w roku, kiedy nie czytałam książek, bo skupiałam się na podróżowaniu i chłonięciu wrażeń, dziś, kiedy jestem bardziej doświadczoną podróżniczką delektuję się w podróży też książką, najczęściej o tematyce związanej z odwiedzanym miejscem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za ten wpis, znakomicie oddaje to, czego sam niejednokrotnie doświadczałem w podróży. Ale nie martwiłbym się, że podróżujemy szybciej i mniej uważnie. Niech się inni martwią, my po prostu bądźmy uważni, na ile się da oraz leniwi na ile nam wewnętrzny "poganiacz" pozwala.
    Pięknie dobrałaś cytaty, a najcelniejszy jest ten: "...szczegóły trzeba zanurzyć w utrwalaczu pamięci, a potem w ogóle o wszystkim zapomnieć, bo dopiero później znacznie później nadać formę tym okruchom, które pozostały po trywialnych realiach." Pozdrawiam.m

    OdpowiedzUsuń
  8. To zmartwienie, jak widać towarzyszy nieodłącznie każdemu pokoleniu i ze zdziwieniem dowiadujemy się, że nasi przodkowie, sto, dwieście, a nawet więcej lat temu ubolewali na pośpiech i powierzchowność wrażeń. Widać tkwi to w naszej naturze.
    A wewnętrzny poganiacz sprawia, iż wstaję skoro świt, nie po to, aby zaliczyć więcej, ale aby zobaczyć więcej/inaczej bez pośpiechu :) Tak z perspektywy czasu często widzimy więcej i głębiej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mnie Marai ta książką zachwycił i dzięki niej załapał się do kręgu moich ulubionych pisarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem tym zbudowana, kiedy zamieściłam wpis myślałam, że odezwą się jedynie nutta i kaye, a tu proszę. Cieszę się, że Marai interesuje też inne osoby, bo to pisarz ze wszech miar godny polecenia. Dziękuję za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).