wtorek, 28 października 2014

Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte

W słoneczny wrześniowy dzień wybrałam się na leżącą na Sekwanie wyspę Grande Jatte, aby pospacerować utrwalonymi na XIX wiecznych płótnach nabrzeżami i alejkami. Właściwie przyszłam tu w poszukiwaniu konkretnego miejsca; rozświetlonego skrawka zieleni, na którym przedstawił przechadzających się paryżan Georges Seurat. Przebyłam długą drogę, zanim odkryłam ten obraz; począwszy od szwajcarskiego muzeum w Martigny, gdzie dowiedziałam się o nurcie zwanym puentylizmem (na wystawie obrazów młodszego kolegi Georgesa – Paula Signaca) poprzez lekturę biografii Pissarro (Bezmiar sławy) aż po odwiedziny w kolejnych galeriach.
O tym, jak ciężko jest odnaleźć po ponad stu latach uchwyconą na płótnie chwilę wiedzą wszyscy, którzy prowadzili poszukiwania. Trzeba połączyć wiedzę, wyobraźnię i pragnienie, aby na ułamek sekundy znaleźć się w miejscu, w którym mogło powstać dzieło i co ważniejsze przenieść się w czasie. Moje poszukiwania przyniosły niespodziewany efekt, poza odnalezieniem tego, czego poszukiwałam znalazłam coś ponadto. Szukając tła obrazu Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte 

odnalazłam ukrytą wśród zarośli nabrzeża restaurację Le Petit Poucet. Mogłaby ona posłużyć jako uwspółcześnione tło dla jednego z najbardziej znanych płócien Renoira Śniadanie wioślarzy. Jest jasna, kolorowa, posiada drewniane elementy wykończeniowe, do tego duża ilość zieleni, nakryte obrusami stoliki oraz taras z widokiem na cumujące na rzece łodzie. Muszę się przyznać, iż pewna cząstka mojej osoby miewa drobnomieszczańskie upodobania, stąd niezwykle lubię tego rodzaju knajpki. Lubię, jak jest jasno, czystko i ładnie nakryte, a do tego knajpa ma klimat.  Klientelę stanowili co prawda średniozamożni biznesmeni, a nie wioślarze czy artyści, ale i tak pozostawało bogate pole do imaginacji. Było tu coś z klimatu impresjonizmu; prosta radość życia polegająca na czerpaniu przyjemności z rzeczy pogodnych i niewyszukanych. Uległam chwili i zamówiłam małe co nieco, aby bez przeszkód móc delektować się odbitym w wodzie widokiem łodzi, zieleni, promieni słońca, widokiem mieniących się od wodnych i świetlnych refleksów kieliszków oraz smakiem nieznanej mi ryby z warzywami. Na poręczy tarasu i  opuszczonym przez gości stoliku ucztę sprawiły sobie skubiące okruchy bagietki ptaszki. 

Posilona spaceruję nabrzeżem i co chwila trafiam na miejsca, w których jak informują tabliczki z reprodukcjami obrazów tworzyli Seurat, Monet, Gleizes (wiki podaje, że malował tam również Van Gogh). Nie miałam pojęcia, iż wyspa była tematem tylu płócien. Miejsce którego szukałam - tło Niedzielnego popołudnia na wyspie Grande Jatte (tak przynajmniej informuje tabliczka) znajduję po długim poszukiwaniu. Okazało się, iż zaczęłam wędrówkę od strony Neuilly, kiedy tymczasem znajduje się ono od strony mostu Levallois, jednak gdyby nie ta omyłka nie miałabym okazji odbycia spaceru nabrzeżem, przy którym cumują malownicze łodzie-mieszkania, nie odnalazłabym klimatycznej restauracji ani informacji na temat portretujących wyspę impresjonistów.
Dzisiaj wyspa (licząca około 2 kilometrów długości i  200 metrów w najszerszym miejscu, zamieszkana przez prawie 4000 mieszkańców) należy do jednej z bogatszych i nowocześniejszych dzielnic miasta, gdzie poza biurowcami i domami mieszkalnymi znajdują się liczne obiekty sportowe (korty i boiska), no i jak w każdym miejscu zielonym w Paryżu spotyka się tu uprawiających jogging.               W XIX wieku wyspa była dla Paryża tym, czym dziś jest Lasek Buloński. Ponoć Maupassant miał powiedzieć, że nie sposób przejść przez Grande Jatte nie natykając się na kochającą się parę.
Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte - 1884-1886 (Art Institute Washington)

Na obrazie Seurata jest tłoczno; doliczono się tu 48 postaci, ośmiu łódek, trzech psów i małpki. Poza małą dziewczynką w białej sukience (niewinność) żadna z postaci nie patrzy widzowi w oczy. Wszystkie osoby są dość sztywne, upozowane, sprawiają wrażenie, jakby były modelami na wybiegu. Nie ma w ich zachowaniu swobody, a jest pozowanie. Obraz stanowi karykaturę mieszkańców przedmieść, którzy spędzali czas wolny pokazując się - prezentując nowe toalety na wyspie, na którą jechało się w niedzielę specjalnie w tym celu. Jest tu cały zestaw oficjalnie ubranych mieszczańskich typów. Może dlatego modele nie patrzą nam w oczy, bo jest w nich jakiś rodzaj nieszczerości. 

Obraz jest niezwykle kolorowy (pomarańcz, żółć, zieleń, mocno nasycone barwy). Obraz jest też tajemniczy. Brak tu zachowania zasad proporcji, brak logiki. Pierwsze może być efektem pracy w niewielkiej pracowni, co zaburzyło perspektywę obrazu.
W tym miejscu powstawał obraz
Co do drugiego wystarczy wymienić choćby takie elementy jak kobietę z małpką na spacerze, czy kobietę łowiącą ryby (zjawiska raczej nieczęsto spotykane wówczas w Paryżu) czy drzewo rzucające dwa cienie, niezidentyfikowane białe elementy. Obraz dające spore pole do wyobraźni. Ponieważ wyspa w czasach, kiedy Seurat ją malował cieszyła się złą sławą  zarówno w kobiecie łowiącej ryby, jak i w małpce doszukuje się analogii do łowienia klientów i ulegania popędom, małpowania strojów i chęci bycia wyrocznią w sprawach mody, za jakie uchodziły kokoty (zbieżność nazw w języku francuskim). Być może obraz jest rodzajem żartu. Oglądając obraz przeciętny odbiorca nie doszukuje się dziś ukrytych przesłań czy symboli. Dziś oglądanie przywołuje na myśl ciepły, letni dzień, kiedy ludzie się relaksują na świeżym powietrzu, przywołuje radość, rozświetlenie, lśnienie, żart i chęć wejścia w jego ramy i znalezienia się wśród spacerujących tu ludzi. Chyba najbardziej frapującą jest metoda malowania obrazu-puentylizm. Obraz o wielkości ponad dwa na trzy metry składa się z niezliczonej ilości kropek, kresek, punkcików, które oglądane z bliska stanowią zlepek drobnych elementów, pstrokaciznę. Wystarczy jednak odejść nieco dalej od płótna, aby nic nie znaczące skupisko punkcików nabrało wyrazu i kształtów. Tego nie sposób opowiedzieć, to trzeba zobaczyć. Nie miałam okazji oglądać Niedzielnego popołudnia na Grande Jatte Seurata, ale oglądałam sporo innych płócien malowanych metodą puentylizmu. Jeszcze ciekawszym jest fakt, iż obraz powstał w technice impresjonistycznej, a dopiero później malarz naniósł na olbrzymią powierzchnię obrazu drobne punkciki. Można podziwiać cierpliwość.



12 komentarzy:

  1. Bardzo Ci dziękuję za ten urokliwy spacer...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja dołączam do podziękowań. Chociaż poszukiwania były długie, ale na szczęście znalazłaś miejsce, które szukałaś :)

      Usuń
    2. Z przyjemnością mogę was zabierać na takie spacery:) Tyle wspomnień czeka, a dobijają się do głosu książkowe wrażenia

      Usuń
    3. Z Tobą każdy spacer to prawdziwa przyjemność.
      Tym razem towarzyszył nam jeden z przedstawicieli neoimpresjonizmu. Spacer dodatkowo zaowocował wieloma niesamowitymi wrażeniami:)

      Usuń
    4. Cieszę się, że miło się wam spaceruje ze mną :)

      Usuń
  2. Miło było powędrować po wyspie i dowiedzieć się czegoś nowego.
    Lubię impresjonizm. Kiedyś byłam bliżej z wiedzą o impresjonistach, ale z czasem pozostają tylko fragnety tej wiedzy.
    Zdjęcie z ptaszkiem urocze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dużą sympatię do impresjonizmu, właściwie lubiłam go od zawsze i jakoś mi nie przeszło, mimo rozwijania stanu wiedzy i pojawiania się nowych zainteresowań/ nowych kierunków. W impresjonizmie podoba mi się jego prostota, brak aspiracji do wielkości (nie wiem, czy udało mi się wyrazić to co mam na myśli)- chodzi mi o brak patosu, zadęcia.

      Usuń
    2. Mnie impresjonizm do dzisiaj fascynuje najbardziej jeżeli chodzi o malarstwo.

      Usuń
  3. Niemal dotknęłaś sztuki. Z chęcią bym przysiadła w owej restauracyjce. Po przeczytaniu Twoich słownych impresji o impresjonizmie mam ochotę odkurzyć sobie takie zeszyty stare o malarzach, które kiedyś zbierałam, i poprzeglądać je:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli uda ci się je odkurzyć, może i Ty popełnisz jakąś impresję :) z chęcią poczytam

    OdpowiedzUsuń
  5. Sherlock Holmes na tropie pewnego obrazu...;) Podziwiam żyłkę tropiciela (była kiedyś taka sprawność harcerska).

    OdpowiedzUsuń
  6. Przejrzałaś mnie na wylot, byłam w harcerstwie:) co prawda tylko rok, ale nie da się ukryć:}

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).