wtorek, 27 stycznia 2015

Toulouse-Lautrec Biografia autorstwa Julii Frey


Czytałam Moulin Rouge Pierra La Mure i byłam przekonana, iż ciekawszej książki na temat hrabiego Henriego Toulouse Lautreca, malarza, skandalisty, kalekiego karła, autora litografii, plakatów, okładek książek i nut, bywalca najmroczniejszych zaułków Paryża schyłku XIX wieku, bywalca wystaw malarskich, cyrków, teatrów, zawodów sportowych, tancbud, kabaretów, domów publicznych nie znajdę. Myliłam się. Książka La Mure to w zasadzie powieść biograficzna i choć zawiera ona sporo informacji, które można uznać za rzetelne, to jednak beletrystyka. Nawiasem mówiąc bardzo dobra beletrystyka, aczkolwiek mam wrażenie, że samemu bohaterowi nie przypadłaby do gustu. La Mure przedstawia malarza niemal wyłącznie, jako człowieka nieszczęśliwego, skupionego na poszukiwaniu miłości, której nie odnalazł, a tym samym człowieka niespełnionego. Nawet, jeśli Henri cierpiał z tego powodu nigdy nie pozwoliłby, aby ktokolwiek (w tym czytelnicy historii jego życia) litowali się nad nim. 
Julia Frey opisuje Henriego w sposób o wiele bardziej zróżnicowany, wymykający się schematom. Henry to człowiek o nieograniczonym apetycie na życie we wszelkich jego aspektach, przy czym miłość jest jednym (a nie jedynym) z nich. 
Autorka wykonała mrówczą pracę przedzierając się przez gąszcz
źródeł oraz korespondencję malarza i jego bliskich, aby wyłonić z nich portret jak najbliższy prawdy. Jest to portret podobny do obrazów, jakie malował Henri; wieloznaczny, dający szerokie pole do interpretacji; jego bohater nie jest może piękny, ale za to jest niezwykle zajmujący, autorka maluje tak, jak gdyby zajrzała w głąb duszy artysty, bez hołubienia, ale z dużą dozą sympatii. 
Arystokratyczny rodowód, nazwisko, które zobowiązuje (przez całe życie będzie zarówno pomocą, jak i balastem), spokrewnieni rodzice -kuzynostwo w pierwszej linii (czego efektem było kalectwo syna), niedopasowanie charakterologiczne matki i ojca (ona - żarliwa katoliczka, purytanka, żeby nie powiedzieć dewotka, zapatrzona w syna i oddana modlitwom, on - lekkoduch, nie potrafiący zagrzać miejsca, prowadzący koczownicy tryb życia, żyjący na pokaz), ułomność fizyczna i brzydota to dziedzictwo Henriego. Dziedzictwo, które ciążyło, jak garb, a które determinowało jego zachowanie i sposób życia.
Życie z powściągliwą w okazywaniu uczuć matką i rzadkie kontakty z ojcem nauczyły go od dzieciństwa interpretować wszystkie odcienie skrywanych emocji. Str.218
Kiedy dodamy do tego liczne pobyty w uzdrowiskach i zakładach zamkniętych nie dziwi pancerz cynika, jaki przybierał Henri.
Wrażliwy i skryty uwielbiał być w centrum zainteresowania, bawić towarzystwo, błaznować, szokować mieszczańską społeczność. Z jednej strony miał poczucie sprzeniewierzania się wartościom pielęgnowanym przez jego arystokratycznych przodków, a z drugiej nie potrafił żyć konwenansami. Rodzina (a zwłaszcza ojciec) oczekiwała, iż zaszyje się gdzieś na prowincji, nie wystawiając na widok publiczny, tymczasem Henriego rozpierała zachłanna pasja życia i tworzenia. 
Lubił się wyróżniać, chciał być popularny, przeciętność i normalność były mu obce. Pragnienie popularności zaspokajał „masową” produkcją swoich dzieł (publikacja reprodukcji w prasie, plakaty, okładki książek i nut). Bulwersował otoczenie zarówno swoją sztuką (jej techniką i tematyką), jak i swoim życiem (alkoholizm, wizyty w tancbudach i najbardziej podejrzanych spelunkach, pozostawanie w dobrych stosunkach z prostytutkami, czasowe mieszkanie w burdelach, które wyznaczał też na miejsce spotkań z wydawcami czy marszandami). 
Był człowiekiem niezwykle towarzyskim, a jednocześnie bardzo samotnym, dobrym przyjacielem, ale też despotycznym tyranem dla bliskich, oddanym synem, niezwykle pracowitym człowiekiem, głodnym nowych doznań, wielbicielem wszelkich nowinek, zwolennikiem postępu. Człowiek o niezmiernie złożonej osobowości, a jednocześnie niezwykle utalentowany artysta.
…Henri prowadził bardzo bogate życie towarzyskie. … miał wielu serdecznych przyjaciół i dobrze się z nimi bawił. Jeżeli popadał w przygnębienie to tylko z kłopotów ze zdrowiem lub z pracą. Niewiele wiadomo o jego życiu intymnym, najwyraźniej stanowiło ono sferę odrębną w jego kontaktach z ludźmi, towarzysko natomiast lubił przebywać w większych gronach przyjaciół i znajomych. Jego przyjaźnie z mężczyznami, zarówno głębokie, jak i te bardziej powierzchowne, dawały mu wiele radości. Był ogólnie lubiany. Jego żarty nie były okrutne, a kpiąc ze swoich ułomności, ośmielał tych, których wprawiały one w zakłopotanie. Str. 224
A przy tym wszystkim
Jego przyjaciele, zarówno kobiety, jak i mężczyźni uważali, że przy całym swym nieodpartym uroku był bezlitosnym despotą. Str. 316.
Należał do osób, które umierają wcześnie, bo żyją zbyt intensywnie i zdawał sobie z tego sprawę. Syfilityk, który spędzał całe noce na hulankach, z kabaretów, czy knajp wychodził nad ranem, nadużywał alkoholu, zasypiał w miejscach publicznych, aby rano pojawić się w drukarni, gdzie osobiście nadzorował pracę nad litografiami. Bywalec Opery i Teatrów potrafił oglądać przedstawienia po kilkanaście razy, przy czym interesował go obraz; ruch, scenografia, gest, fragment postaci, układ dłoni, nie słuchał kwestii wypowiadanych, czy wyśpiewywanych przez aktorów. 
Bal w Moulin Rouge (z La Goulue na pierwszym planie)- mój ulubiony obraz malarza
Uwielbiał podglądać życie w jego najpodlejszych aspektach; obserwował tancerki, prostytutki, cyrkowców, sportowców, kryminalistów, pijaków, aby z brudu życia wyciągnąć jego piękno. Lubił obserwować kobiety lekkich obyczajów w sytuacjach, w których te nie musiały niczego udawać; po pracy, podczas toalety, przed wizytą u lekarza, kiedy były zmęczone, smutne, zgaszone, kiedy ich nagość nie budziła pożądania, ale współczucie, a może nawet jakąś tkliwość. 
Każda brzydota ma jakąś piękną stronę; fascynujące jest odkrywanie piękna tam, gdzie nikt inny go nie dostrzega. Str. 343
 
Klaunessa Cha-U-Kao, obraz zakupiony przez Camondo
Biografia jest bogatym źródłem informacji na temat Henriego, trudno oderwać się od lektury. Autorka już we wstępie zaznacza, że pisze o rzeczach potwierdzonych, a wszędzie tam, gdzie istnieją wątpliwości zaznacza to. Imponująca jest bibliografia, która zajmuje kilkanaście (ponad szesnaście) stron. Książka jest bogato ilustrowana, zarówno kolorowymi reprodukcjami sztandarowych dzieł Lautreca, jak i czarno-białymi rysunkami, fotografiami i reprodukcjami. Czyta się świetnie, co oznacza, iż tłumaczka wykonała dobrze swoją pracę. 
Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Ponieważ jednak uważał, że hulaszcze życie nie przeszkadza mu ciężko pracować, niepohamowane picie nie niszczy jego umiejętności i wyobraźni, a fizyczne upośledzenie wcale nie zmusza go do przestrzegania konwenansów, często sprawiał wrażenie, że sztuka wcale nie jest dla niego najważniejsza.  Str. 383
I jeszcze coś, co interesuje wszystkich bibliofilii. 
Mniej więcej w połowie lektury dotarło do mnie, iż brakuje mi informacji na temat upodobań literackich bohatera. Sprawa wyjaśniła się dopiero pod koniec lektury.
… Lautrec, podobnie, jak wielu francuskich arystokratów, manifestował postawę antyintelektualną. Jego czytelnicze gusta ograniczały się głównie do popularnych dzienników i tygodników, które zajmowały się przede wszystkim sensacjami dnia i zamieszczały erotyczne historyjki. Do takich właśnie czasopism rysował… 337-338
Thadee Natanson (polski wydawca i redaktor pisma) zauważył, że …gdy Henri był trzeźwy, jego uwagi dotyczące Balzaca wnikliwością ustępowały jedynie rozważaniom Prousta, lecz Henry był „o wiele bardziej ludzki”. …Trzeba jednak jasno powiedzieć, że towarzystwo intelektualistów interesowało Henriego tylko do pewnego stopnia. Str. 364
I na koniec najbardziej znane plakaty Henriego


Zdjęcia z Montrmartu mojego autorstwa obrazują kabarety, w których bywał  
O Toulouse-Lautrecu pisałam też tu

24 komentarze:

  1. Fascynująca osobowość. Sztuka była jego ratunkiem, celem, radością życia. Chyba też po raz pierwszy spotkałam go w książce La Mure'a, a potem szukałam innych o artystach mu współczesnych. Widziałam jego Paryż i Albi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każda nowa książka wskazuje nowe tropy, ale wszystkie pokazują tę samą osobowość niespokojnego ducha. Nie byłam w Albi, a po lekturze biografii bardzo chciałabym je zobaczyć. Jeśli czegoś mi w książce brakowało to indeksu miejsc, w których znajdują się dziś obrazy HTL.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z przyjemnością przypomniałam sobie Lautreca. Z malarzy chyba najbardziej mnie pasjonowali impresjoniści stąd mam ich biografie, oczywiście nie wszystkich, w których się kiedyś rozczytywałam. Nie pamiętam czy czytałam "Moulin Rouge", ale mam i czytałam oczywiście jego biografię, bardzo interesująco napisaną przez Henri Perruchota. Książka wydana w 1977 roku przez PIW jest świetnie zilustrowana. Może ją sobie przypomnę.
    To czytanie o impresjonistach wywołało moje zainteresowanie Paryżem i tymi wszystkimi miejscami, w których mieszkali czy malowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię impresjonistów, czasami zastanawia mnie, czy gdybym żyła wówczas pod koniec XIX wieku też tak bym się nimi zachwycała, czy raczej oburzałyby mnie "te bohomazy", jak wówczas je zapewne nazywano, tak jak dziś nie przemawia do mnie jakaś deseczka z resztami farby ze spętanym drutem i garstką śmieci - wystawiana, jako ekspozycja w szanowanej galerii. I podobnie, jak Ty idąc śladem impresjonistów odwiedzam związane z nimi zakątki a także gromadzę w galerii pamięci ich obrazy oglądane w różnych miastach Europy.

      Usuń
  4. Czytałem Frey już ładnych kilka lat temu tak że pamiętam w sumie już tylko ogólne wrażenie, jedna z lepszych pozycji z serii "Fortuna i fatum".

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajrzałam sobie przed chwilą na całą serię. Nie miałam pojęcia, że jest tak bogata i aż trzy pozycje Hena. Nie mam skali porównawczej, bo czytałam do tej pory jedynie Korczaka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Generalnie, przynajmniej z tego co czytałem to dobra seria. Biografie Majakowskiego, Riefenstahl, Słonimskiego, Marksa, Andersena i zebrałoby się jeszcze parę innych, czyta się nieomal z zapartym tchem ale jest też trochę nieporozumień tak jak archiwalna biografia Tołstoja, wycinkowa Iwaszkiewicza czy bijąca rekordy nudy Nałkowskiej. Henem byłem bardzo rozczarowany po lekturze "Toastu" ("Prawo i pięść") i jakoś nie mogę zdobyć się na danie mu drugiej szansy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zaskoczyło to, że to chyba jedyny autor w tej serii, który doczekał się trzech wydanych tu książek. Słucham teraz jego Nie boję się bezsennych nocy- nie jest złe (oczywiście w mojej opinii). Dobrze, że wspominasz o Tołstoju, bo mój wzrok już się na książce zatrzymał, a tak popłynie dalej

      Usuń
    2. Książka Szkłowskiego ma już chyba z pół wieku a w dodatku czego się można spodziewać po radzieckim literaturoznawcy. W tamtym czasie to pewnie było coś a i dzisiaj da się ją jeszcze czytać ale przydałoby się coś świeższego :-)

      Usuń
  7. Świetny tekst: żywy, bogaty, wielobarwny... Przedstawiłaś chyba najważniejsze linie napięć, jakie pojawiają się w życiu, w twórczości H.deT.L. (nie lubię tej opozycji: życie-twórczość, taki mi się napisało po prostu a to przecież nie są dwa osobne plany, tylko jakaś skomplikowana wielopłaszczyznowa bryła i wszystko się przenika).
    Widziałam kiedyś świetny film o tym genialnym despocie, despotycznym geniuszu, nie pamiętam w tej chwili reżysera a to było paaarę dobrych lat temu w ramach projekcji kina francuskiego w Mikro przez Instytut Francuski. Kto wie, czy nie był na podstawie tamtej powieści, którą wspominasz na początku - bo jednak to miłość, jej dotkliwy brak to było sedno, najważniejszy punkt. Ale jednocześnie wspaniały portret paryskiego półświatka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zycie i twórczość przenikają się wzajemnie, zupełnie jak nasze życie i praca, nie da się tego oddzielić, choć czasem byśmy chcieli, zwłaszcza, kiedy jedno uwiera, a drugie dodaje energii i czyni znośniejszym to drugie. Filmu nie znam, ale jak mowa o ciekawym filmie o malarzu-geniuszu to przypomina mi się zaraz film o Van Goghu Theo i Vincent - który zapadł mi w pamięć lejtmotywem - przeplatające fabułę zdjęcia z licytacji obrazów Vincenta (miliony dolarów) z obrazkami nędzy życia (głód, choroby, upokorzenie). No tak i zapomniałam dodać, że książka przy okazji biografii HTL oddaje też świetnie klimat paryskiej bohemy

    OdpowiedzUsuń
  9. Henri deToulouse-Lautrec - moja ulubiona postać. Z przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję.
    A ostatniego lata obfotografowałam paryski kabaret Lapin Agile i być może wkrótce opublikuję zdjęcia.
    Pozdrawiam :))*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja może nie ulubiona, ale darzę sentymentem, jak większość odmieńców, samotników, wrażliwców. Ciekawa jestem twoich zdjęć, a byłaś może w środku? Ja tylko z zewnątrz popatrzyłam sobie i pstryknęłam kilka fotek. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie byłam w środku i odniosłam wrażenie, że to miejsce uciech zostało opuszczone już jakiś czas temu i zamknięte na głucho. Zresztą zobaczysz na zdjęciach. Wokoło kręciło się sporo turystów, szczególnie młodych ludzi i Japończyków.
      Pewnie oglądałaś film "Lautrec" gdzie znakomicie pokazano relacje rodzinne.

      Usuń
    3. Polecam zatem ten film, będzie doskonałym uzupełnieniem Twojej recenzji. Mam "Lautreca" w swoich zbiorach, ale na dużej kasecie. Może znajdziesz go gdzieś w sieci. Próbowałam Ci pomóc, ale na moich sprawdzonych, ogólnodostępnych portalach go nie ma.

      Usuń
  10. Jak pisałam wyżej Adzie nie oglądałam filmu o HTL, szukałam na y-t, ale znalazłam jedynie fragmenty obcojęzyczne, zresztą szukałam, to za dużo powiedziane, po komentarzu Ady zerknęłam na y-t. Też odniosłam wrażenie, że kabaret już nie działa, zresztą, może czara mi o tym opowiadała, jeśli tak, to przepraszam, zapomniałam. Starałam się chłonąć każde słowo mojej uroczej przewodniczki, ale starość nie radość. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak tylko się trafi okazja nie omieszkam obejrzeć. Lubię oglądać filmy na temat postaci, które znam troszkę z literatury, historii. Lubię oglądać ekranizacje powieści, nawet, jeśli wiem, że najczęściej są dużo słabsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że ta ekranizacja est rewelacyjna!

      Usuń
  12. Małgosiu, czy Ty piszesz jeszcze i tutaj
    http://kawiarenka-literacka.blogspot.com/2015/01/toulouse-lautrec-biografia-julia-frey.html
    bowiem znalazłam identyczny wpis ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, uczestniczę w wyzwaniu francuska kawiarenka literacka i publikuję także tam swoje wpisy związane z Francją szeroko rozumianą. Zresztą jestem tam chyba najaktywniejszym teraz uczestnikiem. Ubolewam, że moderatorka przestała interesować się blogiem, bowiem spotkałam się kilka razy z pytaniami o możliwość współtworzenia bloga, a nie będąc moderatorką nie mogę tego zrobić, tak jak nie mogę uaktualnić wiadomości na stronie. Bardzo żałuję, bo widzę, jak blog zaczyna pokrywać się kurzem. Jestem też współuczestniczką blogów Nobliści, klasyka, anielskie wyzwanie, czytamy Zolę, o innych chyba już sama nie pamiętam :)

      Usuń
  13. Lubię epokę fin de siecle. Ma taki artystyczny klimat. Dobrze, ze napisałaś o tych literackich upodobaniach Henriego, a raczej ich braku, bo mnie też to interesowało. Ale Balzaka znał!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakże różnił się w tym zakresie od Van Gogha, który przyznaję zdobył więcej mojej sympatii nie tylko z uwagi na swe literackie zainteresowania, ale też charakter. Choć u Henriego wiele tłumaczy kalectwo, wychowanie, brzydota, choroby. Też lubię ten klimat. Nie napisałam chyba w notce, ale Frey świetnie uchwyciła klimat Montrmartru z przełomu wieków.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamietam jak na studiach przygotowywalam prezentacje o Lutrecu, zaciekawil mnie wtedy jego zyciorys, odkrylam nie tylko malarza, artyste, ale takze czlowieka z krwi i kosci - pokaranego przez los, ale z drugiej strony umiejacego wydzierac z zycia co tylko sie dalo. Do tej pory pozostal mi sentyment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zainteresował człowiek - artysta po zapoznaniu się z Moulin Rouge. Wcześniej jego obrazy jakoś zupełnie do mnie nie przemawiały, teraz stanowią ciekawą zdobycz, podczas kolejnych podróżniczych odkryć.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).