niedziela, 10 stycznia 2016

Noc w Lizbonie Erich Maria Remarque

Rok wydania 1974 - tł. Aleksander Matuszyn 
Książek Remarqua przeczytałam kilka. Lubię jego prozę, za jej mroczny, niepokojący klimat, prosty, oszczędny język, choć muszę przyznać, że zdarzają mu się banalne wtręty, ale przymykam na nie oko. Remarque pisał o tym, co znał najlepiej. Był niemieckim uchodźcą który na skutek nagonki nazistowskich władz emigrował najpierw do Szwajcarii, potem za Ocean. 
Lizbona, oświetlony tysiącami świateł port to ostatni skrawek nadziei dla uciekinierów z Europy. Niestety już następnego dnia Lizbona ma się pogrążyć w ciemności; tego dnia odpłynie ostatni statek do Ameryki, ziemi obiecanej wszystkich wygnańców. 
Zdesperowany bohater, niemiecki uciekinier, przeciwnik totalitarnego systemu, chcąc uchronić życie (swoje i żony) poszukuje sposobu wyrwania się z ogarniętej wojną Europy i dostania się na statek, który przewiezie go za ocean. Niestety nie ma ani pieniędzy, ani dokumentów, a dostanie biletów graniczy z cudem. Kiedy przegrawszy ostatnie grosze w kasynie traci już wszelką nadzieję, spotyka mężczyznę, który proponuje przepustkę do życia (bilety na statek wraz z dokumentami); ma tylko jedną prośbę; potrzebuje towarzystwa na tę ostatnią noc, chce coś ocalić, coś niebagatelnego; pamięć o swojej żonie. Mężczyzna posługujący się cudzą tożsamością (Schwarz) w ciągu tej ostatniej nocy opowiada historię życia. Opowiada o tym, jak bezskutecznie poszukiwał azylu, opowiada o pobytach w więzieniach, obozach, ucieczkach, o tęsknocie do żony, niebezpiecznych powrotach i wreszcie o jej śmierci. Opowiada sugestywnie. Za wszelką cenę chce, aby jego opowieść wryła się mocno w pamięć jego współtowarzysza, bo wie, iż sam ją szybko zapomni. Miota się w domysłach, wątpliwościach, chce zostać zrozumiany i zrozumieć sam to co przeżył. Zastanawia się czy był kochany, czy tylko użyteczny, czy uszczęśliwił żonę, czy też ją zabił. 
… moja pamięć będzie usiłowała zniszczyć wspomnienie. Zostanie ono rozczłonkowane, rozdrobnione, zatarte i sfałszowane, a w końcu stanie się znośne i niebezpieczne. Już po kilku tygodniach nie potrafiłbym opowiedzieć panu, tego, co opowiedziałem panu dzisiejszej nocy. Dlatego właśnie zwróciłem się do pana, żeby pan mnie wysłuchał! Pan zachowa to niespaczone, ponieważ dla pana nie jest niebezpieczne. Musi się przecież gdzieś zachować…. 
Schwarz przeżywszy piekło będące udziałem wszystkich uchodźców z faszystowskich Niemiec staje się oschły i obojętny, tylko jedna rzecz trzyma go przy życiu; miłość do żony, której, jak się okazuje prawie wcale nie znał. Odkrywając kolejne jej tajemnice coraz bardziej oddala się od niej. Swoją opowieścią przytłacza słuchacza, który zgodnie z jego przekonaniem nie będzie się umiał wyzwolić z tej opowieści, zabierając obraz Ruth do Ameryki i wszędzie tam, gdzie się kiedykolwiek uda. 
Pogrążająca się w ciemnościach Lizbona 

Remarque podobnie, jak w innych powieściach nie szczędzi swoim bohaterom cierpień i traumy, ale też taki był los setek a może tysięcy podobnych Schwarcowi czy Ravikowi (z Łuku Triumfalnego). I opowiada te historie tak wzruszająco, iż stajemy się nie tylko ich obserwatorami, ale i współuczestnikami. To kolejna opowieść o samotności i wyobcowaniu, bo kto w ogarniętej wojną Europie wywołanej przez hitlerowskie Niemcy będzie współczuł uciekającym przed reżimem jego przeciwnikom. Autor potrafi fantastycznie oddać nastrój grozy, strachu, niepewności, beznadziei, nastrój, w jakim znajduje się osaczone przez polujących nań zwierzę, bo tak czuli się jego bohaterowie. 
Opowieść jest przejmująca i smutna, choć mimo wszystko niesie nadzieję. 
Momentami raził mnie język autora, ale podejrzewam, że to kwestia tłumaczenia, bowiem we wcześniej czytanych książkach Remarque nie miałam takich zastrzeżeń. Tutaj chwilami brzmiał chropawo i zmuszał do ponownego odczytania jakiegoś zdania czy dialogu. Nie mniej jednak to książka warta przeczytania. 
Niestety dzisiaj, w pogrążonej w ciemności Europie ta opowieść przejmuje chyba większą grozą niż jeszcze kilka lat temu.
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.

21 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego ja tej książki do tej pory nie przeczytałam, mimo iż od lat mam ją w biblioteczce. Już zaczynałam czytać i nie wiem dlaczego nie doczytałam, ale to był chyba czas, gdy czytałam bardzo mało i widocznie coś mnie od niej odciągnęło. Czytałam inne a tej nie. Ale wrócę do nie może i w tym roku, bo planuję dokończyć te, które zaczęłam czytać i nadal są w czytaniu.

    Zgadzam się z Tobą, że Remarque potrafi zafascynować tym co i jak pisze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętałam, że też jesteś wielbicielką jego twórczości. A że nie przeczytałaś- może też masz nie najlepsze tłumaczenie, które potrafi zepsuć przyjemność lektury. Były takie momenty, że mimo wciągającej akcji z powodu tego chropowatego języka miałam ochotę odłożyć. A może to nie był ten właściwy czas na tę właśnie książkę. Ciekawa, jestem jak pójdzie kolejne podejście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, jak zresztą chyba wszystko Remarque'a, ale bardzo dawno temu. Może teraz, gdy znam już i Lizbonę i sytuację wygnańczej samotności wydobędę z tej powieści więcej? Polecałabym natomiast tę lekturę każdemu, kto chce się wypowiadać na temat uchodźców, ale czy Ci, którzy się wypowiadają coś by z niej zrozumieli? Wątpię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tej Lizbony tam nie ma, ale jest klimat miasta, właściwie nie potrafię tego sprecyzować. Kolega Marlow pewnie zaraz by mi wytknął, iż właściwie to tej Lizbony, jak na lekarstwo; panowie przenoszą się z knajpy do knajpy, aby Schwarz mógł kontynuować swą opowieść, są chyba z dwie sceny z widokiem, na jasno oświetlony port, ale może, dzięki temu, że troszkę poznałam tę Lizbonę (bardziej dzięki temu niż lekturze) jakoś czytając byłam właśnie tam. Co do uchodźców, choć są tu analogie, to jednak sytuacja jest nieco inna. Nie jestem, ani na tak, ani na nie, jestem gdzieś pośrodku. Ale nie chcę się tu wdawać w polityczne dyskusje. Fakt jest faktem, że nastoje są dziś tak spolaryzowane, że niemal każdy ma swój wyrobiony pogląd na sprawę i żadnych argumentów nie będzie słuchał. :(

      Usuń
  4. Do dzisiaj pamiętam nastrój tej książki. Czy to w niej para bohaterów za ostatnie grosze kupiła piękną suknię wypatrzoną na wystawie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, choć mnie się ta scena nie wbiła tak w pamięć, jak Tobie i musiałam ruszyć szare komórki, aby sobie przypomnieć.

      Usuń
    2. Zapamiętałam, bo zakup wydał mi się ostatnim krzykiem rozpaczy bohaterów.;(

      Usuń
  5. Czytałam - lata temu - "Na Zachodzie bez zmian". Pamiętam ogromne wrażenie, jakie wywarła na mnie ta książka, ale nie pamiętam dlaczego, mimo tego zachwytu, nie sięgnęłam po inne książki Remarque'a. Jak to jest, że wciąż szuka się czegoś nowego, zamiast zostać na dłużej ze starymi, dobrymi znajomymi? Nie wiem.
    Ciekawe jest to, co napisałaś w komentarzu powyżej, że każda książka ma swój czas. Tak właśnie czuję - trzeba spotkać daną książkę w odpowiednim momencie, żeby powstała ta specyficzna "chemia" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zachodzie bez zmian to było moje pierwsze spotkanie z Remarquem i od razu wow. Piękna, porażająca, ciężka, smutna, mądra, generalny taki manifest pacyfistyczny i to stwierdzenie, że jednostka w wojennej statystyce nic nie znaczy. Co do powrotów do starych znajomych- no cóż, oni też bywają zmienni, nie każda książka zrobi na nas tak dobre, a czasem tak złe wrażenie, jak ta pierwsza. Choć ja generalnie, jak polubię pisarza to jak to mówią łykam niemal wszystko, jakby to szło tak poślizgiem na fali pierwszego zauroczenia. Ale to też nie reguła. A ten właściwy czas- to o nim pisał Herbert w Labiryncie nad morzem, wcześniej w Mistrzu z Delf, że czasami jest wszystko, oczekiwanie, nastrój, kredyt zaufania i nic, coś nie zagra. Mnie nie zagrało z Pod wulkanem Lowrego (czytałam piękną recenzję u Marlowa i ... guzik) nie zaskoczyło.

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że to my zmieniamy się bardziej niż autorzy książek (choć oni również, bo przecież zdarza się, że książka książce nierówna). A z nami ulegają zmianie książki. Właśnie z tego powodu mam czasem obawy przed ponownym czytaniem książek, które kiedyś zrobiły na mnie wrażenie. Bo co, jeśli po latach okaże się, że to już nie to samo, nie ten sam zachwyt i zauroczenie? Mówią, że stara miłość nie rdzewieje, ale czasem wolę zachować w pamięci dobre wspomnienie niż niszczyć je ponowną lekturą. Chociaż, ogólnie rzecz biorąc, do dobrych książek wracać zawsze warto. I lubię, ale ta obawa zwykle gdzieś jest.
      Gra rolę czas i grają rolę tak zwane gusta. Ile to razy nie podobały mi się książki, którymi inni się zachwycali...! Na odwrót też się zdarzało.
      P.S. Marzy mi się ta Lizbona, marzy... Ale, jak na razie, mogę odwiedzić ją tylko w książkach :-)

      Usuń
  6. Zapomniałam dodać - czy przeczytałaś tę książkę również ze względu na miejsce akcji? Pamiętam Twój niedawny wpis o Lizbonie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było dodatkowym walorem książki. Prawdę mówiąc kupiłam ze względu i na autora i na miejsce, ktoś kiedyś ją wspomniał, kiedy pisałam o Lizbonie.

      Usuń
  7. Tej książki Remarque'a nie znam. Twojej uwadze polecam "Trzech towarzyszy" - z zastrzeżeniem, że czytałam ją dawno, przed laty a przecież jest właśnie tak, jak wyżej powiedziano - zmieniamy się, inaczej odczytujemy coś niż przed laty, etc. Lecz nawet, gdyby momentami wydała Ci się naiwna, to pamiętam, że jej tło było przejmujące. Drobne, niepostrzeżenie zachodzące zmiany - a idzie tu o lata 1922-32, a wtedy w Niemczech zmieniło się wszystko. Pokazane jako proces, nieuchronny upadek, gospodarczy kryzys i nadciągający faszyzm. A może ją czytałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam http://guciamal.blogspot.com/2012/06/trzej-towarzysze-erich-maria-remarque.html Wcale nie wydawał mi się naiwna. I odnajdywałam analogię tamtego wczoraj z naszym dziś; te lata przed burzą; tą bezsilność i te zmiany które niepostrzeżenie (dla wielu) dla nas zbyt oczywiste zmieniają nasze tu i teraz i napawają grozą i przerażeniem.

      Usuń
  8. Przypomniałaś mi mój pobyt w Lizbonie. I że jeszcze o niej nie pisałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem twoje relacji z Lizbony, lubię wszystkie, z przyjemnością dowiaduję się czegoś nowego, ale też czytanie o miejscu, które jest bliskie sercu wywołuje większą ciekawość i daje możliwość porównania wrażeń i powrót do wspomnień.

      Usuń
  9. Czytałam tę powieść w wieku 18 lat i po dwudziestu latach tkwi ona we mnie jako najpiękniejszy przykład miłości mężczyzny do kobiety, potrzeby życia Pamiętam jak bohater pięknie o tym opowiadał pomimo cierpienia, strachu. I tak jak piszesz tkwiła w nim cały czas nadzieja. Jeśli dobrze pamiętam żona umarła przeddzień uzyskania owych biletów, które miały być dla nich przepustką do wolnego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, to było w przeddzień otrzymania przepustki do życia. Wiele osób wskazuje na wątek miłosny w tej książce, jako zasadniczy, choć mnie się wydaje, (tak to odebrała) jako jeden z paru wątków. Ale to pewnie też zależy od wieku czytelnika, co w danym okresie życia stanowi dla niego priorytet.

      Usuń
  10. Ja po "Zachodzie" łyknąłem wszystko EMR co się ukazało w kraju a było to jeszcze za "komuny". (jestem - matura rocznik '89 :-) )
    Remarque jest najważniejszym pisarzem mojego dojrzewania. Na zawsze zdefiniował dla mnie przyjaźń i miłość.
    "Na Zachodzie bez zmian" poruszyło mnie klimatem i obrazem przyjaźni właśnie.
    Ten klimat smakowałem w pozostałych powieściach EMR. "Łuk" - wiadomo miłość w beznadziejnych czasach. Uwielbiam serię o uchodźcach z tych ich balansowaniem na granicy życia i śmierci i motorem do tego balansowania jakim jest uczucie.
    "Trzech Towarzyszy" ukradłem kiedyś z moim najlepszym kumplem z biblioteki, żeby dać w prezencie naszemu trzeciemu najlepszemu kumplowi ... . "Czarny obelisk" - przednia zabawa. Miejscami pełna goryczy ale jakże urocza (... majtki na nagrobkach i troskliwe dziwki ).
    "Noc w Lizbonie" to klasa. Świetny pomysł i znów ... niesamowity klimat.

    Czyż muszę dodawać, że uwielbiam calvadosa, ... ?

    Szkoda, że nic więcej już nie ma do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja matura miała miejsce nieco wcześniej i wówczas nie znałam EMR. Odkryłam kilka lat temu i wsiąkłam; począwszy od Na zachodzie bez zmian, poprzez Łuk Tryumfalny, Czarny Obelisk, Trzech Towarzyszy po Iskrę życia. Na półeczce czeka kolejna książka, a jeszcze tyle przede mną. Rozumiem tę radość, kiedy ma się jeszcze trochę do przeczytania i rozczarowanie, kiedy z ulubionym pisarzem trzeba się rozstać. Choć ja lubię powroty, więc co jakiś czas mogę czytać ponownie, ostatnio Łuk Triumfalny pod Łukiem w Paryżu właśnie, a wieczorem sącząc calvadosa w pobliskiej knajpie. Właśnie tam smakował wybornie, nawet atmosfera była jakaś niesamowita, kiedy pewien Rosjanin wziął mnie za kobietę czekającą propozycji :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście, że powracam. Ostatnio po raz kolejny: Nic w Lizbonie, Kochaj bliźniego i Trzech Towarzyszy. Bardzo podobał mi się klimat Cieni w Raju

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).