![]() |
| Kwiaty przed oknem Susan Valandon |
Wybierając obraz do comiesięcznego cyklu uświadomiłam sobie, iż proporcja obrazów panów i pań zaczyna wyglądać u mnie, jak w większości muzeów. Dlatego na czerwiec wybrałam obraz francuskiej malarki Susan Valandon.
Usłyszałam o niej po raz pierwszy będąc w Paryżu oprowadzana po Montrmartrze przez Czarę (blogerka, która zaprzestała prowadzenia bloga kilkanaście lat temu). Opowiadała tak ciekawie, że zapamiętałam sobie nazwisko i natychmiast po powrocie do domu zaczęłam wertować zasoby internetowe w poszukiwaniu obrazów Susan. Kiedy podaje się hasło Valandon często jako pierwszy pojawia się obraz Touluose Lautreca zatytułowany Pijaczka (Kac lub Susan Valandon). Przedstawia on znużoną kobietę przy stole z głową podpartą na dłoni i butelką absyntu na stole. Kobieta jest zmęczona, wzrok ma nieobecny, jakby zamroczony.
Susan przyszła na świat, jako nieślubne dziecko praczki bielizny. Kiedy matka z prowincji przeniosła się do Paryża, dziewczyna pozostawiona samopas wychowywała się na ulicy. Od najmłodszych lat odznaczała się uporem i odwagą. Matka posłała ją na naukę czytania, pisania i szycia do sióstr, jednak dziewczyna często uciekała z lekcji nie mając cierpliwości do nauki. Za to chętnie rysowała, na chodniku, na murku, czy na skrawkach papieru. Od dziesiątego roku życia pracowała, jako dziewczyna do wszystkiego; niańka, praczka, pomywaczka, prasowaczka, sprzedawczyni. Przez jakiś czas pracowała w trupie cyrkowej, co bardzo odpowiadało jej charakterowi; lubiła, jak coś się działo i było wesołe. Niestety upadek z trapezu sprawił, iż musiała zrezygnować z pracy na arenie.
Jak wiele młodych bezpruderyjnych dziewcząt przechadzała się po Montrmartrze z nadzieją, że wpadnie w oko jakiemuś malarzowi. Tak też się stało. Pierwszym malarzem, którego modelką została był Pierre Puvis de Chavannes. Jednak to nie jemu zawdzięcza sławę modelki. To Pierre Renoir uwiecznił ją na wielu swoich obrazach (Parasolki, Taniec w Bougival, Taniec w mieście czy cyklu obrazów o kąpiących się. Susan liczyła na poważny związek z malarzem, on jednak wybrał Alice Charigat, która pozowała do Śniadania wioślarzy.
Susan chętnie pozowała do aktów rozumiejąc, iż na tym polega praca malarki. Od najmłodszych lat sama też próbowała malować, choć nigdy się w tym kierunku nie kształciła. Jako pierwszy jej rysunki docenił Toulouse Lautrec, który skontaktował ją z Degasem. Środowisko malarzy, jak pewnie każde artystyczne środowisko, było zawistne, Susan sama wspominała historię, jak Van Gogh przyszedł z nowym obrazem i czekał, aż ktoś go zauważy, a nikt nie zwrócił nań najmniejszej uwagi. Tym bardziej trzeba docenić postawę Degasa, który pochwalił obrazy Susan, zauważył jej talent a nawet poprosił o jeden z jej obrazów. Potem przez lata skupował jej obrazy u handlarzy sztuką. Dzięki jego staraniom po raz pierwszy pokazano publicznie jej obrazy w Galerii Vollarda. Tak zaczęła się kariera jednaj z największych malarek Francji.
Susan malowała naturalistycznie, bez upiększeń, jej postacie nie mają być ładne, nie mają cieszyć oka, a mają być prawdziwe, czasem brzydkie, czasem grube, czasem znudzone. Nie malowała pod publiczkę.
Kwiaty przed oknem
Mimo, iż widziałam wiele obrazów Susan a także wiele ją przedstawiających nigdy wcześniej nie trafiłam na obraz Susan na żywo. W tym roku w Pałacu Targowym w Pradze udało mi się obejrzeć Kwiaty przed oknem. Nie jest to najbardziej reprezentatywny dla jej twórczości obraz, ale myślę, że pozostaje bardzo w stylu malarki. Bukiet kwiatów na tle okna, przez które widać wiejski pejzaż to postimpresjonistyczne malarstwo; odwaga w doborze kolorów, operowania przestrzenią, budowania głębi. Mnie troszkę przypomina to pewne obrazy Cezanne`a, przy czym widzę tu podobieństwo, ale nie naśladownictwo.
Susan matka i żona
Kiedy mowa o Susan osoby bardziej obeznane z jej twórczością pomyślą o Maurice Utrillo jej nieślubnym synu, znanym malarzu. Jego życiorys jest równie ciekawy, jak życiorys samej Susan. Była młodą kobietą, kiedy urodziła syna, ojciec chłopca nie był znany. Nazwisko Utrillo dał chłopcu kataloński krytyk sztuki. Susan bardziej zainteresowaną sobą, niż byciem matką pozostawiła dziecko pod opieką babki. Ta nie mogąc sobie poradzić z niesfornym chłopcem, który często miewał napady złości, agresji i destrukcji karmiła go mieszanką rosołu połączoną z alkoholem. To nieco wyciszało chłopca, jednak spowodowało jego uzależnienie od alkoholu na całe życie. Liczne terapie i pobyty w szpitalach dla umysłowo chorych nie przynosiły rezultatu. Wówczas Susan wymyśliła, aby skierować uwagę chłopca na malowanie. Okazało się to wyjściem skutecznym, aczkolwiek krótkotrwałym. Chłopiec zaczął malować, ale natychmiast po ukończeniu obrazu sięgał po alkohol.
![]() |
| Susan Valandon Portret syna ze strony Niezła sztuka |
To Maurice przedstawił matce malarza Andre Utter, który okazał się jej największą miłością. Miała czterdzieści trzy lata, kiedy pobrali się z młodszym od niej o ponad dwadzieścia lat kolegą syna. Małżeństwo było początkowo udane, jednak z czasem rosnące powodzenie obrazów Susan i brak sukcesów na polu malarskim jej męża, duża różnica wieku oraz ciągłe kłopoty z alkoholizmem Maurice`a doprowadziły do rozpadu związku. Pod koniec życia Susan znajdowała radość w swej pracy, zmarła na udar mózgu podczas malowania.
Ironiczne podsumowanie
Kiedy zmarła w Le Figaro pojawiła się notka iż zmarła Susan Valandon, żona malarza Andre Utter i matka malarza Maurice Utrillo, o jej twórczości ani słowa.
O mnie
Miałam ostatnio ciężki okres, nie wchodząc w szczegóły wykończyła mnie opieka nad osobą chorą. Opieka nadal trwa, ale mam nadzieję, że powoli wychodzę ze stanu załamania. I wrócę do pisania, bo to też forma terapii.
Większość informacji na temat Susan zaczerpnęłam z książki Kobiety z obrazów Małgorzaty Czyńskiej





Czasem myślę, że artyści nie powinni mieć dzieci, bo one na starcie tracą wszystko przy takich rodzicach - nie zawsze się tak działo, ale też tych dzieci na które padło żal. Artyści z wszystkich dziedzin wielokrotnie byli rozchwiani emocjonalnie- sami jak zagubione dzieci. Historia Susan i Utrillo to jawny smutny przykład takich losów. A obraz zachwycił mnie bardzo, zwłaszcza drzewo rozcapierzone zmierzające dokądś straszliwymi mackami gałęziami albo coś wskazujące; a kwiaty idealnie wplecione w ten niepokój pozorujące przyjemną wizualizację za którą czai się groza. Piszę dalej, potrzebujemy takich historii🌸
OdpowiedzUsuńJa myślę nawet, że artyści nie powinni mieć żon, czy mężów, jeśli są oboje artystami, to często konkurują ze sobą, a jeśli nie to ciężko osobie spoza bohemy podołać życiu z taką osobą, mega wrażliwą, często narcystyczną, skupioną na sobie i swoich dziełach-procesie twórczym. Susan i Maurice mimo, że byli "dziwną" rodziną, to jednak rodziną, i choć ona go najpierw porzuciła, czytaj podrzuciła matce, to potem starała się wyciągnąć go z nałogu. I w końcu oboje zapisali się w historii malarstwa, a jako artyści chyba przywiązywali do tego wagę- coś po sobie pozostawić, być pamiętanym. Mnie się też ten obraz spodobał, choć akurat kwiaty, jako martwa natura rzadko mnie zachwycają, ale ten rodzaj kwiatowego portretu :) bardzo mi odpowiada
Usuń
OdpowiedzUsuńCiekawe, że ta pijaczka z obrazu pije samotnie. Może ukrywa swój nałóg. :) To straszne, co piszesz o synu malarki. Babka już w dzieciństwie podawała mu alkohol, doprowadzając do tego, że stał się alkoholikiem… Niestety nawet w naszych czasach nie wszyscy rozumieją, czym kończy się podawanie dzieciom nawet niedużych ilości wódki czy wina.
Może pijaczka i ukrywa swój nałóg, choć o Susan tego by nie można powiedzieć, nie ukrywała niczego, ani swych kochanków, ani nałogów, sama też popijała, choć nie była alkoholiczką, ale jako że prowadziła życie jakie prowadzili członkowie paryskiej bohemy to raczej by skandalizowała niż coś ukrywała. Jako młoda dziewczyna miała zwyczaj tańczyć nago na ulicy nie czując skrępowania, uważała ciało ludzkie za coś tak naturalnego, czego nie ma powodu się wstydzić. Nie wyobrażam sobie, aby wstydziła się picia, niejedną noc przesiedziała z kolegami malarzami w knajpie.
OdpowiedzUsuńJa jestem dość bezwzględną przeciwniczką alkoholu w nadmiarze, więc też czuję się zbulwersowana zachowaniem babki, no cóż myślę, że robiła to z niewiedzy.
Piękny obraz! Susan Valandon jest mi znana, bo pojawiała się w biografiach wielu moich ulubionych malarzy, tak więc znam jej życiorys i twórczość... ale tego akurat obrazu nie zapamiętałam.
OdpowiedzUsuńJa również ten obraz widziałam po raz pierwszy i bardzo się ucieszyłam, że w końcu trafiłam na jej obraz, bo jak dotąd widywałam je tylko w necie
Usuń
OdpowiedzUsuńWzgórze Montmartre to jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie miejsc. Spędziłam tam wiele czasu poznając historię Wzgórza i jego sławnych mieszkańców. Lubię obraz Suzanne Valadon - Portret rodziny. Obraz Lautreca prezentowany przez Ciebie z francuska brzmi Gueule de bois albo Portrait de Suzanne Valadon, gdzie Geuele de bois tłumaczy się jako kac (geuele - gęba, twarz, morda… bois - drink, napój, alkohol).
Wrzucam krótką moją notkę.
Pierwszy mąż Suzanne Valadon Paul Mousis, makler giełdowy (poślubiła go w 1896 roku) zapewnił stabilność finansową, pozwalając jej poświęcić się malarstwu i edukacji syna. Para mieszkała wówczas przy rue Cortot 12, na szczycie Montmartre. Często fotografowałam tę ulicę.
Około 1906 roku Suzanne zakochała się w Utterze, młodym urzędniku podstacji elektrycznej na avenue Trudaine, pięknym blondynie o niebieskich oczach i przyjacielu jej syna Maurice’a, młodszego od Uttera o trzy lata. Para wynajęła pracownię na parterze nowego domu w zaułku Guelmy pod numerem 5. Razem z nimi do lokum przybyli jej stara matka i Utrillo - najgłośniejszy pijak na Wzgórzu, mimo młodego wieku znanego w barach pod przezwiskiem Litrillo.
W owym czasie Suzanne, pochłonięta swą miłością nie uważała jeszcze syna za wielkiego malarza: nic nie przynosił, a głównie był przeszkodą w kochaniu się bez przerwy. Między matką, synem a kochankiem często wybuchały sprzeczki na temat metod pracy. Matka żywiła kult malowania z natury, podczas gdy syn nie znosząc chodzenia na plener w uliczki Wzgórza uważał za rzecz łatwiejszą robić rysunek według pocztówki.
Pobyt tej trójki (plus stara babka), którą przezywano Wyklętą Trójcą, w zaułku Guelmy był krótki. Kiedy z pracowni na ulicy Corot 12 wyprowadził się Emile Bernard, Suzanne zamieszkała tam ponownie z rodziną. W ten sposób rozpoczął się doniosły okres życia Utrilla.
Lapin-Agile był ostatnią scenerią tragikomedii Wyklętej Trójcy. Pewnego wieczoru zimą 1948 roku (Suzanne zmarła w 1938) mający chandrę André Utter, który zastąpił Utrilla w obchodzeniu barów, poszedł się upić do Lapin-Agile. Kompletnie zalany wrócił do siebie zapomniawszy płaszcza. W ciągu nocy rozwinęło się zapalenie płuc i piękny wiking Wzgórza, jasnowłosy elektryk w niebieskiej bluzie trzy dni później skończył swój burzliwy żywot, wyprzedzając młodszego od siebie Utrilla. Ale ten ostatni od dawna był tylko żywym trupem, bezwolnym strzępem ludzkim.
Z książki Małgorzaty Czyńskiej (Kobiety z obrazów) wynikało, iż bankier nie był jej mężem, choć chciał się żenić (a jedynie kochankiem, z którym zamieszkała i sprowadziła doń matkę i syna). Czasami różne źródła podają różne informacje. Ja tego nie mogę zweryfikować. W każdym razie zapewniał przez jakiś czas dostatnie życie.
OdpowiedzUsuńLapin -Agile to właśnie tam - znaczy pokazując mi ten budynek Czara opowiadała o Susan Valandon i Maurice Utrillo
Nie słyszałam o tej malarce, ale twój post Gosiu dużo mi o niej opowiedział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)*
Cieszę się
UsuńNiestety kobiety często przestawia się jako dodatek do mężczyzny niż "samodzielną" istotę. Nic nowego, niestety.
OdpowiedzUsuńOwszem czasy się zmieniają, ale w tej kwestii wiele jeszcze jest do zrobienia, choć jako białe Europejki i tak jesteśmy w dużo lepszej sytuacji
UsuńChociaż karmienie syna rosołem zmieszanym z alkoholem nie mieści mi się w głowie to Susan Valandon mnie zaintrygowała, lubię osoby, które wymykały się zasadom czasów, w których żyły. Pamiętam, że już kiedyś pisałaś o znanych malarkach w kontekście tego, że to malarze i ich dzieła są bardziej znane, a malujące kobiety giną w tym męskim tłumie. Przypadek Susan też to potwierdza bo zasłynęła tylko jako żona i matka malarza.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Twoje samopoczucie wraca do normy, może nasze spotkanie też poprawi Ci humor.
Wiele jest ciekawych osobowości, o których nie mamy pojęcia. Fajnie jest je odkrywać. Co do samopoczucia to istna huśtawka i zapewne będzie trwała długo, ale trzeba przyjmować co jest, jak mawiał Marek Aureliusz nie ma co się obrażać na przeciwności losu, one nic sobie z tego nie robią. A my widzimy się już niedługo
UsuńKolejna ciekawa postać artystycznego świata z barwnym życiem. Obraz z kwiatami jest przyjemny w odbiorze, a zdobi go dodatkowo finezyjna rama. Dzięki za kolejną lekcję!
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo siły z codziennymi zmaganiami:)))
Dziękuję za życzenia, aby miały moc sprawczą :)
OdpowiedzUsuńTwoje wpisy o malarstwie zmuszają do poszukiwań informacji czy też przejrzenia zdjęć czy czasem nie oglądałem już jakiegoś obrazu danego malarza/malarki w różnych galeriach. Przejrzałem obrazy impresjonistów z Petersburga ale niczego nie znalazłem natomiast znajdują się tam prace jej syna. Z pewnością widziałem jej portret namalowany przez Renoir'a " Bal w mieście " w Muzeum d'Orsay, przy czym nie mam żadnego zdjęcia gdyż obowiązuje tam bezwzględny zakaz ich robienia. Ten obraz pewnie zatrzymuje wzrok wielu zwiedzających przez żywą kolorystykę ale też ciekawe tło. Pozdrawiam Cię serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTak, chodzi mi o ten obraz choć nie jestem pewien czy jedną z modelek była tam Suzanne Valadon, choć jej podobiznę można znaleźć na wielu obrazach. Znalazłem również jej zdjęcia była ładną kobietą i nie dziwi fakt że była modelką nie tylko jednego malarza. Serdecznie pozdrawiam :)
UsuńNieważne, czy to ona pozowała do tego obrazu, bo sam obraz rzeczywiście piękny, a Susan jako młoda kobieta była bardzo ładna, potem alkohol, tryb życia, troski sprawiły, że uroda przeminęła.:) Pozdrawiam
UsuńCzym masz na myśli Bal w Moulin de la Galette? Mnie udało się zrobić jego zdjęcie - któregoś razu można było robić zdjęcia (nie pamiętam czy wcześniej czy później, chyba wcześniej, bo mam tych zdjęć niewiele, a na pewno nie robiłam z ukrycia, bo jestem legalistką i przestrzegam zakazów, nawet bzdurnych. Polityka muzeów i świątyń bywa w tym względzie niezrozumiała. Dziś w coraz większej ilości miejsc można fotografować. Jeśli o ten obraz chodzi to rzeczywiście trudno przejść obojętnie - przykuwa wzrok.
OdpowiedzUsuńW Muzeum w Wuppertalu w Niemczech moją uwagę przykuł obraz Gruba Maria - Henri de Toulouse-Lautrec. Nie znałam modelki. Z internetu dowiedziałam się, że jest to Suzanne Valadon. W bibliotece wypożyczyłam książkę Dramat Zuzanny Valadon. Suzanne była nie koronowaną królową paryskiej cyganerii, nieraz gorszącą świat. Swą wiedzę o malarstwie zawdzięcza wyłącznie artystom, których była najpierw modelką, kochanką, przyjaciółką. Jej obraz Kwiaty przed oknem bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Nie znałam tego obrazu, ciekawy. Bezpruderyjna Susan nie upiększała swoich modelek i sama pozwalała malować się z natury. Jakże tu inaczej wygląda niż na obrazach z lat młodości. Ale taka jest prawda, że się zmieniamy nie koniecznie są to miłe dla oka zmiany :)
OdpowiedzUsuńKilka dni temu po raz pierwszy mignął mi w sieci obraz Pijaczka, a teraz spotykam go u Ciebie. Fajnie, że nam przybliżasz tych mniej znanych malarzy i malarki.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci dużo siły!
Dziękuję, cieszę się, że cykl ma swoich czytelników :)
OdpowiedzUsuń