![]() |
| Jan Hus na rynku staromiejskim w Pradze |
Na pomysł z odwiedzeniem Pragi wpadłam, kiedy usłyszałam o połączeniu kolejowym. Zanim się tam wybrałam postanowiłam choć trochę liznąć czeskiej kultury i historii. Z czeskich pisarzy do gustu przypadł mi jedynie Kafka, którego przeczytałam Proces, z Kunderą jakoś nam nie po drodze, choć nadal próbuję. Zapoznałam się ponownie z reportażami Mariusza Szczygła Zrób sobie raj. Wg mojej wiedzy to jeden z największych polskich czechofilów. W książce Zrób sobie raj wymienia wielu artystów, ale w moją pamięć zapadł najbardziej David Cerny- rzeźbiarz. Wysłuchałam też Gotland Szczygła, co nieco przybliżyło mi najnowszą (XX wieczną historię) naszego południowego sąsiada i pozwoliło poznać charakter jego mieszkańców, jakże różny od naszego rodzimego. Dla rozrywki zaś przeczytałam Tajemnicę tajemnic Dana Browna, której akcja rozgrywa się w Pradze. I choć mój zachwyt książkami tego autora dawno ostygł słuchało się bez znudzenia. Tak uzbrojona w minimalną dawkę wiedzy wybrałam się do stolicy Czech. Dwa dni pobytu to niewiele czasu, aby poznać miasto, ale wystarczająco dużo, aby zrobić rekonesans i zdecydować, czy chce się tam wracać. Ja zdecydowanie chciałabym powrócić, nie tylko z powodu niesprzyjającej (albo częściowo niesprzyjającej pogody). Wszelkie prognozy pogodowe od tych długoterminowych po sprawdzane na dzień przed wyjazdem zapewniały piękną, słoneczną, bezdeszczową i nie nazbyt upalną pogodę. Prognozy okazały są zwodnicze, było wietrzne, kropiło, jednego popołudnia lunęło i tylko drugie popołudnie zapewniło słoneczną aurą. No ale wiadomo, że coś takiego jak pogoda nie może nam pokrzyżować planów.
![]() |
| Praski zegar astronomiczny |
Dzieł Alfonsa Muchy nie oglądałam dotąd prawie wcale, poza dwoma grafikami na wystawie we Florencji, więc byłam ich bardzo ciekawa. Oczywiście znam jego styl malowania nie mniej nie potrafiłabym wymienić żadnego z tytułów jego dzieł.
Zamek i Katedra Św. Wita
Z zamkowego kompleksu najbardziej byłam ciekawa Katedry Św. Witta. Położony na wzgórzu Zamek wyróżnia się na tle krajobrazu miasta. Stanowi dekoracyjne tło fotografii zwłaszcza robionej z drugiej strony Wełtawy. Wzgórze, na którym się znajduje sprawiło, iż ledwie żywa podeszłam pod górę. Nie raz wspominałam, iż nie lubię się wspinać. A zatem kiedy dotarłam pod Zamek wiedziałam, że muszę obejrzeć wszystko, co miałam w planie, bo więcej tej wspinaczki nie powtórzę. Zamek praski jest podobno największym pod względem obszaru zamkiem na świecie. Jego kompleks obejmuje poza samym zamkiem składającym się z czterech pałaców (starego, nowego, Lobkovitza i Belwederu Królowej Anny także trzy świątynie Katedrę Św. Wita, Bazylikę Św. Jerzego i Kaplicę Św. Krzyża). Ale większość turystów wspina się tam, aby zobaczyć słynną Złotą uliczkę.
![]() |
| Katedra Św. Wita |
Gdybym miała wymienić tylko jedną rzecz znajdującą się w katedrze która zrobiła na mnie największe wrażenie byłyby to witraże. Gotyckie świątynie zawsze olśniewają ogromnymi oknami zdobionymi puzzlami z kolorowych szkiełek tworzących obrazy (historie świętych). Te z praskiej świątyni zajmą poczesne miejsce w mej pamięci, nie tylko jako zestawienie kolorowych plam, którym trudno przypisać obrazy, gdyż z uwagi na ich nagromadzenie mogą być nieczytelne oglądane z poziomu posadzki, ale jako przepięknie na szkle malowane historie i postacie. Witraże pochodzą z XIX i XX wieku i stworzone zostały przez znanych czeskich artystów. Oczywiście najbardziej znanym jest ten zaprojektowany przez Alfonsa Muchę a przedstawiający Historię chrześcijaństwa na ziemiach czeskich. Czesi przyjęli chrzest wcześniej niż Polacy. Przyszło ono do naszego kraju wraz z czeską księżniczką Dobrawą, żoną Mieszka I i matką Bolka Chrobrego.
![]() |
| detal |
![]() |
| detal |
Na witrażu Muchy przedstawiono młodego świętego Wacława i jago babkę Ludmiłę, która wbrew woli matki wychowała chłopca w wierze chrześcijańskiej. U góry przedstawiono Cyryla i Metodego chrzczących młodego Czecha, a na dole dwie postacie kobiece wraz z logo banku sponsorującego dzieło. I choć wszystkie witraże są niezwykle dekoracyjne, ten właśnie zwraca największą uwagę. Jest zdecydowanie nowoczesny w stylu art deco. Kolejnym dziełem, na które zwróciłam uwagę był srebrny sarkofag Jana Nepomucena- czeskiego męczennika. Być może zachwycił mnie zastosowany tu kruszec, bo o ile nie przepadam za złotem, bardzo lubię srebro. Sarkofag pochodzi z początków XVIII wieku i jest przykładem późnobarokowego dzieła austriackiego architekta i rzeźbiarza, syna bardziej znanego architekta, twórcy między innymi Katedry Św. Karola w Wiedniu. Dzieło nie jest może tak piękne jak srebrna trumna ze szczątkami Św. Wojciecha w katedrze Gnieźnieńskiej ale równie imponujące rozmachem. Postać Świętego Męczennika stoi na trumnie podtrzymywanej przez anioły, nad nimi rozpościera się zamówiony przez cesarzową Marię Teresę baldachim. Przyciąga wzrok. Zresztą nie tylko ten sarkofag, katedra posiada wiele pięknych dzieł, którym można się bez końca przypatrywać. Wspomnę jedynie o oratorium królewskim pochodzącym z końca XV wieku a powstałym na zlecenie Kazimierza Jagiellończyka.
![]() |
| fragment Królewskiego oratorium z XV wieku |
Złota uliczka zwana też Zaułkiem Alchemików to miejsce, gdzie wg legendy miano prowadzić poszukiwania kamienia filozoficznego i odkryć złoto. De facto powstałe pod koniec XVI wieku kamieniczki stanowiły mieszkania dla straży przybocznej Rudolfa II, a jubilerzy i złotnicy osiedlili się tam o wiele później. Dziś znajdują się sklepiki z pamiątkami oraz dziełami sztuki, w kilku z nich odtworzono autentyczne wyposażenie wnętrz. Pod numerem 22 mieszkał przez dwa lata Franz Kafka. Uliczka jest malutka i przyciąga tłumy turystów, jest chyba najbardziej zatłoczonym miejscem na terenie całego kompleksu zamkowego. Jest klimatyczna z uwagi na kolorowe, pastelowe domki, niczym dla liliputów i towarzyszącą jej legendę, wg której, jak powiedział jeden z przewodników środkiem ulicy płynęła rzeka złota. Rozpala to wyobraźnię.
Bilet łączony na zwiedzenie Katedry, Złotej Uliczki obejmuje też wejście do starego pałacu oraz bazyliki św. Jerzego. Bazylika jest jednym z najlepiej zachowanych czeskich zabytków romańskich. Trudno się tego domyśleć patrząc na jej barokową fasadę, dopiero widoczne z pewnego oddalenia dwie wieże wskazują na romański charakter. Świątynia została ufundowana na początku X wieku. Dziś po wielu przebudowach najwięcej cech architektury X - XII wieku zachowała nawa główna. Zachwycające są pochodzące z XIII wieku freski sufitowe.
Na zwiedzenie kompleksu zamkowego należałoby przeznaczyć przynajmniej pół dnia.
Szlakiem dzieł Davida Cernego
![]() |
| Święty Wacław na koniu Cerny |
Oczywiście najchętniej obejrzałabym wszystkie rzeźby tego artysty, ale mając do dyspozycji dwa dni, podczas których zaplanowałam zobaczenie przynajmniej kilku najbardziej znanych praskich miejsc, odwiedzenie Galerii w Pałacu Targowym oraz Muzeum Alfonsa Muchy trzeba było dokonać selekcji. Stąd na pierwszym miejscu znalazł się Święty Wacław na koniu. Trzeba wiedzieć, że św. Wacław był dla Czechów tym, czym był dla Polaków Św. Wojciech. Z naciskiem na był, gdyż dziś Czechy są krajem zdecydowanie laickim. Katolicyzm deklaruje około dziesięć procent mieszkańców, a wiele czeskich świątyń zostało po 1950 roku znacjonalizowanych. Czechom katolicyzm kojarzy się z Habsburskim uciskiem i kontrreformacją. Czeskim bohaterem narodowym był Jan Hus, który jako jeden z pierwszych przeciwstawiał się dominacji katolicyzmu. Wyprzedził on Marcina Lutra o sto lat. Nie dziwi jego monumentalny pomnik na Rynku Staromiejskim w Pradze. Ale wracając do rzeźby Wacława na koniu. Wacław I Święty, który obok Jana Husa, Karola IV i prezydenta Masaryka należy do panteonu czeskich bohaterów został przedstawiony na koniu wiszącym pod sklepieniem Pasażu Lucerna. Koń wisi do góry nogami, jest martwy, a Święty siedzi na jego brzuchu. Rzeźba to pozostaje w opozycji do stojącego nieopodal na Placu Wacława pomnika Św. Wacława na koniu (w tradycyjnym ujęciu). Ironiczne nawiązanie, szarganie świętości, czy czeskie poczucie humoru i czeski brak zadęcia i tego, co charakteryzuje Polaków - dumy narodowej i martyrologii. Bardzo mi się ten pomnik spodobał. A propos dumy narodowej Mariusz Szczygieł pisze, iż Czesi są dumni jedynie ze swych osiągnięć w hokeju, wszystko inne może być przedmiotem żartu.
Kolejna ciekawa instalacja to ruchoma głowa Kafki, składająca się z kilkudziesięciu paneli ze stali nierdzewnej, która pięknie odbija światło i co godzinę wszystkie jej elementy obracają się wokół własnej osi, jak szalone myśli w głowie artysty. Troszkę w charakterze podobna do poznańskiego Golema, choć ten jest nieruchomy i dużo mniejszy. Głowa liczy ponad dziesięć metrów i daje ciekawe show, kiedy tak przemieszcza się ucho, oko, nos nadając rzeźbie coraz to inny kształt. Z wrażenie chcąc nakręcić filmik nie włączyłam aparatu gapiąc się przez parę minut na to widowisko.
Olewający naród politycy to chyba jedna z bardziej znanych rzeźb, dwóch panów sikających do basenu w kształcie państwa czeskiego. No wyobraźmy sobie taką rzeźbę z basenem w kształcie państwa polskiego. Obraza uczuć murowana – zresztą podobnie, jak Św. Wojciech na martwym koniu. Podobno ta instalacja powstała ku uczczeniu wejścia Czech do Unii Europejskiej. Każdy może to sobie zinterpretować na własny użytek.
Olbrzymie niemowlęta stojące vis a vis wejścia do Muzeum Kampa. Niemowlęta są ogromne, raczkują, a zamiast twarzy mają jakby dziurę do wrzucenia monety- satyra na społeczeństwo konsumpcyjne?
I ostatnia rzeźba, jaką udało mi się zobaczyć to wiszący Freud. Wisielec ma ponoć symbolizować sytuację intelektualistów na początku XXI wieku. Rzeźba wisi dość wysoko i mało kto zwraca na nią uwagę.
Muzeum Alfonsa Muchy
Muzeum jest niewielkie, ale można w nim poznać dobrze styl czeskiego malarza i grafika. To jeden z najbardziej znanych przedstawicieli secesji. Jego styl jest rozpoznawalny, malował wyidealizowane kobiety otoczone motywami roślinnymi, symbolami i arabeskami. Malował niemal wyłącznie kobiety, często w parach lub większej ilości. Jego modelki symbolizowały np. pory roku, pory dnia, miesiące, postacie z mitologii.
![]() |
| Pory dnia Mucha |
![]() |
| Kamienie szlachetne Mucha |
![]() |
| Plakat reklamowy wydawnictwa Champenois Mucha |
![]() |
| Zodiak Mucha |
![]() |
| Job Mucha (cały cykl Job ma przedstawiać biblijną postać Hioba cierpliwego mężczyznę. Ja widzę jednak w tych przedstawieniach kobietę) |



























Świetna opowieść, jak zwykle profesjonalnie przygotowana. Ja uwielbiam Czechów od zawsze, ich poczucie humoru - koń wiszący do góry nogami ubawił mnie a już siusianie na swój kraj sprawia, że zaczynamy widzieć świat inaczej niż z własnej perspektywy. Nawet wtedy w 2014 roku gdy to zobaczyłam, będąc w Pradze po raz kolejny, już się uśmiałam, a to oznacza że człowiek zmienia się ale nie we wszystkim. A pozostaje to bez wpływu na mój poziom uczuć ojczyźnianych, co wielu ludzi dziwiło wtedy i teraz. Bardzo mi się spodobały w Twoim opisie eteryczne kobiety pana Muchy, natomiast nie pamiętam żeby ktoś mówił nam że jednak na Złotej Uliczce alchemicy uzyskali złoto- bardzo mi się ta legenda podoba, bo dobitnie pokazuje iż legendy to bajki nad bajkami. A śmiech jest zdrowy i bardzo potrzebny. A my na pierwszej wycieczce w w Pradze załapaliśmy się na zmianę warty na Hradczanach, to dopiero było przeżycie. A na wycieczce w 2014 dowiedziałam się że nasz Jagiellon,.Władysław syn Kazimierza i Elżbiety Rakuszanki, był królem Czech - nie pamiętałam tego ze szkoły,.pamiętałam tylko jego syna Ludwika który zginął pod Mohaczem w walce z Turkami w 1526r. Jego siostra Anna była żoną Ferdynanda I Habsburga- po śmierci zatem młodziutkiego Ludwika Czechy trafiły pod patronat Austrii. I sto lat później po klęsce pod Białą Górą w wojnie trzydziestoletniej utracili swoją niepodległość na niemal trzysta lat. I jakoś dali radę, pozostali Czechami i wolność odzyskali razem z nami w 1918r, gdy potęga Habsburgów rozsypała się w proch. Jakie to zamienne że nie żadnej potęgi nie możemy być pewni na wieczność.
OdpowiedzUsuńZmianę warty oglądałam gdzieś podczas swoich europejskich podróży, ale chyba w Atenach, wykonywaną przez panów w spódniczkach z tylu warstw ile lat Grecja była byłam pod obcym panowaniem. Tak jak imperia się rozpadają, tak są kraje które odzyskują niepodległość po wielu latach. O Władysławie Jagiellończyku jako królu Czech dowiedziałam się czytając jedną z biografii Elżbiety Rakuszanki.
UsuńTeż ostatnim razem zwiedzałam Pragę dwa dni i też było mi mało. Jeśli będę mogła to wrócę, ale na razie wielką przyjemnością był ponowny spacer po tym wspaniałym mieście:)))
OdpowiedzUsuńPoczątkowo wydawało mi się, że dwa pełne dni to będzie wystarczający czas, ale tak często bywa, jak nie znamy miasta, wydaje się, że zobaczymy pięć, cześć, czy dziesięć obiektów, uliczek i zaliczymy wszystko, co najważniejsze, a potem okazuje się, jak bardzo się myliłyśmy:)
UsuńJak na dwa dni spędzone w Pradze to widziałaś naprawdę dużo. Praga oferuje tak wiele atrakcji turystycznych i kulturalnych, że można tam spędzić nawet tydzień. My byliśmy 4 dni w listopadzie a i tak jest jeszcze po co wracać. Ty zwiedziłaś muzeum Alfonsa Muchy a my galerię na zamku. Tym razem darowaliśmy sobie rzeźby Cernego, bo widzieliśmy je poprzednim razem a tym razem chcieliśmy poznać też niektóre dzielnice Pragi. Nie pisałaś, czy podczas wizyty w katedrze również byli żołnierze/ ochroniarze z bronią? Dla nas to był szok widzieć uzbrojonych ludzi w kościele. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę miłego weekendu :)
OdpowiedzUsuńJa z kolei nie byłam w galerii na zamku. Muzeum Narodowe ma sporo lokalizacji i długo myślałam, co obejrzeć, pod kątem moich zainteresowań, padło na Pałac Targowy obejmujący 3 wystawy (tzn. tyle obejrzałam, a pewnie było i więcej) no i Muzeum Muchy, malutkie (i dobrze, bo co za dużo to rodzi zamęt w głowie:). W Katedrze nie było żołnierzy, czy ochroniarzy, często natomiast spotykam ich we Włoszech w różnych miastach, też byłam zadziwiona, kiedy widziałam ich po raz pierwszy, a byli to w pełni uzbrojeni wojskowi. Zastanawiam się, czy widziałam ich w innych krajach, ale nawet jeśli to już nie zwróciłam na to uwagi, chyba najbardziej rzucali się w oczy we Włoszech, bo było ich sporo przed różnymi świątyniami, zamkami i obiektami.
UsuńA ja dzisiaj, o już wczoraj byłam w Pradze.😀wróciłam na Dolny Śląsk z koleżanką.
OdpowiedzUsuńMiałam natomiast cudowna pogodę. Dużo zwiedziłyśmy, bo pojechalysmy ns wycieczke z biurem podrozy.Ja lubię Kunderę.
Ja go nie odpuszczam, nawet kupiłam kolejną książeczkę w Krakowie (przez który) jechałam do Pragi. Zazdroszczę dobrej pogody, to daje więcej możliwości, mnie deszcz urwał cały wieczór pierwszego dnia, kiedy tak lało, że istne oberwanie chmury. Na szczęście kolejny dzień pozwolił kontynuować zwiedzanie.
UsuńTo już naliczyłem trzy blogerki, które ostatnio odwiedziły Pragę.
UsuńJa odwiedziłem 3 razy, ostatnio w 2007 roku.
Piękne wspomnienia, Laterna Magika, opera, zamek a również gospoda U Kalicha.
Ja byłam po raz drugi, ale ten pierwszy to chyba ze trzydzieści lat temu :)
UsuńGdybyś jednak chciała kiedyś powędrować na Hrad ponownie, to pamiętaj - od góry, tramwajem na Pohořelec 😁 Wtedy już tylko schodzisz w dół, bez tego zmęczenia.
OdpowiedzUsuńRaz mieszkałam przy Zamkowych Schodach i aczkolwiek było to klimatyczne, powiedziałam sobie, że nigdy więcej, tak mi dojadło to wspinanie się (bo jednak parę razy dziennie iść tam z góry - a konkretnie dojechać naokoło - to zajmowało za dużo czasu).
A co do Freuda, to z kolei tam mieszkałam wiele razy i zawsze widziałam turystów z głowami zadartymi do góry i z aparatami wycelowanymi w wisielca. Pewnie zależy od pogody, jak idziesz pod parasolem to w górę nie patrzysz.
Bardzo ładny wpis, z przyjemnością poczytałam.
To bardzo cenna informacja, bo chętnie bym na zamek wróciła, ale niechętnie wspinałabym się ponownie.
UsuńCo do Freuda pewnie masz rację, dzień był pochmurny, troszkę kropiło to i ludków było niewielu. Zresztą co do ludzi miałam szczęście, gdyż mimo, iż nie można powiedzieć, aby było ich niewielu to w porównaniu do Włoch, czy nawet Krakowa było ich nieporównanie mniej.
Praga jest niesamowita. Byłam tam już dwukrotnie, a nadal pozostaje tam dla mnie sporo miejsc do odkrycia. Do Pragi na pewno jeszcze wrócę i może następnym razem uda mi się zobaczyć Głowę Kafki, bo ostatnio była zasłonięta rusztowaniami.
OdpowiedzUsuńPamiętam, jak wracałam do Rzymu, bo kaplica sykstyńska w Santa Maria Maggiore była w remoncie, wracałam przez kilka lat, aż trafiłam na odnowioną :)
UsuńCzyli warto się po prostu nie poddawać. Do Pragi pewnie będę wracać nieraz, bo mam koleżankę, która mieszka niedaleko, więc myślę, że okazji będzie jeszcze sporo.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Pragę bo to miasto jest prawdziwą perełką architektoniczną, z piękną historią i cudownym klimatem. Nigdy mi się nie znudzi. Czeska stolica to idealne miejsce na beztroskie spacery po parkach i alejkach, picie kawy w lokalnych kawiarniach i delektowanie się spokojnym życiem. Byłam w Muzeum Muchy jednak był zakaz fotografowania. Wniosek? powinnam w najbliższym czasie odwiedzić Pragę. Małgosiu! Kilka razy oglądałam Twoje zdjęcia i ze zdumienia przecierałam oczy. Złota Uliczka bez tłumów? całkowity szok.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Z tym zakazem fotografowania jest tak, że raz jest, potem go nie ma. Ja trafiłam na możliwość robienia zdjęć, z czego się cieszę, bo pamięć jest zawodna i nawet kilka kartek zakupionych w muzealnym sklepiku nie dało by jej takiego paliwa jak kilkanaście czy kilkadziesiąt zdjęć (wartości niedoskonałej, ale sentymentalnej). Co do Złotej uliczki miałam farta, że jedna wycieczka przeszła, a druga zatrzymała się przy jednej z kamieniczek i wygląda niemal pusto. :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam to Muzeum Alfonsa Muchy. Natomiast moja mama się tam wynudziła.
OdpowiedzUsuńTrudno, aby coś podobało się wszystkim. Ja np nie lubię Malczewskiego, wręcz uciekam od jego obrazów, kiedy wiem, że wiele osób się nimi zachwyca :)
UsuńSzkoda, że pogoda nie do końca współpracowała, ale wycieczka i tak bardzo udana, owocna i ciekawa :)
OdpowiedzUsuń"Zrób sobie raj" czytałam już dawno temu i, prawdę powiedziawszy, niestety niewiele z niej pamiętam :( A na powtórkę tej lektury raczej się nie zanosi, bo mam pokaźnych rozmiarów stosik z biblioteki.
"Proces" przeczytałam chyba jako piętnastolatka. "Nieznośną lekkość bytu" kilka lat później – bardzo mi się podobała.
Cieszę się, że udało Ci się wdrapać na zamkowe wzgórze i przeżyć tę nielubianą czynność :) Na zamkach tego typu można z powodzeniem spędzić cały dzień – przypomniała mi się wizyta na zamku w Edynburgu i w Stirling (rozległe kompleksy na wzgórzu).
Witraże faktycznie przepiękne, nie dziwię się, że wpadły Ci w oko! Złota uliczka ma w sobie mnóstwo uroku.
Moja koleżanka ze studiów zafascynowana była art nouveau, a swoją pracę poświęciła właśnie Alfonsowi, więc choćby przez kontakt z nią, miałam okazję zapoznać się z wieloma jego pracami.
Jeszcze raz pięknie dziękuję za fantastyczną kartkę z Pragi! :) Nadal przypięta do ściany – cieszy oko :)
PS.
Mam nadzieję, że ten komentarz przejdzie, bo już chyba z dwadzieścia razy próbowałam go umieścić... Wczoraj się nie udało.
Nie mam pojęcia czemu komentarz nie chciał się pojawić, czasami widać tak bywa, ale cierpliwość przyniosła efekt. Nie pamiętam na czym poległam Kundery, teraz kupiłam Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej - kupiłam niejako w podróży, bo w Krakowie skąd jechałam do Pragi.
UsuńJa z czeskich pisarzy lubię Bohumila Hrabala i Milana Kunderę.
OdpowiedzUsuńTak jak Ty Pragę ja zwiedzałam Florencję, raz w deszczu, raz w słońcu. Ale podczas ostatniego pobytu w Pradze też nas zaatakowała niekończąca się ulewa i musieliśmy kupować peleryny.
Byłam w Pradze dwa razy i planuję kolejne bo nie wiem czemu ale zawsze kiedy nie mam planu na przedłużony weekend i myślę gdzie by tu wyskoczyć niedaleko to na myśl przychodzi mi Praga. Lubię i Czechów, i czeski język, nie oglądam telewizji na urlopie a w Czechach wieczorami włączałam sobie telewizor i oglądałam filmy dla samej frajdy ze słuchania języka.
Moja ulewa zaczęła się przy rzeźbie Olewający naród politycy- jakże symbolicznie, choć ulega była porządna, a ja spod parasola robiła zdjęcia, aby chwilę później pocwałować do metra zanim zaleje je woda, kiedy wysiadałam przy Muzeum Narodowym woda w metrze stała po kostki. Też prawie nie oglądam telewizji, a w Pradze nawet nie pamiętam, czy był w hotelu telewizor :) Z panią w recepcji rozmawiałyśmy każda w swoim języku, a co niezrozumiałe tłumaczyłyśmy na angielski, przy czym i ona i ja znałyśmy go słabo :), ale że pani była na jarmarku bożonarodzeniowym w Gdańsku to opowiadała wrażenia i to w zasadzie był mój jedyny kontakt z czeskim, bo w muzeach, metrze, czy knajpach w użyciu był angielski.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Pragę z chęcią bym do niej wróciła. Jak na dwa dni to bardzo dużo zobaczyłaś.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)*
Też chętnie powrócę :) Pozdrawiam
UsuńW Pradze spędziłam tylko jeden czerwcowy bardzo pogodny, słoneczny dzień i nie powiem sporo zobaczyłam. Była to wyprawa autokarowa nauczycieli z trzech liceów plastycznych: Supraśla, Łomży i Olsztyna, a zatem taka "artystyczna"... Wspominam ją bardzo miło, chociażby i z tego powodu, że w murach supraskiego pałacu Buchholtzów, pod koniec czerwca, panował ogromny chłód - 45 minut w sali lekcyjnej to była istna katorga. Podczas przerw wychodziłam na zewnątrz szkoły, do zaparkowanego na słońcu auta i tam się ogrzewałam. Praga była dla mnie wybawieniem od tego zimna.
OdpowiedzUsuńTo było przed 2014 rokiem, kiedy przy Alei Narodowej Głowy Kafki jeszcze nie było, wszyscy podziwiali Sikających i Konia w Pałacu Lucerna. A tak na marginesie, spacerując po Pradze porównywałam ją do Paryża i zastanawiałam się czy nie jest bardziej klimatyczna...
Pozdrawiam :)
Wówczas to ja jeszcze o Cenrym i jego dziełach nie słyszałam nawet. Ciekawe skojarzenie, mnie nie przyszło na myśl, ale w zasadzie coś w tym jest. Bardzo mi się podobały secesyjne kamienice i to łączenie tradycji z nowoczesności, czymś nieoczywistym, choć nie jestem wielbicielką sztuki nowoczesnej, bywają takie miejsca i takie obiekty które i mnie zachwycą, może na zasadzie przeciwieństw, kontrastów, a może trafiają na właściwy moment. Pamiętam jak mnie kiedyś raziło nowoczesne jajo w architekturze Londynu, że tak tam nie pasuje, a dziś zapewne bym się nim zachwyciła. Zmienia się nasza estetyka, i dobrze, bo to chyba świadczy o większej otwartości i poszerzaniu horyzontów, choć moja się zmienia pomalutku, a nawet malusieńku
OdpowiedzUsuńUwielbiam czytać takie wpisy! ❤️ Widać, ile serca włożyłaś w przygotowanie się do tej podróży i dzięki temu nie ogląda się tylko zabytków, ale poznaje też historię i kulturę miasta. Praga od dawna jest na mojej liście i po Twojej relacji mam jeszcze większą ochotę tam wrócić. No i te rzeźby Černego... mają w sobie coś, co zostaje w głowie na długo. 😊
OdpowiedzUsuńFajnie, kiedy ciekawe miejsca znajdują się tak blisko nas, niemal na wyciągnięcie ręki, to daje możliwość obejrzenia ładnych obiektów i tym, którzy z różnych powodów nie mogą podróżować daleko :) Życzę, aby udał się powrót do Pragi, bo u ciebie zdjęcia będą dużo lepsze i chętnie pooglądam. Pozdrawiam
UsuńPrague completely captivates anyone visiting, even when sudden rain ruins sunny forecasts. Those hilarious David Černý sculptures offer the ultimate dose of dry humor, particularly that upside-down horse hanging in the passage. St. Vitus Cathedral holds jaw-dropping stained glass masterpieces by Alfons Mucha, blending modern art styles seamlessly into ancient Gothic walls. Wandering through tiny pastel houses along Golden Lane makes you feel small. Definitely worth braving erratic weather for such an unforgettable European escape.
OdpowiedzUsuńTo prawda, Praga posiada niesamowity klimat i urok i niezależnie od pogody jest tam co oglądać.
OdpowiedzUsuń