Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościoły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lutego 2024

Kościół Św. Katarzyny w Gdańsku- gdańskich spacerów ciąg dalszy

Kościół Św. Katarzyny z 72 metrową wieżą
Wśród moich ulubionych świątyń gdańskich kolejną jest Kościół Św. Katarzyny. Niewiarygodne jest to, jak późno go odkryłam mieszkając tu od urodzenia. A jest to jeden z najstarszych kościołów parafialnych na Starym Mieście w Gdańsku, przy czym należy pamiętać, że dawne Stare Miasto nie było tożsame z tym obszarem, który dziś nazywamy Starym Miastem, czyli potocznie starówką. Stare Miasto w czasie powstania świątyni to obszar obejmujący Bramę Oliwską, obszar dzisiejszego dworca głównego, Ratusza Starego Miasta, Osieku (tereny położone między ul. Stolarską i Igielnicką, Podwalem Staromiejskim, Kanałem Raduni a Zamczyskiem. Z dawnego zamku krzyżackiego dziś zachował się niewielki fragment murów vis a vis Kładki na Ołowiankę). Historycy i archeologowie spierają się o datę pierwszej lokacji świątyni w miejscu, w którym dziś wznosi się Kościół św. Katarzyny. Nasz rodzimy pasjonat historii miasta i jego zabytków profesor Andrzej Januszajtis skłania się ku teorii która umiejscawia pierwszą świątynię w tym miejscu w przedziale czasowym koniec X – XII wiek, a to z uwagi na zachowane tutaj (odkryte pod południową nawą świątyni) szczątki ludzkie pochowane w wydłubanych z pni drzew trumnach. Pan profesor zastrzega jednak, iż nie przeprowadzono dokładnych badań dendrologicznych trumien, jednak jeśli założenia dotyczące ich datacji są słuszne to przy chrześcijańskim cmentarzu musiała istnieć kaplica, być może zbudowana z okazji wizyty Św. Wojciecha w Gdańsku (997 r.).
Najczęściej za datę założenia w tym miejscu świątyni przyjmuje się wiek XII lub początek XIII. Jeśli przyjmiemy datę późniejszą to fundatorem świątyni mógłby być Świętopełk II Wielki (książę pomorski). Istnieją dokumenty, które stanowią, iż za jego wolą przekazano dominikanom świątynię Św. Mikołaja w zamian za Św. Katarzynę, a zatem świątynia musiała już istnieć przynajmniej w pierwotnym zarysie. 
Filar Jana Heweliusza z epitafium ufundowanym przez prawnuka

Wśród kamieni milowych historii świątyni należy wymienić takie wydarzenia, jak: (prawdopodobne) wystawienie ciała zmarłego księcia Świętopełka w świątyni (1266 r.), sprawowanie sądów przez Władysława Łokietka (1298 r.), rozpoczęcie budowy kościoła w miejscu istniejącej kaplicy (prawdopodobnie w 1379 r.), zakończenie budowy i poświęcenie nowo wybudowanego kościoła (na Zielone Świątki 1432 r.), przejęcie świątyni przez protestantów (od 1556 r. do zakończenia II wojny światowej), obecność Jana Heweliusza i jego rodziny w Świątyni. Tu pochował swą pierwszą żonę, wziął ślub z kolejną (młodszą o 36 lat Elżbietą Koopman, która będzie jego asystentką i pierwszą astronomką w Polsce), ochrzcił czwórkę dzieci, tu został pochowany (wszystko to ma miejsce w II połowie XVII wieku), zajęcie świątyni przez Francuzów na wozownię i warsztaty kołodziejskie a następnie uszkodzenie jej podczas oblężenia Rosjan i powrót pod pruskie panowanie (1812-1813 r.), spłonięcie od uderzenia pioruna wieży kościoła (1905 r.).
Największe zniszczenia przyniosła II wojna Światowa; w wyniku działań wojennych i zajęcia miasta przez wojska sowieckie, a także pożaru zniszczeniu uległ dach, hełm wieży, połowa sklepień, okien, drzwi i wyposażenia wnętrz. Dzięki wcześniejszej ewakuacji uratowano około połowy wyposażenia wnętrza. Po wojnie (1947 r.) ruiny kościoła przekazano ojcom karmelitom z Krakowa. Odbudowa zniszczeń trwała latami i choć w 1987 r. oddano do użytku prezbiterium to świątynia nadal wymaga wielu napraw, czemu nie przysłużył się pożar dachu w 2006 r.
Pozostałości empory pod małymi organami

Wchodząc do kościoła ma się wrażenie, że jest on nieukończony, jeden z obrazów Wjazd Chrystusa do Jerozolimy stoi na posadce, część ścian jest nieotynkowana, brak kaplic, organów, sporej części wyposażenia. Z uwagi na to, co zdołano ocalić przed bezpowrotną utratą oraz dobrą dokumentację tego, co zaginęło czy też zostało zniszczone są duże szanse na przywrócenie świątyni jej dawnego blasku. Potrzeba na to jednak i czasu i środków. Jednak nawet ta istniejąca dziś skromna w swym wystroju a jakże bogata historycznie świątynia sprawia, że lubię ją odwiedzać. Jak wspomniałam odkryłam ją dla siebie dość późno, ale pokochałam od pierwszego wejrzenia. Lubię przechodząc obok wejść do środka i po raz kolejny oglądać świadectwo jej trwania, świadectwo dane przez zleceniodawców, budowniczych, wiernych a nawet wandali, którzy próbowali ją zniszczyć. Może to paradoksalne zabrzmi, ale takie niewykończone świątynie, nadgryzione zębem czasu, świątynie po przejściach jakoś silniej oddziałują na moją wrażliwość, estetykę postrzegania piękna niż te idealnie wykończone, kapiące złotem aniołków, świeczników, lamp, obramowań obrazów i wszelkim dekorum. Może w tych przepięknych bogatych świątyniach, które cudownym zrządzeniem losu przetrwały w nienaruszonym stanie przez wieki zabrakło owej pokory, jaką mają te ocalałe z wojennej pożogi, a może niewykończone ściany i kaplice pozwalają lepiej wyobrazić sobie sam proces twórczy. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale to kolejne miejsce, w którym czuję się dobrze mając możliwość przebywania oko w oko z historią i sztuką.
Wjazd Chrystusa do Jerozolimy B. Milwitza 
Większość odwiedzających wchodząc do kościoła szuka miejsca pochówku Jana Heweliusza. O ile nazwiska van den Blocke czy Möller mało komu co mówią o tyle Jan Heweliusz jest szerzej znany. Przecież to drugi po Koperniku najbardziej znany Polakom astronom. Był niemieckojęzycznym piwowarem, a także matematykiem i wynalazcą. Jemu zawdzięczamy wynalezienie pierwowzoru peryskopu (polemoskopu). Urodził się w Gdańsku, tu się kształcił, pracował, prowadził życie rodzinne a także badania naukowe, do świątyni Katarzyny uczęszczał na nabożeństwa. Przez 47 lat pełnił obowiązki przełożonego gminy protestanckiej. Swoje badania i obserwacje często prowadził z wieży kościoła. Jeszcze za życia wykupił rodzinny grobowiec w posadce prezbiterium, zlecił wykonanie płyty grobowej z napisem Błogosławieni są zmarli, którzy umierają w Panu. Miejsce pochówku znajduje się przy lewym filarze za ołtarzem. Prawnuk astronoma Daniel Gotllob Davisson ufundował pamięci przodka epitafium na filarze (1780 r.). 
Płyta nagrobna Jana Heweliusza


O historii już wspomniałam, czas na sztukę, choć przecież trudno te dwie dziedziny oddzielić od siebie.
Jeszcze zanim się wejdzie do środka możemy podziwiać bryłę świątyni z charakterystyczną 76 metrową wieżą zwieńczoną barokowym hełmem Jakoba van den Blocka (z 1634 r.). Jakob van den Block pochodził z rodziny utalentowanych architektów i malarzy (syn Wilhelma, brat Abrahama i Izaaka). Sam Jacob był cieślą i budowniczym, brał udział w budowie i renowacji wielu gdańskich budowli sakralnych i świeckich. Mnie najbardziej zainteresowała wiadomość, iż był twórcą Nowej Szkoły Fechtunku w Gdańsku, tej na której miejscu dziś posadowiono Teatr Szekspirowski. W wybudowanej przez Jacoba wieży Kościoła Św. Katarzyny umieszczono konstrukcję carillonu. Jest to instrument muzyczny (zespół dzwonów wieżowych, na których można wygrywać melodie za pomocą specjalnej klawiatury sercami dzwonów), pochodzi z Flandrii z początku XVI w. W polsce najbardziej znane są gdańskie carillony koncertowe, tu na przełomie lipca i sierpnia co roku odbywają się Festiwale Carillonowe. Pierwszy prawdziwy carillon znajdował się właśnie w kościele Św. Katarzyny (zamontowany w XVIII w. przetrwał do pożaru z 1905 r.). Obecny pochodzi z końca XX wieku.
Ołtarz główny z Ukrzyżowaniem Möllera
Kościół słynie z pięknego renesansowego ołtarza głównego. Jego zasadniczą częścią jest ostatnie dzieło Antona Möllera gdańskiego malarza Ukrzyżowanie na tle panoramy miasta Gdańska. Dzieło zostało ukończone po śmierci mistrza przez Izaaka van den Blocke (brata wspomnianego wyżej Jacoba). Na obrazie Maria omdlewa, Magdalena obejmuje krzyż, żołdacy grają w kości o szatę Jezusa, a Gdańsk symbolizuje Jerozolimę. Gdańsk nie po raz pierwszy pojawia się na obrazach Möllera. Jego najbardziej znany obraz to Apoteoza Miasta Gdańska znajdujący się w sali czerwonej (Wielkiej sali Rady) w Ratuszu Gdańskim. Pod obrazem ołtarzowym na predelli znajduje się Ostatnia Wieczerza, ciekawy wizerunek towarzyszy Jezusa nie tyle siedzących przy stole, co raczej znajdujących się w pozycji półleżącej (jak na rzymskiej uczcie), przy czym jeden z biesiadujących wyraźnie przysypia.
Predella z Ostatnią Wieczerzą
Kończący obraz ołtarzowy Izaak van den Blocke pochodził w artystycznej rodziny. Ojciec Willem był architektem i rzeźbiarzem, który przybył do Gdańska zaopatrzony w rekomendacje króla Stefana Batorego. Był twórcą między innymi przepięknej Bramy Wyżynnej. Brat Abraham podobnie jak ojciec architekt i rzeźbiarz zasłużył się dla Gdańska najbardziej z całej rodziny van den Blocke; wykonał przepiękny ołtarz w kościele Św. Jana, dekoracje Wielkiej Zbrojowni, był wykonawcą Złotej Bramy, Fontanny Neptuna i Złotej Kamieniczki, a także fasady Dworu Artusa.
Zachował się monumentalny obraz Bartłomieja Milwitza Wjazd Chrystusa do Jerozolimy. I tutaj można doszukać się fragmentów architektury miasta Gdańska (Zbrojownia, Złota Brama, fortyfikacje miejskie, Radunia) a także znanych wówczas gdańszczan, między innymi Jana Heweliusza. Malarz z upodobaniem malował weduty (czy to na Obrazie Pożar na Długim Targu, Wjazd Marii Ludwiki Gonzagi do Gdańska czy Kościół Mariacki w Gdańsku, na którym to obrazie umieścił miniaturową kopię Sądu Ostatecznego Memlinga). Obraz zamówiono pod emporę małych organów.
Epitafium Henningów H. Hana

Uwagę zwracają liczne epitalia. Moją zwrócił portret epitafijny Henningów. Miałam wrażenie, że już gdzieś go widziałam. Okazuje się, iż mogło tak być. Portret namalowany przez Hermana Hana jest kopią dzieła znajdującego się w gdańskim Muzeum Narodowym (choć właściwiej byłoby napisać oryginał portretu znajduje się w Gdańskim Muzeum Narodowym, w świątyni zaś znajduje się kopia). Przedstawia głowę rodu Christopha Henninga rajcę miejskiego i dwie kobiety w patrycjuszowskich strojach (kolejne małżonki). Owalne miniaturki przedstawiają dzieci Henningów. Christoph zginął z rąk piratów na morzu śródziemnym. Nad portretem epitafijnym znajduje się ledwie widoczny z poziomu posadzki obraz autorstwa (prawdopodobnie) Milwitza przedstawiający scenę egzekucji zabójców (rozrywanie końmi). Obraz jest mało widoczny z poziomu widza.
Baptysterium


Baptysterium jeden z boków
Po prawej strony na wysokości prezbiterium znajduje się przepięknej urody Baptysterium (z końca XVI wieku) Drewniane ośmioboczne obramowanie intarsjowane, trzykondygnacyjne z postaciami cnót, kariatyd, putt, maszkaronów, alegorii, miniatur widoków miast okala okazałą chrzcielnicę.
Najcenniejszym (najstarszym) zabytkiem świątyni jest pochodzący z II połowy XV wieku fragment polichromii przedstawiający scenę zabójstwa św. Stanisława. Biskup stoi przy ołtarzu z uniesioną do góry hostią, za nim klęczą dwaj duchowni, a dalej stoi z wyciągniętym mieczem zabójca.
Polichromia Zabójstwo Św. Stanisława
W bocznej kapliczce (na lewo) od wejścia znajduje się obraz Matki Boskiej Bołszowickiej (nie mylić z Bolszewicką). Pochodzi z Sanktuarium w Bołszowicach w dawnym województwie stanisławowskim. Sanktuarium znajdujące się na wschodnich rubieżach dawnej Rzeczpospolitej; zniszczone po najazdach Kozaków, Szwedów, Turków i Tatarów odbudowano po ponad stu latach, wtedy też dokonano koronacji obrazu Matki Boskiej (1777 r.). Zgodnie z przekazywaną przez wieki legendą obraz miał odnaleźć w rzece wracający z niewoli tureckiej hetman Kazanowski, przekazał go do kościoła i stal się obiektem licznych pielgrzymek ze Lwowa, Stanisławowa i okolicznych wsi, ponieważ zgodnie z przekazami miał czynić cuda. Zniszczenia spowodowane kolejnym kataklizmem I wojny światowej odbudowano w 1938 ro. Po II wojnie światowej, zmianie granic i wysiedleniu Polaków z ziemi bołszowickiej kościół zamknięto, urządzając w nim skład zboża i nawozów sztucznych, a budynek klasztoru przekształcono w chlew dla świń i stajnię dla bydła. Po II wojnie światowej obraz został wywieziony z obawy o jego profanację pod sowiecką władzą. Od tej pory przebywa w kościele Św. Katarzyny, a w Bołszowickim Sanktuarium (odbudowanym na początku XXI wieku) znajduje się kopia obrazu.
Matka Boska Bołszowicka

Dla wielbicieli czasomierzy i wspinaczek wysokościowych- w wieży kościelnej mieści się Muzeum Zegarów Wieżowych. A na wierzy w 2011 r. zamontowano zegar pulsarowy.
detal z ambony

Jakość zdjęć kiepska, bo telefonem dobrem zdjęcia to tylko przy dobrym oświetleniu i obowiązkowo na zewnątrz pomieszczeń. 
Przy opracowywaniu wpisu korzystałam z książki O kościele Św. Katarzyny prawie wszystko pana profesora Andrzeja Januszajtisa  a także mini przewodnika z kościoła Św. Katarzyny.
Trzy razy skracałam wpis a jak widać i tak się trochę tego uzbierało. 


niedziela, 10 grudnia 2023

Wiedeńskich spacerów ciąg dalszy - wokół Graben


Plac Graben
Kiedy mowa o Graben - placu, który (poza placami noszącymi miano świątyń, pomników i pałaców, jakie na nich usytuowano) jest najbardziej znanym wiedeńskim placem to nie sposób nie wspomnieć o Kolumnie Morowej. Kolumna, zwana też Kolumną Trójcy Świętej to najbardziej zadziwiający przykład wiedeńskiego baroku. Ja z uporem maniaka nazywam ją pomnikiem dżumy. Została wzniesiona przez cesarza Leopolda I na pamiątkę ocalenia go od epidemii dżumy w 1679 r. W tym miejscu grzebano zwłoki tych, którzy zginęli od zarazy. Początkowo stała tu drewniana kolumna, Dopiero po jakimś czasie zastąpiono ją marmurową wersją. To kłębowisko postaci sprawia ciekawe wrażenie, nie sposób zatrzymać wzroku na jednej postaci (taki tu tłum). Klęczy sam Leopold I, wokół i powyżej znajdują się liczne anioły, aniołki, symboliczne postacie z postacią Wiary górującej nad zarazą. Kolumna przyciąga wzrok i moje wyrazy uznania, dla tych, którzy będąc na Placu zauważyli dwie znajdujące się tu fontanny Józefa i Leopolda. Ja, nawet jeśli przechodziłam obok nie zwróciłam uwagi.


W bok od Placu Graben znajduje się wejście na Plac Święto Piotra. Jeśli ktoś ma skojarzenie z watykańskim Placem tego świętego niech je porzuci. Wiedeński plac to placyk wielkości małej działki budowlanej, na której znajduje się wciśnięta w otaczającą ją zabudowę świątynia. 
Kościół Św. Piotra na Placu Świętego Piotra


Kościół Św. Piotra
Nie miałam w planach wchodzenia do środka, bowiem w przeglądanym przed wyjazdem przewodniku nie wyczytałam niczego, co by szczególnie zwróciło moją uwagę. Oczywiście, w przewodniku każde miejsce opisywane jest w superlatywach, jako najstarsze, najpiękniejsze, największe, najbardziej znane, itd. Ani historii, ani anegdoty, ani któregoś z obrazów Caravaggio :) No nuda. Tymczasem, kiedy weszłam poczułam zawrót głowy od ilości dekoracji. Ja rozumiem, barok, złocenia, bogactwo, ale albo dawno nie byłam w tak zdobionej świątyni, albo ona jest wyjątkowa, albo jedno i drugie sprzęgło się razem. Rozumiem, że te przeładowane złotem świątynie nie u każdego budzą zachwyt, sama wolę te skromne kościółki z pojawiającym się gdzieś na ścianie wyblakłym freskiem, pięknym obrazem, czy rzeźbą, nie mniej ten kościół zrobił na mnie wrażenie.
Pierwszy istniejący w tym miejscu przybytek miał ufundować w 791 roku Karol Wielki. Niektóre źródła podają nawet, iż kościół istniał tutaj już w IV wieku. Zarówno jedna, jak i druga wersja jest interesująca. Ten istniejący współcześnie pochodzi z początku XVIII wieku. Budowę rozpoczęto pod kierunkiem Gabriela Montaniego, a ukończono na podstawie projektów pod kierunkiem Lucasa von Hildebranda, ucznia samego Carla Fontany. Studiował w Rzymie, nadzorował budowę wojskowych fortyfikacji dla Eugeniusza Sabaudzkiego we Włoszech, a po przyjeździe do Wiednia został nadwornym architektem Habsburgów. Jego dziełem są między innym Belweder (Dolny i Górny) i Hofburg. To on jest autorem lekko wgłębionej dwu wieżowej fasady i pokrytej miedzianą blachą kopuły kościoła św. Piotra. Jednak największe wrażenie robi jej bogate, barokowe wnętrze; złota ambona, złote ołtarze, złote zdobienia.
Wnętrze Św. Piotra

Najbardziej urzekły mnie kościelne ławki, bardziej przypominały stalle (siedzenia dla wyższego duchowieństwa) niż zwykłe parafialne siedziska. Są bogato rzeźbione od małych główek cherubinków na bocznych oparciach poprzez esy floresy z roślinno geometrycznych zdobień na placach ławek po urokliwe lampki - latarenki po bokach. Spotkałam się z takim oświetleniem po raz pierwszy. Myślę, że koncert w takim otoczeniu byłby ciekawym przeżyciem, choć może nadmiar bodźców nie pozwoliłby się skupić na muzyce. Codziennie odbywają się tu koncerty muzyki organowej. Oczywiście pod warunkiem, że siedzenie na twardej ławce nie dałoby się w kość naszym kościom ogonowym, co niestety na twardych kościelnych ławach zdarza się często. Podobno Kościół Świętego Piotra był ulubioną świątynią Sisi. Nie mam pojęcia, ile w tym prawdy, bo to informacja zaczerpnięta z internetu. Poniżej parę zdjęć z wnętrza świątyni.


Nieopodal Placu Graben idąc od Ringu w kierunku Placu Świętego Stefana znajduje się Nowy Rynek.
Plac, zwany kiedyś Rynkiem Mącznym, jest jednym z najstarszych w Wiedniu, pochodzi z 1200 r. Znajduje się tu dom mieszkalny z I połowy XVIII wieku. 
Widok z początku XVIII wieku (źródło)
Z Placu wchodzi się do Krypt cesarskich kościoła Kapucynów (o których pisałam tu). Moją uwagę zwróciła ciekawa fontanna, podobno uważana za najpiękniejszą w mieście. Ale to rzecz gustu. Mnie się spodobała na tyle, że poszukałam na jej temat informacji. Nazywa się Fontanną Donnera (od nazwiska twórcy - Georg Raphael Donner) lub fontanną Opatrzności. Pochodzi z 1739 r. Posągi pierwotnie ołowiane znajdują się dziś w Muzeum Baroku w Dolnym Belwederze. Pod koniec XIX wieku zastąpiły je kopie – posągi z brązu. Wokół siedzącej na podwyższeniu opatrzności bawią się wodą putta, a na obrzeżach fontanny alegorie czterech rzek (dopływów Dunaju). Bardzo ciekawa i dobrze wykonana fontanna sprawiała, że przystawałam przy niej ilekroć tamtędy przechodziłam.
Fontanna Donera

Jednak tym miejscem, do którego zmierza każdy turysta jest najważniejsza dla Wiednia świątynia - katedra Św. Stefana (nazywana też katedrą św. Szczepana). O ile kościół Św. Piotra to reprezentant baroku (przepych, dekoracyjność, teatralność), o tyle Katedra Św. Stefana to najwspanialszy przykład gotyku Wiedeńskiego (a nawet austriackiego).
Jak zawsze z katedrą problemem jest jej zmieszczenie w kadrze
Piętnaście lat temu został tu nagrany koncert Symphony of Vienna Sarah Brightman. Całość koncertu można obejrzeć tu  Na wideo można też zobaczyć wnętrze katedry. Od chwili obejrzenia koncertu marzyłam o tym, aby ponownie znaleźć się wewnątrz katedry i choć spróbować wyobrazić sobie, że jestem tam podczas koncertu. Aby wejść do świątyni nie trzeba biletu, ale już, aby przejść do nawy głównej i nawy znajdującej się po prawej stronie należy wykupić bilet (podobnie, jak przy wejściu do krypt, skarbca i na wieże). Ja zdecydowałam się wejść do nawy głównej, aby poczuć choć dalekie echo wrażeń sprzed lat piętnastu, usiąść w ławie, popatrzeć na organy towarzyszące wykonaniu Phantom of the Opera, a przy okazji przyjrzeć się detalom świątyni, odnaleźć te, które zapamiętałam z koncertu.



Świątynię konsekrowano w połowie XII wieku jako kościół parafialny poza murami miasta. Wiedeń obejmował wówczas okolice dzisiejszego placu Am Hof – czyli miejsce znajdujące się jakieś pięć minut drogi od katedry. Jedyną pozostałością romańskiego kościoła jest fasada z bramą głóną, słynną Bramą Olbrzymów. Nazwa pochodzi od legendy. Podczas budowania fundamentów miano się natknąć na olbrzymią, skamieniałą kość mamuta, którą zawieszono na architrawie (wisiała tam długi czas), jako pochodzącą z nogi olbrzyma.
Portal główny -Brama Olbrzymów
Co dziwne, z może zrozumiałe (nie jesteśmy historykami sztuki) informacje dotyczące datowania budowli, stylu, wyposażania umykają nam dość szybko, a legendy i anegdoty zapamiętujemy, jakby były czymś realnym. Po obu stronach romańskiej fasady znajdują się dwie wieże zbudowane na planie, zwane wieżami Pogan. Tym, co wyróżnia wiedeńską świątynię jest olbrzymia wieża główna, licząca 137 metrów wysokości stanowi najwyższy punkt orientacyjny w mieście. Nazywana jest pieszczotliwie Stefankiem. Jej budowę ukończono w I połowie XV wieku. Drugim wyróżnikiem katedry jest dach z wielobarwnych, łuskowatych dachówek. Katedra jest przepiękna i przebogata. Opis jej kapliczek, ołtarzy, posągów, obrazów mógłby zająć kilka wpisów.
Wieża Stefanek -prawie się zmieściła w kadrze

Ja jednak zwrócę uwagę jedynie na kilka wartych uwagi elementów. Przepiękna, bogato dekorowana rzeźbami i płaskorzeźbami, maswerkowymi zdobieniami ambona. Wykonana na przełomie XV i XVI wieku z piaskowca została ozdobiona postaciami świętych, a także popiersiem rzeźbiarza. Autorstwo przypisywane Antonio Pilgramowi zostało ostatnio podważone i wskazuje się na Mikołaja z Lejdy (twórcę nagrobka Fryderyka III Habsburga, o mowa niżej). Zarówno ambona, jak i prowadzące na nią schody otoczone balustradą są dekorowane ażurowymi maswerkami (z motywami geometrycznymi). Trudno oderwać wzrok od owej kazalnicy. Zarówno pod schodami ambony, jak i w bocznej nawie katedry umieszczono ciekawą rzeźbę twórcy ambony. Nazwaną ją Patrzący przez okno. Jest to mężczyzna trzymający w ręku cyrkiel i kątomierz i wyglądający przez okno.
Ambona





Wyglądający przez okno (twórca ambony) na ścianie nawy bocznej z przepiękną oprawą

Jednym z najcenniejszych zbiorów znajdujących się w świątyni jest Ołtarz z Wiener Neustadt.
Dzieło to pochodzące z I połowy XV wieku zamówione zostało przez cesarza Fryderyka III Habsburga. Nieznany jest jego autor, czy autorzy. Jest przykładem średniowiecznego poliptyku (nastawy ołtarzowej) wykonanej w drewnie i bogato polichromowanej. Ołtarz pierwotnie znajdował się w kościele przyklasztornym w Viktring, następnie w Wiener Neustadt, a dopiero pod koniec XIX wieku został umieszczony w Katedrze Św. Stefana. Znajdują się nań postacie Marii z Dzieciątkiem i św. Katarzyna i Barbara, a powyżej koronacja Marii Panny.
Ołtarz z Wiener Neustadt.
Po przeciwnej stronie świątyni znajduje się majestatyczny grobowiec cesarza Fryderyka III Habsburga wykonany z czerwonego marmuru. Jest to drugi pod względem wielkości nagrobek funeralny zdobiony płaskorzeźbami (technika bas-relief) w Austrii, zdobi go 240 rzeźb figuralnych. Zaprojektowany i zapoczątkowany został przez Mikołaja Gerhardta z Lejdy, przypuszczalnie nauczyciela Wita Stwosza. Zdołał on wyrzeźbić jedynie leżącego na sarkofagu cesarza i kilka postaci na postumencie. Resztę prac wykonali jego następcy dobudowując arkadową balustradę.
Grobowiec Fryderyka III Habsburga
Katedra jest miejscem ostatniego spoczynku nie tylko cesarza Fryderyka III, ale i paru innych władców i członków ich rodzin. Tutaj pochowano też Eugeniusza Sabaudzkiego (o którym wspominałam przy jednym z poprzednich wpisów, zleceniodawcę Belwederu). Katedralna krypta jest też miejscem spoczynku dwóch największych austriackich artystów doby baroku Johanna Lucasa von Hildebrandta (od Belwederu, Hofburgu i kościoła Św. Piotra) oraz Johanna Bernarda Fischera von Erlach (od kościoła Karola Boromeusza i Pałacu Schonbrun).
Katedra była świadkiem ślubu i ceremonii pogrzebowej Amadeusza Mozarta. Jak wynikałoby z pamiątkowej tabliczki uroczystości odbyły się w bocznej kapliczce katedry.
Kapliczka, w której brał ślub W. A. Mozart
Ja z oczywistych względów przyglądałam się małym organom w bocznej nawie, na których grał muzyk akompaniujący Sarah Brightman przy wykonywaniu utworu Upiór w Operze oraz dużym organom umiejscowionych nad wejściem głównym, gdzie stała artystka wraz z towarzyszącym jej wokalistą.
Organy główne nad wejściem do katedry
Katedra znajduje się na Placu Świętego Stefana. Vis a vis świątyni  znajduje się przeszklony budynek domu towarowego Haas Haus (zaprojektowany w 1985 roku). Jego wybudowanie w tym miejscu wzbudziło duże kontrowersje, jakie zwykle towarzyszą stawianiu nowoczesnych budowli nieopodal budowli historycznych. Mnie pomysł się spodobał, a zwłaszcza to, iż bryła świątyni w dobrą pogodę przepięknie odbija się w szybach domu towarowego. Rozumiem jednak, że nie każdemu ten pomysł odpowiada.

Dom towarowy Haas Haus vis a vis Katedry

poniedziałek, 17 lipca 2023

Gdańskie spacery- Kościół św. Jana

Wieża kościoła św. Jana przewyższa wieżę NMP

Mam wiele ulubionych miejsc w rodzinnym mieście, ale postanowiłam zacząć od tego nieoczywistego. Z kościołem Świętego Jana wiąże się miłe wspomnienie najbardziej romantycznej i najpiękniejszej uroczystości ślubnej, jaką w życiu widziałam. Po części było to zapewne spowodowane skromnością wystroju wnętrza (było to, o ile dobrze pamiętam, jakieś 15 lat temu), zamiast ławek czy krzesełek leżały drewniane deski, a jedyną dekoracją, były poustawiane na stopniach ołtarza świece. Para młoda - pełna nadziei i miłości, ona w skromnej białej sukience do ziemi bez żadnych ozdóbek, falbanek, tiuli - zupełnie nie przypominająca panien młodych ze snu cukiernika w bezowych sukienkach z polewą z lukru sprawiających, że robi się mdło. On - chyba też w jasnym garniturze (choć wybacz Krzysiu - ciebie nie pamiętam tak dobrze). Ślubu udzielał ksiądz Niedałtowski - opiekun środowisk akademickich, jeden z niewielu księży, których darzę szacunkiem za mądrość i takt. 

Kościół ma niezwykłą historię. Jest jednym z czterech najstarszych

Ciężko objąć całość obiektywem aparatu

gdańskich kościołów (obok Mariackiego, Mikołaja i Katarzyny). Był zresztą kościołem parafialnym kościoła Św. Katarzyny, co jest dla mnie trochę niezrozumiałe, bo spierały się o to ze sobą ówczesne władze św. Katarzyny z władzami kościoła Mariackiego, a św. Jan znajduje się zdecydowanie bliżej kościoła Mariackiego, jeszcze bliżej zaś mieści się Św. Mikołaj. Trudno podać dokładną datę powstania kościoła, najstarszy dokument wspominający o rozstrzygnięciu sporu pomiędzy proboszczami św. Katarzyny i Mariackiego pochodzi z 1363 r. A to oznacza, że wówczas kościół św. Jana musiał już istnieć, choć nie w takim kształcie, jaki znamy obecnie. Z dokumentów dotyczących obciążeń podatkowych wynika, iż kościół św. Jana płacił Zakonowi Krzyżackiemu 80 guldenów podatku, kościół Mariacki 100 guldenów, a kościół św. Katarzyny jedynie 40 guldenów, co oznaczałoby wyższą rangę Św. Jana nad Św. Katarzyną – czyli większą ilość parafian. Stąd pół wieku później dokonano nowego podziału Gdańska na sześć parafii. Zgodnie z tym podziałem kościół św. Jana uzyskał status kościoła parafialnego obejmującego trzy główne ulice Świętojańską, Straganiarką i Tobiasza. Kościół jest pod wezwaniem Św. Jana, przez lata dyskutowano, czy jego patronem jest św. Jan Chrzciciel, czy Jan Ewangelista. Posąg-rzeźba jednego stała wewnątrz kościoła, drugiego na bramie prowadzącej do kościoła.

Ołtarz główny Abraham van den Blocke (XVI/XVII w)
W XVI wieku za czasów reformacji Św. Jan, jak większość gdańskich kościołów stał się luterańską świątynią parafialną i jako taki pozostał aż do czasów po drugiej II światowej. Większość ołtarzy, rzeźb i ozdób zniknęło wówczas ze świątyni, a ponieważ najważniejszym elementem liturgii było nauczanie (kazanie) ławki zostały ustawione nie w kierunku ołtarza, a w kierunku ambony, która znajdowała się z boku świątyni. W 1946 r. na mocy dekretu o majątkach poniemieckich i opuszczonych budynek został przejęty przez Skarb Państwa i nastąpiła trwająca pół wieku przerwa w użytkowaniu świątyni. W 1991 r. budynek przekazano diecezji kościoła rzymskokatolickiego, a cztery lata później Archidiecezja, Wojewoda Gdański i Nadbałtyckie Centrum Kultury podpisały umowę o przekazaniu kościoła św. Jana Centrum z równoczesnym użytkowaniem sakralnym na lat 30. Nadbałtyckie Centrum Kultury to osobny rozdział w historii Św. Jana i to bardzo piękny rozdział. Dzięki powyższej umowie kościół nie popadł w dewastację.
Ambona z kościoła Św. Jana -obecnie w kościele Mariackim
 (początek XVII wieku)
fragment wejścia na ambonę (malowidła - warsztat Izaaka van den Blocke)

Nie będę pisała o wielkości, wysokości, ilości naw, transepcie, sklepieniach, te wszystkie informacje można wyczytać w internecie, a i tak dam głowę, że większość po przeczytaniu od razu zapomni. Może zainteresuje was, iż kiedy zaczęto przebudowę w 1415 roku świątynia miała dużo niższą wieżę, niż ma obecnie. Władze Zakonu Krzyżackiego, który miał swą siedzibę nad Motławą w okolicy Grodzkiej, Zamkowej i Rycerskiej nie wyrażały zgody, aby którakolwiek z gdańskich świątyni przewyższała Zamek Krzyżacki. Zagrażać by to mogło bezpieczeństwu członków zakonu. Krzyżacki podstępem zdobyli miasto w 1308 r. i pozostali w nim na niemal 150 lat. Mieszczańscy Gdańska nie chcieli się z tym pogodzić przez całe dziesięciolecia. Dlatego, kiedy tylko rozpoczęła się wojna trzynastoletnia pomiędzy Królestwem Polskim a Zakonem Krzyżackim prace nad budową wieży ruszyły pełną parą. I dziś kościół Św. Jana jest jednym z najwyższych w Gdańsku. Dziś idąc od strony końcowego odcinka Motławy, będąc na wysokości ostatniego zachowanego fragmentu muru - pozostałości po Zamku krzyżackim widać na pierwszym planie górującą nad otoczeniem wieżę kościoła św. Jana (można to zobaczyć na pierwszym zdjęciu).

Epitafium rodziny Zachariasza Zappio
Ale przecież nie o wielkość tu idzie, ale o piękno murów i wnętrza, o klimat, jaki stwarza świątynia. Nie wszystkie potrafią sprawić, że człowiek czuje się tam dobrze, bezpiecznie, a nawet przytulnie, mimo ich ogromu. Bardzo piękny jest kościół Mariacki w Gdańsku, niezwykle bogaty, choć do dziś widać skutki działań wojennych (zniszczenia i kradzieże), ale w nim nie potrafię poczuć się tak dobrze, jak w kościele Św. Jana. Może mniej znaczy więcej, a może ma on w sobie to coś, co wytwarza dobrą aurę miejsca.

Dzisiaj kościół żyje głównie dzięki odbywającym się tam wydarzeniom kulturalnym (wykłady, koncerty, spektakle teatralne). Nie wszystkim to odpowiada, oburzają się niektórzy przedstawiciele władz duchowieństwa, ogromnym przeciwnikiem tego rozwiązania był ksiądz Bogdanowicz - wielce zasłużony proboszcz kościoła Mariackiego, autor książeczki o kościele Św. Jan. Sądzę jednak, że gdyby kościół dysponował środkami na odbudowę i odratowanie zagrożonej katastrofą świątyni to nie wyrażono by zgody na podpisanie umowy z miastem i Centrum Kultury. Zresztą świątynia pełniła i w przeszłości funkcje nie tylko duchowe, ale i świeckie. Kościół był miejscem spotkań cechów, które miały tu swoje kaplice i ławy, przy świątyni funkcjonowała szkoła, a także biblioteka (w II połowie XV wieku posiadała ona 150 książek, tj. jedną dwudziestą ówczesnych zbiorów gdańskich).
Wejście do biblioteki Z.Zappio (1690 r.)

Jeśli mowa o bibliotece to trzeba tu wspomnieć Zachariasza Zappio, któremu biblioteka zawdzięcza dziś swą nazwę. Był to bogaty mieszczanin, który w latach 1660-1680 był świeckim administratorem kościoła św. Jana. W jego dworku we Wrzeszczu gościł król Jan III Sobieski (okolice dzisiejszej ulicy Sobieskiego i Królewskiej Doliny). Kiedy zmarł w testamencie zapisał ponad trzysta tysięcy florenów, połowę dochodów z posiadłości i zakładów produkcyjnych w Królewskiej Dolinie a także bogaty księgozbiór kościołowi. Krewni próbowali obalić testament, ale bez skutku. Jeszcze za życia bogato obdarował świątynię lichtarzami, świecznikami, chrzcielnicą, dzwonem, sfinansował prace przy budowie ołtarza i ambony, a także obudowie organów, ufundował też wspaniałe epitafium upamiętniające jego córkę Adelgundę, na którym znajdują się też popiersia jego i żony Katarzyny. Zbiory biblioteki Zachariasza Zappio przetrwały wraz z cennymi inkunabułami wojenną zawieruchę i wchodzą obecnie w skład zbiorów Biblioteki Gdańskiej PAN. Dziś dla uczczenia pamięci tego zasłużonego dla świątyni gdańszczanina nazwano jego imieniem jeden z zaułków wokół kościoła.

Organy boczne Fridrich Rhode organmistrz (organy z II poł. XVIII w.)
Kościół był centrum życia muzycznego, grały tu dwie pary organów oraz działała kapela muzyczna. Organy zostały odnowione i latem odbywają się bezpłatne koncerty organowe.
Jednak gdy się wchodzi do kościoła pierwszą rzeczą która przyciąga wzrok jest przepiękny kamienny ołtarz autorstwa Abrahama van den Blocke. Ołtarz z piaskowca i marmuru powstał w latach 1599-1612. Był to jeden z największych tego czasu architektów i rzeźbiarzy w Gdańsku - urodzony w Królewcu, zmarły w Gdańsku (jego autorstwa są dekoracje Wielkiej Zbrojowni, był projektantem i wykonawcą Złotej Bramy - najpiękniejszej bramy przez którą wiodła droga królewska, Fontanny Neptuna i Złotej Kamieniczki, stworzył fasadę Dworu Artusa, jest autorem wielu epitafiów i nagrobków między innymi w kościele Mariackim. A to oznacza, iż większość punktów obowiązkowych na trasie zwiedzającego Gdańsk turysty jest jego pomysłu czy autorstwa).
Fragm. Ołtarza Chrzest w Jordanie
Główną część ołtarza stanowi scena Chrztu w Jordanie ze znajdującymi się po bokach rzeźbami Św. Jana Chrzciciela i Św. Pawła Apostoła. A to tylko najniższa z trzech kondygnacji ołtarza, nie wspominając predelli.
Ale skoro mowa o Abrahamie van den Blocke nie można nie wspomnieć o jego bracie Izaaku van den Blocke malarzu pełniącym funkcję malarza miejskiego miasta Gdańsk działającego na rzecz Rady Miasta. Ilustrował najważniejsze dla władz treści propagandowe łącząc w swych obrazach obraz rzeczywistości z treściami alegorycznymi, mitologicznymi i religijnymi. Oczywiście, jak mowa o Izaaku van den Blocke to przychodzi na myśl Apoteoza Gdańska (albo alegoria handlu Gdańskiego) znajdująca się w Sali Czerwonej Ratusza. Kiedy patrzyłam na ten obraz po raz pierwszy nie mogłam zrozumieć jego wagi. Po dokładnym przyjrzeniu się widzę wartość dokumentalną (na łuku triumfalnym znajdują się najważniejsze wówczas budowle miejskie z Ratuszem, kościołem Mariackim, kościołem Katarzyny i bramą Wyżynną. Ale jaki związek ma Izaak z kościołem św. Jana - otóż z jego warsztatu pochodzi przepiękna drewniana, bogato zdobiona obrazami przedstawiającymi historie ze Starego i Nowego Testamentu ambona. Portal zdobiony jest rzeźbami Chrystusa, Wiary i Nadziei. Ambona ta znajdowała się w kościele św. Jana jeszcze przed wojną. Zdemontowana w 1944 roku, poddana konserwacji w roku 1966 została przekazana do kościoła Mariackiego (kościół św. Jana wówczas stał bezużyteczny i niszczał).

Nagrobek rajcy Schrodera

Kolejnym dziełem, które przyciąga wzrok jest nagrobek Nathaniela Schrodera (nie umiem wstawiać o z dwoma kropkami u góry). Wykonany podobnie, jak ołtarz główny z piaskowca i marmuru upamiętnia rajcę gdańskiego, znanego wówczas rysownika, podróżnika, który za usługi dyplomatyczne dla Republiki Wenecji został uhonorowany orderem (stąd wenecki lew na nagrobku).




 

fragment nagrobka Schrodera

Mimo z pozoru skromnego wyposażenia świątyni jest w niej mnóstwo ciekawych dzieł sztuki; kaplica chrzcielna z baptysterium, stalle gotyckie, rzeźby, obrazy, epitafia, nagrobki, krzyże. Jednym z najstarszych i najciekawszych jest średniowieczne malowidło ścienne z wizerunkiem miasta, papieża i świętego otwierającego papieżowi drzwi do miasta. O tym kościele można by pisać książki.

Ciekawa jest jego historia, architektura, wyposażenie. Kilkakrotnie ulegał katastrofom budowlanym, kilka razy zawalała się część stropu, kilka razy wzmacniano filary i przypory boczne. Ostatnia katastrofa budowlana miała miejsce w maju 1986 r., kiedy zawalił się jeden z filarów i runęła część sklepienia. Podczas remontu kościoła dokonano wielu cennych odkryć archeologicznych.

Do dzisiaj powraca dawne wyposażenie rozproszone między innymi pomiędzy Muzeum Narodowe w Gdańsku, Kościół Mariacki, Kościół Św. Trójcy. Szczególnie uroczyście odbyło się przekazanie Św. Janowi na powrót figury - rzeźby Ukrzyżowanego Chrystusa z belki tęczowej (z 1492 roku) znajdującej się w kościele św. trójcy. Z uwagi na wielkość figury wraz z krzyżem została ona przeniesiona na ramionach wiernych. 

Ze strony NCK w Gdańsku
 

Przy opracowaniu tego posta korzystałam z książek Kościół Św. Jana w Gdańsku księdza Bogdanowicza oraz Kościół Św. Jana w Gdańsku Iwony Berent i Jakuba Szczepańskiego. Pierwsza zawiera niezwykle dokładny opis wszystkich dzieł, opis zniszczeń wojennych i dziejowych, czarno białe fotografie sprzed wojny, druga to bogato ilustrowana księga w formacie A-4 (z racji dostępu autorów fragmentów budowli podczas prac konserwatorskich zawierają unikalne zdjęcia dużo lepszej jakości niż w starszym wydaniu księdza Bogdanowicza).

fragment średniowiecznego malowidła

Stalla Rady Kościoła z II poł. XVII wieku (zapewne tutaj zasiadali Zachariasz Zappio a także radny Schroder)

Baptysterium (w Kaplicy chrzcielnej ufundowanej przez Katarzynę Zappio