wtorek, 25 października 2011

Narodziny Wenus Sandro Boticelli

Jak pamięcią sięgam pierwszymi obrazami, które mnie zauroczyły były dwa najbardziej rozpoznawalne dzieła Sandro Botticellego; La Primavera (Wiosna) i La nascita di Venere (Narodziny Wenus). Obrazy tego wczesnorenesansowego malarza spodobały mi się tak bardzo, że marzyłam, aby kiedyś obejrzeć je nie tylko na reprodukcjach.
Trudno się dziwić dziecku, że podoba mu się to, co baśniowe, kolorowe i ładne. Do dziś pozostałam wierna swojej dziecięcej fascynacji i nadal należą one do moich ulubionych obrazów. A wizyty w Galerii Uffizi to jedne z najprzyjemniejszych wspomnień.
Myślę, że z tych samych powodów, dla których obrazy spodobały się małej dziewczynce z kucykami podobają się teraz pani w średnim wieku. Moim zdaniem nie można odmówić uroku tym dziełom Botticellego.
Narodzona z morskiej piany bogini wstydliwie zakrywająca swe wdzięki, Hor z czerwonym, ukwieconym płaszczem szykująca się do okrycia Wenus, Zefiry podmuchem wiaterku pchające muszlę z boginią ku brzegowi - czyż to nie jest piękna bajka.
Bogini ma anielską twarz Simonetty Cattaneo (żony Marco Vespuccciego i kochanki Guliano Medici). La Bella uważana była w swoich czasach za najpiękniejszą florentynkę. Twarz ta jest melancholijnie smutna. Powodem tego może być fakt, iż Sandro malował ją post mortem. Trudno mu było wyrazić w jej twarzy radość życia, które tak młodo (w wieku 25 lat) się skończyło. Sandro mimo odmiennej orientacji sam pozostawał pod urokiem pięknej Simonetty. Postać bogini przypomina antyczne posągi. Prześliczna dziewczyna z kaskadą złotych włosów zasłania nimi swą nagość. Być może to nieśmiałość malarza w ukazaniu kobiecego aktu sprawiła, iż postać Wenus pozbawiona jest zmysłowości. Bogini jest uosobieniem niewinności, jest naga, a jakby była ubrana.
Postać Wenus (mimo pewnych niedostatków fizycznych) uważana jest za ideał kobiecego piękna.
W Narodzinach Wenus brakuje realizmu renesansowych twórców, dokładności w oddaniu szczegółów, kształty są nieostre i płynne. Nie brakuje natomiast delikatności i subtelności, jasnych, pastelowych barw, tego, co sprawia, że obraz ten pełen jest uroku.
Niezależnie od tego, jaki cel przyświecał malarzowi, a jaka idea zamawiającemu (Lorenzo Medici), czy było to nawiązanie do dzieł starożytnych, do filozofii neoplatońskiej, czy ilustracja dzieła nadwornego poety Medyceuszy, a może chęć zatrzymania w czasie piękna, które przeminęło zbyt szybko, dla mnie jest ten obraz powrotem do czasów dzieciństwa i jego ułudnej radości z tego, co baśniowe, kolorowe i ładne.
I znowu mamy dwie wersje kolorystyczne. Na ile mogę polegać na mojej pamięci to wersja pierwsza jest bliższa prawdziwej kolorystyce obrazu. Choć może to znowu sugestia.
I nie to ładne, co ładne, a to, co się komu podoba.

6 komentarzy:

  1. Tak, pierwsza wersja jest bliższa prawdziwej kolorystyce obrazu. To jeden z moich ulubionych obrazów - swoiste "Capolavoro" Sandra. I zacytuję mojego ulubionego krytyka sztuki, bo pięknie pan Łysiak pisze o tej bogini.

    "Jedzie ku brzegom, na lekko marszczonej powierzchni morza, stojąc w muszli niczym łodzi, pchana od lewej przez podmuch Zefira (co może symbolizować pchanie przez zmysły u namiętnościom), w tumanie mistycznego deszczu różanych pąków, które rozsiewa małżonka Zefira, Chloris, a od prawej strony czeka już jedna z Hor, Flora (Wiosna), by płaszczem kwietnym zakryć nagość przybyłej. Dmuchającemu Zefirowi goła piękność poddaje się niczym żagiel - łagodnym wygięciem sylwetki. Strumienie rozświetlonych słońcem i czesanych wiatrem złotych włosów falują dookoła głowy i szyi Wenery, spadają kaskadami wzdłuż jej pleców, owijają się wokół biodra i trzymane dłonią zasłaniają łonowy pagórek, pieszcząc wzdęty brzuch, lecz wzdęty bardzo delikatnie, linią pełną gracji i tak zmysłową, jak rozkosz przykładania dłoni do kobiecego brzucha."

    Mam nadzieję, że się nie gniewasz za ten cytat. Ale zawsze jak widzę piękny oraz nie mogę się powstrzymać przed sugestiami i komentarzami Łysiaka :) Ale dalej ten komentarz robi się trochę szowinistyczny, więc więcej nie napiszę ;) Pozdrawiam z lekkim podmuchem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak pięknie piszesz,że to sama przyjemność czytać Twoje teksty.Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obraz Narodziny Wenus faktycznie jest piękny. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam nie mogłam oderwać od niego oczu.
    Takie też miał zadanie, bo przecież Venus jest obiektem pożądania, miłości, piękna, młodości, szczęścia...
    Wg mnie jednak jest trochę sztuczna, ale jakże piękna...
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  4. To także jeden z moich ulubionych obrazów, choć nie zajmuje miejsca w pierwszej dziesiątce. Podoba mi się właśnie ta nieśmiałość u bogini, która była uznawana za wzór piękności, powabu i miała budzić pożądanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To bardzo słynny obraz. I piękny. Choć sama Wenus na obrazie nie zawsze mi się podobała. Teraz doceniam subtelność wizji malarza, to wszystko jest tam takie delikatne, pastelowe, mięciutkie.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Bibliofilko, lubię długie komentarze, a zwłaszcza takie piękne. Łysiak opisał ten obraz poetycko - malarsko. Nic dodać, nic ująć.
    @AgaB- dziękuję.. ach im więcej tych pochwał, tym większa trema w pisaniu.
    @Sara-Maria- Venus jest odrealniona, wszak to nie kobieta, to bogini, a że troszkę sztywna..., no cóż taka wizja malarza. Troszkę też mu jedno ramię nie wyszło, ale to detal.
    @Balbina - mnie też ujmuje ta nieśmiałość, ta niewinność, ten brak zmysłowości
    @Agnes - mięciutkie... to ładne określenie, może to także mnie w nim ujęło, choć sobie tego nie uświadamiałam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).