sobota, 29 października 2011

Pomniki pamięci

Lubię stare nekropolie. Niektórzy uważają za dziwne i podejrzane moje umiłowanie do starych cmentarzy. Ale tam dopiero cały zgiełk i wszystkie problemy świata stają się takie malutkie. Tam idąc alejkami wśród nagrobków wyobrażam sobie tych co odeszli, jakie mieli życie, czego pragnęli, czego się bali. I jak to było mało ważne w świetle tego, ze teraz oni leżą tam spokojnie, a ja, a my bierzemy się z życiem za bary. Nie refleksja, że to wszystko jest bez celu i sensu, a raczej, że to wszystko ma ciągłość i jest po coś i ku czemuś zmierza.
W książeczce napisanej przez Krystynę Jandę Moja droga B znajdują się pisane do przyjaciółki listy; zawierające opisy zdarzeń i przemyślenia autorki (aktorki). Znajduje się taki opis, kiedy zmęczona spektaklem pani Krystyna leci rano na cmentarz Rakowicki złożyć wszystkie otrzymane kwiaty na grobie Modrzejewskiej. Pisze, że przygotowując się do roli tej wielkiej aktorki bywała tam często, wiedziała doskonale gdzie jest. Tymczasem teraz po paru latach nie mogła znaleźć nagrobka tej wielkiej aktorki. Zapytany o to, pracownik cmentarza odpowiedział - piąty grób po lewej za Daszyńskim w głównej alejce. Wie, gdzie leży Daszyński? Myślę, że teraz i ja zapamiętam na zawsze, gdzie jest grób Modrzejewskiej. Zresztą całkiem przypadkiem udało mi się tam trafić.
Cmentarz Rakowicki był pierwszą tego typu nekropolią, jaką odwiedziłam. Takiej różnorodności nagrobków, pomników, posągów, aniołów, kapliczek wcześniej nie widziałam. Nie przypuszczałam, że cmentarz może być, aż tak ciekawy. To nie są zwykłe groby, to grobowce, dzieła sztuki architektonicznej, pełno tam rzeźb. No i pensjonariusze... co za nazwiska.
Mam szczęście odwiedzać piękne, stare cmentarze zimą, kiedy jest mroźno, sypie śnieg, a alejki, nagrobki, drzewa i posągi otulone są białą powłoczką. I mimo, że jest zimno i ręce i stopy robią się skostniałe z zimna ciekawość każdej kolejnej alejki i chęć przespacerowania jeszcze parunastu metrów jest tak ogromna, ze tracę poczucie czasu i nie czuję zimna. A efekty tego są różnorakie; jednego roku wróciłam z takiej wizyty chora, innego pobyt na cmentarzu wyleczył mnie z ciężkiego i długotrwałego przeziębienia.
Podczas jednego z ostatnich pobytów na Powązkach zwróciłam uwagę na 3 nagrobki; sześcioletniego dziecka urodzonego pod koniec XIX w., siedemnastoletniego młodzieńca zakatowanego w Oświęcimiu i dwudziestoczteroletniej kobiety - uczestniczki Powstania Warszawskiego, która zginęła tragicznie we wrześniu 1945 r. w wypadku samochodowym. Cóż za ironia losu - nieprawdaż? Przeżyć wojnę, powstanie i zginąć tak prozaicznie, a może nawet groteskowo, może to ona prowadziła samochód, może sama spowodowała ten wypadek. A ów młodzieniec, czy zdążył przeżyć swą męską przygodę, czy zaznał rozkoszy miłości, czy brał udział w walce, czy może się ukrywał przez cały okres okupacji. A dziecko, widać, że pochodziło z bogatej rodziny, bo wystawiono mu pomnik niemal królewski.
Zamyśliłam się nad ich losem i jakoś tak pozostali w mej pamięci na dłużej. Mówi się, ze żyje się tak długo, jak długo ktoś o nas pamięta. Może w ten sposób przedłużam im życie przez te dni, w których ich sobie wyobrażałam. Czy żyją jeszcze krewni, którzy o nich pamiętają. A może jestem jedyną osobą, która przechowuje ich wspomnienie w swej pamięci. A może, wy czytając ten wpis pomyślicie przez chwilę o nich?
W jednym z moich ulubionych musicali Upiór w Operze w wersji filmowej jest taka scena, kiedy główna bohaterka idzie przez zaśnieżone alejki cmentarza i śpiewa pieśń do swego zmarłego ojca (do niego, dla niego, aby się rozliczyć z bólem, tęsknotą). Idzie, śnieg sypie, ona pięknie śpiewa, a wokół nagrobki, posągi aniołów, dwa ogromne górujące nad całą nekropolią posągi i grobowiec ojca. Dla mnie to jedna z piękniejszych scen filmowej wersji mojego muzycznego opętania. Piosenka też jest bardzo piękna i wzruszająca. Zawsze na niej płaczę. Mam wrażenie, że ta piosenka wyraża to wszystko, co siedzi też we mnie; ból, tęsknotę i żal za dwoma najbliższymi mi osobami, które są już po drugiej stronie. Strata, której doznajemy pozostaje w nas już do końca, niezależnie od tego, czy miała miejsce kilka, czy też kilkadziesiąt lat temu. I choć z czasem boli mniej, to jednak boli i wciąż pamiętamy.
Ale pamiętam też słowa jednej z tych osób; mojego taty, że właśnie dlatego, że życie jest tak krótkie należy się nim cieszyć i niczego nie odkładać na później i jego motto życiowe powtarzane za Horacym „carpe diem" - chwytaj dzień.
I myślę, że gdyby ci co odeszli mogli nam coś dzisiaj powiedzieć, to powiedzieliby właśnie to: „carpe diem".
Zdjęcia z Cmentarza Rakowickiego

10 komentarzy:

  1. Też dzielę z Tobą tę pasję. Zawsze proszę znajomych o zdjęcia aniołów - omszałych, dostojnych, nieamorkowatych. Spacerowałam po najważniejszych polskich cmentarzach, ale jeszcze nie zaliczyłam Łyczakowskiego! Wiem, że dawno powinnam, że blisko. Nie wiem, jak to się stało, ale mam w planach. I zawsze myślę o tych, których wyrugowano z pamięci, pochowano skrycie pod murami lub w lesie. Bo grób to pamięć. Zapalmy 1 listopada znicz za tych, którzy walczyli i których mieliśmy zapomnieć.:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie znam może tak wielu polskich cmentarzy, ale Rakowicki i Powązki należą do miejsc, które niemal za każdym pobytem odwiedzam. Byłam też na poznańskim cmentarzu Zasłużonych. Ten jednak troszkę mnie rozczarował (malutki i chyba jeszcze bardziej zaniedbany niż inne). A znicz nieznanym, zapomnianym, choć "szczęśliwszym" od innych (tych bez własnego grobu) - na zbiorowym pomniku stawiam prawie za każdą wizytą na cmentarzu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też uwielbiam chodzić po starych nekropoliach, powiedziałabym takich z "duszą". Też podejrzewają mnie , że mam coś "z łokciem". Jak można chodzić po cmentarzach i zachwycać się starymi pomnikami. A można.
    A cóż teraz mamy pięknego w tej chińszczyźnie ?
    Byłam na Rosie, Antokolu w Wilnie, Łyczakowskim i Orląt w Lwowie, Monte Casino, Pere-Lachaise w Paryżu, musiałam odwiedzić zakopiański przecudowny cmentarz na "Pęksowym Brzyzku", w Krakowie na Salwatorze i wiele mniej znanych ale przepięknych, w których każdy może się szczerze zadumać i nie może przejść obojętnie...
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też coś ciągnie do takich starych cmentarzy. I także lubię nawiedzać miejsca spoczynku ludzi sławnych, zasłużonych.
    Byłam na Powązkach i w Zakopanem na "Pęksowym Brzysku" - zdaje się, że tam pochowany jest m.in. Makuszyński, mój ulubieniec z lat dziecinnych.

    Pamiętam też dobrze scenę z filmu. Na mnie też ten zaśnieżony cmentarz zrobił wrażenie.I oczywiście piękny utwór śpiewany przez Christinę. A potem zajadły pojedynek pomiędzy panami..... cudo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też lubię cmentarze, szczególnie takie, na których spoczywają zasłużeni, szkoda tylko,że cześć z nich jest zaniedbana

    OdpowiedzUsuń
  6. @Saro-Mario- kolejna wspólna cecha. I kolejne miejsce, do którego muszę w końcu dotrzeć- Zakopane.
    @Balbino- Makuszyński też zajmuje ciepłe miejsce w moim sercu. A w Adasiu z VII klasy kochałam się na zabój. Ty, jedna z niewielu wiesz, o czym piszę opisując scenę na cmentarzu :) Kiedyś podkochiwałyśmy się w Adasiu, dzisiaj w Gerardzie.
    @Bibliofilko- może założymy klub miłośniczek starych cmentarzy? To prawda, że bywają zaniedbane, ale mam wrażenie, że jako naród i tak bardziej dbamy o te pomniki pamięci, niż inne nacje. I odwiedzamy naszych zmarłych nie tylko 1 Listopada

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja lubię wędrować po cmentarzach - niekoniecznie tych słynnych, bo nie mam pod ręką, ale im starsze, tym lepiej. Mama mnie zaraziła. Łaziłyśmy razem i szukałyśmy nagrobka osoby, która najdłużej żyła. Albo najwcześniej się urodziła. Albo jeszcze inaczej. Zadumane i już.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Agnes - ja również wyszukuję najstarszego nagrobka.

    OdpowiedzUsuń
  9. sukienka_w_kropki17 czerwca 2012 19:20

    Interesujaca historia! Widzę że jest spore grono "cmentarnych pasjonatów" (do których również się zaliczam) czemu się nie dziwię, bo to wspaniałe świadectwo dane życiu i historii narodu. Jeśli będziesz w Mediolanie koniecznie udaj się na Cimitero Monumentale, nie pożałujesz! Tymczasem zapraszam na Picasę gdzie mam album z tego cmentarza ale to jest jedynie wierzchołek góry lodowej. We Włoszech często zahaczałam również o stare wiejskie i małomiasteczkowe cmentarzyki fotografując nagrobki które mnie szczególnie zainteresowały.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dajesz mi kolejny powód do odwiedzenia Mediolanu :) Z włoskich cmentarzy udało mi się odwiedzić jedynie wyspę cmentarną w Wenecji oraz malutki cmentarzyk przy kościele San Miniato we Florencji. Wrażenia niesamowite. Natomiast w Rzymie zabłądziłam i nie udało mi się dotrzeć na cmentarz. Jednak ponieważ Rzym odwiedzam dość często na pewno tam dotrę. Zdjęcia zaraz letę oglądać :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).