poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Chartres katedra sięgająca gwiazd


Nie ma mocy z granitu, której nie podważy
nikłość,
przenikliwa i łatwa,
rozpędzona nikłość promienia.
Nie ma ziemi, jest tylko
wyrzutnia do zewnętrzy otwieralnych świata,
do wielowymiaru,
gdzie rodnia gwiazd i barw i gdzie zaród
widzenia –
dokąd moja źrenica wzniosła się – i spadła.
(fragm. Wiersza Juliana Przybosia Widzenie Katedry  w Chartres)


Powinnam napisać, że o katedrze w Chartres dowiedziałam się czytając listy Wyspiańskiego do Rydla, albo przeglądając podręczniki architektury, ale nie byłaby to prawda. Listy, a właściwie ich fragmenty czytałam dużo później. O Chartres po raz pierwszy przeczytałam u Dana Browna, to jemu zawdzięczam zainteresowanie Berninim, Rafaelem, Dürerem, paroma rzymskimi świątyniami i właśnie Chartres. Jakiś czas później przeczytałam wpis u Sary-Marii i zafascynowana opisem, pięknymi zdjęciami a także znajdując się na fali uwiedzenia pięknem średniowiecznych świątyń, których urodę sławił Wiktor Hugo w mojej ukochanej powieści Katedra Najświętszej Marii Panny w Paryżu (znanej też jako Dzwonnik z Notre Dame) postanowiłam odwiedzić Chartres i jej gotycką świątynię Notre Dame. 

Kiedy wysiadłam z pociągu na stacji kolejowej w Chartres niemal od razu ukazały mi się górujące nad dachami zabudowań dwie smukłe, sięgające nieba wieże. Z daleka wyglądają one niemal identycznie, jednak kiedy przyjrzeć im się bliżej różnice dostrzegalne są gołym okiem. Różni je nie tylko dziesięć metrów wysokości (cóż to znaczy przy wysokości 115 metrów wyższej z wież), ale także styl. Do miasteczka przyjechałam w dość ładny, chwilami słoneczny wrześniowy dzień, nie miałam więc okazji ujrzenia katedry w nocnej oprawie, tak jak zobaczył ją 8 czerwca 1890 roku Stanisław Wyspiański. A wrażenia swoje opisał w liście do przyjaciela „oblana pełnem światłem księżyca wyglądała jak widmo wiekowe zastygłe i zakamieniałe z pojęciami średniowiecznymi - panujące dziś jeszcze ogromem swoich kształtów - bogactwem dekoracji i 
zdobności - fasada płaska - bez silnych zagłębień - ubrana wielolistną różą czerniejącą na jej czole, ujęta ramionami dwu wież, spinających się w górę-i prześcigających się wzajemnie; niższa romańska pełna powagi i dumna wybiegła w górę wysokim szczytowym dachem, druga ubrała się w XV wieku wielą szczegółów architektonicznych. upstrzona łukami i różami - panuje swoją wesołą i swobodną wyższością w portalach na dole stanęły szeregiem długie wąskie zastygłe postacie królów I świętych”[listy tom 2, cz.1, str. 51] Nie ujrzałam zatem świątyni oblanej światłem księżyca, ale ujrzałam w majestacie dnia ze wszystkimi detalami i zdobieniami. Gotycka katedra musi być ogromna, musi sięgać chmur iglicami wież, musi sprawić monumentalne wrażenie na wiernych a tym bardziej na niewiernych. Gotycka katedra to wszak Dom Boga z kamieni oraz szkła, więc kolana same zginają się ku ziemi po przekroczeniu jej progu. Mnogość rzeźb i posągów, figur, mieniące się świetlne, kolorowe refleksy witraży sprawiają, iż odwiedzający zostaje przez świątynię „uwięziony” i jest to szczególny rodzaj niewoli, takiej niewoli, o którą można by prosić w modlitwie; Panie, daj mi się znowu zniewolić przez kamienne ramiona świątyń w Chartres, Reims, Rouen, Paryżu i pozwól mi jeszcze raz oglądać te cuda. 
Katedra pochodzi z przełomu XII i XIII wieku i powstała w miejscu, w którym stały wcześniej cztery inne świątynie. Zgodnie z legendą w III wieku do Chartres przybyli pierwsi chrześcijanie i odnalazłszy w grocie celtycką rzeźbę brzemiennej kobiety, którą uznali za wyobrażenie Najświętszej Panienki przyjęli to za cud i wybudowali tutaj pierwszy drewniany kościół. Oczywiście, jak to często bywa chrześcijańska świątynia powstała w miejscu, w którym wcześniej znajdowało się miejsce kultu pogańskich bogów. 

O katedrze w Chartres wielu mówi, że to najpiękniejsza z gotyckich katedr we Francji. Pewnie znajdzie się tyle samo zwolenników tej teorii, co i przeciwników. Jedno jest pewne Katedra Najświętszej Marii Panny w Chartres robi wrażenie. Myślę, że nie tylko z powodu jej ogromu (130 metrów długości i 17 metrów szerokości nawy), nie tylko z powodu znajdujących się tutaj ponad 10000 rzeźb z kamienia i szkła, nie tylko z powodu około dwustu kolorowych witraży (ze sławną Błękitną Różą oraz Najświętszą Marią Panną Pięknego Szkła), nie tylko z powodu Welonu Maryi – skarbu - relikwii, utkanego z jedwabiu pięciometrowego welonu, który miała nosić Maryja, a także tajemnic, jakie skrywa świątynia oraz największego w Europie znajdującego się na posadzce świątyni labiryntu. 

Labirynt będący symbolem poszukiwania duchowego centrum, dążenia do samopoznania w symbolice katolickiej miał umożliwić człowiekowi średniowiecza odbycie na kolanach pielgrzymki do Ziemi Świętej. Ten labirynt dzisiaj jest prawie niewidoczny, gdyż posadzkę zastawiono niemal w całości krzesłami. O katedrze w Chartres mówi się, że jest miejscem tajemniczym, miejscem zetknięcia dwóch światów.
Dla mnie gotyckie katedry to nie tylko przesłanie o potędze i chwale, to nie tylko połączenie kamieni oraz szkła, to wyraz marzeń człowieka; dla jednych będzie to marzenie o zbliżeniu się do Boga, dla innych marzenie sięgnięcia do gwiazd. 
No i na zakończenie nie mogłam sobie podarować Les Cathedrales w wykonaniu Bruno Pelletier (utwór od którego zaczęła się moja fascynacja gotyckimi katedrami)


A kiedy zastanawiałam się, czy wpis o katedrze opublikować (ostatnio ciężko mi się zabrac do pisania i publikowania, nic mi się nie podoba, mam dołek "twórzy" przeczytałam przepiękny wpis na temat gotyckich katedr w Reims i Paryżu u Nutty i jej zachętę do publikacji.


Zdjęcia. 1 Obraz Katedra w Chartres Corota Luwr, 2. Katedra od strony fasady zachodniej 3. fragment witraży od strony ołtarza, 4. Dziewica Maryja przy filarze, 5. Posągi Apostołów i Jezusa w Portalu południowym. 6. Fragment labiryntu

8 komentarzy:

  1. Dziękuję za wpis o katedrze znanej mi tylko z literatury. Marzy mi się pierwsze spojrzenie, które jest jak przywitanie, a potem poznawanie kolejne, niespieszne. I witraże chciałabym zobaczyć w słońcu, tę ucztę dla oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam wracac do miejsc już "poznanych", aby delektowac się pięknem miejsc tak urokliwych. Witraże w pełnym słońcu to jest piękna uczta, której udało mi się kilkakrotnie zażyć. Największe wrażenie ze wszystkich pięknych i piękniejszych witraży zrobiło na mnie Saint Chapel w Paryżu, ale tam właśnie zabrakło mi szczęścia do słońca, które przepuściłoby swe promienie przez diamenty witraży. Ale od czego są powroty. I zawsze lubię zostawic sobie cos (parę takich cosiów) właśnie na pretekst do powrotu i kolejnych odwiedzin

      Usuń
  2. Katedry od zawsze mnie fascynowały. Zaczęło się od katedry w Nysie z pięknym bliźniaczym portalem i bogatym wystrojem licznych kaplic. Potem były i te najbardziej znane jak KND w Paryżu i Reims, i takie, o których niewielu słyszało. Katedra w Chartres na pewno jest tą z czołówki najpiękniejszych i najbogatszych w zdobienia. Nie widziałem jej na żywo, tylko na ilustracji w albumie. Twoja relacja i opis pięknie oddaje nastrój, jaki ogarnia człowieka wobec takich budowli. DOM dla Boga. Warto o tym pamiętać, zwiedzając takie miejsca.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że potrafiłam wprowadzic w nastrój. Sama nie miałam okazji oglądać wielu polskich katedr, nie iwdziałam też katedry w Reims i zapewne wielu innych. Ale tak jak piszesz, każda i ta znana, niejako na świeczniku, będąca celem pielgrzymek wiernych i turystów, jak i ta, o której mało kto słyszał potrafią wzbudzic w nas całą masę emocji i pięknych doznań.

      Usuń
  3. Gdy tak mam przed oczami ostatni wpis nutty o katedrach właśnie, a teraz twój, to sobie myślę - tyle piękna, majestatu, światła! I jak do tego naszym katedrom (szukam zdrobnienia, ale nie znajduję)! Z taką nabożnością w szkole chłonęłam wieści o witrażach, ołtarzach, a stanie się przed kościołem Mariackim i... No właśnie. Być tam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja myślę, że i u nas jest wiele pięknych, dech zapierających katedr, tyle, że po prostu o nich nie wiemy. Teraz kiedy czytam blogi podróżnicze (Sary-Marii, Moniki, Wkraja i inne) dowiaduje się o pięknych świątyniach, których nazwy nawet nie słyszałam. A Kościół Mariacki w Krakowie należy do jednej z nich, chociaż ten akurat jest znany chyba większości. Tak, Kraków mnie przyzywa od dwóch lat tam nie byłam. I już prawie leciałam (co prawda w grudniu) - ale se padły linie lotnicze :(, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni i wierzę, że Kraków już niedługo odwiedzę

      Usuń
  4. Wacław Oszajca jest autorem wiersza bez tytułu:
    ***
    na portalu katedry w Chartres
    Dialektyka trzyma na ręku
    piastuje a może raczej pieści
    zębatego smoka

    z wężowej skóry dnia
    wywija się cichy wieczór

    A w innym wierszu o plebanii w katedrze tenże sam autor pisze:
    (...)
    tylko słońce
    jeszcze niezmiennie
    świeci i rozśmiany
    diabeł pokazuje język aniołowi
    który z jakiegoś ludzkiego powodu
    stracił głowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba, zwłaszcza ten anioł tracący głowę- to taki ludzki wymiar boskości :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).