![]() |
| Dom pod przepiórczym jajem |
Zanim zajrzę do Palazzo Mafei w Weronie dla zmiany klimatu parę refleksji z Legnicy.
Najczęściej wybór destynacji jest spełnianiem podróżniczych marzeń, myślę o konkretnym miejscu, chcę tam coś zobaczyć, bo zainspirowały mnie wspomnienia innych, czasami podążam za dziełem sztuki, czasem mam literackie albo historyczne skojarzenia.
A bywa, że jest to całkowity przypadek.
Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że pojadę do Legnicy roześmiałabym się mu w nos. Zdjęcia miasta (choć wnętrze kościoła Marii Panny niezwykle kusiło) nie były dostatecznym argumentem, aby pokonać kilkaset kilometrów. Nie miałam żadnych skojarzeń literackich czy malarskich. Jedynie gdzieś tam w zakamarkach pamięci majaczyła mi śmierć polskiego księcia Henryka II Pobożnego na legnickich polach, tyle, że wiek XIII nie należy do moich ulubionych epok, stąd i historyczna wiedza w tym temacie mizerna.
Rok temu Magda zaproponowała wspólny wypad na Dolny Śląsk, w tym do Legnicy, z uwagi na swe literackie spotkania związane z promocją książki. Przyznam, że pomysł mnie nie zachwycił. Jechać, aby spędzać czas na spotkaniach literackich nie bardzo mi się uśmiechało, a tak to sobie początkowo wyobrażałam. Oczywiście chadzam na spotkania literackie z moją przyjaciółką, ale podróżowanie wolałabym spędzić bardziej poznawczo.
![]() |
| Katedra Piotra i Pawła w Legnicy |
Na początku roku Beata zaproponowała wspólny wyjazd do Wrocławia. Początkowo odmówiłam. Przez kilka ostatnich lat odwiedzałam miasto rok rocznie i chciałam odmiany. Wrocław jest piękny, bardzo go lubię, dobrze się tam czuję, uwielbiam jego zielone parki i ogrody. Ale Wrocław jest też dużą aglomeracją, a zatem jest tam tłoczno i gwarno, a ja z wiekiem coraz bardziej łaknę ciszy i spokoju, nie bawią mnie koncerty na rynku, eventy w parkach, kolejki do muzeów, jazda w korkach.
A jednak po przemyśleniu sprawy i sprawdzeniu repertuaru teatrów muzycznych w całym kraju, okazało się, iż dwa musicale, które chętnie bym obejrzała odbędą się właśnie we Wrocławiu w odległości pięciu dni od siebie, a mało mi znana Legnica leży w odległości czterdziestu minut jazdy pociągiem od Wrocławia i akurat w tym samym czasie będzie w niej przebywała Magda.
![]() |
| Mural z Mikołajem Kopernikiem u wylotu uliczki Partyzantów z kościołem Św. Jana Chrzciciela w tle Przy tej ulicy mieści się Muzeum Miedzi |
Postanowiłam zrobić przyjaciółce niespodziankę i powiedziałam o moich planach dopiero po zarezerwowaniu hotelu. Legnica nie jest duża, więc nie zdziwiłam się, że mamy nocleg w tym samym budynku, na tym samym piętrze. Co więcej nasze pokoje sąsiadowały ze sobą.
Beata co prawda do Wrocławia się nie wybrała, ale to w zasadzie ona była impulsem do tej podróży. Dzięki kochana, jeśli to czytasz.
Legnica okazała się idealnym przerywnikiem w podróży. Jest niewielka (ok 90 tys. mieszkańców), kwiecień nie jest tu szczytem turystycznego sezonu, a najbardziej uczęszczana ulica Najświętszej Marii Panny pozwalała spokojnie pokonywać trasę od kościoła Mariackiego do katedry Piotra i Pawła.
![]() |
| Główna uliczka miasta- legnicki deptak jak widać nie jest zatłoczona |
Nie będę się rozpisywać o zabytkach, bardziej chciałabym się skupić na wrażeniach. Choć miałam być w Legnicy cztery dni nie zakładałam obejrzenia każdego ciekawego budynku, czy każdej wystawy. To był czas przeznaczony na wspólne spacery, rozmowy, posiłki, kawki. Czas, którego tak nam brakuje na co dzień. Jak to możliwe, że dwie seniorki mają kalendarze wypełnione co najmniej miesiąc naprzód, a plan wyjazdów opracowany nawet trzy miesiące wcześniej. Legnica była tym razem jedynie tłem naszych spotkań, a trzeba dodać ładnym i urokliwym tłem.
![]() |
| Kawiarenka w centrum Witelona |
Pogoda tradycyjnie w tym roku była kontrowersyjna 😊 Cieszyłyśmy się, że nie padało, ale skakać z radości nie było powodu. Na szczęście od dłuższego już czasu wyszukujemy w naszych podróżach pozytywnych stron, a na te mniej jasne patrzymy przez palce.
Jak wspominałam wcześniej z Legnicą nie miałam żadnych skojarzeń, a jednak dużą radość sprawiło mi połączenie Legnicy z Witelonem. Podczas tegorocznej wizyty na padewskim uniwersytecie, okazało się, iż jednym z czterech Polaków (studentów tamtejszej uczelni), których uhonorowano portretem w Sali prowadzącej do Magna Aula był właśnie pochodzący ze Śląska Witelon (Witelo Polacco). Był to mnich żyjący na przełomie XIII i XIV wieku, który prawdopodobnie urodził się w Legnicy, lub w jej sąsiedztwie. Był uczonym (fizyk, matematyk i filozof), prowadził pracą nad optyką i psychologią, a zatem miał bardzo rozległe zainteresowania. Pochodził z niezamożnej rodziny i pierwsze nauki pobierał w szkole klasztornej w Legnicy. Studiował w Paryżu (sztuki wyzwolone) oraz w Padwie (prawo, filozofię i nauki ścisłe). W Viterbo poznał współpracownika Tomasza z Akwinu. Napisał parę książek z dziedziny nauk ścisłych. No prawdziwy człowiek renesansu choć w dobie przed renesansowej. Na jego dzieła powoływali się Leonardo da Vinci i Mikołaj Kopernik. Przebywał w otoczeniu książąt i biskupów, był przewodnikiem duchowym księcia Władysława, często przebywał we Wrocławiu, parał się działalnością dyplomatyczną, świadcząc swe usługi zarówno na dworach książęcych i papieskich. Dobrze, że jego imieniem nazwano parę ulic, budynków, a także jeden z kraterów na księżycu, bo warto aby imię takiego uczonego było znane. Można rzec że sława jego osoby sięgnęła gwiazd.
![]() |
| Witelo w białej szacie Uniwersytet w Padwie |
Nie wiem dlaczego, ale skojarzenie człowieka, którego portret oglądałam całkiem niedawno w Padwie z osobą pochodzącą z Legnicy (czy też jej okolic) sprawiło mi dużą przyjemność. Poczułam się, jakby wspomnienie uczonego mnicha przepłynęło przez czas i przez moje myśli i na krótką chwilę splotły się ze sobą. Pewnie piszę głupstwa, ale lubię takie powiązania zdarzeń z pozoru zupełnie odległych; moje dwie podróże tak nieodległe w czasie i to spotkanie z wielkim człowiekiem. Może dlatego tak dobrze czułam się w Centrum Witelona znajdującym się na terenie Parku Miejskiego. Nie wiem, czy to otoczenie kulturą, czy ogromne przeszklone ściany i jasność wnętrza sprawiły, że odebrałam to miejsce, jako przyjazne i klimatyczne. Bardzo dobrze mi się tam siedziało nawet przy szklance wody. Może to niewielka ilość gości i cisza, może zieleń za oknami, widok na mały ogródek z palmiarnią, a może wiszące na ścianach grafiki pana Jaśnikowskiego (nadające pomieszczeniu wymiaru baśniowości) sprawiały, że chciało mi się tam wracać.
![]() |
| Otoczenie Centrum Witelona |
Centrum mieści się w miejscu, w którym dawniej znajdował się Dom Strzelecki. Bractwo Strzeleckie powstało w Legnicy w XV wieku. Wtedy też zakupiło kawałek gruntu, na którym przeprowadzano ćwiczenia strzeleckie. Było to w miejscu, w którym dziś znajduje się ulica Witelona. Na terenie ich posiadłości powstała z czasem karczma, a w pobliżu znajdowała się strzelnica. Ponad dwieście lat temu wzniesiono tu budynek będący siedzibą bractwa. Po jego strawieniu przez pożar w 1845 r. przekazano prawo własności gruntu miastu w zamian za odbudowę budynku z zachowaniem prawa do swobodnego korzystania z nowego obiektu. I tak powstał Dom Strzelecki - budynek w stylu renesansowo-klasycystycznym. Odbywały się tu różne uroczystości i spotkania, bale i koncerty. Pod koniec XIX wieku obiekt wydzierżawił znany restaurator, który słynął z wystawnych przyjęć. Dzisiejszy kształt budowli pochodzi sprzed stu lat. Obok Domu Strzeleckiego znajdowała się ekspozycja roślin tropikalnych, z czasem nazwana Gajem Tropikalnym. W początku zeszłego stulecia powstał w pobliżu Domu ogród japoński. Dziś znajduje się tam niewielka pergola, parę drzewek bonsai oraz palmiarnia.
Nie miałam okazji odwiedzić Kościoła Najświętszej Marii Panny (którego przepiękne wnętrze zaprezentował nam Wiesiu – można zajrzeć tutaj), ponieważ świątynia była niedostępna dla odwiedzających. Wg informacji uzyskanych od pani przewodnik po Mauzoleum Piastów Śląskich władze miasta postanowiły udostępniać kościół odpłatnie w związku z czym przeprowadzane są prace adaptacyjne. Żałuję, że nie udało nam się wejść, bowiem świątynia prezentuje się imponująco.
Katedra Św. Piotra i Pawła nie zrobiła na mnie dużego wrażenia (moja babcia mawiała, że piorda pełna, jak wybrzydzałyśmy podczas posiłku, czyli po naszemu, że pełne mamy cztery litery). Choć bardzo spodobała mi się ambona.
![]() |
| Fragment ambony w katedrze Piotra i Pawła (kolejne skojarzenie z ołtarzem w kościele św. Jana w Gdańsku, chyba uwagi na budulec i piękno wykonania) |
Odwiedziny w Mauzoleum Piastów Śląskich były marzeniem Magdy pasjonującej się historią śląskich Piastów, ja poszłam z ciekawości. Dla mnie nie znającej historii tych ludzi była to jedynie ciekawa acz nieco przeładowana (bo barokowa) kaplica z dość fantazyjnymi tumbami (na bogato). Mauzoleum było wyrazem upamiętnienia nie tylko tej gałęzi rodu ale i całej dynastii Piastów. Powstało w końcówce XVII wieku. Jedyne co zapamiętam z tej wizyty to niesamowite zimno (mróz przenikał mnie aż do kości). Jak mawiają to się widzi, co się wie. Jako, że ja niewiele wiedziałam niewiele zobaczyłam.
Natomiast bardzo podobało mi się w Muzeum Miedzi. Nie miałam pojęcia, iż tak wiele przedmiotów użytkowych powstało przy użyciu tego surowca. Odniosłam wrażenie, że największe zastosowanie miała przy wyrobie przedmiotów sakralnych, ale też naczyń użytkowych. Miedź wykorzystuje się też przy wytwarzaniu witraży, jako że dobrze łączy się ze szkłem, a w muzeum można obejrzeć piękne wazoniki z awenturynu miedziowego (odmiany kwarcu o pięknym miedzianym połysku). No i nie mogłam przeoczyć miedzianego plastra wydobytego z wraku statku. Statek z początku XV wieku wydobyto w zeszłym stuleciu w Zatoce Gdańskiej. A największe wrażenie robi błyszcząca niczym złotem miedziana wanna.
![]() |
| Miedzioryt Macierzyństwo wg Wyspiańskiego (Muzeum Miedzi Legnica) |
Obok eksponatów z miedzi w salce znajduje się kilkanaście rysunków będących podstawą tworzonych miedziorytów, między innymi Rembrandta Powrót syna marnotrawnego.
![]() |
| Rysunek Rembrandta do miedziorytu Powrót syna marnotrawnego Muzeum Miedzi Legnica |
![]() |
| Miedziany samowar Muzeum Miedzi Legnica |
![]() |
| Wazoniki z awenturynu miedziowego Muzeum Miedzi Legnica |
![]() |
| Plaster miedzi wydobyty z wraku statku z XV wieku w Zatoce Gdańskiej Muzeum Miedzi |
![]() |
| Chyba nie wymaga podpisu (Muzeum Miedzi) |
![]() |
| Płyta do wypieku opłatków Muzeum Miedzi w Legnicy |
W Muzeum poza ekspozycją prac pana Jarosława Jaśnikowskiego, o którym pisałam tutaj, odbywała się wystawa prac Nikifora. Po raz pierwszy mogłam obejrzeć prace tego prymitywisty, co było ciekawym doświadczeniem. Największe wrażenie zrobił na nas list proszalny skierowany do potencjalnych nabywców prac, w którym się skarży, że wszyscy tylko oglądają, a nikt nie chce kupować, a on nie ma co jeść i co ubrać. Nie powiem, aby mi się owe malunki nie podobały, ale też nie powiem, że mnie zafascynowały, w każdym razie było to nowe doświadczenie zobaczyć sporą ilość prac tego ubogiego samouka. Większość przedstawiała architekturę Krynicy, w której mieszkał (nierzadko cerkwie, biskupów i siebie samego). Podpisywał się jako Netyfor lub Matejko. Od nikomu nieznanego żyjącego w ubóstwie, a nawet w nędzy człowieka osiągnął ogromny sukces. Niewielu malarzy znanych jest bardziej z imienia (Vincent, Rafael, Nikifor. Wszak rzadko kto powie Krynicki).
![]() |
| list proszalny Nikifora Muzeum Miedzi Legnica |
![]() |
| Nikifor przy ołtarzu przed urzędem Muzeum Miedzi Legnica wystawa czasowa |
![]() |
| Kapliczka z aniołem na łodzi |
![]() |
| Nikifor w drodze (o ile dobrze sfotografowałam tabliczkę z podpisem. Muzeum Miedzi Legnica- wystawa czasowa) |
Jeśli chodzi o architekturę bardzo podobały mi się sgrafitowo zdobione kamienice, których w Legnicy spotkałam kilka (jak śledziowe na rynku, jak Kamieniczka Scholza oraz najładniejsza z kamienic Dom pod przepiórczym koszem). Mam wrażenie, że to one nadają klimat miastu. Mnie skojarzyły się z lubelskimi zdobieniami kamienic, a jest to bardzo przyjemne skojarzenie.
![]() |
| detal domu pod przepiórczym jajem Legnica |
![]() |
| Kamienice śledziowe Legnica |
![]() |
| Kamienica Scholza Legnica |
Spędziłyśmy niezwykle miłe cztery dni, z czego jeden został poświęcony Złotoryi, gdzie Magda odbywała swoje spotkanie z czytelnikami, a ja dołączyłam, aby poznać jedną z czytelniczek oraz spotkać się z ardiolą (czyli Alicją).
Spotkania z ludźmi były tym razem najważniejszą wartością wycieczki na Dolny Śląsk. Oczywiście to możliwość wspólnego pobytu z Magdą w Legnicy zdominowała inne spotkania, ale nie mniej ważne były spotkanie z Alicją, Dorotą (czyli Bee) we Wrocławiu, czy nowo poznaną Ewą.
![]() |
| Zamek Piastów w Legnicy |
![]() |
| przed katedrą (zamiast tradycyjnego słodkiego co nieco, bo wcięło mi zdjęcia słodkości z Legnicy) |



























Dawno tam nie byłam ale kiedy wyprowadzili się Ci, którzy nie są nam potrzebni, Legnica trochę odżywa. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNie znałam wcześniej Legnicy, więc trudno mi się wypowiadać, ale myślę, że nasi niechciani goście nie sprzyjali rozwojowi żadnego z miast, w których przebywali
UsuńNawet gdybym nie poznała Legnicy wcześniej, to po przeczytaniu Twoich opowieści o tym mieście, już by mnie zachęciło. I dopiero po przeczytaniu unaoczniło mi się podobieństwo z Lublinem. A Kapliczka na wodzie Nikifora też mi się odpisała w pamięci. Jedyne co musiałam sprawdzić, to owego księcia Władysława którego duchowym przewodnikiem był Witelon. I oczywiście znam tego księcia🤗To najmłodszy syn Henryka Pobożnego, bohatera bitwy pod Legnicą. Jego najstarszym synem był szalony Bolesław Rogatka, którego odległym potomkiem był ostatni Piast Jerzy IV Wilhelm. Od brata Konrada pochodziła linia Piastów głogowsko-żagańska. Również zaś mądrym bratem jak Władysław był Henryk III Biały,który dochował się jedynego syna wyjątkowo ambitnego ale też pełnego pychy i tenże syn zmarł otruty a że był bezdzietny to o jego dzielnicę toczyły się wielkie boje. A był to Wrocław. Taki fantastyczny był i jest ten Śląsk.
OdpowiedzUsuńO proszę znalazłaś powiązanie pomiędzy moim odkryciem pana Witelona a twoimi znajomymi Piastami :) Lubimy takie powiązania, które może dla innych są bez znaczenia, nieciekawe, a nam sprawiają przyjemność.
OdpowiedzUsuńNiedawno gościła na Twoim blogu Werona, a teraz gości Legnica. Pierwsze z tych miast jest sławne, piękne i przyciąga turystów, drugie jest niepozorne, nieuwiecznione w książkach. Ale ja mam sentyment do takich niepozornych miasteczek i uważam, że w każdym można znaleźć coś ciekawego, pomieszkać przez kilka dni. Chętnie bym pospacerowała po Legnicy i zobaczyła te kamienice nadające klimat miastu. :)
OdpowiedzUsuńTeż lubię takie małe, spokojne miasteczka, mające jeden dwa kościółki, jakąś galerię sztuki, muzeum, ryneczek, park, gdzie można spokojnie sobie pochodzić nawet tymi samymi uliczkami kilka razy pod rząd, bez pośpiechu. No i co zauważyłyśmy z Magdą takie miasteczka mają fantastyczne butiki, gdzie można dostać coś innego, niż w naszych sieciówkach, zawsze więc poza galeriami sztuki odwiedzamy też butiki z ciuszkami :) choćby tylko popatrzeć, ale często wzbogacamy zawartość naszych szaf
OdpowiedzUsuńTe sgrafitowe zdobienia są wspaniałe. Też przypominają mi wiele miast. Nawet w Bolesławcu widziałam niedawno.
OdpowiedzUsuńLegnica nazywana była Małą Moskwą, może to niechlubne, ale również kawałek historii.
Mam tak blisko, muszę się wybrać pociągiem.
A nasze spotkanie przyniosło tyle refleksji.
Pewnie takie sgrafitowe zdobienie znajdują się w większej ilości miast, ale ja kojarzę głównie te lubelskie. Nazwy Mała Moskwa w odniesieniu do Legnicy nie słyszała, czy ma to coś wspólnego z filmem Mała Moskwa, którego chyba nigdy nie udało mi się obejrzeć do końca, albo było to tak dawno temu, że nie pamiętam. Po spotkaniu, najpierw z panią bibliotekarką, potem Ewą, potem Tobą pomyślałam sobie, jak bardzo się zmieniłam ja sama, jeszcze parę lat temu, jako introwertyczka, indywidualistka omijałabym szerokim łukiem spotkania z nieznanymi, lub troszkę znanymi tylko osobami. Nie wiem, czy blog, czy podróże, czy wiek sprawiły u mnie większą otwartość na to co nowe i nieznane.
UsuńTak, film ma Moskwa to opowieść o Legnicy. Mnie bardzo podobał się ten film. Taka sentymentalna opowieść miłosna, która mogła się zdarzyć. Jeździliśmy z rodzicami do Żagania do mojej cioci. W Legnicy często mieliśmy przesiadkę, moja mama zaczepiała żołnierzy radzieckich i chciała kupić złote pierścionki 🤔 oni częstowali dzieci konfietami. A to złoto kupowała moja rodzina z Żagania, gdzie również stacjonowali żołnierze radzieccy. A teraz są amerykańscy 😃
UsuńNajciekawsze w podróżach jest to, że nawet będąc w tym samym miejscu każdy z nas widzi coś innego. Tak też jest z Legnicą, w której przecież byłem ale nie byliśmy w Muzeum Miedzi i w Mauzoleum Piastów Śląskich. Byliśmy przejazdem i szczerze powiem, że dopiero na miejscu zobaczyłem jak wiele Legnica oferuje a czas jak zwykle w podróży - gonił. Piękna jest ta miedziana wanna może konkurować z basenem kąpielowym w pałacyku Dietla. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMusiałam usunąć i przekopiować odpowiedź dla Alicji, bo się pomieszały komentarze. :) To prawda, że dostrzegamy coś innego i to jest ciekawe. Ja uważam, że Ty z Asią widzieliście bardzo wiele ciekawych miejsc, już choćby kościół Mariacki, do którego mnie nie było dane wejść. Jestem pod wrażeniem. Przy jednodniowym, czy pół dniowym pobycie trudno wchodzić do muzeów, a do Mauzoleów trzeba się umawiać na konkretny dzień i godzinę. Co prawda miałyśmy szczęście że umówiłyśmy się rano na godzinę południową i byłyśmy tylko we dwie z przewodniczką, ale może się też zdarzyć, że będzie grupa i się nie załapie na wejście. A Muzeum Miedzi mnie zaskoczyło, bo ja to raczej jestem wielbicielka malarstwa i sztuki, ale tutaj te naczynia bardzo mi się podobały. Wanna cudna, ale jednak salon kąpielowy w Pałacu Dietla bardziej wysublimowany, elegancki. Taka wanna dobra dla patrycjuszki, tamten basenik dla księżniczki. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńLegnica jest ciągle tym miastem, które oczekuje na mojej liście "do odwiedzenia". Dziękuję za ten piękny spacer po mieście. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńProszę bardzo, może kiedyś się wybierzesz. Pozdrowienia
UsuńMnóstwo wspaniałych wrażeń. Do Legnicy się wybieram, tylko nie wiem kiedy, więc mam całe mnóstwo inspiracji. Najbardziej podobają mi się malunki na kamienicach i postać nieznanego mi Witelona. Super spacerki. Dzięki:)))
OdpowiedzUsuńJak pisała wyżej Alicja sgrafitti bywa i w innych miastach, jak widziałam tylko w Lublinie, też mi się podobają
UsuńW Legnicy byłam dawno temu, kiedy mówiło się o niej Mała Moskwa. Wtedy wydała mi się brudna szara, pozbawiona uroku. I pewnie dlatego chciałam jak najszybciej się z tym miastem pożegnać. W roku 2008 poszłam z przyjaciółką na film Mała Moskwa i nie powiem zrobił na mnie ogromne wrażenie, ale nie zachęcił do odwiedzenia Legnicy po raz drugi, mimo iż na Dolnym Śląsku przebywałam kilkukrotnie.
OdpowiedzUsuńTwoje wrażenia z pobytu w tym mieście niejako zainspirowały mnie do ponownego przyjrzenia się historii Legnicy i jej mieszkańców, szczególnie działającego tam niegdyś Witelona.
Mile spędzony czas z przyjaciółką :)
W dawnych czasach wiele miast i miasteczek była szarobura, na jeden socjalistyczny, nijaki wzór. Pamiętam, jak kiedyś Ustka małe nadmorskie miasteczko wydawała mi się nijaka i nieciekawa, a jedynie fakt dostępu do morza, plaża i wczasowicze u babci sprawiały, że jeżdziłam z sentymentem. Ostatnio po wielu latach nie poznałam, zmieniła się i wyładniała. Choć niestety też stała jeszcze bardziej modna, a co za tym idzie w sezonie pełno tam gości
UsuńTak jak Ty z Legnicą miałam z Wenecją, kilka lat temu śmiałabym się głośno gdyby ktoś mi powiedział, że nie dość że tam pojadę to jeszcze po kilku latach wrócę. No ale tak się stało, za pierwszym razem zostałam niemal postawiona przed faktem dokonanym a głównym argumentem było to, że byliśmy niedaleko. Za drugim wróciłam bo czułam niedosyt i chciałam dać się oczarować raz jeszcze.
OdpowiedzUsuńFajnie się złożyło że miałyście z koleżanką nocleg w tym samym miejscu, w dodatku w sąsiadujących ze sobą pokojach.
Jeżeli słyszę, że jakieś miejsce jest nieciekawe to zawsze jestem tak zaintrygowana, że jadę i to sprawdzam po swojemu.
To mnie zaskoczyłaś. Wydawało mi się, że Wenecja wydaje się wszystkim baśniowa i tak piękna, że chce się ją odwiedzić. Dziś co prawda może zniechęcić ilość gości (masakryczna), ale niechęć - to się nie spodziewałam. Co prawda znam osobę, którą rozczarowała, bo śmierdziało. Owszem woda z kanałów nie pachnie perfumami, a czasem jest to nawet woń nieprzyjemna, ale każdemu przecież może się podobać co innego i prawdę mówiąc to cieszyłabym się, gdyby wszystkim podobało się co innego niż mnie, niestety jest nas ludków tak wiele, że to niemożliwe. A wspólny pobyt w miasteczku to nie odmawiając uroku Legnicy największa wartość wycieczki. Ileż się nagadałyśmy, ile też wspólnych wspomnień się narodziło- tematów do kolejnych rozmów to nasze.
OdpowiedzUsuńA z tym - sprawdzam - też często tak mam, jakaś przekora, jak ktoś za bardzo zachęca, albo jak ktoś bardzo odradza (to się przekonam po mojemu)
W Legnicy byłam lata temu. Od tamtego czasu miasto wypiękniało. Gdy zobaczyłam je w poście Wiesia, a teraz u Ciebie, mam w planach odświeżyć wspomnienia.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)