Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 1 września 2026

Lekko spóźniony sierpień z Bitwą pod Grunwaldem Matejki

 



Chyba nie ma osoby, która nie znałaby Bitwy pod Grunwaldem. Nawet jeśli nie mieliście okazji oglądać jej w sali matejkowskiej Warszawskiego Muzeum Narodowego znacie go z licznych reprodukcji. Natomiast czy znacie jego losy wojenne?

Wojna to ogromne zagrożenie dla dzieł sztuki,  nie tylko z powodu działań wojennych, ale też jako pokusa dla pragnących się wzbogacić. Czy można by jednak Bitwę pod Grunwaldem spieniężyć? Okazuje się, że tak. Hitlerowscy okupanci w trakcie działań wojennych wyznaczyli ogromną nagrodę za wskazanie miejsca jej ukrycia. A wszystko z powodu przedstawionego tu tematu. Ale o tym za chwilę. 


Historia obrazu do wybuchu II wojny światowej
Pierwsza publiczna prezentacja miała miejsce 29 października 1878 r. W okresie, kiedy kraj był pod zaborami obraz stanowiący lekcję patriotyzmu był tak ważny dla Polaków, iż urządzono publiczne uroczyste obchody dla uczczenia malarza. Dzieło zaprezentowano w krakowskiej Sali Ratusza, a samemu mistrzowi wręczono berło, jako symbol panowania w dziedzinie sztuki. Żaden polski malarz nie dostąpił takiego zaszczytu. Dzieło nie było już własnością Matejki. Jeszcze we wrześniu zakupił je warszawski bankier Dawid Rosenblum. Kwotę 40 tysięcy rubli potraktował jako inwestycję. Obraz był odwożony po miastach polskich i stolicach europejskich i pokazywany za pieniądze. Po jego śmierci spadkobiercy sprzedali obraz Towarzystwu Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie i tam pozostał do września 1939 r. 

Co Niemcom do Bitwy pod Grunwaldem? 

Klęska wojsk krzyżackich z 1410 r. była dla nacjonalistów głoszących chwalę wielkiego narodu niemieckiego niezabliźnioną nawet po pięciu wiekach raną. Już w trakcie rozbiorów zdobyty przez Polaków w bitwie pod Grunwaldem ołtarzyk polowy Jagiełły ofiarowany kapitule gnieźnieńskiej wywieziono do Berlina. W czasie pierwszej wojny światowej feldmarszałek Hindeburg tak zaplanował bitwę z nacierającymi Rosjanami, by stoczyć ją możliwie najbliżej Tannenbergu czyli polskiego Grunwaldu. Niemcy nazwali ją drugą bitwą pod Tannenbergiem, gdzie wzięli rewanż za tę pierwszą. Gdy w 1938 roku Poczta Polska wydała znaczki upamiętniające zwycięstwo Jagiełły Berlin złożył protest, a polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie chcąc zadrażniać stosunków z sąsiadem poleciło wstrzymać emisję znaczków.
Skoro mały znaczek pocztowy mógł wywołać protest dyplomatyczny to co dopiero olbrzymi obraz nie dość, że przedstawiający klęskę, o której Rzesza nie chciała pamiętać, to jeszcze przedstawiający ją w sposób upokarzający dla pokonanych.

Wg niemieckich kronik wielki mistrz krzyżacki von Jungingen zginął z rąk jednego z dowódców tatarskich, co było śmiercią chwalebną, jako, że zginął z ręki wielkiego wojownika w dodatku niechrześcijanina (a zatem zginął za wiarę). Matejko zaś przedstawił półnagiego chłopa, który włócznią Św. Maurycego przebija mistrza krzyżackiego. Nie dziwi zatem upór z jakim naziści usiłowali wytropić obraz (aby zapewne go zniszczyć).

Bitwa pod Grunwaldem w czasie II wojny

Pakowanie zbiorów Zachęty rozpoczęto dopiero 30 sierpnia. O ile inne obrazy zdołano zdjąć ze ścian i zapakować w skrzyniach o tyle starsi pracownicy muzeum (których ominęło powołanie do wojska) nie byli w stanie zdjąć kilkuset kilogramowego obrazu o wymiarach ponad cztery metry na niemal dziesięć metrów. Na pomoc wezwano przechodniów. I choć omal nie zakończyło się to tragicznie przygnieceniem wicedyrektora Muzeum udało się obraz zdjąć ze ściany i nawinąć płótno na cztero i pół metrowy drewniany walec. Wraz z Bitwą umieszczono na wale też matejkowskie Kazanie Skargi. Wał umieszczono w solidnej drewnianej skrzyni wyłożonej azbestem. Kilka dni czekano na środek transportu, aby wreszcie pięciometrową ważącą półtorej tony skrzynię przewieźć na platformie konnej do Lublina. Skrzynię wypakowano na wewnętrznym dziedzińcu lubelskiego muzeum, a parę godzin później miasto zostało zbombardowane. Jedno ze skrzydeł Muzeum zostało zniszczone, zginęło paru pracowników muzealnych. Jednak skrzynia cudem ocalała. Była jednak tak ciężka, że nie dało się jej przesunąć. W desperacji rozbito ją siekierami, a obrazy na walcu wstawiono do Sali wystawowej zastawiając je skrzyniami ze zbiorami rzemiosła ludowego. Ponieważ obawiano się iż zbyt wiele osób wiedziało o ukryciu obrazów w Sali muzeum Lubelskiego dla niepoznaki naprawioną skrzynię załadowano z wielkim i udawanym wysiłkiem na wojskową podwodę i wywieziono za miasto. Mieszkańcy sądzili, że obraz wojsko wywiozło do Rumunii. Takie też wieści rozpowszechniało później  londyńskie radio. Kiedy Niemcy wkroczyli do Lublina dyrektor muzeum polecił zaufanym pracownikom zbudować wielką drewnianą ladę, do której schowano obrazy, a na wierzchu ustawiono książki, w ten sposób sporządzono atrapę biblioteki. Do wiosny 1941 roku obrazy bezpiecznie przeleżały w tej zaimprowizowanej bibliotece. Niemcy cały czas prowadzili intensywne poszukiwania obrazu wyznaczając ogromną nagrodę za wskazanie miejsca jego przechowywania. Bez rezultatu.  Kiedy ogłoszono przejęcie gmachu muzeum na germańskie centrum kultury pozostało kwestią dni znalezienie schowka. Kierownictwo muzeum z narażeniem życia zorganizowało wywiezienie obrazu. Na drabiniastym wozie udało się pod nosem Niemców przewieźć zamaskowany rupieciami walec. Wykorzystano masową wywózkę Polaków, jako pretekst rzekomej przeprowadzki mieszkańców. Walec ponownie włożono do skrzyni i przewieziono do szopy w siedzibie Taborów Miejskich. obrazy owinięto papą, uszczelniono sianem. Na skrzynią po kilku dniach ułożono i zabetonowano kliner, a stodołę odwodniono. Tak Bitwa pod Grunwaldem przetrwała wojnę pod ziemią.  Obraz wydobyto z kryjówki w październiku 1944 r. 
Taką to ciekawą historię obrazu przedstawiają w I tomie Sztuki zagrabionej Uprowadzenie Madonny Włodzimierz Kalicki i Monika Kuhnke.
Matejko nie należy do moich ulubionych malarzy, co potwierdza też to, iż w swoich bogatych zbiorach zdjęć z MNW mam tylko jeden obraz Bitwy pod Grunwaldem. 
Macie swoje skojarzenia związane z obrazem, udało się wam go obejrzeć w Warszawskim Muzeum Narodowym, do którego trafiło po przejściu konserwacji, a może macie inne ulubione obrazy Matejki?

Jest tak duży, iż trudno zrobić mu dobre zdjęcie, należałoby fotografować fragmentami. 

24 komentarze:

  1. Faktycznie obraz jest tak znany, że nawet nie zastanawiałem się czy widziałem go na żywo. Okazuje się, że nie i trzeba będzie to nadrobić. Nie zawsze reprodukcja dobrze oddaje charakter obrazu o czym przekonaliśmy się będąc w Wiedniu. Chodzi mi o znany obraz Gustava Klimta - Pocałunek. Dopiero na żywo widać, że to nie złota farba lecz płatki złota znajdują się na obrazie. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę miłej końcówki lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Z Pocałunkiem Klimta mam takie wspomnienia- zatłoczona sala i pełno par robiących sobie selfie i zdjęcia na tle dzieła. Zniechęciło mnie to do przepychania się przez tłum i oglądałam inne dzieła Klimta całkiem pomijane przez zwiedzających. Tak to bywa z ikonicznymi obrazami, że często trudno do nich dotrzeć. Pamiętam, iż miałam szczęście raz podejść blisko Mony Lisy i niemal samotnie (no w niewielkiej grupie przyglądać się maleństwu), ale to spośród moich chyba pięciu pobytów w Luwrze zdarzyło się raz. Z Bitwą pod Grunwaldem bywa różnie, czasem jest oblegana przez wycieczki, a są chwile, że można sam na sam z dziełem spędzić.

      Usuń
  2. Nie szkodzi, że masz tylko jedno zdjęcie z Muzeum Narodowego w Warszawie. Doskonale widać na nim, że Matejko miał... rozmach :) Nie miałam okazji na żywo podziwiać "Bitwy pod Grunwaldem", nie mam też ulubionych prac tego malarza.
    Historia tego dzieła jest za to fascynującą, a na jej kanwie można by było stworzyć najprawdziwszy thriller ;) Ileż tu było emocji i dramaturgii! Tyle zachodu dla jednego obrazu. Wszyscy jednak doskonale wiemy, że to nie było "byle co", jakiś tam obraz, tylko nasz skarb narodowy – unikalny i bezcenny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspomniałam nie jest Matejko moim ulubionym malarzem, jest takim Sienkiewiczem malarstwa, co to malował ku pokrzepieniu serc, co mu się chwali, ale mnie za serce nie ujął. Nie mniej, doceniam wagę i wielkość jego dzieł. A chyba najbardziej podobał mi się portret żony- istnej hetery, taki prawdziwy wg moich wyobrażeń. No i bardzo lubię Stańczyka. Będąc teraz na wystawie Kolekcjoner Ignacy Korwin Milewski spośród kilkudziesięciu portretów na zamówienie kolekcjonera wyróżnia się autoportret Matejki siedzącego, dostojnego.

      Usuń
  3. Oj to prawda, jest bardzo duży i bardzo znany. Ja widziałam go w Malborku.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że wystawiano go też w Malborku, ale to byłoby bardzo właściwe dlań miejsce dla zaprezentowania dumy polskiego zwycięstwa nad Krzyżakami. :)

      Usuń
  4. Ciekawa historia i jakie poświęcenie wszystkich ludzi zaangażowanych w ukrywanie tego dzieła.
    Ja najbardziej lubię impresjonistów i nie będę odosobniona pewnie, oraz modernistów którzy czerpali wzory z japońskiej sztuki ukiyo-e. Ale nie mam ulubionych.
    Matejkę widziałam na Zamku Królewskim.
    Natomiast po wielu latach pamiętam jak się jeździło oglądać Panoramę Racławicką we Wrocławiu, gdy wystawili ją po raz pierwszy chyba, pod koniec lat 70. ja widziałam. Robiła kolosalne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też mam ogromną słabość do impresjonistów, a rozpoczęłam z nimi głębszą znajomość poprzez biografię Pissarro więc mam do niego dużą słabość, mimo, że miałabym trudności z wymienieniem pięciu tytułów jego obrazów, ale często potrafię je rozpoznać po stylu. Matejkę choć nie przepadam za jego sztuką lubię oglądać, a największym zaskoczeniem był jego obraz w Słupskim Spichlerzu Sztuki, słynącym z największej ilości dzieł Witkacego. Nie spodziewałam się tam Matejki.
    Panoramę oglądałam dwa razy, po raz pierwszy z dziesięć lat temu kiedy byłam pierwszy raz we Wrocławiu, po raz drugi pokazując go siostrzeńcom. I choć nie lubię scen batalistycznych, a w muzeach zawsze pomijam sale z narzędziami śmierci i z wypchaną zwierzyną, to tak zrobiło wrażenie rozmachem, nawet jak na pracę zbiorową.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo interesujące losy wojenne Bitwy pod Grunwaldem. Muszę przyznać, że jej nie znałam. Zaciekawiła mnie książka Sztuka zagrabiona. Uprowadzenie Madonny. Koniecznie musze jej poszukać.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ciężko dostępna - jeśli chodzi o t.1 Mnie udało się wypożyczyć w bibliotece. Tom 2 zaś kupiłam i jestem bardzo z tego zadowolona.

      Usuń
  7. Usiadłam przed obrazem i kontemplowałam jego fragmenty, jak wskazuje instrukcja przed nim. Niezwykła jest jego historia, cieszę się, że przetrwał. Mam wiele uznania dla tych, którzy się poświęcali, by obraz uratować:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Skojarzenie? Alternatywy 4. I upierał bym się chyba przy 1410 :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że Alternatywy 4:) dla mnie jeszcze scena z serialu Z biegiem dni, z biegiem lat, albo odwrotnie. Oczywiście że 1410 - jak ja mogłam napisać 1440-? nie mam pojęcia. Tym bardziej, że zawsze chlubiłam się, że tę datę, plus daty powstań to zawsze nawet obudzona w środku nocy. Już poprawiam

      Usuń
  9. Poświęcenie nawet życia dla ratowania dzieł sztuki ze wszech miar jest godne szacunku i pamięci (wdzięczności następców. Można zacytować za Izabelą Czartoryską Przeszłość przyszłości, bo czymże byśmy byli bez korzeni)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gosiu, obraz widziałam, nawet kilkakrotnie. Do Matejki mam uczucia ambiwalentne, bo chociaż doceniam talent, to jego sposób przedstawiania historii niezbyt mi odpowiada. Poza tym nie lubuję się w malarstwie wielkoformatowym ze względu na ograniczenia podczas oglądania takiego dzieła – dla mnie jest to utrudnione zarówno z daleka, jak i z bliska. Ale na jego twórczość patrzę przez pryzmat epoki, w której tworzył, i zamówienia społecznego, na jakie odpowiadała, więc tu nie sposób pominąć jej znaczenia. Co do historii obrazu, to pamiętam artykuł w „Przekroju”, który mówił o odzyskaniu dzieła. Byłam małym dzieckiem, jednak zrobił on na mnie ogromne wrażenie, skoro pamiętam go do dziś. Dzięki za maila, przeczytałam i odpowiem dziś wieczorem, jak ogarnę sprawy domowe. Przesyłam uściski!

    OdpowiedzUsuń
  11. To mamy dokładnie takie same odczucia w stosunku do Matejki. Nie jest mi bliski wizualnie, artystycznie, aczkolwiek rozumiem i doceniam zapotrzebowanie społeczne czasów niewoli (jak wspomniałam wyżej, taki Sienkiewicz palety). Trochę jego malarstwo kojarzy mi się z patriotyzmem w rozumieniu narodowym, prawicowym, krzykliwym. I też nie pałam sympatią do wielkopowierzniowych obrazów- może dlatego nie lubię Rubensa, czy malarzy weneckich którzy malowali od metra. Te sale - w Galerii Academia w Wenecji, czy Pałac Dożów z obrazami wielkości połowy boiska piłkarskiego, na których każdy musiał być uwieczniony, więc przychodzili tam oglądać siebie, niczym nasi celebryci na ściankach się fotografujący. Kiedy wchodzę do sali z takimi ogromnymi obrazami najczęściej nawet nie omiatam ich wzrokiem. Ale może dlatego, że to tak ważny dla naszego postrzegania historii obraz na Bitwę patrzyłam inaczej, bez zachwytu, ale też bez znużenia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trafiłaś w punkt, ja też miałam takie wrażenia z Pałacu Dożów, szczerze mówiąc ręce mi opadły, kiedy zobaczyłam te ogromne malowidła i zakręciło mi się w głowie. A do tego człek przy człeku, więc doszłam do wniosku, ze nie mam tam czego szukać, spojrzałam i poszłam dalej. Może gdybym zwiedzała Wenecję 100 lat temu albo w czasach Iwaszkiewicza, czy Brodskiego a do tego uzbrojona w lornetkę, poświęciłabym im więcej czasu, ale generalnie od Tintoretta wolę Canaletta.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tintoretto no właśnie zapomniałam nazwiska wenecjanina malującego od metra. Może i one są świetne technicznie, ale dla mnie nudne, za wiele się na nich kłębi ludzi, nie można się skupić. A Canaletto malował pięknie, może idyllicznie, może troszkę przekoloryzował ależ te jego weduty powodują nostalgię za Wenecją, jaką widzimy w wyobrażeniach, marzeniach- czysta, pastelowa, baśniowa i spokojna, w przeciwieństwie do realnej dziś tak zatłoczonej, że spacer po Ponte Rialto to żadna przyjemność, to przepychanie się pomiędzy tłumami i szukanie okienka, w którym można zrobić zdjęcie bez setek osób.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale historia! 😮 „Bitwę pod Grunwaldem” oczywiście znam, ale przyznam, że nie znałam aż tak dokładnie jej wojennych losów. Niesamowite, ile odwagi i sprytu wymagało ukrywanie tak ogromnego obrazu praktycznie pod nosem Niemców. Aż trudno uwierzyć, że przetrwał wojnę pod ziemią! Takie historie pokazują też, jak wielką wartość – nie tylko artystyczną, ale przede wszystkim symboliczną – mogą mieć dzieła sztuki. Bardzo ciekawie to opisałaś, przeczytałam od początku do końca 😊

    OdpowiedzUsuń
  15. Historia zaczerpnięta z książki Sztuka zagrabiona Uprowadzenie Madonny- wiele ciekawych historii w niej opisali autorzy, którzy na co dzień zajmują się poszukiwaniami zagrabionych dzieł sztuki. Ciekawe są ich losy wojenne, ale też próby odzyskania, które nie zawsze kończą się sukcesem z różnych powodów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Historia przetrwania Bitwy pod Grunwaldem jest bardzo ciekawa, nie miałam pojęcia, że obraz przerwał wojnę ukryty pod ziemią. Czasami myśląc o jakimś dziele sztuki nawet nie myślimy o historii, która się za nim kryje, a ta bywa czasami bardzo interesująca. Z obrazów Matejki kojarzę jeszcze Stańczyka i Kopernika na zamku we Fromborku czy jakoś tak 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno Stańczyk, jak i Kopernik, czy królowie polscy namalowani przez Matejkę są ikoniczni, bo nikt nie wyobraża ich sobie inaczej, jak ci malowani. Kopernika oczywiście znam- znaczy obraz, choć nie miałam okazji oglądać go na żywo. Natomiast Stańczyk znajduje się w tej samej sali co Bitwa pod Grunwaldem.

      Usuń
  17. Na krótszą historię obrazu trafiłam nie tak dawno przypominając sobie życie i twórczość Matejki. O jego niektórych obrazach wspominałam na blogu. Z chęcią sięgnę po "Sztukę zagrabioną". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zajrzę i poczytam sobie u Ciebie. Z chęcią czytam o obrazach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).