A wraz z wejściem Polski do Unii w 2005 r. wysłano mnie na wizytę studyjną do Stuttgartu. Tam po raz pierwszy w życiu mogłam obejrzeć na żywo wystawę impresjonistów. Cóż to było za przeżycie; Sisley, Monet, Manet, Degas, Renoir - obrazy tych malarzy, które dotąd oglądałam jedynie w albumach mogłam dotknąć wzrokiem i zanurzyć się w ich pięknie. Chodziłam z obłędem w oczach. Obłęd pozostał tam do dziś, ilekroć trafię na piękne obrazy.
W ostatnich latach czytałam na zaprzyjaźnionych blogach parę wpisów o Dreźnie i myśl odwiedzin zaczynała kiełkować. Impulsem do podróży stał się dokumentalny film o Rafaelu Santim z serii Sztuka na ekranie. Postanowiłam wówczas, iż chcę na własne oczy obejrzeć Madonnę Sykstyńską, zwaną też Drezdeńską. Rozmawiałam z przyjaciółką Asią i okazało się, że i ona chętnie obejrzy Madonnę w otoczeniu murów Zwingeru.
 |
| Katedra Św. Trójcy Drezno |
A skoro już myśl zakiełkowała, a my byłyśmy chętne nie można było nie pozwolić jej dojrzeć. O Madonnie i zbiorach Galerii Starych Mistrzów będzie osobny wpis. Dziś chciałabym napisać o paru miejscach, które udało nam się obejrzeć, a które zrobiły na mnie (i na Asi chyba też) wrażenie.
 |
| Fragment kompleksu Zwingeru |
Drezno to oczywiście najwspanialszy przykład architektury barokowej w Europie. Miano najpiękniejszego miasta Niemiec w XVIII wieku zawdzięczało Drezno saskim elektorom a zarazem królom Polski Augustowi II Mocnemu i Augustowi III. Ich zasługą były bogato zdobione pałace, świątynie i kolekcja dzieł sztuki. Obaj (pozostawiwszy rządy w ręku kanclerza Bruhla) poświęcali się sztuce. To za ich sprawą Drezno stało się krainą baroku. Antyczne zbiory Sasów chwalił sam Johann Winkelman, jako największe tego rodzaju na północ od Alp.
Nie ma chyba osoby, która będąc w Dreźnie nie skieruje pierwszych kroków na Zwinger. Ten pałacowo-ogrodowy kompleks znajdujący się dawniej pomiędzy zewnętrznymi a wewnętrznymi murami obronnymi (zwinger znaczy pomiędzy) budzi ciekawość. Król August II, który słynął poza zamiłowaniem do sztuki także z zamiłowania do luksusu i przepychu pozazdrościł Ludwikowi XIV pałacu w Wersalu i zlecił architektowi Poppelmanowi zaprojektowanie równie spektakularnego. Ozdobił go rzeźbiarz Baltasar Permoser.
 |
| Niestety z powodu prac budowlanych trudno zrobić zdjęcie całego obiektu bez maszyn |
Obiekt, na którego dziedzińcu odbywają się obecnie prace remontowo-budowlane sprawia imponujące wrażenie. Wszak to barok – dekoracyjność, teatralność, zdobienia, złoto, rzeźby, posągi, bramy, wieżyczki, korony i herby. Można dostać oczopląsu. Dla mnie jednak największą wartością Zwingeru jest jego wyposażenie udostępniane w pięciu różnych galeriach. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, iż nie przeszłabym obojętnie obok Galerii Starych Mistrzów, wszak tam znajduje się Madonna Sykstyńska, a poza nią ogrom bogactwa (o którym będę jeszcze pisać). Poza obrazami niezwykle lubię oglądać porcelanę. Niestety Galeria miśnieńskiej porcelany była nieczynna.
 |
| wejście do nieczynnej Galerii Porcelany |
Bardzo lubię oglądać te delikatne, kruche filiżaneczki, talerzyki, dzbanuszki, miseczki, figurki i cały asortyment serwisowo-dekoracyjny zdobiony pastelowymi kwiatkami, ptaszkami, amorkami. Do dziś pamiętam, jakie wrażenie wywarła na mnie skromna kolekcja porcelany na Zamku w Kórniku (lata temu. Podczas ostatniego pobytu w zeszłym roku nie było tam więcej niż pięć figurek).
Miejscem, które odkryłyśmy przez przypadek był renesansowy dziedziniec Stalhof. Była to część kompleksu Zamku Rezydencyjnego Saskich elektorów. Dziedziniec wybudowany został w drugiej połowie XVI wieku dla elektora saskiego i stanowił przedsionek jego stajni. Ponoć tutaj znajdował się najstarszy w Europie dziedziniec dworskich zabaw, gdzie urządzano turnieje rycerskie, walki lisów czy później targi. Tę rolę pełni i dziś. Tu odbywa się jarmark bożonarodzeniowy a także różnego rodzaju wydarzenia kulturalne.
 |
| Dziedziniec Stalhofu |
Na zewnętrznej ścianie budynku znajduje się słynny ponad stu metrowy orszak królewski przedstawiający 800 letnią historię dynastii Wettynów (czy wiedzieliście, iż dynastia ta rządziła Saksonią od XII do XX w. Ja nie wiedziałam, chyba nie uważałam na lekcjach historii). Początkowo orszak wykonany metodą sgraffito został przeniesiony na kafle z miśnieńskiej porcelany. Autorem dzieła był malarz historyczny i profesor Akademii Sztuk Pięknych. Pod orszakiem znajdują się herby ówczesnych państw, w tym Polski i Litwy. Orszak nieco ucierpiał podczas bombardowań w 1945 r., choć w porównaniu z innymi stratami, jakie poniosło miasto, te były niewielkie, całkowitemu uszkodzeniu uległo zaledwie dwieście parę kafelek (z ok 25 tysięcy).
 |
| Orszak Królewski |
Kolejne miejsce godne polecenia to pasaż artystyczny – takie drezdeńskie Montrmartre, albo wiedeński Hunderwasserhaus, choć od paryskiego dużo mniej okazały, od wiedeńskiego znacznie skromniejszy, niemniej ciekawy i fotogeniczny. Kunshoftpasage to pasaż, w którym kamienice zostały zaprojektowane przez artystów. Dojście z hotelu (znajdującego się przy handlowym deptaku na Prager Strasse) zajęło nam około pięćdziesięciu minut. Uparłyśmy się iść na piechotę, bo to i więcej można zobaczyć po drodze i więcej kroków zrobić. A my jesteśmy wielbicielkami mierzenia aktywności dziennej ilością przebytych kroków, to taka jedyna forma aktywności starszych pań. Powrót zabrał nam kolejną godzinę, przy czy szło nam się zdecydowanie wolniej, bo podpierałyśmy się nosami i wlekłyśmy noga za nogą. Czy wycieczka była tego warta - oceńcie sami. Nam się bardzo podobało.
Zaskoczyło nas wnętrze kościoła Najświętszej Marii Panny (Frauenkirche), czyli po naszemu kościoła Mariackiego Jest zatem coś co łączy Gdańsk z Dreznem, choć drezdeńska katedra jest w zupełnie innym stylu. Nasz Gdański wysmukły strzelisty, ten drezdeński nieco przysadzisty, majestatyczny. Największy na świecie obok katedry w Strasburgu budynek wzniesiony z piaskowca wybudowany został w XVIII wieku i zniszczony niemal całkowicie podczas ostatniej wojny. Jego odbudowa miała miejsce dopiero po upadku muru berlińskiego. Dzisiaj służy luteranom. Podkreśla to stojący przed nim pomnik Martina Lutra, który ocalał z wojennej pożogi. Zaskakujące się te ocalałe pamiątki przeszłości. Biorąc pod uwagę iż podczas bombardowań w lutym 1945 r. zniszczono ponad 75 tysięcy mieszkań oraz całą historyczną starówkę każdy ocalały przedmiot był na wagę złota.
 |
| Kościół Mariacki w Dreźnie z fragmentem ocalałej ściany |
Zdziwiło mnie, iż pierwotnie chciano, aby kopuła świątyni zrobiona została z drewna i pokryta miedzią, na co nie zgodził się jego projektant. Również August III tego nie chciał. Obiekt miał być podobny do weneckiej Santa Maria della Salute. I jest rzeczywiście pewne podobieństwo. Zanim został odbudowany po wojnie chciano, aby jego ruiny stanowiły pomnik pokoju (protest przeciwko wojnie). Przypomina mi ta historia obraz innego zniszczonego Drezdeńskiego kościoła, którego ruiny utrwalił na płótnie Canaletto (Bernardo Belotto) nadworny malarz Augusta III (potem Stanisława Augusta), najbardziej znany z weneckich wedut, a nam z widoków Warszawy. Ten obraz (Ruiny Kościoła Św. Krzyża) też można by nazwać pomnikiem pokoju, choć nie wiem, czy ktoś wpadł na taki pomysł.
 |
| Ruiny Kościoła Św. Krzyża w Dreźnie Canaletta (Galeria Starych Mistrzów) |
No i to zaskakujące wnętrze. Wygląda ono, jak wielka sala teatralna z mnóstwem lóż wokół ścian na wyższych kondygnacjach. Przebogaty ołtarz w teatralnej scenerii i białe oraz delikatnie pastelowe niespotykane, jak na na barokową świątynię loże wokół widowni – przepraszam wokół ławek dla wiernych. Był to kolejny kościół, który nas zadziwił niespotykanym wystrojem wnętrza. Drugim była berlińska katedra Św. Jadwigi wyznania rzymsko - katolickiego. Jej wystrój był monochromatyczny utrzymany w tonacji bieli, dwa skromne posągi i wielkie organy – całość sprawiała wrażenie ogromnej pustki. Świątynie katolickie tak przyzwyczaiły nas do przeładowanej formy, bogactwa, które ma olśnić i onieśmielić, uświetnić dom ojca niebieskiego na ziemi, że ta świątynia wydała się zadziwiająco inna).
 |
| Wnętrze świątyni |
Niedaleko kościoła Najświętszej Marii Panny znajduje się druga z Galerii, będąca celem naszych odwiedzin. Albertinum – skojarzenia z wiedeńską Albertiną jak najbardziej uzasadnione. Drezdeńska Galeria nazwę zawdzięcza Albertowi I Wettynowi, zaś Wiedeńska Albertowi Sasko Cieszyńskiemu - synowi Augusta III. Jak widać cała rodzina kolekcjonowała dzieła sztuki. Obie Galerie posiadają też zbiory bliższe naszym czasom. W Albertinum znajdują się obrazy począwszy od romantyzmu do czasów nam współczesnych. Gdybym miała wybrać jeden obraz, który najbardziej mi się spodobał (nie było by to łatwe) wybrałabym
Statki (albo łódki) w porcie wieczorem Caspara Davida Friedricha.
 |
| Łódki w porcie wieczorem C.D. Friedricha |
Nieopodal Albertinum znajduje się budynek Nowej Synagogi – pierwsza wybudowana po wojnie w NRD (tu uświadamiam sobie, iż młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć co to był za twór NRD i RFN) synagoga żydowska. Miało to wydźwięk symboliczny i może ekspiacyjny, w kraju, którego obywatele unicestwili tak wielu żydów powstaje przeznaczone dla nich miejsce kultu. Została ona wybudowana w latach 1997-2001, jest zatem dość młodą budowlą i zarazem jedną z najnowocześniejszych na świecie synagog. Czy ładną? Kwestia gustu. Dla mnie jest to betonowy schron, ale mojej koleżance architekt podoba się prostota formy. Jeśli o to idzie jest to majstersztyk prostoty, chyba nie można wymyślić nic bardziej prostego niż klocek bez okien (ten brak okien jest dla mnie przerażający i przytłaczający, no chyba, że oświetlenie jest dachowe, ale internet o tym nie wspomina, a z powodu prac budowlanych wokół nie można było świątyni zwiedzić. Podobno nad drzwiami jako jedyna ozdoba znajduje się oryginalna gwiazda Dawida uratowana ze starej synagogi, której nie pozwolono mieszkańcom ratować podczas pożaru. Znajduje się tam dziś wiele instytucji kultury żydowskiej. I chyba najbardziej podoba mi się w niej to, że powstała, powstała po wojnie i powstała w Niemczech, a to, że jej wygląd nie budzi mojego zachwytu – to kwestia wtórna. Ważne, że jest, nawet, jako przedmiot dyskusji, czy sporów dla zwolenników i przeciwników.
 |
| Nowa Synagoga - majstersztyk prostej formy |
Wychodząc z Synagogi wchodzi się na Tarasy Bruhla spacerową promenadę widokową nad Łabą, która zapewne w słoneczny dzień wygląda przeuroczo, z ławeczkami, rzeźbami, zielenią i widokiem na rzekę. Tu znajduję się fasady Albertinum, Sądu Najwyższego i Akademii Sztuk Pięknych (majestatyczne i okazałe). Nazwę swą zawdzięczają Tarasy Henrykowi Bruhlowi – szarej eminencji Augusta II i Augusta III, które de facto rządził w Polsce, podczas gdy sascy królowie oddawali się uciechom lub gromadzeniu dzieł sztuki. Teren został podarowany kanclerzowi pod budowę pałacu. Była to nagroda za wprowadzenie innowacji w podatku od przyrostu wartości majątku. Tarasy zostały ponad dwieście lat temu udostępnione mieszkańcom miasta, jako własność publiczna.
Niestety to co nam w wycieczce do Drezna nie dopisało to była pogoda, dość pochmurna, ostatniego dnia nawet trochę padało. Dlatego też spacery tarasami nie należały do najprzyjemniejszych.
 |
| Słodki przystanek pomiędzy (zwinger:)) architekturą i sztuką |
Ponieważ nie jesteśmy smakoszami niemieckiej kuchni żywiłyśmy się we włoskiej knajpie, dzięki czemu na czas posiłku przenosiłyśmy się do słonecznej Italii. Natomiast miło wspominamy malutką kawiarenkę przy Albertinum, w której gospodarz poczęstował nas bardzo dobrym likierem kawowym, a ciastko miało wyśmienity smak biszkoptowego sernika. Niezłe ciasto śliwkowe udało się nam skosztować w Galerii Starych Mistrzów, ciasto z widokiem na dziedziniec (szkoda tylko, że stanowiący nadal plac budowy).
Drezno spełniło, a nawet przewyższyło nasze oczekiwania. Oczywiście nie udało się nam obejrzeć wszystkiego, co miałyśmy w planach, ale też chciałyśmy połączyć niespieszne zwiedzanie z nienasyconym apetytem poznawczym, co nie było łatwe. Ale uważam się się nam to udało.