Moje pierwsze spotkanie z rzeźbiarzem we Florencji (pomijając kopię kolosa na Piazza Signoria) zaczęłam od miejsca spoczynku (zdjęcie nr 2), czyli od kościoła Santa Croche. Nie miałam wówczas pojęcia (było to ponad dziesięć lat temu) że tak niedaleko (jakieś dwieście metrów od kościoła) znajduje się dom, w którym mały Michelangelo spędził swe dziecięce lata. Stojąc plecami do placu Santa Croche wchodzę w ulicę Anquillara, gdzie pod nr 15 na skrzyżowaniu ulic z via Bentaccordi stoi dom, w którym mieszkał wraz z ojcem, macochą i czwórką braci. Dom nie wyróżnia się absolutnie niczym, gdyby nie pamiątkowa tabliczka (zdjęcie nr 1) minęłabym go obojętnie. Tak jak minęła go spora grupka turystów bardziej zainteresowana znajdującym się w pobliżu sklepem Duty free niż niepozorną kamienicą. To tutaj rozpoczyna się akcja powieści Stone`a;
Siedział przed lustrem w sypialni na piętrze (M.A) i szkicował swą szczupłą twarz, wystające kości policzkowe, ciężkie powieki nad szeroko rozstawionymi oczami koloru bursztynu i ciemne kędziory, bezwładnie spływające na szerokie płaskie czoło. …. Uniósł lekko swe gibkie ciało, tak by nie obudzić czterech braci, którzy z nim spali, i nastawił ucha w stronę Via Dell` Anquillara, nasłuchując gwizdu przyjaciela, Granacciego.
W powieści obaj młodzieńcy powędrowali do pracowni Ghirlandaio, w której starszy od Michała dziewiętnastoletni Granacci terminował. Powędrowałam i ja, odbywając dwie podróże; w przestrzeni i w czasie. Mijając Piazza Signoria z Palazzo Vecchio, (w którym oglądałam Geniusza unicestwiającego dziką siłę - późniejsze dzieło mistrza, w którym w malarskim pojedynku polegli i Leonardo da Vinci i Michał Anioł), znalazłam się naprzeciwko kościoła Orsanmichele, gdzie na rogu via dei Tavolini znajdowała się bottega Girlandhaio. Niestety mimo kilkakrotnego obejścia uliczki nie dojrzałam nań żadnej tabliczki pamiątkowej wskazującej, że w tym domu, bądź w tym miejscu kształtował się przyszły talent malarski twórcy Kaplicy Sykstyńskiej, bo i on zaczął pobierać nauki u Domenico Girlandhaia. Za to widok przepięknych posągów zdobiących nisze fasady Kościoła Orsanmichele, (czyli Św. Michała z Orto), wykonanych przez takich mistrzów; jak Donatello (zdjęcie nr 3 Św. Piotr Donatella), Verrocchio, czy Ghiberti może wprawić oglądającego w dobry nastrój.
Z bottegi (pracowni) malarza trafił do bottegi rzeźbiarza Bertoldo di Giovanni mieszczącej się w Ogrodach Medyceuszy przy via Larga w pobliżu konwentu San Marco. Tu tutaj kilkadziesiąt lat wcześniej przebywał błogosławiony Fra Angelico, a dziś (1488 r.) mieszka tu szalony mnich Savonarola. Ogarnięty ideą odnowy kościoła walczy z człowiekiem, usiłując zniszczyć piękno i radość życia. Jego stosy próżności, w których płoną zarówno piękne szaty, biżuteria, jak i dzieła sztuki będące hołdem dla mistrzów antyku (obrazy, rysunki, posążki i księgi) przez kilka lat stają się codziennością Florencji. Za dziesięć lat ta sama Florencja pozbędzie się początkowo uwielbianego, potem przerażającego, a w końcu znienawidzonego mnicha. A na Piazza Signoria jeszcze dziś możemy zobaczyć miejsce, w którym Savonarola został spalony na stosie nienawiści i odwetu.
Plac położony przed kościołem Św. Marka to dziś dość ruchliwe miejsce. Vis a vis wejścia do klasztoru San Marco przyozdobionego przecudnej urody freskami błogosławionego brata Angelico (z najpiękniejszym ze wszystkich Zwiastowaniem) znajduje się przystanek autobusowy. O istnieniu ogrodów, będących miejscem spotkań renesansowych rzeźbiarzy, (a zapewne odwiedzanych także przez wszystkie najświatlejsze umysły piętnastego i szesnastego wieku), świadczy dziś pamiątkowa tabliczka na kamiennym murze. Tabliczkę (zdjęcie nr 4) łatwo można przeoczyć, gdyż zasłonięta jest przez bujnie wychodzące poza ogrodzenie gałęzie drzew.
To tutaj w tym ogrodzie powstała pierwsza z rzeźb Michała Anioła Faun, ten sam, któremu na skutek uwagi mecenasa artysty (Wawrzyńca Medycejskiego) młody rzeźbiarz wybił kilka zębów i zmienił układ twarzy. Przy Via Larga (dziś via Cavour) mieści się także pałac Medyceuszy, w którym młody Michelangelo bywał; miał okazję uczestniczyć w spotkaniach najświatlejszych umysłów cinquecenta i czerpać z ich wiedzy, przysłuchując się dyskusjom i wymianie myśli. Dziś jedną z największych ozdób pałacu jest fresk Pochód trzech króli Benozza Gozzolego. Palazzo Medici (zdjęcie nr 5) to pierwsze miejsce związane z osobą Michała Anioła, które mogę obejrzeć od środka. Wrażenie z pobytu opisałam tutaj.
Idąc dalej via Ghibellina dochodzimy do Pallazzo del Bargello (gdzie mieści się Muzeum Narodowe). Podczas tegorocznych wakacji udało mi się powiększyć kolekcję dzieł Michała Anioła o znajdujące się tutaj cztery rzeźby; Tondo Pittich (Madonna ucząca czytania Dzieciątko i małego Jana Chrzciciela, Dawid lub Apollo, Brutus oraz najwspanialsze ze zbiorów Bargello (moim zdaniem) Bachus. Cudowny posąg nadużywającego życia bożka z gronami winnymi na czole i czarą napoju w dłoni. Stone opisał pragnienia twórcy związane z rzeźbą:
Jego rzeźba musi mieć w sobie wesele, musi wyrażać poczucie płodności, cechujące Dionizosa, boga przyrody, a także moc upajającego napoju, który pozwala człowiekowi zapomnieć o ziemskiej niedoli. A może uda mu się jednocześnie pokazać, że zbytnie zapominanie sprowadza upadek, to co zwykle się dzieje, gdy człowiek podporządkowuje duchowe i moralne wartości przyjemnościom ciała.
I kiedy patrzy się na Bachusa (zdjęcie nr 7- źródło) odczuwa się i radość i wesołość i przestrogę. Zamglony wzrok zniewieściałego Bachusa, który bardziej przypomina człowieka, niż półboga stanowi ostrzeżenie przez zbytnim folgowaniem przyjemnościom, a jednocześnie całość utrzymana jest w pogodnym nastroju pozbawionym moralizatorstwa. Radosny nastrój buduje postać małego chłopczyka, który podbiera nietrzeźwemu, zniszczonemu nałogiem Satyrowi winne grona. Bachus to chyba najpogodniejsza z rzeźb Michała Anioła.
Nie sposób być we Florencji i nie widzieć Dawida. Nie wszyscy wiedzą, że znajdujący się na Piazza Signoria posąg to kopia. Oryginał znajduje się w Gallerii dell Accademia przy via Ricasoli. Oprócz Dawida, zwanego kolosem znajdują się tu trzej niewolnicy (więźniowie, jeńcy - spotykam różne nazwy) i Pieta Palestrina. Chcąc odwiedzić tę Galerię należy zarezerwować sobie sporo czasu na odstanie w kolejce do wejścia (czasami dorównuje ona rozmiarami kolejce do Uffizi).
Dawid na Piazza Signoria i Dawid w Galerii wywołują zupełnie inne wrażenia i choć generalnie preferuję sytuację, kiedy dzieło sztuki znajduje się w miejscu dla którego zostało stworzone, to tutaj Dawid – oryginał moim zdaniem prezentuje się piękniej, okazalej, bardziej majestatycznie. Na Placu jego wielkość ginie w otoczeniu innych rzeźb i jest przytłoczona murami Palazzo Vecchio. W Galerii ogląda się z większym skupieniem i nabożnością (ja przynajmniej tak to odebrałam). Jednak tym co zrobiło na mniej bardzo duże i niespodziewane wrażenie były rzeźby uwięzionych w kamieniu mężczyzn, z tym zamierzonym niedokończeniem.
Dawid na Piazza Signoria i Dawid w Galerii wywołują zupełnie inne wrażenia i choć generalnie preferuję sytuację, kiedy dzieło sztuki znajduje się w miejscu dla którego zostało stworzone, to tutaj Dawid – oryginał moim zdaniem prezentuje się piękniej, okazalej, bardziej majestatycznie. Na Placu jego wielkość ginie w otoczeniu innych rzeźb i jest przytłoczona murami Palazzo Vecchio. W Galerii ogląda się z większym skupieniem i nabożnością (ja przynajmniej tak to odebrałam). Jednak tym co zrobiło na mniej bardzo duże i niespodziewane wrażenie były rzeźby uwięzionych w kamieniu mężczyzn, z tym zamierzonym niedokończeniem.
Coś niesamowitego, chodziłam, patrzyłam, odchodziłam i wracałam. Fragmenty torsów uwięzione w skale, na reprodukcjach wyglądają mało zachęcająco, w rzeczywistości to pełne ekspresji, przejmujące dzieła, które wyrażają o wiele więcej, niż te piękne oszlifowane i połyskujące gładzią marmuru.
Inną fantastyczną rzeźbą, jedną z moich ulubionych jest Pieta Florencka znajdująca się w Muzeum Katedralnym (Museo Dell` Opera del Duomo). O tej Piecie powstał cały wpis.
Kiedy opuścimy Muzeum Katedralne tylko parę kroków dzieli nas od Kościoła San Lorenzo. Wystarczy skierować się w Via Zannetti i idąc wzdłuż straganów z pamiątkami i wyrobami ze skóry dojdziemy do Nowej Zachrystii, w której artysta oddał hołd rodzinie Medyceuszy tworząc fantastyczne pomniki nagrobne dla dwóch przedstawicieli rodu wraz z cudownymi personifikacjami pór dnia (Dzień i Noc, Zmierzch i Jutrzenkę), o których pisałam tutaj.
Nie wspomniałam jeszcze o jednym miejscu, związanym z Michałem Aniołem, jest to Kościół San Spirito (zdjęcie nr 9), przy którym młody człowiek, narażając się na wielkie niebezpieczeństwo studiował anatomię (dokonując sekcji zwłok), co było wówczas absolutnie zakazane. Tutaj znajduje się wyrzeźbiony przez niego drewniany krucyfiks. To chyba ostatnie miejsce we Florencji, związane z osobą Michała Anioła, które pozostało mi do odwiedzenia.
Kiedy opuścimy Muzeum Katedralne tylko parę kroków dzieli nas od Kościoła San Lorenzo. Wystarczy skierować się w Via Zannetti i idąc wzdłuż straganów z pamiątkami i wyrobami ze skóry dojdziemy do Nowej Zachrystii, w której artysta oddał hołd rodzinie Medyceuszy tworząc fantastyczne pomniki nagrobne dla dwóch przedstawicieli rodu wraz z cudownymi personifikacjami pór dnia (Dzień i Noc, Zmierzch i Jutrzenkę), o których pisałam tutaj.
Cytaty pochodzą z książki Udręka i ekstaza I. Stone tom I
Przeczytane biografie Michała Anioła;
Kamień i cierpienie Karol Schulz
Michał Anioł Jerzy Cepik
Michał Anioł Nieszczęśliwy Rzymianin Ewa Bieńkowska
w oczekiwaniu Pojedynek geniuszy Jonathan Jones



