Łączna liczba wyświetleń

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Łempicka, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Łempicka, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lipca 2022

Tamara Łempicka - kobieta w podróży

Autoportret w zielonym bugatti
Życie jest jak podróż. Spakuj tylko to, co najbardziej potrzebne, bo musisz zostawić miejsce na to, co zbierzesz po drodze.  Tamara Łempicka

Nie wiem czy to normalne, ale strasznie mnie kręci oglądanie ładnych obrazów. Kiedy przeczytałam informację o wystawie Tamara Łempicka Kobieta w podróży odbywającej się w Muzeum Narodowym w Lublinie poczułam nieodpartą ochotę jej obejrzenia. Widziałam wcześniej kilka obrazów Tamary, ale wystawa w Lublinie jest największą, jak dotąd w Polsce wystawą dzieł malarki.              W drodze do Lublina przeczytałam biografię Łempicka Tryumf życia Małgorzaty Czyńskiej, byłam zatem uzbrojona w podstawową wiedzę na temat orędowniczki wolnej miłości i przyjemności życia, uwodzicielki, skandalistki, kobiety Sfinks, której życie owiane było legendą, jaką sama sobie tworzyła. Tamara uwielbiała się wyróżniać na tle innych i jej obrazy też wyróżniają się na tle pozostałych; mocno nasyconą, intensywną barwą i ostrymi wyrazistymi konturami. Bardziej niż obrazy przypominają mi plakaty, czy okładki gazet (niektóre zresztą w tym celu powstawały). Na pewno przykuwają wzrok.

Mam wrażenie,  że nawet ci, którzy niezbyt dobrze znają obrazy Łempickiej kojarzą takie, jak Autoportret w zielonym bugatti czy Młoda dziewczyna w zielonej sukience. Zieleń jest ich wspólnym mianownikiem i jednym z ulubionych kolorów Tamary. Zieleń to  wiosna, młodość, uroda, witalność.  Nawet, jeśli jest to życie na pokaz, bo ich bohaterki są mocno  odrealnione, zblazowane i zdecydowanie wyróżniają się z tłumu.

Tamara
Autoportret w zielonym bugatti przedstawia nowoczesną, elegancką Wenus w luksusowym,  sportowym aucie. Tamara nie jeździła bugatti, choć zapewne by chciała, lubiła otaczać się luksusem, a był to wówczas  najmodniejszy  pojazd dla bogaczy. I choć pochodziła z zamożnej polsko-rosyjskiej rodziny o korzeniach żydowskich jeździła „tylko” żółtym renault, do którego zakładała żółte sukienki z czarnymi dodatkami. Kiedy powstawał obraz ona była już po rozwodzie z Tadeuszem Łempickim, który porzucił ją dla innej. Tadeusz miał już dość romansów żony, w tym z Gabrielem d`Annunziem włoskim poetą-playboyem obrzydliwie bogatym typem. Tadeusz nie rozumiał, że artystka potrzebuje wolności i nieskrępowania.  Może tym obrazem mówiła byłemu mężowi - popatrz, co straciłeś, a może już wabiła kolejnego kochanka, jej przyszłego męża barona Raula Kurffnera. A na pewno chciała być rozpoznawalna, być w centrum uwagi, chciała, aby o niej mówiono i aby ją podziwiano. Obraz jest kolejną z jej kreacji samej siebie. Zdjęcia pięknych kobiet w sportowych samochodach często w latach dwudziestych i trzydziestych zdobiły okładki gazet, Tamara wykorzystała ten pomysł i przedstawiła siebie, jako jedną z nich. W skórzanej czapce i rękawiczkach, jedwabnym szalu, z czerwonymi ustami wygląda jak gwiazda kina. Kreowała się na aktorkę i schlebiało jej, kiedy ktoś brał ją za Gretę Garbo. 

Jak pięknie współgra z tym obrazem Młoda dziewczyna w zielonej sukience. Na wystawie oba obrazy wiszą naprzeciwko siebie. Zieleń sukni wygląda jak mokra materia opinająca ponętne kształty kobiety niczym ze stali, nowoczesnej, walecznej, silnej, zdobywczyni świata, której nic i nikt nie jest w stanie się oprzeć, tak doskonałej, że aż nieludzkiej. Loki włosów wiją się, jak serpentyny metalu, prześwitujące przez suknię piersi są jak pancerna zbroja, uzbrojone w rękawice dłonie jak palce robota.

Całkiem inny wizerunek przedstawia Matka przełożona. Oczywiście i wokół tego obrazu Tamara zbudowała legendę. Kiedy chora na depresję, po rozwodzie z Tadeuszem i po rozstaniu z kochanką  chciała uciec od świata i zamknąć się w klasztorze zobaczyła gdzieś niedaleko Parmy matkę przełożoną, na której twarzy odbijało się cierpienie całego świata, które było tak przerażające, tak smutne, że z miejsca wyjechała. Chęć uwiecznienia tej twarzy, powrotu do malarstwa okazała się tak silna i nieodparta, że uleczyła Tamarę z depresji. Po przybyciu do Stanów z pamięci namalowała tę twarz. Podobno Tamara uważała ten obraz za najlepszą ze swoich prac.

Ponieważ kojarzymy jej malarstwo ze sztuką dekoracyjną, przyjemną wizualnie pewnym zaskoczeniem będą obrazy powstałe na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych. W 1931 roku powstał obraz Uchodźcy. Tamara mająca za sobą doświadczenie utraty majątku w wyniku  rewolucji 1917 roku i konieczność ucieczki z Rosji dobrze rozumiała los uchodźców i wiedziała, jaka to trauma.

Pod koniec lat trzydziestych tuż przed wojną czytając i słuchając opowieści  o nagonkach na Żydów, Murzynów czy homoseksualistów zaczęła odczuwać strach i przygotowywać się do podróży, której nie nazywała wówczas ucieczką, bo a jedynie wyjazdem na jakiś czas, bo to lepiej brzmiało. Powstał wówczas przejmujący obraz Ucieczka przedstawiający kobietę z dzieckiem na rękach. Kobieta ma przerażony wzrok, strach w oczach, twarz pełną boleści. To niezwykle przejmujący obraz. 

Matka przełożona

 
Uchodźcy 

Ucieczka

Łempicka całe życie sporo podróżowała, czasami z konieczności (ucieczka przed skutkami rewolucji, czy ucieczka przed wojną), ale też często z potrzeby (dla odreagowania depresji, bólu istnienia, twórczego spleenu, bo przecież nic nie koi lepiej duszy artysty niż piękne dzieła sztuki). Już jako młoda dziewczyna dużo podróżowała po Europie (głównie po Włoszech, do których wracała przez całe życie). Po raz pierwszy pojechała tam z babką, która oprowadzała ją po galeriach sztuki i po świątyniach. Czerpanie wzorców ze sztuki renesansu zaowocowało takimi obrazami jak: Portret młodzieńca z książką (hołd uznania dla Botticellego czy Rafaela, których sztukę bardzo ceniła)

Portret młodzieńca z książką (podarowany Irze Perol- przyjaciółce i kochance

 
Kobieta w kapeluszu (mająca w sobie coś z madonny)

Graziella 

 

Portret rudowłosej dziewczyny

Choć na wystawie przeważały portrety to z przyjemnością wyłuskałam dwa obrazki z podróży z ulubionych Tamary i moich Włoch. Pierwszy przedstawia Wenecję w deszczu (miasto do którego wielokrotnie wracała) W tym obrazie widać wpływ impresjonistów na jej malarstwo. Drugi to Klasztor w Toskanii.










 

Zaskakujące dla mnie są obrazy martwej natury, to kolejny rodzaj malarstwa którego się po Tamarze nie spodziewałam. 

No i nie mogło zabraknąć portretów córki zwanej Kizette, do której się nie przyznawała przedstawiając ją jako siostrę. Dziewczynka wygląda na nich jak młoda kobieta, a nie jak dziecko, bardziej lolitka, młodociany wamp, niż uosobienie niewinności. 



Wbrew tytułowi Komunia Święta dziewczyna bardziej wygląda na kusicielką niż niewinną dzieweczkę

Na wystawie sporo jest zdjęć Tamary z różnych okresów życia. Oczywiście najwięcej jest tych, na których wyglądem przypomina filmową gwiazdę, ale moją uwagę przyciągnęło to, na którym jest już starą kobietą, która za wszelką cenę stara się zachować resztki dawnej świetności, z pomalowanymi paznokciami, obwieszona biżuterią, z papierosem w dłoni i nieodłącznym pierścieniem  z topazem-pożegnalnym prezentem od dawnego kochanka D`Annunzio. 

 
 
Źródła:
Łempicka Tryumf życia Małgorzata Czyńska,
Rozmowy obrazów Tom 1 Grażyna Bastek - rozdział Kobiety malarki w poszukiwaniu tożsamości
Tamara Łempicka Kobieta w podróży Muzeum Narodowe Lublin- przewodnik z okazji wystawy
 
Jeśli ktoś chciałby obejrzeć wystawę powinien się pospieszyć, jest czynna jedynie do 14 sierpnia tego roku. A naprawdę warto.  Poza obrazami Łempickiej znajdują się tam obrazy paru twórców tworzących w tym samym okresie. Mnie najbardziej zainteresowały rysunki Mojżesza Kislinga oraz portret Kiki z Montparnasse pędzla Maurycego Mędrzyckiego. Ponadto znajdują się tam meble, rzeźby i zastawa stołowa czy szkło z okresu. 
Dla mnie to jedna z lepszych wystaw, jakie oglądałam w Polsce. 


wtorek, 2 maja 2023

Do Lublina przez Konstancin (Muzeum Ecole de Paris - Villa la Fleur)


Adam i Ewa Łempickiej - w tle ogród rzeźb
Co łączy Lublin z Konstancinem? W moim przypadku Tamara Łempicka. Rok temu w sierpniu odwiedziłam wystawę jej obrazów na lubelskim zamku. Potem było spotkanie z koleżanką, która także była na tamtej wystawie a owocem spotkania i sierpniowych odwiedzin był między innymi powrót do Lublina i odwiedziny w Konstancinie Jeziornej. Znajduje się tam (Konstancin) prywatna galeria sztuki gromadząca obrazy i rzeźby artystów z początku XX wieku kojarzonych ze szkołą paryską. Muzeum Ecole de Paris - Villa la Fleur składa się z dwóch budynków przedzielonych ogrodem rzeźb. Jego pomysłodawcą jest pan Marek Roefler, którego pasji kolekcjonerskiej zawdzięczamy przepiękne zbiory dzieł polsko - żydowskich artystów związanych z Montparnasse`m.
Nathan Grunsweigh

W galerii prezentowana jest stała wystawa, odbywają się także wystawy czasowe (ostatnia dotyczyła obrazów Tamary Łempickiej, kolejna we wrześniu zostanie poświęcona Zofii Stryjeńskiej). W zbiorach znajdują się obrazy takich artystów, jak wspomniana wyżej Łempicka, a także Mela Muter, Henryk Hayden, Mojżesz Kisling, Władysław Ślewiński, Józef Pankiewicz, Nathan Grunsweigh, Maurycy  Mędrzycki,  że wymienię tylko tych bardziej znanych. A może tych bardziej mnie znanych. Przyznam się, iż odwiedziłam tylko pierwszy z budynków. Nie spodziewałam się takiego ogromu i bogactwa znajdującej się tam sztuki. Doznałam tego, co określa się mianem syndromu Stendhala. Sądziłam, że trafię na trzy-pięć salek z obrazami, a tymczasem zbiory znajdują się na kilku poziomach w kilkunastu, a może kilkudziesięciu salkach.

Poza tym, że obrazy przedstawiały ten rodzaj sztuki, który ogromnie cenię sam sposób ich prezentacji wydał mi się niezwykły. Przyzwyczajona do ciemnych sal muzealnych, często bez okien, ze sztucznym światłem odbijającym się w szybach obrazów tutaj trafiłam na przeszklone, jasne sale a także werandy z prezentowanymi na sztalugach ekspozycjami.

Sztuka zakopiańska
Stoliki i bukiety świeżych kwiatów dopełniały całości. Dzięki temu ta galeria żyła, a nie była jedynie muzealnym zbiorem staroci (nic nie ujmując tradycyjnym muzeom, które także często i chętnie odwiedzam). Sam budynek jest ciekawy architektonicznie, z ogromną przeszkloną salą i werandą na parterze oraz 
stylizowanymi drewnianymi werandami dla zbiorów sztuki zakopiańskiej oraz okrągłą wieżyczką ze schodkami w kształcie ślimaka, z mnóstwem architektonicznych detali. Dzięki licznym przeszkleniom budynek sprawia wrażenie lekkości w przeciwieństwie do znajdującej się obok Villi La Fleur.

Ledwie weszłam natknęłam się na cudownie kolorowe fragmenty miejskiej zabudowy Nathana Grunwseigha, którego kilka obrazów miałam przyjemność oglądać parę lat temu na wystawie w Sopocie. Już wówczas zwróciłam uwagę na to nazwisko, choć na wystawie zaprezentowano też dwa a może trzy obrazy Łempickiej. Ta jednak wówczas mniejsze wywarła na mnie wrażenie. A Grunsweigh nie dość, że malował tak jak lubię, to jeszcze malował to co lubię najbardziej (paryskie widoki- katedrę czy most na Sekwanie).

Portret kobiety Mojżesz Kisling
Z reguły każda wystawa niesie za sobą nowe odkrycie, z każdej wynoszę jakiś obraz, który wzbogaca moją prywatną galerię obrazów (takie MW jak opisywał Łysiak- muzeum wyobraźni). Tym razem moja osobista galeria została wzbogacona o Portret kobiety Mojżesza Kislinga. Na tego artystę zwróciłam uwagę na lubelskiej wystawie Tamary Łempickiej, której towarzyszyły też obrazy i rysunki malarzy tworzących w tym samym co ona okresie. Te ogromne oczy i smutna twarz okolona burzą ciężkich loków przyciągały wzrok z każdego miejsca sali, w której większość obrazów stanowiły portrety kobiece. Mojżesz Kisling utrwalił też wizerunek Kiki z Montparnasse - aktorki, modelki, muzy malarzy z Montparnasse.  W Konstancińskiej galerii sztuki znajduje się jeszcze jeden wizerunek Kiki pędzla Maurycego Mędrzyckiego. 
 Kiki wg Mędrzyckiego
Kiki wg Kislinga
 

 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Po niedawnej lekturze biografii Meli Muter nie mogłabym nie przyjrzeć się dokładnie obrazom tej artystki.
Fontanna w Awinionie Meli Muter






Dziewczyna z kotem Meli Muter
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jest jeszcze jeden temat malarski, który niezmiernie lubię - są to obrazy marynistyczne. Stąd Łodzie w Porcie Pankiewicza to obraz, który chętnie powiesiłabym w mojej błękitnej sypialni. 
Łodzie w Porcie Józef Pankiewicz

Nie mogło tu zabraknąć najbardziej rozpoznawalnego obrazu Tamary Autoportret w zielonym Bugatti, obrazu, o którym wspominałam tutaj

Jak napisałam wyżej po zwiedzeniu pierwszego z budynków doznałam syndromu Stendhala; przyspieszone bicie serca, słabość, zawroty głowy spowodowane tak dużą ilością wspaniałości zgromadzonych na tak małej przestrzeni. W obawie, aby nie spotkało mnie to co spotkało pisarza, pobyt w Ecole de Paris zakończyłam wizytą w ogrodzie rzeźb. Piękna, słoneczna niedziela w towarzystwie zieleni i rzeźb Bolesława Biegasa działała kojąco na nadmiar wrażeń. Ponieważ nie odwiedziłam budynku Villi La Fleur planuję kolejne odwiedziny we wrześniu. Z ogromną przyjemnością obejrzę wystawę obrazów Stryjeńskiej i zobaczę, jakie atrakcje przygotował właściciel obiektu dla odwiedzających w kolejnym budynku. Trzeba też nastawić się na dłuższą wizytę. Jedyny, jak dla mnie minus tego miejsca to brak kawiarenki, albo choćby automatu z kawą. Po takiej ilości wrażeń przydałby się łyk kofeiny.  
 
Ziemia wg Biegasa                      



Juliusz Słowacki wg Biegasa




niedziela, 26 grudnia 2021

Znalezione pod choinką (po raz kolejny)

Vittorio Corcos Marzenia
Co roku piszę list do Świętego Mikołaja i co roku proszę go o książki. To jest już jakaś jednostka chorobowa, bo sporządzając listę życzeń, zaglądam na strony księgarń i połowę pozycji z tej listy zamawiam od ręki, bo zanim Mikołaj do mnie dotrze minie trochę czasu, a ja chciałabym je mieć już natychmiast, no ewentualnie za dwa dni. Tym sposobem ilość książek, jakie wzbogaca w grudniu moją bibliotekę jest całkiem spora. W tym roku dzięki hojności Mikołaja oraz własnemu nieograniczonemu apetytowi czytelniczemu dotarły do mnie:

Arcydzieła malarstwa - Muzea Rzymu seria Arkady. Książki z tej serii zamawiam u Mikołaja od dwóch lat, bowiem zarówno ich cena, jak i waga mogą być nie do udźwignięcia. Są to wydania albumowe, przepięknie wydane, na kredowym papierze z dużą ilością zdjęć i ciekawymi opisami. Ich się nie czyta od deski do deski, je się ogląda tak, jakby oglądało się muzealne zbiory i w każdej chwili można odłożyć na półkę. Muzea Rzymu mam nadzieję staną przede mną otworem już na wiosnę, o ile epidemia nie pokrzyżuje planów. Z ogromną przyjemnością zagłębię się w studiowanie tej księgi teraz, aby dokonać wstępnej selekcji tego, co chciałabym obejrzeć na żywo. Pobieżne obejrzenie albumu uświadomiło mi, jak wspaniałe zbiory sztuki z XIX i XX wieku znajdują się w Galerii Sztuki Współczesnej. W Albumie znalazłam między innymi reprodukcję obrazu Vittorio Corcos Marzenia (z informacją, iż znajduje się w powyższej Galerii). 

Mela Muter Gorączka życia Karolina Prewęcka tej biografii,

jestem szalenie ciekawa, zwłaszcza po niedawnym odkryciu obrazów Meli w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Pisałam o tym tutaj. 

Powrót z gwiazd Stanisław Lem- to książka, którą zamówiłam w tygodniu przedświątecznym, a która dopiero dotrze za kilka dni.  Inspiracją do jej zakupu była notka u Ani i chyba to zdanie  w niektórych sferach fikcja literacka stała się już rzeczywistością (szczególnie polecam fragment o księgarni). Lem jest dla mnie białą plamą na mapie literackich podróży. Fantastyka naukowa wydawała mi się zawsze bajką nie dla mnie, ale z drugiej strony kusiło, aby jednak spróbować, wszak Lem to Lem (cóż za odkrywcze stwierdzenie, ale jest to nazwisko - symbol).

Lalka Bolesława Prusa tej pozycji nie trzeba rekomendować. Choć ostatnio przeczytałam na jednym z portali książkowych iż czytelniczka nie przebrnęła przez pierwszych kilka stron. Dla mnie jest to jedna z ulubionych lektur. Przez niedopatrzenie nie miałam jej w swojej bibliotece, może dlatego, że była w domu rodziców i w każdej chwili mogłam po nią sięgnąć. Kiedy ujrzałam okładkę Lalki wydawnictwa Kolorowa klasyka od razu zapragnęłam posiadać ją w swoich zbiorach. Może nie najlepiej świadczy to o moim guście estetycznym, ale uważam że jest ona całkiem ładna. Twarda okładka, czytelna - nawet na moje potrzeby czcionka, parę ilustracji wewnątrz w stylu, jak na okładce i ciężar  (mimo, że nie najlżejsza) który sprawia wrażenie, że będzie ją wygodnie trzymać w ręku. Już nie mogę doczekać się powtórki.

Łuk Tryumfalny Erich Maria Remarque - wydawnictwo Rebis. O tej książce pisałam dwukrotnie, więc mała szansa, abym pisała po raz kolejny. Pomijając jej pewne wady polegające na dużej ilości banalnych sformułowań w ustach  jej bohaterów to mam doń duży sentyment. Podoba mi się jej klimat, Paryż, ba nawet bohaterowie. Ponieważ ostatnio czytałam ją pod Łukiem Tryumfalnym w dzielnicy, w której toczy się akcja powieści od tego czasu jej wspomnienie wiąże się nierozerwalnie z Paryżem, calvadosem i inną Joanną, z którą snułyśmy rozważania na temat bohaterów Remarque`a, no i piosenką śpiewaną przez Kamilę Klimczak - artystkę z piwnicy pod Baranami, jej wykonanie najlepiej mi odpowiada. Słowa do tej piosenki napisał Wojtek Młynarski.  Nie można nie posiadać w bibliotece książki, z którą wiąże się tak wiele miłych wspomnień i ciekawych skojarzeń. 

Matka Jagiellonów Dorota Pająk - Puda- wydawnictwo mg. Zanim obejrzałam w kościele Mariackim w Krakowie odrestaurowany ołtarz Wita Stwosza przeczytałam książkę na jego temat Tadeusza Chrzanowskiego.  Okazało się, iż zleceniodawczynią Ołtarza była Elżbieta Rakuszanka - żona Kazimierza Jagiellończyka, matka królów; kobieta brzydkiego oblicza, mądrego umysłu i pięknej duszy.  Od tamtej chwili poszukiwałam książki, z której mogłabym poznać bliżej tę fascynującą kobietę. 

Kobiety z obrazów Nowe Historie Małgorzaty Czyńskiej wydane przez Marginesy. Trochę obawiałam się tej pozycji, bowiem nie przepadam za takimi, jak jak to nazywam składankami. Zdecydowanie wolę biografię jednej osoby, niż zbiór opowieści o kilku, czy kilkunastu, obawiając się powierzchowności opisu. Choć z drugiej strony bardzo miło wspominam cykl gawęd o sztuce pióra pani Bożeny Fabiani. Książkę dostałam na Mikołaja, zdążyłam zatem przeczytać kilka rozdziałów i choć rzeczywiście, jeśli ma się pewną wiedzę na temat opisywanych tu kobiet można mieć niedosyt.  Natomiast kobiety, które znałam jedynie z nazwiska, a także te, których nie znałam wcale stają się dzięki opowieściom bliższe. Dlatego mimo wszystko polecam tę książkę laikom w dziedzinie sztuki. Okazuje się, iż wiele kobiet miało swoje zasługi w tej zdominowanej przez mężczyzn dziedzinie. Z dużą przyjemnością czytałam o Sofonisbie Anguissoli malarce żyjącej na przełomie XVI i XVII wieku, której udało się osiągnąć sukces i rozgłos. Została zaangażowana przez Filipa II Habsburga dla kształcenia jego żony, będącej zarazem córką Katarzyny Medycejskiej. O portrety jej autorstwa ubiegało się wielu możnych ówczesnego świata, bowiem umiała nie zakłamując rzeczywistości przedstawić każdą osobę w jak najkorzystniejszym świetle. 

Łempicka Tryumf życia Małgorzaty Czyńskiej- wydawnictwo Znak. Po recenzji u Małgosi ze Sztuki w papilotach nieco przygasł mój entuzjazm dla tej książki, ale pocieszam się, iż moja wiedza o Tamarze jest tak mizerna, że cokolwiek czego się dowiem będzie dla mnie z korzyścią.  Przewodnik po Kazimierzu Dolnym wydawnictwa travelbook - to pozycja którą zamówiłam w nadziei na kolejną wycieczkę do miasta nad Wisłą. Łączy nas Gdańsk, Gdańsk wielu kultur - wydawnictwo Instytut Kultury Miejskiej to zbiór kilkunastu tekstów napisanych przez osoby związane z miastem (przewodnicy, nauczyciele, historycy), którzy zwracają uwagę na wielokulturowość miasta. Temat mi bliski, a ze wstydem muszę przyznać mało znany.   

Strasznie monotematycznie pod tą choinką - książki i książki i jeszcze dla odmiany książki. Ale dla przełamania  schematu dostałam też bilet na mój kochany spektakl Kinky Boots (oglądałam w teatrze Dramatycznym w Warszawie i  zakochałam się). Z ogromną radością wybiorę się ponownie, w dodatku w dniu urodzin).   

Ponadto sprezentowałam sobie płytę Lekcja historii, na której utwory Jacka Kaczmarskiego śpiewają Bończyk, Brzeziński, Konarska, Michalak. Kilka lat temu miałam przyjemność obejrzeć ten koncert w Teatrze Ateneum. To był fantastycznie spędzony wieczór. Ogromnie spodobała mi się piosenka Krzyk (której tematem przewodnim jest obraz Muncha) oraz rewelacyjny i lepiej znany Autoportret Witkacego. Z chęcią posłucham piosenek ponownie.  


A poza tymi wyżej wymienionymi podarkami mikołajowymi sama podarowałam sobie coś bezcennego - dużą dozę optymizmu, spokoju i radości na przeciw wszystkim złym wieściom, jakie codziennie rano atakują z mediów postanowiłam miło spędzić święta. Jak zaplanowałam tak uczyniłam. Były i rodzinne spotkania i spacer i czas poświęcony lekturze. Można znowu rzec trwaj chwilo jesteś piękna, tym piękniejsza, iż do końca roku jestem na urlopie, a do końca pracy pozostał jeszcze tylko rok. 

sobota, 21 lutego 2026

Tamara Łempicka Projekt artystka Kizette de Lempicka - Foxhall


Autoportret w zielonym bugatti (wystawa na Zamku w Lublinie 2022 r.)

Książka jest wydana niezwykle ładnie i dekoracyjnie. Kredowy papier, sztywna okładka z reprodukcją Portretu Iry P., wewnątrz duża ilość niezwykle kolorowych, wyrazistych zdjęć obrazów i czarno-białe fotografie z rodzinnych archiwów. Eleganckie wydanie przyciąga wzrok zupełnie jak obrazy z jej najlepszego twórczo okresu (lat dwudziestych i trzydziestych). Obrazy Tamary są nasycone barwami, połyskujące, z wyraźnymi konturami, dopracowane do ostatniego szczegółu. Jak sama twierdziła, nie cierpiała malarstwa rozmytego, nieczystego (a za takie uważała impresjonizm).


Koszyk winogron (Konstancin Jeziorna Vila La Fleur)


Malowanie wrażeń, impresji było jej obce, sama doceniała malarstwo ostre i czyste (wyraziste). „Cezanne narysował kilka jabłek, ale te jabłka były źle narysowane. A kolory- dlaczego to wszystko jest takie brudne? Gdy pojechałam do Włoch, we wszystkich muzeach ujrzałam obrazy namalowane w XV wieku przez Włochów. Uwielbiałam je. Pomyślałam; dlaczego mi się spodobały? Ponieważ były takie wyraźne, tak schludne. Kolory były wyraźne, czyste, impresjoniści malowali bardziej z wyobraźni niż z natury, nie malowali dobrze, nie dbali o technikę. Pomyślałam: ich malarstwo jest brudne. Nie jest precyzyjne. Pamiętaj o precyzji. Obraz musi być schludny i czysty” (str. 67). Swoje obrazy uważała za precyzyjne i skończone. I takie niewątpliwie były. Piękne, wycyzelowane, doprecyzowane, przykuwające uwagę. I choć podobają mi się ogromnie, mam wrażenie, że są trochę powierzchowne, na pokaz, niczym wyretuszowane zdjęcie celebrytki, ładne opakowanie, wystylizowana postać, sztuczność. Nawet ich zamyślenia są wyreżyserowane, dziś byłyby to wydęte usteczka i wysunięta nóżka. Może dlatego nie lubię zdjęć pozowanych. Nie ma w nich prawdy. One krzyczą patrzcie i podziwiajcie. I ja podziwiam.

Tamara kochała się w pozorach, w gestach, kreowała siebie na filmową gwiazdę, tak często zmieniała opowiadane historie, że trudno dziś wyłuskać, co z jej biografii jest prawdziwe, a co kolejną z wersji, które na różne potrzeby tworzyła.


Muzykantka (Konstancin Jeziorna Vila La Fleur)

Tamara, jaka wyłania się z kart książki jest postacią na pokaz, albo grała tak często, że nikt nie poznał prawdziwej Tamary, albo z powodu ciągłego kreowania własnego wizerunku sama uwierzyła w tę Tamarę, doskonałą, utalentowaną, którą nie obowiązują żadne reguły, czy normy. Jedno trzeba jej przyznać, była niezwykle pracowita i miała talent.

Jej obrazy są niezwykle dekoracyjne, jak sama nazwa wskazuje art. deco. Są wyrazem tęsknoty bycia perfekcyjnym, niezależnym, wolnym, niezwyciężonym. Jej kobiety są jak ze stali, ich ciała otulone zwiewnymi szatami pod spodem noszą zbroję. Nawet, jeśli ich wolność jest pozorna, bo wymagająca nieustannego bywania, pokazywania się, udawania.

Może łatwiej będzie zrozumieć Tamarę, kiedy uświadomi się otoczenie, w jakim żyła. Otarła się o rewolucję w Rosji, cena, jaką zapłaciła za uwolnienie męża z rosyjskiej niewoli była ceną, którą tylko kobieta może zapłacić, żyła w powojennej Europie, w której ludzie chcieli odreagować ciężkie czasy wojny i powojennej biedy, jednocześnie obawiając się kolejnej wojny. Stąd zapewne ta ucieczka od rzeczywistości w świat ułudy i pozorów.


Dziewczyna w rękawiczkach (wystawa w MNK 2022 r.)

Artyści … żyli tak, jakby istnieli w dziele sztuki i tworzyli dzieła sztuki, o tym, jak żyli. Rezultatem było życie, pełne póz, w którym bawili się formami, podbijali stawkę, każdym gestem, każdą kupowaną kreacją, każdym wydanym przyjęciem, każdym romansem, każdą książką, którą napisali, każdym namalowanym portretem. Napełniała ich czysta energia, przeciwstawiali się czasowi i historii, próbując wykorzystać swoją sztukę do wykreowania chwili, doświadczeń, aby stała się ponadczasowym wyrazem ich epoki. Krótko mówiąc żyli niebezpiecznie- tak, jak wyobrażano sobie, że żyje kobieta ze słynnego autoportretu Łempickiej, znanego pod tytułem Autoportret w zielonym bugatti” (str. 88).

Nie na darmo nazywano ich straconym pokoleniem.

Książkę odbieram tak jak samą malarkę, jako piękną okładkę z kolorowymi ilustracjami, spośród których trudno dostrzec bohaterkę. Nie dowiedziałam się z niej wiele nowego, ponad to co już wiedziałam z wcześniejszych lektur.

Autorką jest córka Kizette - dlatego najciekawszy jest wątek dotyczący wzajemnych relacji córki z matką. Od dzieciństwa była jedynie dekoracyjnym dodatkiem dla kariery Tamary. Miała się dobrze komponować na zdjęciach z matką, ona anielsko niewinna, dziecięca i mama wytworna, elegancka, wyzywająca. Miała grać jej młodszą siostrę. Potem przez lata niepotrzebna; oddana pod opiekę babki, opiekunki, czy szkół. Na starość miała być uległą pomocnicą, służącą, sekretarką, szoferem, pielęgniarką, zrezygnować z rodziny, z siebie, aby poświęcić się zaspakajaniu zachcianek matki.

Przyznam, że o ile mało mnie wzruszało życie Tamary, jej liczne romanse, kochankowie, czy kochanki, złe traktowanie ludzi, o tyle terroryzowanie córki jest dla mnie nie do wybaczenia.


Kobieta z gołębiem (Konstancin Jeziorna Vila La Fleur)

Czy książkę warto przeczytać? Tak, jeśli ktoś interesuje się sztuką, Tamarą, art. deco, a nie czytał nic wcześniej na ten temat. Jeśli zna się biografię warto książkę obejrzeć z uwagi na doskonałą jakość ilustracji (część dotyczy obrazów znajdujących się w prywatnych zbiorach) i dużą ilość zdjęć archiwalnych. Czytanie niewiele wniesie nowego do stanu wiedzy na temat malarki.

No może jedynie taka refleksja, mnie naszła, że choć Kizette starała się zachować obiektywizm i pisząc w trzeciej osobie pisała, że mimo wszystko bardzo była przywiązana do matki i nie potrafiła bez niej żyć, podziwiała ją i dla niej chciałaby przechować pamięć o malarce - to może książka została napisana dla opisanej poniżej historii (jako swego rodzaju mała zemsta na matce)

Potrzeba dominowania nad otoczeniem rosła do rozmiarów obsesji, w miarę jak coraz bardziej traciła kontrolę nad zdolnością do malowania. …Mąż Kizette zachorował śmiertelnie na raka płuc i Kizette nie mogła już sobie pozwolić na priorytetowe traktowanie żądań matki, które stawały się coraz bardziej nieracjonalne. Tamara poinformowała Kizette o zmianie testamentu. Zapisała w nim, iż Kizette musi być z nią w ostatnich chwilach jej życia, aby w ogóle otrzymać coś z jej majątku. Wydzwaniała z Meksyku do Kizette, żądając informacji, dlaczego jej jedyna córka ją zaniedbuje. Gdy Kizette była w szpitalu, Tamara telefonowała do pokoju Foxy`ego (umierającego zięcia). Mówiła, że tego nie rozumie. Również była chora. Ona także potrzebowała opieki. „Skoro twój mąż jest w szpitalu’ -powiedziała Tamara- „wynajmij pielęgniarkę do opieki nad nim i przyjedź do mnie na trzy dni” (str. 169-170).

Przyznam się, że gdyby tak było nie miałabym Kizette tego za złe (od miłości do nienawiści droga jest całkiem bliska).

Kobieta w polskim stroju ludowym (wystawa na Zamku w Lublinie 2022 r.)


Zdjęcia wybrałam nieco tendencyjnie (te bardzo dekoracyjne) pomijając takie, jak Starzec, Matka przełożona, Żebrak z mandoliną, Uchodźcy czy mój ulubiony Ucieczka (jako wyjątki potwierdzające regułę)