poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Egipt - nie dla wszystkich seksturystyka


Wycieczka do Egiptu wiele zmieniła w moim życiu. Był rok 2008. Być może to nie zasługa Egiptu, być może to cały splot szeregu okoliczności sprawił, że nastąpiła zmiana w mojej skali wartości. Dotąd każda wycieczka przynosiła poczucie zrelaksowania i nabrania równowagi. Niestety poczucie to znikało niemal natychmiast z powrotem do codziennych obowiązków.
Tymczasem pobyt w Egipcie zaowocował poczuciem równowagi i spokoju na długo. Myślę, że trwa on nadal, mimo chwilowych zawirowań. I to wszystko spowodowało jedno zacytowane przez pilotkę powiedzenie tambylców; Europejczycy mają zegarki, a Egipcjanie mają czas. Jakże to prawdziwe. My mamy zegarki, kalendarze, terminy, a oni delektują się powolnym upływem czasu. Być może czasami nawet zbyt powolnym, ale o ileż to zdrowsze.
Miałam sporo obaw dotyczących wysokich temperatur panujących w Egipcie. Niestety mój organizm kiepsko znosi upały, nie dla mnie słońce i plaża. Wiele osób, które wybrały Egipt z powodu możliwości uzyskania pięknej opalenizny pytało ze zdziwieniem, po co w takim razie przyleciałam do Egiptu. Trudno wytłumaczyć komuś, kogo nie interesuje poznawanie nowych miejsc, historii, kultury, po co człowiek, który w temperaturze powyżej 30 stopni dostaje ciężkiej migreny leci do Egiptu i jeszcze tłucze się autokarem po 6-10 godzin w jedną stronę do Luksoru, czy Kairu.
Poza temperaturą przerażały mnie także podróże w konwoju oraz żołnierze mający zgodnie z opowieściami znajomych wyskakiwać zza każdego rogu. Egipt jest państwem policyjnym. Każda podróż przez pustynię odbywa się w konwoju i z towarzyszeniem uzbrojonych żołnierzy. Okazało się jednak, że wszystko jest do przeżycia, kiedy bardzo czegoś chcemy.
Hotel, w którym mieszkałam przez dwa tygodnie pobytu, był olbrzymim kompleksem położonym bezpośrednio przy plaży, w pobliżu rafy koralowej. Z trzech stron otoczony; wodą i dwoma innymi hotelami, z czwartej dostępu do hotelu broniła pustynia. Wjazd prowadził przez wartownię i żaden nie zarejestrowany autokar, czy taksówka nie miały prawa wstępu na teren obiektu.
Mogłam sobie w nocy całkiem bezpiecznie spacerować po plaży i po uliczkach posesji. Spełniło się jedno z moich marzeń; nocny spacer po bezludnej wyspie. Co prawda przedmieście Hurgady to nie wyspa, a tym bardziej bezludna wyspa, ale spacer po opustoszałej plaży w nocy dawał takie wrażenie, a poza tym od czego jest wyobraźnia.
Tylko ja, księżyc, gwiazdy i morze bezkresne. Szłam sobie brzegiem morza, siadałam lub kładłam się na piasku, obserwowałam gwiazdy i po prostu byłam, trwałam w nieskończoności.
Drugie moje spełnione marzenie to pobyt w Muzeum Narodowym w Kairze. Podróż z Hurgady do Kairu zaczęła się dla mnie około północy. Mój hotel był najdalej położonym hotelem, więc wsiadałam jako pierwsza i jedyna do autokaru. W środku nocy wsiadłam do autokaru, w którym było dwóch panów o ciemnej karnacji, w ścierkach na głowie i mówiących po arabsku. Przez godzinę jechaliśmy bezdrożami, przez piaski pustyni. Mały dreszczyk emocji towarzyszył temu początkowi podróży.
Po Kairu dotarliśmy po ok. 8 godzinach jazdy. W Muzeum Kairskim czekało mnie nie lada przeżycie. Zwiedzaliśmy je w kolejności odpowiadającej stronom mojego przewodnika, więc czułam się, jakbym czytała książkę i oglądała jednocześnie tamtejsze skarby.
Oczywiście najbardziej oczekiwanymi były skarby z grobowca Tutenhamona. Przy salach, w których je zgromadzono nogi miałam jak z waty. To były takie emocje, że czułam się, jak Howard Carter (archeolog, który odkrył miejsce pochówku Tutenhamona), który znajduje po kolei skrzynia po skrzyni, a w nich sarkofag, maskę i wreszcie mumię tego młodziutkiego władcy. A potem skarbiec z biżuterią, rydwany, czarny Anubis, który stał na straży zmarłego faraona, przedmioty codziennego użytku, tron....
Przedmioty znalezione w grobowcu zajmowały kilka, a może i kilkanaście sal muzealnych, a był to Faraon, który zmarł w wieku niespełna 18 lat, więc i jego rządy nie mogły być długie. Można sobie wyobrazić, jakie bogactwa zawierały grobowce innych władców. Oczywiście skarby te mają dużą wartość materialną, ale myślę, że mają o wiele większą wartość historyczno-poznawczą. Dla przyszłych pokoleń są bezcennym źródłem informacji o tych zamierzchłych czasach.
Po wyjściu z Muzeum wiedziałam już, że ta wycieczka jest udana i nawet, jeśli nie zdarzy się już nic więcej to już będę prze-szczęśliwą.
W Kairze zwiedziliśmy jeszcze dwa Meczety, dwa najstarsze kościoły koptyjskie (chrześcijańskie), synagogę, byliśmy pod piramidami i pomnikiem Sfinksa w Gizie, no i przejeżdżaliśmy przez Miasto Umarłych. Jeszcze czuję dreszcze na wspomnienie tego doświadczenia. Na starym cmentarzu mieszkają biedacy, żebracy i złodzieje. Nagrobki służą im za stoły lub łóżka. Jest tam brudno, nędznie i strasznie. Chyba jedyny raz czułam tak naprawdę strach, kiedy autokar miał przymusowy postój w tej dzielnicy spowodowany pozostawionym na środku wąskiej drogi pojazdem. Auto było w opłakanym stanie; zardzewiałe, z powybijanymi szybami, bez zderzaków i bez drzwi. Kierowca udał się do baru. Funkcję baru pełnił barak bez drzwi i okien, w którym na drewnianej desce stała jakaś butelka z szaroburym płynem. Widzieliśmy doskonale wnętrze tego przybytku, bo znajdowaliśmy się jakieś półtora metra dalej. Obok był „warsztat mechaniczny", tzn. stał akumulator i sterczało z niego parę drucików podłączonych do czegoś, co od biedy można by nazwać motorynką. A dookoła toczyło się życie towarzyskie. Kiedy wokół autokaru nagle zaroiło się od czarnoskórych mieszkańców dzielnicy przewodniczka poradziła nam, aby nie zwracać na nich żadnej uwagi, aby ich nie sprowokować. Byliśmy w dzielnicy, do której policja raczej się nie zapuszcza, która rządzi się swoimi prawami. Mieliśmy szczęście, bo po jakimś kwadransie kierowca przestawił swój pojazd i mogliśmy wyjechać. Przewodniczka opowiadała, że kiedyś stali tak ponad godzinę, a innym razem trzeba było zapłacić bakszysz.
Tak jak ja jechałam głównie po to, aby zobaczyć Skarby Tutenhamona, tak wielu jechało zobaczyć Piramidy w Gizie; Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa, a także posąg Sfinksa. Jest on rzeczywiście olbrzymi. Niewiarygodnie wydaje się, to, że swego czasu zasypany był cały piaskiem pustyni.
Pod piramidami sporo jest różnego rodzaju żebraków. Jeśli tylko zakupi się widokówkę, koraliki, czy wsiądzie na wielbłąda można pożegnać się ze spokojnym oglądaniem piramid. Turysta zyskuje wówczas swój cień, który tak długo będzie za nim chodził, aż nie dostanie choć one dolar. Dla tego one dolar są w stanie wiele naopowiadać. Zostajemy wówczas nie tylko habibi, ale wonderfull, beautifull actress..
W Kairze podobało mi się prawie wszystko - nawet podróż przez pustynię. W zdumienie wprawiła mnie dwupasmowa, a miejscami trzypasmowa jezdnia przez pustynię.
Suk - czyli targ w Kairze - jakkolwiek przejście nim było dla mnie ciężkim przeżyciem - ma swój klimat. Na targu, podobnie, jak na zakupach w egipskich „marketach" jest się nieustannie nagabywanym do zakupu czegokolwiek. Po jakimś czasie nabrałam doświadczenia, iż trzeba udawać, że się nie słyszy i nie widzi zaczepiających kupców. Na szczęście ich nagabywania i zaczepki ograniczają się raczej do zaczepek werbalnych li tylko. Choć jeśli ktoś da się wciągnąć w targowanie różnie to bywa. Ponieważ nienawidzę targowania i handlowania przejście przez suk było dla mnie sporym wyzwaniem
Kairskie ulice mają niepowtarzalny klimat. Oczywiście mieszkać tam bym nie chciała i nie potrafiła. Ale był to dla mnie zupełnie nowy widok, ulica po której poruszają się zdezelowane, rozwalające się auta, przepełnione busy z wiszącymi w otwartych drzwiach pasażerami, pordzewiałe autobusy, osiołki ciągnące na desce płody ziemi, ludzie targający na plecach wory z dobytkiem, terenówki na pakach których leżą robotnicy, czy wreszcie samochody wiozące pasażerów na dachu. Koloryt tego miejsca urzekł mnie w swej brzydocie. Te tony śmieci na ulicach, gruzów przy budowach, pręty wystające z dachów (choć to widok znany i np. z Grecji), szmaty wiszące na oknach oraz budynki bez okien, a w tym wszystkim anteny satelitarne.
Ponieważ wybrałam opcję wycieczki do Kairu z noclegiem miałam okazję przespać się w typowym hotelu turystycznym. Było to survivalowe przeżycie. Egipski standard trzech gwiazdek nie ma chyba odpowiednika w europejskiej klasyfikacji. Po prostu po wejściu do pokoju zajrzałam tylko pod łóżko i we wszystkie zakamarki czy nie ma tam jakiś gadów lub płazów, zamknąwszy oczy weszłam pod prysznic i nie oglądając pościeli położyłam się w ubraniu spać. Byłam tak zmęczona całonocną podróżą i całodziennym zwiedzaniem, że zasnęłam natychmiast. Nie przeszkadzały mi nawet trąbiące przez całą noc klaksony samochodów. Egipcjanie używają klaksonów niemal bez przerwy. Aby wyrazić zniecierpliwienie w korku, przywołać kierowcę auta pozostawionego na środku drogi (takie przypadki częste we Włoszech, tutaj są codziennością, podobnie jak leżąca na środku drogi wielka żelazna sztaba), zwrócić na siebie uwagę turystek, a czasami i turystów (w zależności od upodobań).
Również z wycieczki do Luksoru byłam bardzo zadowolona. Grobowce w Dolinie Królów wywarły na mnie spore wrażenie w przeciwieństwie do części turystów zawiedzionych, „że tyle się tłukli autokarem (od. 6 godzin w jedną stronę) aby zobaczyć jakieś dziury w ziemi, w których w dodatku nie ma nic ciekawego". Ciekawe czego się tam spodziewali, może mumii Faraona, która przywita ich w rodzimym języku. Moim zdaniem reliefy w środku grobowców uważam za przepiękne i świetnie zachowane.
Świątynia w Karnaku, jak i Świątynia Hatszepsut są takie monumentalne i wiekowe. Można przechodząc przy kolumnach, w porównaniu z którymi jesteśmy niczym mrówki, usłyszeć powiew wiatru, jaki słyszał tutaj Ramzes II przed tysiącami lat.
Jak się uświadomi sobie, świadkami jakich były wydarzeń były te świątynie to nabiera się pokory. Niestety przed świątynią Hatszepsut nie mogłam nie pomyśleć o zamachu jaki miał tam miejsce w listopadzie 1997 r. (a może 1998 r.), kiedy zginęło tylu turystów.
To oczywiście tylko pewien malutki wycinek wspomnień z Egiptu. Staram się jak mogę skracać te moje wpisy, ale przychodzi mi to z bólem serca.
Powinnam jeszcze napisać o safari jeepami przez pustynię, rejsie stateczkiem nad rafą koralową, czy kąpieli w morzu w towarzystwie cudownie, kolorowych ryb.
Niesamowity był też powrót do kraju. Dzień wcześniej wieczorem moczyłam nogi w morzu czerwonym, dzień później wieczorem szukałam kozaków, czapki, szalika i rękawiczek w Krakowie. Biuro podróży zafundowało mi taką atrakcję powrót do Krakowa, zamiast do Gdańska.
Chętnie wróciłabym jeszcze kiedyś do Egiptu, kusi mnie np. rejs po Nilu.
Zdjęcia 1. Nefretiti -muzeum kairskie (źródło wikipedia) 2. Zachód słońca nad pustynią 3. Maska Tutenchamona - muzeum kairskie (źródło wikipedia) 4. Dzieci z Cepelii - czyli Beduińska wioska na pokaz 5. Suk w Kairze 6. Ulica największej egipskiej metropolii 7. Pomnik Ramzesa II w Luksorze

10 komentarzy:

  1. Mogłabyś pisać przewodniki :) naprawdę bardzo barwnie i ciekawie opisujesz, że nie jeden powinien Ci zazdrościć. Póki co ja zazdroszczę Ci tych podróży i polotu z jakim piszesz :)) Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozbawiła mnie ta opowieść, Małgosiu. Zwłaszcza opis reakcji na grobowce Twoich "towarzyszy" z nie-wyboru:-)
    Cóż, nabrać pokory oglądając reliefy, freski, mozaiki itp. dzieła kultury śródziemnomorskiej może tylko ten, kto ma poczucie korzeni i przynależności do tej kultury.:-)
    Cieszę się, że doświadczyłaś tego fragmentu świata.
    z ciepłym pozdrowieniem
    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  3. @Bibliofilka dziękuję za miłe słowa i życzę, aby zazdość podróży zamieniła się w podróż marzeń
    @Daniel Niestety Egipt należy do tych krajów, co do których raczej nie wybiorę się sama (bez biura podróży) więc będę "skazana" na towarzyszy nie z wyboru, dzięki którym nie obejrzę np. Grobowca Tutenhamona, bo nie będzie chętnych, a będę zmuszona dusić się zapachem perfum w kolejnej perfumerii, gdzie niemal każda elegantka nabędzie okazyjnie perfumy :(.

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Gosiu !
    Ciekawa opowieść o Egipcie . Zawsze byłam zafascynowana starożytnym Egiptem,z twojej opowieści bardzo dużo się o nim dowiedziałam . Pozdrawiam Monika .

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna opowieść, poczułam się trochę tak, jakbym tam sama była.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładnie opisałaś Egipt.
    Ja się tam dopiero wybieram.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoja wycieczka była do KAIRU była bardziej urozmaicona od mojej.Chciałam zwiedzić kościoły koptyjskie czy przejechać tak jak ty przez Miasto Umarłych.Zamiast tego była obowiązkowa perfumeria i sklep z papirusami.O pobycie pod piramidami jeszcze napiszę na swoim blogu bo też nie obyło sie bez przygód.Ciekawa jestem w jakim byłaś miesiącu?Dodam jeszcze że teraz już nie jeżdzi się w konwojach.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. @AgaB- moja wycieczka do Kairu była z opcją noclegu, więc może dlatego program był szerszy, perfumeria też była- ale wyszłam szybciej niż weszłam- bo z nadmiaru słodkich i ciężkich zapachów zrobiło mi się słabo. Sklep z papirusami chyba też był, ale ponieważ sklepy z papirusami były niemal na każdej wycieczce (byłam na pobycie i korzystałam z fakultatywnych) to nawet nie zanotowałam tego faktu w pamięci. Poza tym ja jechałam z Hurgady (też całą noc) a ty z kurortu S el S. Byłam październik/listopad - data na zdjęciach

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeogromnie zazdroszczę Ci pobytu w Egipcie, które jest moim marzeniem! Doskonale Cię rozumiem: do tego kraju pragnę pojechać nie dla pięknej opalenizny, ale dla odrobiny historii i kultury, którymi się interesuję. Może kiedyś i ja będę mogła pochwalić się taką podróżą, jak Ty? ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cinnamon- witam na blogu Moje podróże i zapraszam do częstych odwiedzin. Życzę Ci, aby marzenia się spełniły i obyś kiedyś mogła opisać swoje wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).