sobota, 27 sierpnia 2011

Podróże inspirowane literaturą, czyli dziesięć miejsc ...

Top 10, to akcja, która przewija się po blogach od jakiegoś czasu. Dziesięć ulubionych filmów, seriali, książek, autorów, itp. Nie biorę w niej udziału, bo po pierwsze nie przepadam za wyliczankami, po drugie dziesięć to w pewnych sytuacjach za mało, w innych za dużo. Dla przykładu ciężko byłoby mi wymienić dziesięć (jedynie) ulubionych książek, ale wymienić chociaż trzy ulubione seriale byłoby niemożliwym dla osoby, która nie ogląda telewizji.
Teraz jednak pojawiła się dziesiątka miejsc (podróży), które chciałoby się odbyć dzięki literackim fascynacjom.
Dla osoby, która kocha podróże (kocha w tym przypadku zostało użyte całkiem świadomie) jest to inspiracja do kolejnego wpisu. Mam to szczęście, że niektóre z moich literackich podróży marzeń zostały zrealizowane.
Miejsca, w których udało mi się przynajmniej częściowo skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością, to Rzym, Paryż, Wenecja:
1. Czytając Udrękę i ekstazę Irwina Stone marzyłam o odwiedzeniu Kaplicy Sykstyńskiej. Chciałam zobaczyć miejsce, w którym twórca spędził tyle lat życia.
Chciałam już nie tylko wyobrażać sobie, jak Michał Anioł tworzył nie wypuszczając pędzla z rąk, nie jedząc, nie śpiąc, ale poczuć klimat, zobaczyć otoczenie, no i wreszcie ujrzeć efekt tej pracy. Chciałam przywołać w myśli jego dysputy z Juliuszem II (Giuliano Della Rovere). Tak jak on pragnęłam poczuć ścierpnięcie karku, kiedy będę przechylać głowę do tyłu, aby podziwiać sklepienie Kaplicy. Wydawało mi się to wówczas nieosiągalne. Odstraszały mnie zawsze kolejki, jakie widywałam przed tym muzeum. Ciągnęły się one czasami od wejścia do Muzeów aż po Plac Świętego Piotra, czyli nawet ponad kilometr. Przerażały mnie też te tłumy, jakie miałyby mi towarzyszyć podczas wizyty. Jednak chcieć to móc. Udało się uniknąć i kolejki do wejścia i tłumów turystów. Rezerwacja przez Internet to wspaniały wynalazek. Byłam tam dwukrotnie. Wizyta w Kaplicy (i przy okazji w Muzeach Watykańskich) należy do jednych z piękniejszych wspomnień.


2. Podczas lektury (choć prawdę powiedziawszy bardziej podczas oglądania adaptacji) Upiora w operze Gastona Leroux zapragnęłam zobaczyć Operę Garnier w Paryżu. Co prawda widziałam ją przelotnie podczas pierwszej wycieczki, ale ponieważ nie znałam jeszcze wówczas ani Eryka, ani Christine, ani tła akcji budynek nie wzbudzał we mnie żadnych uczuć.
Baśniowa sceneria akcji; podziemia Opery, które ciągną się szesnaście pięter w dół, tajemnicze, niedostępne pomieszczenia, sekretne przejścia, podziemne tunele, jezioro, organy, na których Eryk wygrywał swoją muzykę pobudzały wyobraźnię. Z czasem nie bardzo wiedziałam, co jest tłem książki, co scenografią teatralną, co filmową, a co moimi wyobrażeniami. Ale marzyłam o ponownym zobaczeniu gmachu Opery. Budynek robi imponujące wrażenie, teraz zostało jeszcze zwiedzenie jego wnętrza.


3. Miałam ogromną przyjemność czytać Anioły i demony na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Nie można wyobrazić chyba sobie piękniejszej scenerii dla tej lektury. Książki Dana Browna lubię między innymi ze względu na umożliwienie mi poznania różnych miejsc (Rzym, Paryż, Washington). Lubię je również za inspiracje poznawania twórców. Dzięki nim odkryłam "mojego Berniniego". Ale do tego jeszcze kiedyś wrócę.
Kiedy po raz pierwszy przeczytałam Anioły zapragnęłam odbyć wędrówkę śladami profesora Langdona. Do tej pory, byłam we wszystkich miejscach opisanych w książce, poza passetto i biblioteką watykańską. Passetto mam nadzieję jeszcze odwiedzić, przeczytałam bowiem, iż od niedawna jest taka możliwość. Natomiast co do Biblioteki, jeśli wierzyć autorowi (a są tacy, co uwierzyli w literacką fikcję) musiałabym uzyskać zgodę papieża, Rady papieskiej lub w razie sedis vacante papieskiego kamerlinga. Nie wydaje mi się to możliwe. Tak więc Biblioteka Watykańska pozostanie na zawsze jedynie w sferze marzeń.

4. Do moich ulubionych pisarzy należy Wiktor Hugo. Paryż, jaki opisuje w Katedrze Najświętszej Marii Panny, znanej bardziej pod tytułem Dzwonnika z Notre Dame przechowuję w pamięci niczym cenną relikwię.
Plac de Greve, dzielnica Halle czy wreszcie sama katedra Naszej Pani są przedstawione tak realistycznie, że bez trudu mogę oczyma wyobraźni przenieść się nie tylko do Paryża, ale nawet do Paryża średniowiecznego. A za parę dni będę mogła ponownie skonfrontować wyobrażenia z dzisiejszą rzeczywistością, jakże inną od tej sprzed wieków. Ale katedra stoi niezmiennie, choć nie taka sama, to ta sama.


5. W klimat Wenecji przeniosła mnie mało znana książeczka Anioły panny Garnet Salley Vickers.
Lektura wskazuje co prawda konkretne miejsca, jednak mnie najbardziej spodobała się atmosfera miasta, kluczenie uliczkami, wizyty w kawiarniach, codzienne życie. To wszystko, co sprawiło, że prowadząca do tej pory nudne i monotonne życie wiekowa już panna Julia odnalazła swoje miejsce na ziemi, poznała przyjaciół i radość życia.


Miejsca, które nadal mogę odwiedzać, jedynie w snach:
6. Planeta Małego Księcia Saint Exuperego. Usiąść razem z Małym Człowiekiem na jego Planecie i obserwować wschody i zachody słońca.
Nie trzeba byłoby nic mówić. Wystarczyłoby patrzeć w te same miejsca i rozumielibyśmy się bez słów.



7. Chciałabym choć raz znaleźć się w Akademii pana Kleksa na ulicy Czekoladowej.
Lekcje u Ambrożego Kleksa tak pobudzały moją wyobraźnię, iż dotąd marzy mi się przyrządzanie posiłków z kolorowych pastylek, zbieranie snów na lusterkach, odwiedzanie bajek i lekcje geografii na świeżym powietrzu.


8. Na Zielonym wzgórzu gościła niejedna z bloogowiczek. Obawiam się, że mogłoby się tam zrobić dość tłoczno. Jednak z przyjemnością spotkałabym się tam nie tylko z mieszkańcami wyspy Księcia Edwarda, ale także moimi ulubionymi koleżankami po „piórze” i z jednym kolegą też (ZwL- to o tobie mowa). Usiedlibyśmy na werandzie, patrzylibyśmy na jabłoniowy sad, popijali porzeczkowe wino Maryli, którego dziwnym trafem parę buteleczek znalazłoby się w spiżarce i słuchali ploteczek pani Małgorzaty Linde.





9. Wigilię chciałabym kiedyś spędzić w trzechsetletnim młynie pod Paryżem razem z bohaterami Wieści Wiliama Whortona. Kamienny młyn, położony w pokrytej śniegiem dolinie nad zamarzniętym stawem w otoczeniu ośnieżonych drzew robi wspaniałe wrażenie. Na szybach młyna mróz wymalował lodowe inkrustacje. Ściany młyna zostały przyozdobione kilkunastoma metrami czerwonego aksamitu, stół pokryty obrusem z zielonego sukna i zastawiony wazonem z gałęziami ostrokrzewu. Wnętrze młyna zdobi ogromna, kilkumetrowa choinka.



10. Chciałabym także odnaleźć miejsca, które utrwalili na płótnach impresjoniści. Chciałabym zanurzyć się w zieleń drzew i traw, jakie znajdują się na malowanych przez Pissarro pejzażach (Bezmiar sławy), biec przez pola słoneczników, które malował Van Gogh (Pasja życia), spotkać wśród ukwieconych łąk kobietę z parasolką Moneta (Monet Zycie i twórczość). Oczywiście na wymienienie wszystkich tych miejsc wymarzonych zabrakłoby mi miejsca.



Zdjęcia i obrazy:
1. Muzea Watykańskie z latarni kopuły Św. Piotra, 2. Budynek Opera Garnier w Paryżu, 3. Na Placu Św. Piotra- jedna z wskazówek w poszukiwaniach Langdona, 4. Katedra Notre Dame w Paryżu, 5. Wenecja - rejs po Canale Grande, 6. Mały Książę -plakat, 7. kadr z filmu Akademia Pana Kleksa, 8. Wyspa Księcia Edwarda, 9. Bajkowy młyn (nie znalazłam fotografii młyna Whortona), 10. Kobieta z parasolką Moneta

13 komentarzy:

  1. Masz rację, ta wyliczanka jest ciekawa i wywołuje dużo ciepłych wspomnień.
    Ucieszyła mnie wiadomość, że też lubisz "Katedrę Najświętszej Marii Panny w Paryżu" Hugo. Byłam zachwycona i żałuję, że wiele osób z góry uznaje ją za ramotkę. Cudownie, że będziesz miała okazję zobaczyć Paryż już bardzo niedługo. Tylko nie zapuszczaj się w zakamarki opery, bo upiorna tradycja może być ciągle żywa. :)
    Od dłuższego czasu planuję przeczytać książkę Salley Vickers. Już od wielu osób słyszałam, że pisze pięknie i subtelnie. Wenecję uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię, kiedy miasto staje się jednym z bohaterów książki i ja - jako czytelnik - otrzymuję na tyle plastyczny jego obraz, że czuję się, jakbym tam była. Czytanie książek, których akcja rozgrywa się w miejscach dobrze mi znanych, pozwala mi spojrzeć na nie z nowej perspektywy. Spośród książek, które wymieniłaś w "Top 10" nie miałam jeszcze okazji przeczytać tych o Paryżu. Lecz samo miasto uwielbiam, miałam okazje spędzić tam dłuższy okres czasu i poczuć klimat tych wszystkich pięknych uliczek... Ach, chciałabym tak powrócić! Udanej wycieczki Ci życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Lirael Wskaż mi osoby, które mają czelność twierdzić, że Katedra NDdP to ramota. Zaraz się z nimi rozprawimy. Czytałam opinie, że mało wartka akcja, że za mało historii miłosnej, za dużo opisów... jeśli ktoś szuka w twórczości Hugo romansów i sensacji to rzeczywiście się zawiedzie. Ja wielbię Hugo (Katedrę i Nędzników, Człowieka śmiechu troszkę mniej). Może to trochę wiąże się z moją miłością do musicali, ale tylko trochę. Wszak książka a libretto musicalu to dwie różne sprawy.
    Co do zakamarków opery, jeśli w roli upiora wystąpiłby Gerard Butler nie miałabym nic przeciwko porwaniu i uwięzieniu :)
    Co do Salley Vickers to takie przypadkowe odkrycie, ale jakże miłe.
    @Karolino Ja także często szukam w literaturze miast, zwłaszcza teraz przed wycieczką zaczytuję się w literaturze z Paryżem w tle. A chętnie poczytałabym coś o Katedrach w Chartres czy Rems. Potem zwiedzając takie miejsce chodzę śladami literackich bohaterów i czasami mam wrażenie, że są tuż obok mnie. Z Quasimodo przemierzam Katedrę, z Langdonem jestem pod piramidą Paia i w Luwrze (i wielu innych miejscach, bo ten bohater jest wyjątkowo mobilny), z M.A chodzę uliczkami Florencji... Ja natomiast zazdroszczę dłuższego pobytu w Paryżu. I życzę powrotu albo rzeczywistego, albo literackiego. Paryż oprócz Hugo odnajduję teraz w prozie Zoli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właściwie chciałabym być w każdym z wymienionych przez Ciebie miejsc. A z tych rzeczywistych udało mi się tylko zobaczyć Rzym tzn. Plac i Bazylikę św. Piotra, Muzea Watykańskie i oczywiście cudowną Kaplicę Sykstyńską. Chociaż tam to bardzo chciałabym jeszcze raz się znaleźć, ponieważ akurat w trakcie mojego pobytu z powodu prac konserwatorskich zakryty był mój ukochany Sąd Ostateczny.
    W Paryżu nie byłam, ale jak wiesz także kocham prozę Hugo i troszkę Zoli (troszkę, bo jeszcze mało ją znam) i miasto to chciałabym bardzo zobaczyć.
    W Wenecji byłam tylko kilka godzin. Zostało wiec mgliste wspomnienie Placu i Bazyliki św. Marka oraz Canale Grande. A książki niestety nie znam.
    I oczywiście pozycje 6,7,8 i 9 to książki, które lubię, kocham i cenię.
    Co do impresjonistów - książek nie czytałam, ale pomysł, by odwiedzić miejsca znane z ich obrazów - czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Balbino, ja bywam w tych miejscach opisanych można powiedzieć częściej niż przeciętnie się bywa z wycieczką, ale wciąż mi mało, wciąż mam niedosyt. Też zaczynałam moje odwiedziny od krótkich parogodzinnych spotkań, aby wracać na dłużej. Zolę też mało znam; bo recenozaną książkę oraz krótkie opowiadanie Nantas (dużo słabsze).

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie opisywane przez Ciebie miejsca są cudowne, unosi się nad nimi aura wręcz magiczna. W połączeniu z literaturą nabierają szczególnego znaczenia. Ale mnie najbardziej zachwycił pomysł pobytu na planecie Małego Księcia. Te cudowne zachody słońca oglądane kilka razy dziennie - właśnie na to mam teraz największą ochotę :)
    Zaciekawiła mnie książka "Anioł panny Garnet" - przyznam się, że nie słyszałam o tym tytule wcześniej, ale już ten króciutki opis wskazuje, że niezwłocznie muszę nadrobić ten brak.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anioły panny Garnet udało mi się kupić podczas jednej z wizyt w Dedalusie. Pragnę wrócić do tej cudownej lektury i zamieścić recenzję. Jednak z powodów wiadomych nie mogę obiecać, że nastąpi to niebawem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wenecja kojarzy mi się gondolami i romantyzmem. Mam cichą nadzieję, że czytasz te moje wpisy. Rzeczywiście wyjazd na Planetę Piotrusia Pana jest tylko w marzeniach nawet moich.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Moniko - w takim razie być może spotkamy się kiedyś w Wenecji :), na Planecie Piotrusia Pana- raczej nie, ponieważ nigdy w życiu nie przeczytałam Piotrusia Pana i nie znam tej książki, więc trudno byłoby mi marzyć o podróży do Nibylandii. Choć jak napisałam raczej, ponieważ mam siostrzeńca Piotrusia, któremu chciałabym kiedyś przeczytać książeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z Twoich miejsc to kilka już odwiedziłam :) Spędziłam kiedyś kilka dni w Rzymie i zobaczyłam naprawdę sporo miejsc i nie było jakiegoś ciśnienia czasowego, a i Bazylikę św. Piotra można było zwiedzać na własną rękę i tempo :)
    W czasie tej samej włoskiej wyprawy byłam również w Wenecji, ale w sumie nie zrobiła na mnie większego wrażenia, już chyba bardziej podobała mi się Florencja.
    Paryż, ach Paryż - to wciąż moje marzenie. Byłam tam kilka godzin, odwiedziłam Katedrę Notre Dame oczywiście, ale to za mało, za mało...

    Co do pozostałych miejsc, to - do planety Małego Księcia jakoś mnie nie ciągnie jednak, za to spędziłabym dzień z Adasiem Niezgódką i resztą kompanii (trzeba przyznać, że film nieźle "wyczarował" Akademię), Whartona nie czytałam, a w obrazach też chętnie bym się znalazła choć na chwilę:)

    No i mam nadzieję, że na tym Zielonym Wzgórzu to się wszyscy pomieścimy? :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. @maniaczytania Dla mnie wszystkie trzy -Rzym, Wenecja i Florencja są przepiękne i tęsknię za nimi, mimo tego, że troszkę je poznałam (a może właśnie dlatego, że mogłam wolno i niespiesznie..) Życzę, aby spełniły się twoje marzenia; Barcelona i Paryż. Dobrze, że na planetę Małego księcia cię nie ciągnie, bo jest to bardzo mała planeta i przy większym zagęszczeniu mogłybyśmy się nie pomieścić.
    Film Akademia Pana Kleksa bardzo mi się także podobał, tym bardziej, że pan Piotr Fronczewski należy do moich ulubieńców. Na Zielonym Wzgórzu znajdzie się dla nas miejsce, a jak nie to przygarnie nas Małgorzata Linde i uraczy świeżą porcją ploteczek, ewentualnie zatrzymamy się na plebani.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pana Piotra też bardzo lubię :) Zwłaszcza za wspaniały głos!

    A co do Zielonego Wzgórza, to jest tam jeszcze kilka miejsc - zawsze możemy pójść do Diany albo domu Gilberta ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj szczególnie do Gilbeta byśmy chętnie poszły :)
    A głos pana Piotra urzeka i zniewala. Lubię piosenki w jego wykonaniu z kabareciku Olgi Lipińskiej.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).