wtorek, 30 sierpnia 2011

Sztuka pisania listów

Jan Vermeer - Dziewczyna czytająca list

Przeczytałam kilka dni temu książkę "Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek". Recenzję postaram się zamieścić w najbliższym czasie. Niestety jak już pisałam (wiem, że się powtarzam, trudno) ostatnio szybciej czytam, niż piszę, jakoś trudno mi się skupić, odliczam dni i tęsknię do urlopu (jeszcze tylko osiem dni roboczych :). Przypomniałam sobie, że jakiś czas temu popełniłam tekst "Sztuka pisania listów", który wiąże się pośrednio z treścią przeczytanej książki.
Sprowokowało mnie wówczas stwierdzenie jednej z koleżanek, iż epoka pisania listów odeszła w zapomnienie wraz z naszymi babkami. Zaczęłam zastanawiać się, czy rzeczywiście ma ona rację. Czy są jeszcze osoby, które w dobie telefonii komórkowej, Internetu i całej masy innego rodzaju możliwości szybkiego komunikowania się piszą listy.
Jako dziecko, nastolatka, a nawet w wieku dojrzałym pisałam bardzo dużo listów. Sporo listów też otrzymywałam, choć na pewno dużo mniej niżbym sobie życzyła.
Pamiętam to radosne podniecenie, kiedy zaglądając do skrzynki widziałam zaadresowaną odręcznie, znanym mi pismem kopertę. Bywał to promyk radości po ciężkim dniu w szkole, na uczelni, w pracy, w domu. List oznaczał, że ktoś o mnie myśli, interesuje się, tym, co u mnie, chce się podzielić swoją radością, problemem, smutkiem, chce zasięgnąć mojej rady.
Kiedy człowiek łapał „doła” i myślał sobie, że nikomu na nim nie zależy, że jest osamotniony w swoich opiniach, czy odczuciach wtedy pisała; Terenia o wrednych chłopcach z 4 c, którzy przez rurki plują plasteliną i zaczepiają dziewczynki, Elżbieta, że przyjęła oświadczyny, ale nie wie, czy dobrze zrobiła, Madzia, że dostali swoje pierwsze mieszkanie służbowe, później Karolina opisywała stosunki na uczelni, a na końcu pisał Pan Kapitan - kolega mojego taty, który opisywał mi, co ostatnio czytał i co myśli o polityce rządu.
Uwielbiałam pisać, niezależenie od tego, czy były to listy, smsy, czy maile, jednak, co do tych pierwszych zawsze miałam jeden „mały problem”, a mianowicie napisany list nie chciał się sam wysłać. Napisać kilka, a nawet kilkanaście stron tekstu to fraszka, ale znaleźć kopertę, znaczek, włożyć toto do torebki i nie zapomnieć wrzucić do skrzynki pocztowej było nie lada wyzwaniem. Dlatego między innymi tak bardzo polubiłam Internet. Eliminował on wszystkie niedogodności związane z wysyłką; jedno kliknięcie myszki i list jest już u adresata.
Podobnie chyba odczuwali to moi korespondenci, dlatego z chwilą upowszechnienia się Internetu przeszliśmy na korespondencję elektroniczną.
Niestety koperta w skrzynce mailowej nie budzi już takich emocji, ponieważ ludzie w większości odwykli od wyrażania myśli słowem pisanym (tłumacząc się przy tym brakiem czasu). Maile najczęściej ograniczają się, zatem do dwóch – trzech zdań (więcej,jak się spotkamy).
Ostatnim moim korespondentem, piszącym piękne listy był Pan Kapitan. Liczył sobie około dziewięćdziesięciu wiosen, był bardzo schorowany, ale jego listy pełne były optymizmu i pasji. Kiedy zapytałam w którymś z listów o stan zdrowia odpisał krótko, że dolega to i owo (wzrok, słuch, kręgosłup, nerki, wątroba, serce, nogi….), ale, dodał, jest to mało pasjonujący temat, więc będzie lepiej, jak napisze, co ostatnio czytał. Wzrok miał kiepski, ale czytał bardzo dużo. Właściwie tylko to mu pozostało, kiedy poruszał się już z coraz większym trudem, kiedy nie mógł oglądać telewizji i słuchać radia z powodu problemów ze słuchem, wtedy (przy pomocy okularów o bardzo silnych soczewkach) czytał i pisywał listy. Nie wiem, czy korespondował z kimś jeszcze, ale do mnie pisywał zawsze regularnie. Każde nawet drobne opóźnienie w korespondencji przyjmowałam z niepokojem o jego stan zdrowia.
Był swego czasu podobnie jak mój tata Kapitanem jednego z naszych rodzimych okrętów podwodnych. Pisywał o swoich podróżach, książkach, no i oczywiście też o tym, co myśli na temat sytuacji w wojsku. Wymienialiśmy informacje na temat kondycji marynarki wojennej oraz spotkań Bractwa Okrętów Podwodnych. Pan Kapitan często przepraszał, że pisze nieładnie, bo wzrok już nie ten, co kiedyś. Mam jednak wrażenie, że pisał o wiele czytelniej niż ja. Wprowadzenie komputera spowodowało, że zupełnie odwykłam od odręcznego pisania.
Kapitan miał duże doświadczenie życiowe i sporą wiedzę. Ilekroć pisałam, iż wybieram się na wycieczkę, opisywał mi kraj, do którego lecę, różne ciekawostki związane z kulturą, a także polecał ciekawe przewodniki. To jemu zawdzięczam lekturę książki „Zjeść Kraków" Roberta Makłowicza i Stanisława Mancewicza.
Jego listy były pisane pięknym, trochę staroświeckim językiem. Pan Kapitan był niezwykle szarmancki, zawsze zwracał się do mnie Pani Małgorzato i zachęcał do pisania. W pewnym sensie to dzięki niemu zdecydowałam się na założenie blooga.
Kapitan odszedł na Wieczną Wachtę na początku tego roku i obawiam się, że wraz z nim odeszła też sztuka pisania listów.
I nie chodzi mi o sztukę pisania listów w „archaicznym” już dziś rozumieniu (listy pisane odręcznie i przesyłane Pocztą Polską), ale o sztukę wymiany myśli, a nie tylko przesyłania do siebie łańcuszków, które ja nazywam „łańcuszkami świętego Antoniego”.

12 komentarzy:

  1. Masz rację, dzisiaj niewiele osób pisze listy. Życzenia świąteczne przesyła się również sms'em, emailem...
    Jestem tradycjonalistką, zawsze, ale to zawsze piszę piórem. W tym przypadku nie uznaję nawet długopisu.
    A co do Pana Kapitana, cudownie, że miał Ciebie, a Ty miałaś jego. Dwie bratnie dusze cudownie piszące...
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja piszę kartki świąteczne i widokówki z podróży. Listów nie mam już do kogo pisać :( Bardzo mi smutno z powodu odejścia Pana Kapitana,ale jednocześnie cieszę się, że było mi dane z nim korespondować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Epistolografia pogrzebana. Tak mi się wydaje. W sobotę obiegłam dookoła moja mieścinę za papeterią i nie udało mi się kupić (poczta, sklep papierniczy, księgarnia). Wszędzie panie wzruszały ramionami, że nikt już listów nie pisze. I to by się zgadzało. Myślę, że listy od Pana Kapitana trzymasz w szufladzie zawiązane wstążeczką. Piękna pamiątka.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, wydaje się różne piękne książki: listy Musierowicz do Raszewskiego (czy odwrotnie?), Przybory i Osieckiej, w planach Lem i Mrożek... A co będzie się wydawać za lat kilkanaście? Zbiory meili i pocztówek?

    OdpowiedzUsuń
  5. @Książkowiec- może z tą wstążeczką to przesada tę mam zarezerwowaną dla listów od ... Małego księcia, ale leżą w szufladzie w pudełku. Podobnie jak wszystkie listy, które otrzymałam, a szczególnie miłe są listy z morza, które przysyłał mi Tata. Wtedy ich nie doceniałam, teraz są bezcenną pamiątką. Zresztą kolekcjonuję nie tylko listy, ale także maile (przechowuję w specjalnych folderach, te od i te do i tych drugich jest zdecydowanie więcej) :)
    @Agnes - czy to by znaczyło, że listy piszą jedynie ludzie pióra i piszą je z przeznaczeniem publikacji. Dyskusja na temat właśnie listów Osieckiej do Przybory i vice versa przewinęła się już po blogach; m.in. u Czytanki.anki. Ja również swoje trzy grosze wtrąciłam, bo listy są mi znane i bardzo mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie generalizujmy :) Nadal znajdą się osoby piszące listy. Należę do nich i często ze znajomymi wymieniamy w ten sposób nasze spostrzeżenia :)
    Dla mnie korespondencja jest wykwintniejszą formą rozmowy, więcej mogę przemyśleć, przetrawić.
    Moje wnioski są bardziej spójne :)
    Uwielbiam natomiast Jan Vermeer i jego serie malunków z listami :)
    Imponująca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też należę do osób, które lubią pisać listy. Może dlatego, że nie wszyscy z moich bliskich mają telefony. Bardzo sobie cenią to co tam napiszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Biedronka - pozazdrościć znajomych. Żeby pisać, trzeba dwóch stron.
    @Moniko - ja także lubię pisać listy i zdarza mi się zasypać znajomych i rodzinę opisem kilkustronicowych wrażeń z wojaży. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja teśż lubię pisać, ale częściej piszę listy elektroniczne, bo szybciej dochodzą. Zraziłam się do poczty, od czasu, kiedy list do miejscowości odległej o niecałe 100 km szedł trzy tygodnie.
    Pozdrawiam Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  10. @Małgosiu - przede wszystkim cieszę się z pozyskania czytelniczki. Wydłużony czas przesyłki mnie także denerwuje, nawet, jeśli nie jest on aż tak długi jak piszesz. Ale kartki świąteczne wysyłam na miesiąc przed świętami (czym wprawiam w popłoch moich znajomych- to już święta?), od czasu, kiedy kartka wysłana dwa tygodnie przed - doszła po nowym roku

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny wpis, prawdziwy i oddający ducha dzisiejszych czasów. Co do książki, uwielbiam ją. Czytalam kilkakrotnie, a ostatno na początku tego roku. Na moim blogu zamieścilam dwa wpisy poświęcone tej lekturze. haha
    1) http://elau66wr.blox.pl/2011/02/To-na-pewno-odbije-sie-czkawka.html
    2)http://elau66wr.blox.pl/2011/02/Czytanie-z-ogladaniem.html
    A co do pisania listów, takich prawdziwych, odręcznych - zapraszam na stronę: Marzycielska Poczta http://marzycielskapoczta.pl/jak-mozesz-pomoc/

    OdpowiedzUsuń
  12. @elau66wr - dziękuję za odwiedziny. Zajrzałam do ciebie, ale nie mogę skomentować, ucieka mi strona (nie wiem, jak to fachowo nazwać). Spróbuję jutro. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).