czwartek, 25 sierpnia 2011

Tancerka Degasa, czyli urodzaj na impresjonistów w literaturze

Kiedy usłyszałam, że książka Kathlyn Wagner dotyczy środowiska paryskich tancerek, a rzecz dzieje się po trosze w Operze, po trosze na Monmartrze w czasach, kiedy rodzi się impresjonizm z wielką ochotą i może nazbyt rozbudzonymi oczekiwaniami zabrałam się za lekturę. Autorka pisze o książce, iż jest to całkowita fikcja literacka, a jakiekolwiek podobieństwa do osób i wydarzeń są zupełnie przypadkowe. Fikcja fikcją, ale rozpoczynając lekturę miałam nadzieję, że przeniosę się w klimat epoki i w środowisko artystów (Degas, Pissarro, Manet), które tak mnie fascynuje. Książka reklamowana, jako opowieść o wielkiej miłości i o wielkiej sztuce porusza kilka wątków; ciężkich warunków życia ubogich dziewcząt na pod koniec XIX wieku, rywalizacji pomiędzy tancerkami na drodze do stania się primabaleriną (co przywodzi na myśl skojarzenie z "Czarnym Łabędziem"), procesu twórczego malarza oraz trudnej miłości do artysty. Temat zatem ciekawy i wdzięczny. Zaczyna się przepięknym, malarskim wstępem. 
„Wyobraźcie sobie, że kreski, które rysuje, zmuszają mnie do tańca (…). Niemal widzę, jak jego ręka wędruje w górę kartki, a ja w tym samym momencie czuję skurcz w nodze i wyobrażam sobie, że najmniejszy ruch jego nadgarstka przyniesie mi ulgę. Jestem gotowa opuścić nogę, ale czekam, a on zdaje się uśmiechać do siebie - jeszcze nie. Wciąż przyciska ołówek do górnego rogu kartki, obserwuje mnie, widząc, że kontroluje każdy mój ruch”
Prawda, że pięknie? Niestety, tylko wstęp jest w tym stylu namalowany. Potem jest już prozaicznie. Bohaterką powieści jest młoda i uboga Alexandrie, dla której jedyną szansą na lepsze życie i uniknięcie losu matki, (służącej swego męża i syna) jest dostanie się do Baletu Opery Paryskiej i znalezienie bogatego „sponsora”, który zapewni nie tylko jej, ale i całej rodzinie utrzymanie. Dzięki kilku lekcjom u mądrego, wiejskiego nauczyciela dziewczyna zdobywa nieco ogłady i wykształcenia, poznaje historię oraz świat literatury. Początkowo wydaje się, że jedynym jej marzeniem jest ścieżka kariery, która zapewni dostanie życie, a co za tym idzie piękne suknie, klejnoty, bywanie w dobrych restauracjach, posiadanie własnego mieszkania i podziw wielbicieli. Z biegiem czasu dziewczyna dojrzewa i zaczyna rozumieć prawdy wpajane jej przez nauczyciela, iż najważniejsze jest to co znajduje się wewnątrz człowieka, a nie jego powierzchowność.

Alexandrie od dziecka lubiła tańczyć, a z czasem zaczyna taniec traktować w kategoriach sztuki, a siebie postrzegać, jako artystkę. Dziewczyna zostaje modelką Degasa i wkrótce zakochuje się w malarzu. Ten jednak zdaje się nie dostrzegać jej fascynacji. 
Czy malarz naprawdę jest nieczuły na urok, fascynację, miłość do niego i do sztuki? Czy Alexandrie zdecyduje się zostać utrzymanką bogatego i zafascynowanego nią mężczyzny? Czy Degas odwzajemni uczucia dziewczyny? Zainteresowanych odsyłam do lektury.
Książkę czyta się szybko i z pewnym zainteresowaniem. Mnie jednak czegoś tutaj zabrakło. Klimatu, nastroju, języka. Książka wydaje mi się nieco sztuczna i mało wiarygodna. I nie chodzi o to, że opisana historia jest fikcyjną. Ta powieść nie przenosi mnie w czasie w świat paryskiej bohemy. Jest tu parę historycznych odniesień, jest kilka autentycznych postaci, ale na tym się kończy. Psychologicznie postać dziewczyny jest dla mnie mało interesująca, a to na niej opiera się cała historia. Degas jest jedynie obiektem jej uczuć i chociaż występuje jako jeden z bohaterów, to raczej jest on drugorzędną postacią. No i język, jakim napisana jest książka jest dla mnie językiem dzisiejszej Kathryn Wagner, a nie językiem dziewczyny sprzed ponad stu lat. 
Jak na debiut literacki jest to niezła książka. Podobają mi się opisy tworzenia obrazów przez Degasa, chyba jedynie one tak naprawdę przenoszą w świat sztuki. Jednak po fascynacji takimi pozycjami o malarzach, jak I. Stone; Pasje utajone (o Van Goghu), Bezmiar sławy (o Pissarro), Udręka i ekstaza (o Michale Aniele), czy ostatnio Jacka Dehnela Saturn (o Goyi) oczekiwałam zupełnie innych doznań.
Książkę oceniłam na WP na 3,5/6
Zdjęcia; 1 okładka, 2. Błękitne tancerki Degasa.

7 komentarzy:

  1. Widziałam tę książkę w księgarni i zastanawiałam się czy przypadkiem nie kupić. Sama nie wiem co o niej myśleć. Temat by mnie pewnie zainteresował - Francja, impresjoniści, balet. Ale chyba też liczyłabym na ten specyficzny klimat Paryża II połowy XIX wieku.
    Bardzo lubię obrazy Degasa. Może dlatego, że kocham muzykę. Oglądając jego tancerki zawsze słyszę melodię z "Jeziora łabędziego" Czajkowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Balbina Nie chciałabym nikogo zniechęcić do tej książki, bo gusta...itd.., ale może lepiej na początek przed zakupem pożyczyć, aby stwierdzić czy się spodoba. Może ocena 3,5/6 jest trochę krzywdząca, ale nie mogłam z czystym sumieniem dać 4, kiedy przypomniałam sobie, jakie książki oceniłam na 4. No niech będzie 3,80/6 :)))
    Ale na pewno książka znajdzie swoich zwolenników.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie jak Ty i Balbina64 moje oczekiwania co do tego typu książek są jasno sprecyzowane, chcę przenieść się w miejsca i czasy w jakich żyli i tworzyli impresjoniści ( to jeden z moich ulubionych i najbliższych sercu nurtów w malarstwie). Jeśli książka jest sztuczna i tego nie oddaje, to dziekuję, poszukam innego tytułu. Milo przeczytać szczerą recenzję, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosiu Wcale mnie nie zniechęciłaś. Tylko się tak zastanawiałam. Jeżeli od razu nie kupiłam widocznie jakieś wątpliwości miałam.
    A co do oceniania też mam z tym problem. Tak trudno porównywać książki, ich poziom. Czasem jak daję jakiejś klasyce 4, a np 5 kryminałowi to się zastanawiam czy to nie jest postawione na głowie tzn. ta moja ocena. Ale co zrobić jak ten kryminał bardzo mi się spodobał, a klasyka mniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja generalnie wolę klasykę, ciekawi mnie, czytam z przyjemnością, w przeciwieństwie do wielu nowości, które często mnie nudzą. Nie przepadam za kryminałami, choć lubię Agatę. Nie czytam sensacji,ale bardzo lubię Dana Browna (i daję mu wysokie oceny). Przecież nasze oceny są wyrazem stanu naszej sympatii dla książek, a nie oceną ich wartości literackich. Dlatego czasami przedkładamy kryminał nad klasykę, a innym razem klasykę nad najbardziej nawet poczytną nowość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację pisząc, że "nasze oceny są wyrazem stanu naszej sympatii dla książki". W sumie też tak traktuję swoje oceny przeczytanych książek. Mimo to czasem nachodzą mnie takie, pewnie nieuzasadnione, wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo tego, co wiem, też miewam wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).