niedziela, 16 października 2011

Pasje utajone- biografia Zygmunta Freuda wg I.Stone

Ta książka od kilku już miesięcy stanowiła mój codzienny wyrzut sumienia. Wiedziałam, że nie muszę się spieszyć z jej oddawaniem, gdyż koleżanka, która książkę mi pożyczyła poszła na długie (ponad roczne) zwolnienie, zatem Pasje ustępowały miejsce kolejno wypożyczanym książkom bibliotecznym, książkom pożyczonym na kilka dni oraz książkowym nabytkom.
Lubię czytać biografie, a biografie napisane przez Stone w szczególności. Ma on bowiem dar ciekawego przedstawiania nie tylko spraw interesujących, ale i spraw banalnych, powszednich, zwyczajnych. Jego „Udręka i ekstaza” należy do moich ulubionych powieści, z wielką przyjemnością pochłonęłam Pasję życia i Bezmiar sławy. Nie rozumiem więc dlaczego, tak się broniłam przed przeczytaniem Pasji utajonych. Freud powiedziałby zapewne, że były to głęboko ukryte traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, może nawet z okresu prenatalnego. Na szczęście Freud nie zawsze i nie we wszystkim miał rację.
Zygmunta Freuda poznajemy, jako początkującego lekarza, marzącego o asystenturze na uczelni. Pochodzący z niezamożnej żydowskiej rodziny młodzieniec znajduje się na tym etapie drogi życiowej, kiedy powinien zacząć zarabiać na swoje utrzymanie oraz wspomóc rodzinę. To pozwoliłoby mu także poślubić ukochaną dziewczynę Martę Bernays.
Niestety ku jego rozpaczy, podziwiany przez niego profesor Brucke odmawia mu swego poparcia w uzyskaniu asystentury i uświadamia trudności, jakie czekałyby go na drodze kariery naukowej. Mentor radzi powrót do kliniki, uzupełnienie wiedzy i uzyskanie uprawnień dla rozpoczęcia praktyki lekarskiej. Krok, który wydaje się Zygmuntowi zaprzepaszczeniem jego marzeń o karierze naukowej na uczelni stanowi początek jego drogi naukowej, a także początek drogi ku psychoanalizie. Zaczyna praktykę w Szpitalu Powszechnym w Wiedniu, przechodząc przez różne jego oddziały, aż do zdobycia uprawnień docenta, co pozwala mu rozpoczęcie praktyki i poślubienie Marty. Początkowo Zygmunt mocno zainteresował się leczniczymi właściwościami kokainy. Dzięki jego doświadczeniom odkryto możliwość znieczulania pacjentów przed zabiegami chirurgicznymi oczu. Następnie na kilka miesięcy udaje się na praktykę do Paryża do Szpitala Salpetriere, gdzie poznaje możliwości leczenia objawów histerii za pomocą hipnozy. Tutaj po raz pierwszy odkrywa, iż u podłoża chorób nerwowych (histerii) leżą przyczyny natury psychicznej, a nie organicznej. Tutaj też dochodzi do wniosku, iż histeria przypisywana dotychczas wyłącznie kobietom dotyka także mężczyzn. Głoszenie tego poglądu wśród wiedeńskich lekarzy było przez długi czas powodem jego wyalienowania. Podobnie zresztą było z wykorzystywaniem hipnozy w leczeniu nerwic (histerii). Jeszcze większym szokiem dla purytańskiego środowiska Wiednia było głoszenie tezy o związku pomiędzy chorobami nerwowymi a problemami życia seksualnego, a już zupełnie nie do przyjęcia okazało się odkrycie seksualności dziecięcej oraz wpływu różnych „doświadczeń” małego człowieka w sferze życia erotycznego na jego dorosłe życie intymne. Od tej pory poznajemy krok po kroku mozolna próbę przebicia się przez skorupę uprzedzeń środowiska lekarskiego oraz przez barierę ludzkich zahamowań.
Freud stara się udowodnić, iż każdy człowiek od najwcześniejszego etapu życia odczuwa pociąg fizyczny i jest to czymś zupełnie naturalnym.
Odnalazłam w tym pewną analogię pomiędzy życiem i pracą Michała Anioła. Mistrz Buonarotti rzeźbił i malował nagie ciało męskie, twierdząc, iż nie ma nic nieprzyzwoitego w nagości, bowiem nagość jest czymś naturalnym i jest dziełem Stwórcy. Podobnie zdaje się uzasadniać Freud oskarżenia o nieprzyzwoitość głoszonych przez niego tez o zdominowaniu ludzkiej psychiki przez libido, czyż może być coś nieprzyzwoitego w tym, że każdy człowiek (no prawie każdy) odczuwa pociąg fizyczny. Freud uważa, iż skoro tacy się urodziliśmy, tacy zostaliśmy stworzeni, nie możemy tłumić naturalnych instynktów, nie możemy wstydzić się nagości naszej psychiki.
Stone jak zawsze fantastycznie oddaje klimat epoki końca XIX i początku XX wieku. Ożywają na kartach książki niczym stare fotografie; opisy uliczek, budynków, parków, świątyń Wiednia, wszystkiego, co pozwala przenieść się w miejscu i w czasie.
„Zygmunt często widywał cesarza Franciszka Józefa i jego świtę, jak we wspaniałych mundurach przejeżdżali konno tą ulicą [Kaiser Josef Strasse- łączącą ogród Francuski z promenadami i malowniczymi łąkami Prateru] lub odbywali krótką przejażdżkę w wytwornych kremowo złoconych karetach. … Minął aptekę Pod Św. Józefem z ozdobnymi flakonami na chemikalia w oknach wystawowych, po czym skręcił w lewo w Taborstrasse. Piekne sklepy, kawiarnie i restauracje wybudowane przy tej ulicy z okazji Wystawy Światowej w 1873 roku nadal znakomicie prosperowały. Dalej na rogu Grosse Pfargasse, stała czteropiętrowa kamienica, której najwyższe piętro podtrzymywały z dwóch stron kariatydy o klasycznych fryzurach starożytnych Greczynek”.
I zawsze gdzieś w tle można usłyszeć dźwięki muzyki. Wiedeń cały rozbrzmiewa muzyką.
Wspaniałe opisy zwyczajów mieszkańców pozwalają uczestniczyć razem z Zygmuntem w podwieczorkach, obiadach, spotkaniach rodzinnych, spacerach, wizytach w teatrze, czy w operze.
„Stół w jadalnym rozsunięto na całą długość i przykryto białym lnianym obrusem z duńskiego płótna. Przy każdym nakryciu stały zwinięte serwetki zatknięte w srebrne uchwyty. Nakrycie składało się z dużego talerza na drugie danie, głębokiego talerza na zupę oraz szklanki na giesshublera. Najmłodsza córka wniosła okrągły bochen chleba domowego pokrojonego na trójkątne kawałki. Chleb okrążył stół. Anna podała z kolei wazę z zupą, którą pani Freudowa nalewała do podanych talerzy. Następnie Róża wniosła półmisek z gęsią, Mitzi półmisek ze szparagami, a Dolfi czerwoną kapustę. … Nisko zawieszona lampa naftowa rzucała na stół ciepły krąg światła. Na ścianie nad kredensem połyskującym tacami i srebrną zastawą, wisiały w ramkach fotografie „mieszczańskiego rządu”.
Czytając te opisy miałam wrażenie, że siedzę w jednej z wiedeńskich kafejek, słucham walca Straussa, oglądam paradę wojsk Franciszka Józefa, popijam kawusię i delektuję się apfelstrudel (nie przepadam za tortem Sachera).
Pasje utajone to jednak nie tylko wspaniałe opisy Wiednia, rysu obyczajowego i tła historycznego (samobójstwo [?] arcyksięcia Rudolfa, zamordowanie Sissi, zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, I wojna światowa, upadek cesarstwa austro - węgierskiego, początek ruchu zwolenników malarza i anschluss Austrii).
Freud uwielbiał podróżować, a jego marzeniem było odwiedzenie Rzymu. Kiedy wreszcie po latach udało mu się to marzenie zrealizować ogarnęła go pasja zwiedzania miasta, zachłanne wędrówki od świtu po zmierzch; od Watykanu, po katakumby, od Piazza Navona po Muzea Kapitolińskie, od Koloseum po Sykstynę.
Z równą pasją zwiedzał też Paryż. Freud lubił czytać, chętnie odwiedzał muzea, teatry, operę.
Ale Freud poza swoimi zainteresowaniami sztuką to przede wszystkim badacz-naukowiec. Biografia pełna jest opisów chorób pacjentów, których leczył i których leczyli jego koledzy. Są to bardzo ciekawe przypadki. Jednak z czasem zaczynają one nieco nużyć, gdyż z góry można przewidzieć, że podłożem każdej choroby psychicznej będzie bądź to molestowanie w okresie dzieciństwa bądź traumatyczne wspomnienia widoku dorosłych w sytuacji intymnej, których dziecko nie potrafi zrozumieć. Zdumiewają spektakularne sukcesy, jakie przynosi hipnoza oraz „kuracja mówiona” (wizyty na kozetce u pana doktora), dzięki których Freud potrafi wyleczyć większość swoich pacjentów. Z innych źródeł wiadomym jest, iż twórcy psychoanalizy tak bardzo zależało na sukcesie, iż nie wszystkie przypadki zostały rzetelnie opisane, nie wszystkie diagnozy były trafne i nie każda kuracja przynosiła efekty.
Książka umożliwia też poznanie relacji rodzinnych doktora Freuda. Poznajemy go jako człowieka całe życie zakochanego w żonie. Poza tym można odnieść wrażenie, iż dzieci niewiele go interesowały. Jest co prawda dumny z córek i dobrze się z nimi dogaduje (córki odziedziczyły jego pasje naukowe, zwłaszcza Anna), ale bardziej jest to duma naukowca, niż ojca. Relacje z synami są ledwie letnie.
Pasje utajone pozwalają też na poznanie relacji Freuda z innymi lekarzami i naukowcami. Zwłaszcza ciekawe są jego stosunki z Karolem Yungiem (następcą) czy z Einsteinem.
Muszę przyznać, że poczułam się troszkę rozczarowana biografią. Znużyło mnie szczegółowe, a nawet drobiazgowe opisywanie ścieżki kariery doktora Freuda. Być może „winą” jest postać bohatera; naukowca, w którym nie dostrzegłam pasji, jaką przejawiali artyści: Michał Anioł, Van Gogh, Pissarro. Czytając pasje utajone odniosłam wrażenie, iż Freud był bardziej naukowcem niż pasjonatem. Zapewne nie ma w tym nic złego, zapewne to wielka zaleta u naukowca. Jednak nie poczułam sympatii dla osoby, której bardziej zależało na osiąganiu kolejnych stopni kariery naukowej i na przekonaniu do swoich poglądów innych, niż dotarciu do podłoża nerwic. No i to przekonanie o własnej nieomylności.
Może to zresztą jest czynnikiem charakterystycznym dla naukowców. Niemal każdy z opisanych przez Stone naukowców pokonuje mur uprzedzeń swoich „kolegów” i poprzedników. Dokonuje wielkiego odkrycia, którego nikt nie chce uznać, a następnie sam stanowi barierę nie do pokonania dla innych odkrywców.
Sam Freud, który długo walczył z uprzedzeniami kolegów lekarzy staje się niepodatnym na żadne argumenty młodszych kolegów i nie dopuszcza do świadomości możliwości, że i on także mógł popełnić błąd w swoich odkryciach.
Książka ciekawa, przeczytałam z przyjemnością, choć momentami nieco nużyła. Jej lektura zajęła mi nieco więcej czasu, niż lektura pozostałych książek Stone. Wymagała ona ode mnie większego skupienia. Z przeczytanych do tej pory książek Stone ta podobała mi się najmniej.
Mimo to, uważam, że warto było ją przeczytać; poznałam wiele interesujących faktów z życia ojca psychoanalizy, przeniosłam się o jedno stulecie w czasie, poznałam nieco lepiej Wiedeń, przypomniałam sobie emocje związane ze zwiedzaniem Rzymu i Paryża.
No i podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na przeprowadzaniu autoanalizy własnej osobowości. Mam jednak wrażenie, że Stone opisując (kreując postać) Freuda troszkę go podkolorował. Czytałam swego czasu artykuł, z którego jawił mi się nieco inny obraz naukowca. Tym bardziej moja ciekawość została pobudzona i chciałabym poczytać coś jeszcze na temat, aby przybliżyć się ku prawdzie.
Zapomniałam dodać- co niniejszym czynię - książka (dwa tomy) liczy ponad 1200 stron.
Zdjęcia; 1-2 okładka książki, 3. Zygmunt Freud 1920 r., 4. Uczestnicy Kongresu Psychologicznego 1911 r.
Moja ocena - 4/6
I jeszcze jedno, jak poinformowała mnie koleżanka anglojęzyczna tytuł polskiego tłumaczenia tej biografii może być trochę mylący. W oryginale jest The Passions of the Mind, czyli Pasje Umysłowe... co dużo bardziej koresponduje z zawartością książki. Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam o jakie pasje utajone autorowi chodzi. Dzięki wsamrazik za wyjaśnienie.

11 komentarzy:

  1. Cudownie to wszystko opisujesz, nie wiedziałam, że Freud był tak przekonany o własnej nieomylności ;) I warto poświecić na taką książkę więcej czasu, delektować się nią. Rzeczywiście wymaga skupienia, aby 'ogarnąć' te wszystkie fakty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chociaż bardzo lubię biografie to o Freudzie, miałam trudności żeby przebrnąć. Przypuszczam, że to przez jego osobowość.
    Przecież to był straszny dziwak.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. @Bibliofilko - ja po lekturze tej książki nabrałam ochoty na drążenie tematu, bo coś mam wrażenie, że Stone trochę zbyt kryształowo go przedstawił. Czytałam u Nemeni recenzję książki o jego żonie Marcie, z której jawi się Freud jako despota, który tłamsił swoją żonę i nie dopuszczał sprzeciwów. Tymczasem u Stone to taki trochę laicik. Więc zainteresowało mnie kto się myli, kto ma rację, albo kto jest bliższy prawdy.
    @Saro-Mario - a nie wydaje ci się, że troszkę ta biografia Freuda podkolorowana. Miałam wrażenie, że Stone próbował zrobić z niego sympatycznego osobnika, tymczasem przecież Freud sam cierpiał na połowę chorób, które diagnozował.

    OdpowiedzUsuń
  4. Małgosiu, byłam zbyt delikatna dla Freud'a nie chciałam wprost napisać, że był despotą.
    Zgadzam się z Tobą Stone go po prostu podkolorował.
    Mam jeszcze inne domysły co do jego osoby Z.F., ale nie mogę o tym pisać na forum.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  5. @Saro-Mario - jeśli masz jakiś trop - to podeślij mi na maila guciamal@wp.pl
    Zaciekawiła mnie postać, nie tyle jako naukowiec, a bardziej jako człowiek

    OdpowiedzUsuń
  6. Gosiu - wobec tego polecam książkę edytowaną przez Fredericka C. Crews'a Unauthorized Freud. Doubters Confront the Legend (Nieautoryzowany Freud. Watpiący/Sceptyczni Konfrontują Legendę). To zbiór 18 esesjów rozprawiających się z wieloma mitami na temat Ojca Psychoanalizy...

    A tak na marginesie tytuł polskiego tłumaczenia tej biografii może być trochę mylący. W oryginale jest The Passions of the Mind, czyli Pasje Umysłowe... a to dużo bardziej koresponduje z zawartością książki, prawda?

    Mam jeszcze jedną ceikawą pozycję o Freudzie, ale na razie czeka na swoją kolejkę. To Frederick Crews - The Memory Wars... czyli "kłótnie naukowe" na temat Freuda i jego teorii...

    OdpowiedzUsuń
  7. @wsamrazik- znasz moją znajomość angielskiego, więc chyba nie polecałabyś mi książki w tym języku :). Poszukam po internecie (oczywiście polskiego wydania). Rzeczywiście tytuł wydawał mi się mylący, szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam, o jakie utajone pasje chodzi. Zaraz dopiszę informację we wpisie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie, że o niej napisałaś. Już wiem, że chcę ją przeczytać, ale na pewno nie teraz. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Agnes - myślę, że warto. Ja szykuję się na pozycje podane przez wsamrazik (wie, co pisze, bo to pani psycholog), ale trzeba je jeszcze znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  10. W piątek odebrałam "Grecki skarb" Stone'a. Na powieść o Freudzie też poluję. I zamierzam się zmierzyć z moim starym wydaniem "Udręki i ekstazy".
    Zaintrygowałaś mnie jeszcze bardziej postacią pana od psychoanalizy. Muszę się mu bliżej przyjrzeć. mam nadzieję, że dotrzesz do książek polecanych przez Wsamrazik. Już z niecierpliwością czekam na Twój kolejny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Balbina- też mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do wspomnianych książek. Moje ukochane stone-booki to jednak książki o artystach, ale myślę, że i za Darwina się kiedyś zabiorę. Grecki skarb już za mną.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).