niedziela, 29 stycznia 2012

Urodziny z Romą, czyli to co tygrysy lubią najbardziej

Jak co roku sprawiłam sobie urodzinowy prezent i poleciałam na klika dni do Warszawy, żeby zanurzyć się w świecie musicali. To, że będę oglądać Les Mis (Nędzników) nie budziło najmniejszej wątpliwości, ale skoro miałam do dyspozycji trzy wieczory wybrałam się także na Najlepsze z Romy oraz Zdobyć, utrzymać, porzucić. Po paryskim koncercie Notre Dame de Paris poprzeczka została podniesiona dość wysoko i to budziło moje obawy przed kolejnym obejrzeniem Les Mis. Czy mój ulubiony musical (zaraz obok NDDP) nie zawiedzie moich nadziei, czy mój apetyt zaostrzony w Bercy zostanie zaspokojony, czy może na zawsze już pozostanę wielbicielką jednego wykonania - takie wątpliwości targały mną przed spektaklem.
Zacznę od, moim zdaniem, najsłabszego przedstawienia Zdobyć, utrzymać, porzucić. Nie wiem, czy znacie przedstawienie Klimakterium i już. Spektakl o paniach w wieku menopauzalnym i ich perypetiach związanych z próbą pogodzenia się z upływem czasu. Temat mało zabawny, ale według mnie rzecz naprawdę godna jest polecenia; przede wszystkim, jako lek na chandrę i smuteczki. Działa, jak napój rozweselający. Dawno nie śmiałam się tak mocno i tak całą sobą, jak na Klimakterium. Polecam i dla pań i dla panów. Nowe słowa do znanych utworów, dowcipne dialogi i świetna gra aktorska. Trudno nazwać to przedstawienie ambitnym, ale przecież nie o to tu chodzi.
Otóż Zdobyć, utrzymać, porzucić (w skrócie ZUP) jest utrzymane w stylu Klimakterium, tyle, że dotyczy zagadnień różnego podejścia do życia przez panie i przez panów. Trzy panie (Olga Bończyk, Katarzyna Żak i Katarzyna Zielińska) przy akompaniamencie muzyki dowodzą, jacy to ci panowie są beznadziejni. Zasadniczą myśl spektaklu można by wyrazić słowami, iż największym nieszczęściem kobiety jest mężczyzna. Zapewne jest w tym sporo racji, tak samo, jak w stwierdzeniu odwrotnym, iż to kobieta jest nieszczęściem jego życia, a zarazem najlepszym, co mu się w nim przytrafiło. Ale, żeby nie było zarzutów o szowinizm, jest też w spektaklu sporo autoironii kobiet w stosunku do samych siebie. Jako głos rozsądku występuje głos Artura Andrusa. Dlaczego zatem napisałam, że było to najsłabsze z obejrzanych przedstawień? Moim zdaniem
Po pierwsze, to co było (w pewien sposób nowe i odkrywcze) w Klimakterium, nie jest takim w Z.U.P.
Po drugie banalne teksty, znane powiedzonka i dowcipy, zero niedopowiedzeń, humor tego typu, aby nie było wątpliwości, że ktokolwiek, czegokolwiek nie zrozumie.
Po trzecie panie grały dobrze aktorsko, ale wydaje mi się, iż nie włożyły w przedstawienie serca.
Po czwarte - w konkurencji z Les Mis, czy choćby z Najlepsze z Romy spektakl nie miał żadnych szans.
A może się czepiam. Nie wiem. W każdym razie przedstawienie, aczkolwiek uśmiechnęłam się kilka razy, nie rozbawiło mnie, a chyba taki był jego zamysł. Jednak widziałam, że wiele osób bawiło się bardzo dobrze i wyszło w świetnych humorach. Widocznie to przedstawienie nie dla mnie.
Najbardziej podobały mi się komentarze Andrusa. Pozostawiały one jakąś nutkę niedopowiedzenia. Jeden z jego komentarzy mogłabym nazwać najlepszą puentą tego przedstawienia, nawet zastanawiałam się, czy nie wyraża on zdania pana Artura na temat spektaklu. Ale chyba, jego znaczenie jest znacznie bardziej uniwersalne.
A brzmiał on mniej więcej tak:
Witam Państwa serdecznie. Zanim poproszę o wyłączenie telefonów proszę, aby Państwo zrobili sobie telefonem zdjęcia. Będzie potem można pokazać znajomym i pochwalić się, że byli państwo w teatrze. Nie szkodzi, że nie widzą państwo na czym, w końcu ważne, że w ogóle byliście. Smutne, ale jakże często prawdziwe, zresztą nie tylko w odniesieniu do sztuk teatralnych. Często dotyczy także wystaw muzealnych, koncertów, odwiedzanych świątyń, budowli, miast.... itd.
Drugie przedstawienie to Najlepsze z Romy. Jak nietrudno się domyślić były to utwory z wystawianych w Teatrze w przeciągu ostatnich kilku lat musicali; począwszy od Craizy for you aż po premierowego Aladyna (musical dla młodego widza). Podobnie, jak w przypadku książek, tak i w przypadku musicali są takie, które mogę oglądać po wielokroć, a są też takie, które są jednokrotnego użytku. Miałam szczęście, gdyż w większości spektakl składał się z moich ulubionych utworów. Nawet, jeśli nie przepadałam za musicalem, to prezentowanych utworów słuchałam z dużą przyjemnością. Szczególną radość wzbudziły utwory z musicalu Miss Saigon oraz Taniec Wampirów, których nie miałam okazji oglądać w Romie. Dużą przyjemność sprawiły mi także utwory z przedstawień dla młodego widza; takie jak Bezczelna mina z Piotrusia Pana (mogłam jedynie żałować, iż nie występował Robert Rozmus, który śpiewał podczas mojej poprzedniej wizyty na spektaklu, albo jeszcze lepiej pan Wiktor Zborowski, którego wykonanie uważam za najlepsze) czy Meluzyna z Akademii Pana Kleksa (z rewelacyjną Malwiną Kusior). Gwiazdami wieczoru byli dla mnie: Ewa Lachowicz, Edyta Krzemień, Malwina Kusior, Jan Bzdawka, Damian Aleksander i Paweł Podgórski (choć wykonanie Na Orbicie serc bez Łukasza Dziedzica pozostawia niedosyt). W przedstawieniu Najlepsze z Romy uczestniczyłam po raz drugi. Podobał mi się pomysł na wymianę części utworów w stosunku do zeszłorocznej edycji, przy zachowaniu absolutnych hitów z każdego spektaklu. Tym sposobem oglądałam niby takie samo, a jednak nie to samo przedstawienie. Muszę jednak przyznać, że mam mieszane uczucia, co do tego typu przedstawień - składanek. Z jednej strony pozwalają poznać utwory, których nie mieliśmy okazji wysłuchać na scenie teatru, ale z drugiej pozostawiają pewien niedosyt, rozbudzają apetyt na więcej. Dlatego cieszę się, iż trzy utwory z Nędzników były zapowiedzią przygody, którą mogłam kontynuować dwa dni później.
Kiedy kupuje się bilety na przedstawienie, najczęściej, nie zna się jeszcze obsady. Jest to trochę jak traf na loterii. Oczywiście wszyscy (większość) solistów TM Roma to fantastyczni wykonawcy, ale ... każdy z nas maniaków ma swoich ulubieńców. Moim jest Łukasz Dziedzic. Pisałam już nieraz, że jego głos mnie uwodzi i robię się miękka w kolanach, kiedy go słucham. Tym większa była moja radość, iż wczoraj to on śpiewał partię inspektora Javerta. i robił to, jak zwykle rewelacyjnie. Po raz kolejny mogłam podziwiać cudowne dziewczyny Ewę Lachowicz, jako Eponine i Edytę Krzemień, jako Fantine. Po raz pierwszy miałam okazję słuchać Jana Bzdawki, jako Enjolvas (przepraszam, jeśli przekręciłam nazwisko przywódcy studentów). Muszę przyznać, iż brzmi on wcale nie gorzej niż osławiony Łukasz Zagrobelny. No i wreszcie wspaniały Janusz Kruciński w tytułowej roli Jana Valjeana. Nie zamieszczę dziś wielu odnośników, bo zdaję sobie sprawę, że mało kto tu zagląda (jakby co, to więcej jest przy poprzednim wpisie o Les Mis), podaj jedynie link do utworu Schyl kark (zbiorowe wykonanie ) Przedstawienie jest w nowej aranżacji (tak informują reklamy), ale przyznam szczerze, że nie wywarła ona na mnie dużego wrażenia. Ani mnie ona zachwyciła, ani zniechęciła.
Nie powinnam już pisać o Les Mis, bo pisałam o nim niedawno. Napiszę jedynie, że jeśli cały pobyt w Warszawie sprowadziłby się do tego musicalu, to już byłby to wystarczający powód pobytu. Napiszę, że wychodząc z teatru miałam wrażenie, że ubyło mi nie tylko lat, ale i kilogramów, a po schodkach tuneli podskakiwałam, jak sarenka, mimo, iż bliżej mi do hipopotama. Wracając do mieszkania, rozejrzawszy się wokół, czy nikt nie patrzy zrobiłam parę tanecznych pa.. Jeśli więc ktoś z was mieszka w okolicy Miedzianej i widział wczoraj pląsającą damę w zaawansowanym wieku to wybaczcie, to mogłam być ja.
Przepraszam za chaotyczną relację, ale troszkę się spieszę na spotkanie z gośćmi :)
Zdjęcia- źródło internet (na spektaklu nie wolno robi, a w trakcie ukłonów były takie emocje, że zapomniałam, iż mam aparat). 1-Łukasz Dziedzic, jako Javert. 2. Ewa Lachowicz jako Eponine.

8 komentarzy:

  1. Aż zazdroszczę ci takiego spędzania urodzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko- polecam taki sposób spędzania tego dnia

      Usuń
  2. Urodzinowy prezent trafiony w dziesiątkę. Reklamacji nie będzie.
    Wybacz, że przesyłam spóźnione życzenia.

    Gosiu, życzę Ci spełniania kolejnych marzeń i wszystkiego najlepszego.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Saro-Mario- jakie spóźnione (wszak dostałam od ciebie maila :) z życzeniami). Pomysł był cudowny, tylko pogoda troszkę rześka. Od jakiegoś czasu planuję przeniesienie urodzin na wiosnę :)

      Usuń
  3. Rany, ale Ci zazdroszczę... Jestem zła, że nie udało nam się (mnie i q) obejrzeć na "Nędzników" :/ Gdybym wciąż mieszkała z rodzicami pod Warszawą to pewnie łatwiej byłoby się wybrać. A teraz wciąż zaganiani, praca, dom, uczelnia... Ale nie chciałam tutaj narzekać :) "Miss Saigon" to pierwszy musical, który oglądałam w Romie i wtedy zakochałam się w musicalach... A z "Tańca Wampirów", "Kotów" i "Upiora w Operze" wracałam z płytami, więc czasem sobie słucham w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Nędzników to jeszcze nic straconego, myślę, że przynajmniej do czerwca będą jeszcze gra, więc może uda ci się obejrzeć. Z tego co pamiętam, jesteś z Łodzi, więc to nie tak daleko i można by nawet obrócić w jeden dzień. Np. w sobotę grają także o 15 tej. Ja natomiast zazdroszczę Miss Sajgon i Tańca Wampirów. Także jestem szczęśliwą posiadaczką płytek z musicali przez ciebie wymienionych. Wyszła też płyta z Nędzników (można nabyć przez internet)

      Usuń
  4. Rzeczywiście, masz bardzo oryginale pomysły na spędzenie urodzin. Pozazdrościć :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma zakazu naśladownictwo. Polecam :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).