piątek, 12 października 2012

Blaszany bębenek Ginter Grass


Wydawnictwo Polnord-Oskar, rok 2006, ilość stron 646.
Najpierw wysłuchałam w postaci audiobooka, następnie przeczytałam książkę. Rzadko mi się zdarza powrót do książki w tak krótkim odstępie czasowym. Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. A może powinnam napisać inaczej; w mojej głowie kołatała się cała gama wrażeń; tak różnorodnych, tak sprzecznych, tak gorących, że aż trudno było je okiełznać. Tak trudno, że mimo, iż od lektury upłynęły prawie cztery miesiące, ja wciąż czuję zamęt. Po pierwsze to książka zupełnie inna niż te, które do tej pory czytałam; po trochu nowatorska, po trochu przerażająca, po trochu obrazoburcza, po trochu niebezpieczna, a wszystko to razem daje coś dziwnie fantastycznego. 
Urodzony w 1927 roku w Gdańsku autor napisał powieść o przenikaniu się, współistnieniu i przeciwstawianiu żywiołów kaszubskiego, polskiego i niemieckiego. Jest to groteskowo-ironiczna historia karła, który odmówił zgody na zastany świat poprzez odmowę rośnięcia. W wieku trzech lat Oskar spadł ze schodów i w wyniku odniesionych obrażeń przestał rosnąć. Akcja osadzona jest w latach 1924-1954 r., głównie w Gdańsku. Przedstawia ona historie czasami szokujące, czasami makabryczne, czasami zabawne, a czasami wręcz poetyckie. Jej lektura przyciąga i odpycha zarazem. Ale zawsze, kiedy już chciałam rzucić w kąt i nie wracać pojawiało się coś, co jak magnes nie pozwalało się od lektury oderwać. Oskar demaskuje otaczający go świat, ale Oskar demaskuje też sam siebie, jest odrażającym potworem, dla którego nie ma żadnych świętości, a z drugiej strony niezwykle inteligentnym dorosłym w ciele dziecka. Jego relacjonowanie świata jest tak pozbawione wszelkich emocji, że aż przerażające; w jego relacjach zaciera się granica pomiędzy dobrem, a złem.

Oskar jest buntownikiem i na otrzymanym w dniu swoich trzecich urodzin bębenku wygrywa swój protest przeciwko otaczającej go rzeczywistości. To dziwaczne surrealistyczne połączenie ciała i wzrostu trzylatka z psychiką dorosłego, inteligentnego człowieka wprowadza zamęt w świadomości czytelnika. Kim jest Oskar? Katem, czy ofiarą? Po której ze stron się opowiada? A może po żadnej? A może to właśnie chce przekazać, że on nie chce być stawiany przed wyborem. Chce żyć po swojemu bez bohaterstwa, ale i bez cierpienia. Trudno Oskara zrozumieć, jeszcze trudniej jest  go też polubić, ale też nie sposób nie dostrzec celności i mądrości jego spostrzeżeń. Kłębowisko myśli.

A w tle tej beznamiętnej historii niezwykle sugestywne i pełne sentymentu opisy rodzimego miasta autora. Do tego odważne opisy pierwszych inicjacji seksualnych oraz zwycięskiego „marszu” Armii Czerwonej przez Gdańsk.

Nowatorstwo powieści dotyczy zarówno warstwy fabularnej, jak i języka i sposobu narracji. Rozbudowane, urywane, pełne zwrotów akcji zdania, zmiana narratora w trakcie opowieści mogą powodować trudności w czytaniu, dlatego też mimo, iż książkę czyta się dość szybko wymaga ona skupienia. Jednocześnie ze względu na ciężką atmosferę jest trudno przyswajalna w okresach depresji czytelnika. Przy pierwszym czytaniu poległam na opisach wijących się węgorzy (są tak sugestywnie obrzydliwe... brr). Jednocześnie różnorodność gatunków, pomysłów literackich sprawia, że książka wciąż nas czymś zaskakuje.

Myślę, że książkę można albo pokochać, albo znienawidzić, trudno natomiast pozostać wobec niej obojętnym.

No i oczywiście jest to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli Gintera Grassa i najpiękniejszego z miast, bo mojego.
Moja ocena 5/6

10 komentarzy:

  1. Znienawidzić "Blaszany bębenek"?! ale za co?! Nie widzę takiej opcji! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam/ słyszałam przeróżne opinie na temat książki; przeważały pozytywne, ale też spotykałam się z całkowitym niezrozumieniem, bądź nieprzypadnięciem do gustu czytającego. Choć osobiście nie rozumiem także, jak można książkę znienawidzić, ale, że tak jest nie mogę negować.
    Usunęłam wcześniejszy komentarz,bo uświadomiłam sobie, że moja wypowiedz mogła kogoś dotknąć, bo jeśli się nie podoba powodów może być wiele, niekoniecznie ten sugerowany.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam w pamięci bardzo wyraźne kadry z filmu Schlöndorffa - szczególnie wbiło mi się do głowy jak bohater dostaje ów bębenek i zaczyna na nim grać :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie, jak dotąd nie udało się filmu obejrzeć. Muszę przyznać, że najpierw mnie do tego nie ciągnęło, a potem, zawsze coś stawało na przeszkodzie. Teraz chętnie skonfrontowałabym lekturę z ekranizacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, nie masz czego żałowac, chociaż film jest niezły to książka jest o wiele lepsza.

      Usuń
    2. To kolejna opinia potwierdzająca, iż filmowi jednak daleko do książki :)Nie będę nań polować (jak na Prawo i pięść:)), ale jak tak przypadkiem podczas moich krótkich chwil włączonego telewizora przy prasowaniu natknę się to obejrzę :)

      Usuń
  5. Nie czytałam "Blaszanego bębenka"...Wiem, że bardzo głupio postąpiłam, ale słyszałam, czytałam tyle różnych, często bardzo sprzecznych opinii o Grassie, że nie zdecydowałam się na jego pozycje.
    A teraz? chyba się zdecyduję na jego książkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Proponowałabym zacząć od Wróżb kumaka, są łatwiejsze w odbiorze. Sama zaczęłam właśnie od nich spotkanie z pisarzem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ mnie cieszy recenzja tej książki! Już myślałam, że wszyscy o niej zapomnieli, a należy do moich ulubionych. Masz rację, nie jest to pozycja, którą czyta się łatwo, ale zdecydowanie warto.

    OdpowiedzUsuń
  8. To, ja się cieszę, że się tu odezwałaś, bo już sądziłam, że nikt Blaszanego bębenka nie czytał (albo właśnie o niej zapomniał), oczywiście poza Marlowem, którego fascynację książką znam.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).