![]() |
| ślizgawka na Piazza Cavour z kościołem Tempio Valdese w głębi |
Mam ogromne szczęście, iż do Rzymu przyleciałam po raz kolejny (siódmy, dziesiąty- nie wiem, przestałam liczyć). W każdym razie zdołałam go już „troszkę” poznać i nie musiałam trzymać się sztywno planu zwiedzania. Mogłam pominąć te miejsca, które z powodu roku jubileuszowego oraz okresu świąteczno-wakacyjnego (ferie dla młodzieży) były tak zapchane, że trudno było tam przysłowiową szpilkę wetknąć. Nie widziałam jeszcze tak długiej i tak szerokiej kolejki do Bazyliki Św. Piotra, czy takiego tłumu przed Panteonem.
Bazylika Santa Maria Maggiore, do której do niedawna wchodziłam niemal codziennie (bowiem znajduje się blisko mojego noclegu w pensjonacie B&B Edyta) dziś ogrodzona jest płotkami, a wejście prowadzi przez lotniskową bramkę, a to sprawia, że trzeba też odczekać w kolejce.
![]() |
| tłumy przed Panteonem (trudno było się zorientować, gdzie kończy się kolejka do wejścia, a gdzie stoją gapie |
Miałam trzy punkty programu do zrealizowania, a potem było zwiedzanie metodą Herberta, jedna uliczka w prawo, potem w lewo i zagubienie się w ich plątaninie, bo przecież wszędzie natrafi się na coś ciekawego (na każdym kroku starożytność miesza się z barokiem, a średniowiecze z renesansem).
Moje trzy punkty obejmowały zbiory i ogrody Palazzo Colonna, wystawę zbiorów z muzeum egipskiego przy Pałacu Kwirynalskim oraz wystawę obrazów malarzy z końca XIX i początku XX wieku z Muzeum w Ditroit.
Pallazo Colonna to pałac budowany od XIII do XVII wieku, stąd taka różnorodność stylów, choć przeważa tu barok. Na początku XV wieku w jego posiadanie wszedł Oddone Colonna (czyli papież Marcin V) uczyniwszy zeń swą oficjalną siedzibę.
Ród Colonnów to jeden z najstarszych rzymskich rodów. Wywodziło się zeń wielu dostojników kościelnych, mnie jednak najbardziej interesuje Vittoria Colonna urodzona pod koniec XV wieku włoska poetka i przyjaciółka Michała Anioła. Kobieta niezwykłej mądrości i wykształcona jak mało która wówczas białogłowa. Jej zaangażowanie w proces reformy kościoła o mały włos a doprowadziłoby ją do więzienia, jeśli nie do stracenia. Była kuzynką Bony Sforzy. Michał Anioł bardzo ją cenił, pisał o niej sonety i narysował kilka jej portretów. Jeśli nie są pochlebstwem to była też ładną kobietą.
Ród Colonnów zgromadził dużą kolekcję obrazów, które można oglądać w pałacowych wnętrzach.
![]() |
| Wielka sala w Pallazo Colonna |
Pałace nie robią na mnie większego wrażenia, muszę jednak przyznać, iż barokowy przepych Wielkiej Sali z dużą ilością złoconych dekoracji, marmurowymi kolumnami (colonna to kolumna), freskami na suficie i zdobionymi malunkami lustrami nie pozostawiły i mnie obojętną. Wyobrażam sobie, iż przebywający tam goście o gustach kształtowanych ówczesną modą byli pod wrażeniem bogactwa i elegancji siedziby rodu. Nawet, jeśli my dziś uznajemy barok za styl przeładowany i napuszony. Znajdujące się w Wielkiej Sali XVII wieczne obrazy nie budziły mego zainteresowania, ale wystrój, dekoracje, piękne stoły, komody, rzeźbienia są godne uwagi.
![]() |
| Podstawa stołu w Galeria Colonna |
Obraz, który bardzo chciałam obejrzeć to Jedzący fasolę Annibale Carracci. Na tego malarza zwróciłam uwagę w Muzeum Wiedeńskim. Jednak to obraz całkiem odmienny od tamtejszej Piety (o której wspominałam tutaj). Ta realistyczna kompozycja rodzajowa wyróżnia się tematycznie na tle mitologiczno-religijnych scenek, jakie malował Carracci, ale też jakie malowali pozostali artyści. Obraz przykuwa uwagę odmiennością tematu zaskakującą w tym pełnym przepychu wnętrzu. Jako wyróżniający się tematyką budził spore zainteresowanie oglądających, może nawet większe niż wiszący w tej samej Sali Portret Doży Andrei Gritti Tycjana.
![]() |
| Jedzący fasolę Annibale Carracci |
Jak wielokrotnie wspominałam lubię podczas każdej wizyty w galerii sztuki odkryć malarza, o którym wcześniej nie słyszałam. Dołącza on potem do mojej wciąż rozrastającej się prywatnej galerii malarstwa i rzeźby. Nie mówiąc o tych malarzach, których odkryłam wcześniej, a których obrazy także kolekcjonuję. Tym razem w oko wpadł mi obraz Jacopo del Sellaio, ucznia Filipa Lippiego, który malował pod wpływem Botticellego i Ghirlandaio. Obraz jest rzeczywiście w stylu w/w panów, ale najbardziej zaskoczył mnie dobór pięknych, intensywnych, pogodnych barwników dla tematu przerażającego. Obraz nosi tytuł Masakra niewinnych (ja sobie przetłumaczyłam jako rzeź niewiniątek, co chyba nie byłoby błędem). Matki z otwartymi ustami tulące do siebie niemowlaki w powijakach w przepięknych, kolorowych szatach. I co znamienne, kaci to mężczyźni, ofiary to dzieci, a broniącymi są wyłącznie kobiety. Chciałoby się zapytać, gdzie podziali się ojcowie owych niewiniątek.
![]() |
| Masakra niewinnych Jacopo del Sellaio (poniżej fragment) |
Zwróciłam też uwagę na przepiękne posadzki, marmury z florystycznymi dekoracjami. Jakże miło się je oglądało.
![]() |
| Piękne posadzki |
Wystawa zbiorów egipskich z Muzeum Kairskiego w Scuderiach przy Pałacu Kwirynalskich budziła ogromne zainteresowanie ponieważ jak zapewniali organizatorzy były to zbiory, które nigdy wcześniej nie opuszczały swej siedziby. Po zeszłorocznych odwiedzinach w Muzeum egipskim w Turynie i wcześniejszej (lata temu) wizycie w samym Muzeum Kairskim moje oczekiwania były chyba zbyt wygórowane. Nie spodziewałam się co prawda Maski Tutenchamona, ale czegoś bardziej spektakularnego. Tymczasem wystawa była bardzo skromna. Eksponatów kilkadziesiąt i aczkolwiek oczywiście każdy budzący szacunek swoją wielowiekową historią to osobiście poczułam się nieco rozczarowana. Ale dla oddania sprawiedliwości muszę dodać, iż ilość osób tłocząca się przy każdym eksponacie i stanie w długiej kolejce do każdego kolejnego artefaktu tudzież uświadomienie sobie zguby pewnego banknotu (niemałej wartości) mogły wpłynąć na moje odczucia. Najbardziej spodobała mi się maska Amenemope – nieznanego mi faraona z XXI dynastii (dla porównania Tutenchamon pochodził z XVIII dynastii i wyprzedził swego zstępnego o ponad trzy stulecia). Ta maska nie jest aż tak dekoracyjna, jak najsłynniejsza z masek pogrzebowych, ale wykonana ze złota i kartonażu też robi duże wrażenie.
![]() |
| Maska Amenemope z ok 992 r p.n.e. |
Innym ciekawym eksponatem była Triada Mykerinosa z 2500 p.n.e. (król w otoczeniu bogini Hathor i bóstwa nomu Górnego Egiptu). Gdzieś wyczytałam, że Triada Mykerinosa to najstarsze zachowane przedstawienia trzech postaci w rzeźbie. Mykerinos pochodził z IV dynastii i wyprzedził Tutenchamona o około 1200 lat. Tak, te daty budzą szacunek, ślady cywilizacji sprzed niemal pięciu tysięcy lat.
![]() |
| Triada Mykerinosa |
Wystawa malarska z Muzeum w Detroit prezentowana w Ara Pacis. Miałam nadzieję, że obrazy impresjonistów i kubistów zawisną w otoczeniu samego Ołtarza Pokoju wzniesionego przez Cesarza Augusta wybudowanego na początku ery nowożytnej, ale obrazy były prezentowane w zwyczajnej sali wystawowej. Ta wystawa to był creme de la creme mojego pobytu w Rzymie. Już miałam sobie ją odpuścić, bo czekały mnie kolejne w Arezzo i we Florencji, a nie chciałam doznać po raz kolejny syndromu Stendhala, ale moja włoska ciotka uświadomiła mi, że raczej za ocean nie polecę, więc to jedyna szansa ich obejrzenia. Dobrze mnie zna i wie, że w samolocie wytrzymuję maksymalnie pięć godzin. Pamiętam, jak oglądając film Mój Vincent zobaczyłam na ekranie obraz Brzeg Oise w Auvers. Pomyślałam wówczas, iż to chyba nie jest obraz, bo jakimś cudem nie widziałam go nigdy wcześniej i szczerze mówiąc nie widziałam go też później na żadnej fotografii, w żadnym albumie, reprodukcji i nawet o nim zapomniałam. Jakież było moje zaskoczenie i radość, kiedy mogłam stanąć przed nim i chłonąć go pod powieki, tak, że dziś zamknąwszy oczy mogę go zobaczyć.
![]() |
| Brzeg Oise w Auvers Vincet Van Gogh (zdjęcie nie oddaje owej pogody i radości płynącej z wnętrza) |
Widziałam dziesiątki obrazów Vincenta, może nawet setki (byłam w Amsterdamski Muzeum Van Gogha, gdzie zgromadzono najwięcej jego obrazów) ale ten obraz zrobił na mnie duże wrażenie; pogodą, świeżością, emanacją radości istnienia, chciałoby się usiąść w tej łódce i popłynąć w słoneczny dzień przed siebie słuchając śpiewu ptaków i delikatnego szumu fal.
Kolejny obraz który zachowam w pamięci to kolejny w mojej galerii obraz Pissarro. Z obrazami Camilla mam ten problem, że nie pamiętam (poza Czerwonymi dachami i portretem syna) ich tytułów. One wszystkie są tak piękne, pogodne, że jak tylko je zobaczę niemal bezbłędnie odgaduję nazwisko malarza, a tytułu nie mogę spamiętać. Może dlatego, że często odnoszą się do francuskich nazw małych miejscowości, które to nazwy brzmią dla mnie całkiem obco, a nawet zapamiętane są tak przeinaczone w mojej pamięci, że wolę ich nie wypowiadać. Tu jednak sprawdziłam tytuł i brzmi on Ścieżka.
![]() |
| Camille Pissarro Ścieżka |
Kolejny obraz wydał mi się znajomy z uwagi na modelkę, którą kojarzyłam z obrazami Renoira. I nie myliłam się to Kąpiąca się na siedząco; ładna, ponętna, zmysłowa naga kobieta, aż miło popatrzeć.
![]() |
| Renoire Kąpiąca się na siedząco |
Po niedawnej lekturze Modigliani i Lunia uświadomiłam sobie, iż nie miałam okazji oglądania dzieł Amadeo. Obejrzałam zatem parę reprodukcji w internecie. Tym razem mogłam obejrzeć trzy portrety w oryginale. Też od razu je rozpoznałam z uwagi na charakterystyczny styl, migdałowate puste oczy, wydłużone szyje i sylwetki. Są one bardzo interesujące.
![]() |
| Amadeo Modigliani Portret mężczyzny |
Czytając ostatnio książkę Blask Montparnasse`u zwróciłam uwagę na Chaima Soutine i jego niezwykły życiorys. Pochodzący z ubogiej rodziny białoruskich żydów (wszędzie znajduję określenie francuski malarz żydowskiego pochodzenia) wyrwał się z nędzy rodzinnej i pojechał do Paryża bez pieniędzy i znajomości języka, aby tam po pierwszych latach pobytu na Montparnassie klepiąc biedę, niedojadając doskonalić warsztat malarski, aż w końcu osiągnął uznanie i powodzenie. Do dotychczasowej kolekcji dwóch jego obrazów w moich zbiorach doszedł kolejny Czerwone gladiole. Jak większość jego obrazów wyróżniają się krwistością barwy, poskręcanymi kształtami, wynaturzeniem formy. Patrząc na te mimo wszystko piękne kwiaty myślałam o jego zakupach nieświeżego mięsa i pozostawianiu go na wiele dni, aby potem malować je w stanie rozkładu. Zastanawiałam się też, czy kwiaty traktował podobnie. Na którymś z filmów o Vincencie opowiadano, że lubił on malować kwiaty w różnym stadium rozwoju, od świeżych do więdnących i takich całkiem przekwitniętych.
![]() |
| Chaim Soutine Czerwone gladiole |
Na wystawie trafiłam na obraz malarza, z którego nazwiskiem spotkałam się po raz pierwszy kilka lat temu w Warszawskich Łazienkach, kiedy to w Pałacu na wodzie prezentowano wystawę Maxa Liebermana. Kiedy wpadłam spóźniona na ową wystawę roześmiałam się, bo okazała się ona ekspozycją dwóch obrazów niemieckiego impresjonisty. Jednak nazwisko zapamiętałam i uważniej oglądałam jego obrazy w Berlinie i Dreźnie. Tym razem trafiłam na obraz z amerykańskiej galerii sztuki Pejzaż parkowy.
Oczywiście obrazów ciekawych było zdecydowanie więcej i każdy wart wspomnienia. Choć te bardziej kubistyczno- ekspresjonistyczne podobały mi się dużo mniej (stąd nie piszę o obrazach Picassa, których było najwięcej. Jeden nawet całkiem normalny. Przepraszam za sformułowanie, nieudziwniony, nie zgeometryzowany)
Idąc na wystawę troszkę pobłądziłam i trafiłam na takie cudo, jak na pierwszym zdjęciu. Na Piazza Cavour odbijające się w fasadzie kościoła Tempio Valdese słońce, wspaniałe pinus pinea, czyli parasolowate sosny, ślizgawka z rozbawionym tłumem łyżwiarzy wprawiły mnie w jeszcze lepszy, o ile to w ogóle możliwe humor. Ta 110 letnia protestancka świątynia stanowi eklektyczne połączenie neoromańskiej architektury ze stylem liberty (włoskim art nouveau). Czyli i w Rzymie można odnaleźć coś co nie jest klasyczną formą architektury, a to robi takie wrażenie w otoczeniu stojących tu budowli, jak ów jedzący fasolę we wnętrzach barokowego pałacu.
To pierwszy ze wpisów z ziemi włoskiej - wycieczki, jaką odbyłam w okresie od 26 grudnia do 5 stycznia. W kolejnym będzie więcej widoków z zewnątrz, bo rozumiem, że nie każdy interesuje się sztuką :)
Nocowałam tradycyjnie u Edyty, która traktuje mnie już jak rodzinę. Polecam, bo niedrogo, po polsku i można liczyć na pomocną dłoń w razie problemów.
Z góry przepraszam, jeśli wkradną się pomyłki w obcobrzmiących nazwach (nazwiska, tytuły, wezwania kościołów, sprawdzam po kilka razy ilość literek i ich pisownię, ale myślę, że nie uniknęłam błędów)















