Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 20 sierpnia 2026

Arboretum w Kórniku ma już dwieście lat

Zamek Kórnicki oglądany z Ogrodu

Od dawna zazdrościłam moim koleżankom i kolegom, którzy odwiedzali wspaniałe ogrody dendrologiczne. W tym roku odpowiednio wcześnie sprawdziłam czas kwitnienia różaneczników i w połowie maja wybrałam się do Kórnika. Ku ścisłości to wybrałam się do Poznania, z którego zrobiłam wycieczkę do Kórnika. Dwa lata temu udało mi się odwiedzić kórnicki zamek, tym razem moim celem były kwitnące krzewy. Prognozy pogody zapowiadały na poniedziałek fantastyczną ciepłą, słoneczną aurę. Poniedziałek zaś miał zapewnić mniejszą ilość odwiedzających. W tym roku jednak pogoda nie po raz pierwszy sprawiła mi psikusa. Kiedy wysiadłam z autobusu w Kórniku było pochmurnie i zaczynał kropić deszczyk.
Na szczęście przestał, kiedy tylko przekroczyłam bramę ogrodu. Miało to też swoje dobre strony, przy tak pochmurnej pogodzie gości było niewielu, mogłam więc poczuć się chwilami jedyną posiadaczką tego fantastycznego przybytku.
Zawsze zachwycałam się zdjęciami koleżeństwa blogowego, ale zobaczenie tego bogactwo kolorów i rodzajów daje nieporównanie większe i silniejsze doznania. Buzia się śmieje mimo braku słoneczka.
Ogród jest ogromny i ponoć zawiera największą w Polsce i czwartą w Europie ilość gatunków zbiorów (drzew i krzewów). Ja skupiłam się na różanecznikach i co chwila odkrywałam ich nowy odcień, nowy kolor, a nawet nowy kształt.
Zapraszam do zaczarowanego ogrodu.










Oczywiście moim celem były różaneczniki bo to czas ich kwitnienia, ale zachwyciła mnie soczysta zieleń drzew a także zakątek poezji poświęcony urodzonej w pobliżu Kórnika Wisławie Szymborskiej, w którym odnalazłam mój wielokrotnie cytowany na blogu wiersz Muzeum.

Ten któremu Kórnik zawdzięcza arboretum, czyli Tytus Działyński

Co do mnie żyję proszę wierzyć, mój wyścig z suknią nadal trwa, a jaki ona upór ma (tak mogłabym dziś o sobie napisać, pogrążona w depresji, pod wpływem ciężaru opieki, którego nie mogę udźwignąć).

Moje zmagania z depresją spowodowały rzadsze odwiedziny w blogosferze. Ale nadal się nie poddaję, walczę.

 

21 komentarzy:

  1. Droga Małgosiu!
    Wiem co to depresja. Doświadczyłam jej. Ten ciągły smutek, utrzymujący się przez większość dnia i prawie każdego dnia. To ciągłe bycie w dołku, brak zainteresowania swoimi pasjami, brak apetytu, płacz, bezsenność, stałe napięcie, zmęczenie.
    Nie będę Ci dawała złotych rad. Wierzę, że byłaś u lekarza. On udzieli Ci profesjonalnej pomocy. U mnie wychodzenie z depresji trwało ponad rok. Mój nastrój jedynie jesienią pogarsza się. Wtedy odczuwam obniżenie energii, trudności z koncentracją, ospałość. Eryk codziennie bez względu na pogodę, wyciąga mnie na spacery.
    Wspominałaś u kogoś w komentarzu, że majową porą wybierasz się do Kórnika aby zobaczyć kwitnące azalie i różaneczniki. Też miałam ochotę aby pojechać ale życie pokrzyżowało plany. Kornik odwiedziłam w lipcu. W parku kwitły hortensje, a ławeczkę Szymborskiej piękne surfinie.
    Życzę Ci dużo zdrowia. Dużo siły, determinacji do walki! Ściskam mocno i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ moja choroba ma związek z opieką nad chorą osobą jej źródło towarzyszy mi na co dzień. A to nie pomaga. Wizyta u lekarza oczywiście zaliczona i środki farmakologiczne też, ale ... no cóż nie chcę się na forum rozwodzić - w każdym razie nie jest lekko, ale walczę, szukam środków, sposobów, próbuję zmienić co można, zwłaszcza własne nastawienie. Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. W połowie maja - zapamiętam! Przepiękna wycieczka, koniecznie muszę się też tam wybrać :). Takie otoczenie na pewno poprawia nastrój, warto szukać pięknych miejsc. Wszystkiego dobrego dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak połowa maja to co roku był okres największego rozkwitu azalii, choć w tym roku pani w kasie twierdziła, że jest jakieś opóźnienie z powodu braku deszczu, to mimo wszystko ja byłam zachwycona tym co udało mi się zobaczyć, a zdjęć zrobiłam z setkę i uszczęśliwiałam znajomych fotkami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka wycieczka w kolorowy świat roślin to nie tylko uczta dla oczu ale też dla duszy. My w maju zahaczyliśmy o Wojsławice również w porze kwitnienia azalii i rododendronów. Cieszymy się, że mimo trudności znalazłaś czas i chęci opublikowania relacji z arboretum w Kórniku. Trzymamy za Ciebie kciuki życząc spokojniejszych dni. Pozdrawiamy Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojsławice też znajdują się na mojej liście marzeń. Nie raz oglądałam blogowe relacje z wizyty w tym ogrodzie. Dziękuję za życzliwe słowa, sami wiecie, jak to wiele znaczy w tak trudny czas.

      Usuń
  5. W tym roku z różnych względów Bolestraszyce musiały zostać odłożone, ale obiecuję sobie w końcu odwiedzić. Nie jestem fanem grzebania przy zielonym, więc otoczenie dom zawdzięcza Kitkowi i Mamie. Oglądać i podziwiać lubię za to bardzo. I choć wiem, że to nie pomoże, to jednak życzę siły i wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś lata temu bardzo lubiłam owo grzebanie w zielonym, tyle, że to była jedynie malutka działeczka (ROD), jednak to już nie wróci. Pesel daje się we znaki i gdybym się schyliła do pielenia obawiam się, że mogłabym tak zostać na stałe :) Ale bardzo z wiekiem nawet coraz bardziej lubię odwiedzać wszelkie zielone przybytki, działają uspakajająco i poprawiają humor swymi urokami. Dzięki

      Usuń
  6. Cieszę się, że znalazłaś czas i odwiedziłaś kórnicki park. Te barwy i kształty zawsze wprawiają mnie w lepszy nastrój. A w maju kwitną tam jeszcze lilaki, więc miejsc do poprawy nastroju jest jeszcze więcej. Mam nadzieję, że choć trochę umiliło Ci to życie. Życzę wytrwałości. I siły:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze były nawet jakieś ostatki kwitnących magnolii, choć po wrocławskiej feerii w Ogrodzie botanicznym wyglądały bardzo skromnie. Takie przerywniki w codziennych zmaganiach z życiem dają siłę na kontynuowanie tej walki (choć najcięższe jeszcze przede mną, no ale nikt nie obiecywał że będzie lekko). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie na wsi też kwitły azalie i rododendrony, ale teraz już ich nawet nie pamiętam, tak smutne chwile przyćmiły ich urodę.
    A ja jestem już w domu i od razu odżyłam, gdy tu zmierzałam.
    A może byś do mnie przyjechała? Tematy byśmy obmówiły. We wrześniu Na pewno będę, bo trzeba szkołę dobrze rozpocząć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem co to depresja i chyba nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić takiego smutku i spadku formy, że odechciewa się wszystkiego. Myślę, że najważniejsze jest żebyś wychodziła z domu a w Trójmieście jest co robić, odwracaj uwagę od złego samopoczucia i nie zostawaj z nim sam na sam. Wierzę w to, że to tylko chwilowy epizod a Ty masz w sobie tyle siły i samozaparcia, żeby przegonić te ciemne chmury. Gosia, nie wiem jak wygląda Twoja opieka nad mamą ale jeśli masz możliwość żeby wyrwać się na kilka dni to pamiętaj, że zapraszam do siebie, jesteś u nas bardzo mile widziana. Razem znajdziemy miliard powodów żeby było Ci trochę milej chociaż przez jakiś czas. Ściskam Cię mocno i daj znać kiedy mogę się Ciebie spodziewać🙂

    OdpowiedzUsuń
  10. Monia i Ala czy wyście się zmówiły:) Dziękuję serdecznie za zaproszenia. Na razie się nigdzie nie wybieram (chwilowo) bo we wrześni mam rehabilitację (oczekiwaną 1,5 roku), a pod koniec jadę z Magdą w Polskę. Dziękuję za życzenia i jak pisałam wyżej- walczę i się nie poddaję. Wczoraj w ramach terapii wyskoczyłam na dzień do Warszawy na wystawę. Widzę słabe, ale jednak światełko w tym tunelu. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  11. Bo my jesteśmy fajne koleżanki,🤔
    Jeżeli gdzieś w Polskę się wybieracie, to może przez świętokrzyskie ? Z Magdą, to może Tatry?

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale trafiłaś z terminem! 😍 Różaneczniki wyglądają wtedy obłędnie, a jeszcze mieć taki ogród prawie tylko dla siebie – czasem brak słońca ma jednak swoje plusy. 😊 Kórnik znam, ale arboretum w czasie kwitnienia chętnie zobaczyłabym na własne oczy.
    A Tobie życzę przede wszystkim dużo siły. ❤️ Dobrze, że mimo tego, co teraz przeżywasz, próbujesz wychodzić, szukać takich miejsc i łapać choć trochę piękna dla siebie. Trzymaj się. ❤️

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem co nieco o depresji też przez nią przechodziłam, związana była z moją chorobą i jej skutkami. Do dziś z niej wychodzę. A kórnickie azalie są przepiękne i idealnie trafiłaś z pogodą.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio myślałam o Kórniku. Jak będę kiedyś w Poznaniu, to z przyjemnością bym tam wyskoczyła. Pewnie na tak barwny okres nie trafię, bo w Polsce jestem jesienią i zimą, ale myślę, że przy odrobinie wyobraźni, każda pora roku może być tam piękna.
    Życzę Ci dużo siły i nadziei. Nie poddawaj się! Trzymam za Ciebie kciuki i przesyłam Ci majorkańskie słonko.
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję, jest lepiej, choć jak to z głową bywa - oby nie wróciło.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja byłam w Kórniku w na początku sierpnia, niestety już po kwitnieniu różaneczników i azalii i podziwiałam między innymi pokaźną kolekcję hortensji. Wspaniałe miejsce, w którym można leczyć skołatane problemami zdrowotnymi nerwy. Czułam się tam niesamowicie lekko i jakoś tak świeżo.
    Trzymaj się zdrowo Gosia. Pozdrawiam ciepło z Supraśla, chociaż na zewnątrz tylko 10 stopni na plusie. Jakie to lato krótkie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Hortensje też piękne kwiaty i musiało to cudnie wyglądać.
    10 stopni - to mało, u nas jedynie kilka razy wcześnie rano było tak rześko, w tej chwili jest około 20-tu.
    Też czułam się się w Parku bardzo lekko i dobrze. To był miły dzień, mimo lekko pochmurnego nieba.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).