Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lutego 2026

Spacery zimowe (i nie tylko)

Najbezpieczniejszy kawałek plaży pod samym molo- tak mi się wydawało, ale podejść bliżej się nie odważyłam

Zimę mamy piękną, stąd wielu zamieszcza na blogach relacje z zimowych spacerów. Trzeba uwiecznić to rzadkie zjawisko. Moje zdjęcia nie są wcale ani ładniejsze, ani czymkolwiek się wyróżniające, no ale są moje. Pomyślałam też, że przyda się taki przerywnik przed kolejną relacją z Florencji. Żeby nie było, że żyję wyłącznie w świecie sztuki, bujam w obłokach i zadzieram nosa 😊Lubię naturę i chyba nawet częściej bywam na jej łonie niż w murach katedr i galerii, ale nie potrafię o niej pisać ciekawie. Nie znając się na florze nie umiem  zidentyfikować mijanych drzew i roślinek, choć chętnie je uwieczniam. Czerpię dużą radość z obcowania z przyrodą. Tam odpoczywam, bo poza łapaniem widoczków pod powieki i uwiecznianiem ich telefonem mogę pozwolić sobie na całkowite odpłynięcie myślom i na zwyczajne trwanie tu i teraz. Uwielbiam, o czym wielokrotnie wspominałam wszelkie akweny wodne; od morza poczynając na strumykach kończąc. Ocean też lubię, choć rzadko mam okazję go oglądać. Z dużym sentymentem wspominam pobyt na przylądku Cabo da Rocca (Portugalia), gdzie znad klifów patrzyłam w bezkresną dal horyzontu.
Widok na ocean

Takie mnie wtedy ogarnęło uczucie – jakby to nazwać nieskrępowania, niczym nie ograniczenia, swobody. W Gdańsku najczęściej odwiedzanymi przeze mnie miejscami są Park Oliwski, o którym wspominałam kilkakrotnie (np. tu) a także spacer nad morzem w okolicach mola w Brzeżnie i  Parku Regana. Latem po dość długim spacerze chodzę na kawę do ulubionego hoteliku z widokiem na wodę. W przeciwieństwie do knajpek i kawiarenek panuje tam zawsze cisza i spokój, a widok rozmarza. Odkryłyśmy tę kawiarenkę przypadkiem podczas spaceru z siostrą. W zeszłym roku odkryłam też Park Reagana. Pomyśleć, że mimo, iż mieszkam w Gdańsku od urodzenia, a to dość długo, dopiero teraz znalazłam ten rozległy zielony teren. Ale jak mawiają lepiej późno niż wcale.
W Parku Reagana

Odkryłam tylko, dzięki zasłyszanej przypadkiem rozmowie dotyczącej zasadzenia 101 drzewek wiśni Kanzan właśnie w Parku Regana. Zachwycałam się kilkunastoma kwitnącymi na różowo wiśniami w Ogródku Japońskim, a co dopiero tylachna drzewek. Niestety w rozległym parku nieco pobłądziłam i drzewek nie znalazłam, poszukam w tym roku. Odkryłam natomiast bardzo ładne miejsce do wypoczynku, pełne zieleni, ławeczek, placyków dla dzieci, placów dla piesków, miejsc do ćwiczeń. Od tego czasu chętnie tam chadzam, starając się omijać je w weekendy i święta, kiedy bywają bardziej zatłoczone. Choć jest to tak rozległy teren, że zawsze można znaleźć trochę przestrzeni dla siebie.

W oliwski parku zimę

Jakiś czas temu udało mi się po raz pierwszy od dawna oglądać biały Park Oliwski. Był dość mroźny dzień, słoneczko pokazywało się od czasu do czasu, było jednak tak kapryśnie, że kiedy tylko, ja wyciągałam telefon dla zrobienia zdjęcia, a z powodu zimna chwilkę to trwało słoneczko natychmiast chowało się za chmurkę. Było to krótko po powrocie z Włoch, które rozpieszczały mnie piękną słoneczną pogodą więc spragniona byłam prawdziwej, od lat nie oglądanej zimy. Mogłam sobie przypomnieć, dlaczego przez długie lata lubiłam tę porę roku, a był czas, że twierdziłam, iż jest ona moją ulubioną, bo to w styczniu przyszłam na świat. Te białe ośnieżone drzewka wzdłuż alejek tworzące szpalery niczym orszak marynarzy w białych mundurach wyciągających kordziki na młodą parą.
Biała Aleja Rozkoszy

Kiedy patrzyłam na te białe alejki na myśl przychodziła mi także Ania z Zielonego Wzgórza i jej biała aleja rozkoszy (tamta co prawda była biała od kwitnących kwiatów jabłoni a może wiśni, a ta od ośnieżonych drzewek). Bardzo lubię patrzeć na te splątane gałęzie drzew tworzących kopułę na alejką – latem słońce przebijające się przez gałęzie tworzy fantastyczne wzory na ścieżce. No i to co lubię najbardziej, czyli stawy, a nad nimi pochylone drzewa, gałęzie zwisające nad wodą tworzące w jej tafli piękne odbicia. Białe czapy śniegu na kamieniach w wodzie tworzą ciekawą scenerię. A wszystkie parkowe rzeźby zyskały nową oprawę, szczególnie ciekawie prezentuje się kobieta czytająca książkę zatytułowaną Witaj smutku, jakby ubrana w spódniczkę, czapkę, narzutkę i mufkę. 
Witaj smutku? a może Witaj radości:)

Wczoraj, jak dotąd najzimniejszy dzień tej zimy w moim mieście (minus 19 stopni) naszła mnie nieprzeparta ochota wybrać się na spacer nad morze. Rozsądek podpowiadał, że nie jest to najmądrzejszy pomysł, bo od wody zawsze ciągnie chłodem, ale jak się baba uprze, to nie ma rady. No bo przecież wystarczy się ciepło ubrać na cebulkę i nasmarować twarz kremem (czego nigdy wcześniej nie robiłam, więc uważałam to i tak za spore ustępstwo z mojej strony). I poza rękawiczkami narciarskimi z jednym palcem wzięłam także drugą cieńszą parę. Tak uzbrojona pojechałam do Brzeżna. Ścieżka prowadząca nad morze okazała się dobrze odśnieżona i bezpieczna do spaceru (a nawet biegania, bo minęło mnie dwóch biegaczy i jeden rowerzysta).
Nie tylko dzieci się cieszą (Park Oliwski)

Tłumów nie było, wszak to dzień roboczy, ale parę osób zmierzało w tym samym kierunku. Wiedziałam, że molo będzie zamknięte, ale liczyłam na zejście na plażę. Pogoda byłą rześka, ale do wytrzymania, nie czułam szczypania w nos, nie marzły mi palce dłoni i stóp. Byłam bardzo zadowolona z mojego pomysłu wycieczki na plażę do czasu zejścia na plażę. Kiedy bezmyślnie dotarłam niemal do linii brzegowej zorientowałam się, że nie mogę się ruszyć, bo nogi rozjeżdżają mi się w cztery strony świata. Nie pomyślałam, że piasek w połączeniu ze śniegiem i wilgocią od morza zamieni się w lodowisko. Co prawda na łyżwach nie dało by się tam jeździć, podłoże było nierówne, pagórkowate, ale chodzić też nie bardzo było można. 
Molo w Brzeżnie (pale zdobiły białe skarpetki)

W dodatku nad samą wodą zrobiło się przenikliwie zimno. A chcąc zrobić kilka zdjęć musiałam wyjąć ręce z ciepłych rękawiczek  i po jakiś dwóch minutach miałam wrażenie, że zaczynają mi zamarzać. Wtedy szybko (tzn. na tyle szybko na ile można posuwistym ślizgiem) doturlałam się do zejścia z plaży i podążyłam do hoteliku na kawą. Niestety hotel był nadal w remoncie, musiałam obejść się bez kawy. Pokonanie około trzech kilometrów (w obie strony) sprawiło, iż rozgrzałam się momentalnie. I mimo niezrealizowania moich planów (dłuższego spaceru po plaży czytaj ślizgawce) jestem z wyprawy zadowolona, nawdychałam się jodu, skorzystałam z naturalnej krioterapii, a to mam nadzieję będzie z pożytkiem dla zdrowia i urody :) 

Bałtyk jak widać jeszcze nie zamarł


Kawka z widokiem (kiedyś przyjdzie wiosna dla tych, co zimy już mają dość)- pomiędzy drzewami majaczy morze i nawet widać statki


sobota, 24 maja 2025

Abraham van den Blocke, czyli nasz rodzimy Bernini - ciąg dalszy gdańskich spacerów


Wielka Zbrojownia
Na początek mała dygresja. Chyba potrzebuję urlopu od emerytury. Prowadzę tak aktywne życie, że zaczyna mi brakować czasu na to co nazywa się dolce far niente. Kalendarz wypełniony na dwa tygodnie naprzód, sztuką jest się z kimś umówić. Ostatnio musiałam wybierać pomiędzy spotkaniem klubu dyskusyjnego w bibliotece, kuratorskim oprowadzaniem po wystawie w Oliwie, a wykładem z serii Memlingowskiej w Muzeum Narodowym. Wybrałam to ostatnie. I zostałam wynagrodzona nie tylko ciekawą prelekcją na temat tkanin szat anielskich u Memlinga z możliwością obejrzenia kilku XVI wiecznych wyrobów (bez pośrednictwa szklanej gabloty). Aksamit podbity jedwabiem – brzmi tak fantastycznie, że kusi, aby dotknąć. Dodatkowo otrzymałam w prezencie książkę. To tak na marginesie po kolejnym zapytaniu pracującej koleżanki, a co ty właściwie robisz całe dnie. No nudzę się proszę pani, nudzę.
Fontanna Neptuna, zwana niegdyś Studnią Neptuna
Jednym z rodzajów mojej aktywności są spacery. Czasami  połączone ze spotkaniami z przyjaciółkami, czasami odbywane solo. Jedne i drugie równie ciekawe. Nagle po kilkudziesięciu latach człowiek łapie się na tym, iż nie bardzo zna własne miasto. Tylu miejsc, jakie odwiedziłam w przeciągu dwóch ostatnich lat (niektóre po raz pierwszy) nie odwiedziłam w całym wcześniejszym życiu. Być może pracując byłam za bardzo skupiona na robocie i nie potrafiłam prawidłowo gospodarować czasem, ale raczej bywało tak, że praca wysysała wszelkie soki życiowe i wróciwszy do domu czekał ból głowy, zmęczenie i marzenie o weekendzie, który mijał zbyt szybko i nerwowo, bo w perspektywie czekał powrót do stresującej pracy. Kiedyś myślałam, iż to moja zbyt słaba konstrukcja psychofizyczna, dziś słyszę to samo z ust jeszcze pracujących koleżanek. I cóż - uśmiecham się wówczas, bo to by znaczyło, że wszystko ze mną było w porządku, to jedynie system pracy jest nie w porządku.
Część główna ołtarza w kościele Św. Jana Chrzest w Jordanie
Bardzo lubię owe spacery; niespieszne i odkrywcze. Van den Blocków poznałam za sprawą wizyty w kościele Św. Jana. Wróciwszy do domu zaczęłam szukać informacji i ze zdumieniem odkryłam, iż była to bardzo znana na przełomie XVI i XVII wieku niderlandzka rodzina artystów. Jeśli idzie o popularność Abrahama van den Blocke można by nazwać gdańskim odpowiednikiem Berniniego. Większość najbardziej znanych miejskich budowli nosi piętno jego pomysłu (czasami był to projekt, czasami dekoracje, a bywało, że i wykonawstwo). Van den Blockowie pochodzili z Mechelen (dzisiejsza Belgia). Abraham uczył się w warsztacie ojca Willema, nauki pobierał też u gdańskiego budowniczego Van Obberghena. Po dwunastu latach od osiedlenia otrzymał obywatelstwo gdańskie. W wieku dwudziestu pięciu lat został mistrzem cechu murarzy i rzeźbiarzy. Piął się dość szybo po szczeblach kariery, wkrótce otrzymał urząd rzeźbiarza miasta Gdańska, a nieco później głównego budowniczego miejskiego (po śmierci van Obberghena). Uważany był za reprezentanta manieryzmu niderlandzkiego. XVII wieczna architektura Gdańska pozostaje pod jego wpływem. Niemal każda ważniejsza budowla świecka była wznoszona lub zdobiona przy jego udziale (Złota Brama, Wielka Zbrojownia, Dwór Artusa, Studnia Neptuna, Złota Kamieniczka, Ołtarz w kościele Św. Jana, liczne epitafia i nagrobki). Był trzykrotnie żonaty, miał czternaścioro dzieci. Jego warsztat najpierw mieścił się przy ul. Węglarskiej, potem niedaleko Wieży Więziennej (prestiżowa lokalizacji tuż przy drodze królewskiej). Zmarł kilka dni po swoim ojcu i został pochowany w kościele Mariackim w północnej nawie (płyty nagrobnej nie udało mi się odnaleźć). Warsztat przejął jeden z uczniów van den Blocków żeniąc się z wdową po Abrahamie (z domu Kramer). Żadne z jego dzieci nie uzyskało takiej sławy, jak ojciec, stryjek Izaak, czy dziadek Willem.
Przez Złotą Bramę na Długą
Kiedy idzie się uliczkami miasta co chwila można spotkać się z którymś z dzieł Abrahama. Zaczynając od Drogi Królewskiej natrafiamy na Złotą Bramę. Znajdująca się tutaj w I poł. XIV wieku Brama nazywana była Długouliczną (od ulicy Długiej, na którą prowadzi). Można jeszcze tamtą bramę oglądać na obrazie Antona Mollera z 1601 r. Grosz czynszowy (w Ratuszu Miasta Gdańska). Twórcą nowej bramy powstałej na początku XVII wieku był Abraham. Z powodu zdobiących ją złoceń została nazwana Złotą Bramą. Ma dwie kondygnacje i przypomina Tryumfalny. Rzeżby posągi stojące na jej szczycie powstały już po śmieci projektanta, podobnie, jak łacińskie inskrypcje, z których najbardziej podoba mi się znajdująca się od strony ulicy Długiej Zgodą małe państwa wzrastają, niezgodą duże upadają. Po przejściu ulicy Długiej, która o paradoksie mierzy zaledwie około trzystu metrów dochodzimy do
Złota Brama od strony Długiej
Studni Neptuna. Dzisiaj jest to fontanna, wówczas studnia. Takie drewniane studnie znajdowały się niemal na każdej ulicy, bo to one drewnianymi (co dla mnie niepojęte) rurami doprowadzały wodę. 
W I poł. XVII wieku zastąpiono ją nową kamienną studnią udekorowaną posągiem króla mórz Neptuna. Zaprojektował ją Abraham na zlecenie Rady Miejskiej. On też wykonał kamienne elementy czaszy i obudowy. Posąg Neptuna odlał w brązie Piotr Husen. Całość zmontowano dopiero po śmierci architekta. 
Golas zdjęcie nocne

Golas za dnia
Studnia stoi przed Dworem Artusa. Oba (studnia i dwór) należą obok (Żurawia) do najbardziej rozpoznawalnych gdańskich widoków. Dwór Artusa był miejscem spotkań kupców i ośrodkiem życia towarzyskiego. Był siedzibą bractw cechów, które gromadziły elitę miasta. Dwór wzniesiono w połowie XIV wieku. Wielokrotnie był przebudowywany, jednak czasy rozkwitu przypadają na wieki XVI i XVII. To co dziś oglądamy to fasada stworzona przez Abrahama van den Blocke. Budynek ozdobiono posągami starożytnych bohaterów, alegoriami siły, sprawiedliwości, na szczycie posągiem Fortuny. Po obu stronach portalu umieszczono popiersia Zygmunta III Wazy, jego syna Władysława. 
Dwór Artusa (ten biały budynek z flagą Gdańska)

Dwór Artusa w zimowym anturażu
Kilkanaście metrów dalej znajduje się Złota kamienica. I ona jest zaprojektowana i wybudowana przez Abrahama. Nazwana Złotą od złotych dekoracji, które ją bogato zdobiły, albo też Domem Steffensa (jednego z jej kolejnych mieszkańców). Wzniesiona została na zamówienie ówczesnego burmistrza Gdańska Hansa Speymanna, którego nazwisko wiąże się z innym dziełem Van den Blocka (o czym poniżej). Na szczycie dachu znajduje się posąg, który mnie przypominał posąg Chrystusa pasterza, ale jak się okazuje z opisu w wielkiej Księdze miasta Gdańska jest to posąg bogini Fortuny. Na szczycie attyki znajdują się posągi Kleopatry, Edypa, Achilessa i Antygony, a poniżej popiersia znanych postaci, jak Solon, Scypion Afrykański, czy nawet król Zygmunt III Waza. Niżej znajdują się pędy winorośli i militaria wojenne. Nad portalem uosobienie miłosierdzia posąg przedstawiający matkę z dzieckiem na ręku.
Złota kamieniczka Długi Targ 41
Figura miłosierdzia nad portalem oraz wojenne militaria
Wszystkie wyżej wspomniane budowle mają oczywiście swój urok, są rozpoznawalne i niewątpliwie piękne. Mnie jednak najbardziej podoba się Wielka Zbrojownia, czyli Arsenał. Jej projekt pochodzi najprawdopodobniej od budowniczego miasta i mistrza Abrahama samego Van Obberghena. Abraham zatrudniony był przy wznoszeniu Zbrojowni oraz dekoracji (zwłaszcza jej wschodniej części wychodzącej na ulicę Piwną) - tej bardziej dekoracyjnej. Oczywiście biały piaskowiec który był często wykorzystywany przez Abrahama jest niezwykle eleganckim materiałem budowlanym, tym niemniej mnie bardzo podoba się połączenie czerwonej cegły z przeplatającymi ją pasami białego kamienia. Czy był to pomysł mistrza czy ucznia nie mam pojęcia, ale według mnie bardzo dobry. Dekoracje fasady podkreślają militarny charakter budynku; medaliony z głowami wojowników, kule armatnie, posąg bogini Minerwy tudzież Pallas Ateny (bogini słusznej wojny i sztuki. Nawiasem mówiąc jak można być boginią czegoś co niszczy i czegoś co buduje i tworzy jednocześnie. No skoro jest widać można). A swoją drogą bardzo właściwa patronka dla arsenału, jak i dla Akademii Sztuk Pięknych, która dziś jest mieści się na wyższych kondygnacjach budowli. Znajdująca się przed fasadą studzienka także jest autorstwa Abrahama. 
Studzienka przed Zbrojownią z Minerwą powyżej

Minerwa na Zbrojowni

Ozdobne rzygacze na budynku zbrojowni
Herb Gdańska na Zbrojowni

Zbrojownia w pełnej krasie
Skoro już znajdujemy się na ulicy Piwnej należy wejść do Kościoła Mariackiego. Znajduje się tam nagrobek powstały w warsztacie Abrahama. Jest to nagrobek rodziny Bahrów. Jest to niesamowite, iż w kościele Mariackim pozwolono na postawienie tak okazałego nagrobka jednemu z gdańskich rodów. Jak zauważycie w świątyni nie ma innych nagrobków. Ja przynajmniej ich nie znalazłam. Zarówno gdańszczanie, jak i władze duchowne nie chciały wyrazić zgody na stawianie komukolwiek nagrobka w świątyni, a tym samym wyróżnianie go w ten sposób. Kim byli Bahrowie? Otóż byli to teściowie burmistrza Speymanna. Bahr był bankierem, faktorem królów, udzielał im pożyczek, pośredniczył w transakcjach dworu, uzyskał z rąk króla szlachectwo (czyli taki nasz gdański Medyceusz XVII wieczny), pani Bahr urodziła dziewięcioro dzieci i była zacną niewiastą, jak wynika z inskrypcji nagrobnej. Burmistrz Speymann (także kolekcjoner dzieł sztuki, książek i militariów) postawił sobie za punkt honoru upamiętnienie teściów w tak godnym miejscu i to poprzez warsztat najbardziej wówczas rozpoznawalnego mistrza Abrahama van den Blocke. 
Nagrobek Bahrów w Kościele Mariackim


Początkowe opory przeciwko wyrażeniu zgody zostały usunięte dzięki ówczesnemu zwyczajowi przeganiania bydła poprzez transept kościoła. Miejsce, w którym stanął nagrobek uważano za mało godne i o niewielkiej wartości materialnej stąd odsprzedano je za niewielkie pieniądze. Początkowo też nie wyrażano zgody na tak imponującej wielkości nagrobek, jednak za wstawiennictwem szwagra burmistrza – członka Rady Miejskiej i na to wyrażono zgodę. Informacje te wyczytałam w artykule pani Marii Sadurskiej na stronie gdańskiej strefy prestiżu. Przyznam, iż to, że przez jeden z najstarszych kościołów przeganiano bydło niezmiernie mnie zdumiał. Abraham będący autorem i wykonawcą projektu nadał mu cechy renesansowe nawiązujące do sztuki antyku. Para małżonków klęczy z twarzami zwróconymi ku sobie. Nagrobek nie zawiera szczątków upamiętnionych, oni, jak kilka tysięcy gdańszczan sprzed wieków zostali pochowani pod płytą nagrobną pod posadzką kościoła. Podobno Abraham wzorował się na innym pomniku nagrobnym będącym dziełem jego ojca Willema- nagrobku rodziny Kos znajdującym się w Katedrze Oliwskiej.
Ołtarz główny w kościele Św. Jana


Ostatnim dziełem Abrahama, o którym chciałam wspomnieć jest Ołtarz Główny w kościele Św. Jana. To od niego zaczęło się moje zainteresowanie rodziną van den Blocków. Wspominałam o nim we wpisie poświęconym kościołowi Św. Jana.
Początkowo planowałam napisać tutaj jeszcze o Willemie i Izaaku. Jednak wpis i tak zrobił się bardzo obszerny więc dziś poprzestanę na Abrahamie, gdańskim Berninim.
Nieopodal kościoła Św. Jana znajduje się Eklerownia, jedna z moich ulubionych gdańskich cukierenko-kawiarenek, gdzie jak poziom cukru jest w normie mogę pozwolić sobie na takie szaleństwo.
  A jeśli cukier przekracza normę to chociaż kawusia i widok na gablotkę z eklerami