poniedziałek, 30 lipca 2012

Po co do teatru?, czyli szczeciński Makbet na Festiwalu w Gdańsku

Starzeję się, tego epokowego odkrycia dokonałam wczoraj przy okazji wizyty w teatrze. Trwa w Gdańsku Szekspirowski Festiwal Teatralny. Postanowiłam więc dać szansę i sobie i teatrowi i jeszcze raz go odwiedzić: tym bardziej, że przedstawienie miało być występem gościnnym Teatru Współczesnego w Szczecinie.
Pisałam już kiedyś, iż do teatru rodzimego zniechęciły mnie ostatnie wizyty, podczas których czułam się raczej jak pod budką z piwem, w taniej tancbudzie niż w przybytku Melpomeny.
Jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi, to teatr był dla mnie zawsze świątynią sztuki, miejscem swoistego katharsis; w którym oczyszczam się od tego co plugawe i brudne, odrywam od codzienności i powszedniości.
Z brutalnością, agresją, chamstwem tego świata mamy wszak do czynienia na co dzień. Mass media permanentnie atakują nas nowymi, coraz bardziej wymyślnymi formami unicestwiania człowieka. Przestałam oglądać telewizję, bo nie potrzebuję do życia informacji na temat ilości ofiar rozbitego samolotu, zatopionego statku, trzęsienia ziemi, tornada, czy nowej wojny, którą w imię zachowania na świecie pokoju rozpoczął prezydent X czy Y. Te informacje i tak dopadną mnie prędzej, czy później. Mam ich świadomość i nie muszą potwierdzać jej oglądaniem zmasakrowanych ciał i zdewastowanych domów.
Od teatru oczekuję przekazania uniwersalnych treści w sposób umowny. Zabójstwo w teatrze moim zdaniem nie wymaga litrów czerwonej farby, a miłość nie zawsze wymaga ściągania majtek, teatr jest rodzajem sztuki, która nie wymaga dosadności i dosłowności. Teatr jest sztuką nie dla każdego, tak jak opera jest sztuką dla wybranych. Nie każdemu się musi podobać, ale nie powinno się dostosowywać poziomu sztuki do wymagań masowego widza. Tymczasem odnoszę wrażenie, że wiele naszych teatrów chcąc pozyskać publikę przedkłada tekst obrazkowy nad tekst literacki.
Idąc na Makbeta miałam świadomość, iż idę na sztukę trudną, ciężką, przygnębiającą. To sztuka o żądzy władzy, winie i karze, źródle zła, to też jedna z najbardziej krwawych sztuk Szekspira. Makbet porusza problemy uniwersalne i dziś.
Reżyser postanowił więc sztukę unowocześnić, aby podkreślić uniwersalność przekazu. Nie mam nic przeciwko wprowadzaniu współczesnych akcentów w sztukach napisanych parę wieków wcześniej, tyle, że nie bardzo podoba mi się przewaga formy nad treścią.
Makbet Teatru Współczesnego w Szczecinie to spektakl zbudowany z popkulturowych klisz przy użyciu technik multimedialnych oraz wykorzystaniu muzyki zespołu Black Sabbath.
A zatem mamy łopatologicznie przedstawioną starą, jak świat historię żądzy władzy sprowadzoną do reprezentowanego przez bohaterów poglądu, albo my ich wyeliminujemy, albo oni nas. Historia opakowana w taką formę, aby nie budziła niedomówień: płonące intensywną czerwienią wieżowce w tle, rzeźnia, w której czerwoną farbą spływają obficie i ofiary mordu i białe kafle, w roli przepowiadających przyszłość Makbeta wiedźm roznegliżowane tancerki na rurach o skłonnościach lesbijskich z satanistyczną muzyką w tle, do tego zataczający się po scenie pijani żołdacy. Widz ma się poczuć źle, niekomfortowo, ma dojść do przekonania, że świat jest brudny, cyniczny i plugawy. Tyle, że widz to wie i on (no dobrze - ja) nie po to idę do teatru, aby obejrzeć to, czego nie oglądam w publikatorach.
Na tym powinnam zakończyć swą relację, aby być uczciwą wobec przedstawienia, bowiem zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu opuścić je po I akcie. Opuszczałam teatr z dużym dyskomfortem i żalem, że to już kolejne przedstawienie, które zawiodło moje oczekiwania.
W Internecie znalazłam wypowiedz reżysera, iż „ma nadzieję, że będzie dowcipne i ironiczne. Pracujemy nad tym przedstawieniem z poczuciem humoru”.
A ja miałam nadzieję, że idę do teatru.
Jak widać nadzieje nam się rozminęły z oczekiwaniami strony przeciwnej.
A wracając do mojego pierwszego zdania – całkiem możliwe, że taka a nie inna ocena przedstawienia jest wynikiem procesu starzenia i nie nadążania za zmieniającą się formą teatralnych przedstawień, może tradycyjny, klasyczny teatr nie ma już racji bytu. Ja w każdym razie cieszę się, że przynajmniej złota setka teatru telewizji została nagrana na płytach i takie staruszki, jak ja mają do czego wracać. Pewną wątpliwość wzbudziła we mnie przeprowadzona dziś rozmowa z ponad dziesięć lat młodszą koleżanką (do niedawna stałą bywalczynią teatru), która jak się okazuje podziela moje zdanie na temat przeniesienie akcentów teatralnego przedstawienia ze aspektu kulturowego na rzecz pozyskania jak największej publiki.
A żeby nie było, że poddaję się tak łatwo, że to jednorazowy wypadek zakupiłam bilety na jeszcze dwa przedstawienia i mam nadzieję, że nie będę "musiała" wychodzić przed czasem.

12 komentarzy:

  1. Gosiu, i tym razem zgadzam się z Tobą. Chociaż do teatru chodzę rzadko, bo 4 razy w roku, to chcę aby była to sztuka tradycyjna.
    Nie lubię żadnych innowacji wprowadzanych przez reżyserów.
    Powiem Ci, że uwielbiałam teatr telewizji i zawsze musiałam znaleźć czas na jego oglądanie.
    Teraz też się w telewizji odmieniło...
    Życzę Ci aby kolejne spektakle spełniły Twoje oczekiwania.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawniej chodziłam dużo częściej, dzisiaj chodzę do teatru (wyłączając Muzyczny) pełna obaw. By może tak trafiam, ale te przedstawienia, które udało mi się obejrzeć w Warszawie, czy Krakowie były cudownym przeżyciem. pamiętam Biesy w Teatrze Stu w Krakowie- 4 godzinne przedstawienie, a ja siedziałam jak wbita w fotel, zachwycona, zauroczona i szczęśliwa, że odnalazłam w teatrze magię i "świętość". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. "Makbet" dowcipny? ciekawe na czym miało polegać poczucie humoru Lady Makbet? Ostatni dobry Makbet, którego oglądałem to "Tron we krwi" A. Kurosawy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie kumam tej wypowiedzi :), ale jak się rzekło, ja nie nadażam za młodymi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio posłuchałam wywiadu z Elżbietą Morawiec - zawodowym krytykiem teatralnym - która do teatru już nie chodzi, bo nie chce oglądać śmieci i dzisiejsze spektakle ogląda z niesmakiem. Mówiła o upadku sacrum do kultury pop itp. Mam bardzo podobne doświadczenia, tylko skąd mam wiedzieć przed spektaklem, czy będą majtki ściągać? Zamówiłam sobie książkę wspomnianej pani - "Nadzieja, świat i krętacze". Może będę po lekturze mądrzejsza, może lepiej zrozumiem, co się dzieje dookoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, tego nie wiemy. Opis przedstawienia z reguły sugeruje, że wybieramy się na rzecz nieprzeciętną, fantastyczną i niepowtarzalną i tak, jak nauczyłam się czytać opisy na okładkach książek, tak nie umiem (nie do końca umiem) czytać między wierszami opisy sztuk. Czasami pomocne są opinie zwykłych oglądaczy, bo te są bardziej otwarte i jeśli się komuś podoba, to z reguły wiem, co dana osoba preferuje - czy jest to owo przysłowiowe ściąganie majtek, ogólnie zrozumiałe odniesienia, czy też coś więcej. :) A recenzji książki wspomnianej pani będę wyczekiwać, bo mimo wszystko szkoda byłoby mi zrezygnować z czegoś, co kiedyś budziło tyle radosnych uniesień. Ach te oczekiwanie na podniesienie kurtyny, te poczucie niezwykłości chwili, to łapanie obrazów pod powieki, to pierwsze przedstawienie Wesela, od którego zaczęła się moja przygoda z teatrem.

      Usuń
  6. Jestem ze Szczecina i Teatr Współczesny zawiódł mnie już kilka razy. Pamiętam strasznie długie i nudne "Wesele" z ubogą scenografią i aktorami w czarnych strojach. Chyba wszystkie przedstawienia Współczesnego są "uwspółcześnione", czyli zwulgaryzowane i wydziwione w dużej mierze. Cieszę się, że napisałaś tę recenzję, bo chciałam iść na "Makbeta", a tak to sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Obawiam się, że to uwspółcześnianie jest tendencją ogólnokrajową i coraz rzadziej można spotkać klasyczny teatr. Teatr Wybrzeże z Gdańska niegdyś fantastyczny, z tradycjami, ze świetnym zespołem pod nowym kierownictwem równiej obniża loty, ekonomia wygrywa z kulturą, tylko czy to ekonomiczne to sama nie wiem. Jeśli moja opinia była pomocna to się cieszę. Nie chciałabym zniechęcać od przedstawienia, bo może moje oczekiwania są inne, ale jeśli od teatru oczekujesz raczej klasyki niż terapii wstrząsowej to raczej nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Guciamal,
    Napisałaś bardzo fajną recenzję z "Makbeta". Moim zdaniem po prostu trafiłaś na chybiony spektakl jakiegoś wielce nadętego reżysera. To prawda, że moim zdaniem wiele jest wydumanej, przeintelektualizowanej formy w teatrze, niepotrzebnego uwspółcześniania, i niestety właśnie te najgorsze przedstawienia cieszą się najlepszymi recenzjami krytyki, która nie ma odwagi źle napisać na przykład o chałturach mistrza Warlikowskiego. Ale to nie oznacza, że nie ma dobrych unowocześnionych rzeczy w teatrze. Widziałam "sprawę Dantona" Klaty w której dominowały dźwięki "Children od the revolution" T-Rexów a to nie przeszkodziło w genialnym pokazaniu konfliktów rewolucji, ale może on jest wyjątkiem? Mam nadzieję, że dwa inne przedstawienia będą udane...chętnie przeczytam recenzje.

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja chcę nadal w to wierzyć, w teatr i ludzi, którzy chcą go tworzyć. Jak pisałam nie mam nic przeciwko uwspółcześnianiu, nie mam nic przeciwko nagości, czy dosadnemu językowi, jeśli to czemuś służy, a nie jedynie budowaniu porozumienia z niewybredną publiką, czy wywoływaniu skandalu (choć w dzisiejszych czasach niewiele co jest w stanie wywołać skandal). Jak pisałam dawniej byłam dość częstą bywalczynią teatru, jednak kilka nieudanych wizyt pod rząd skutecznie mnie zniechęciło na kilka lat. Ostatnie fantastyczne przedstawienie, jakie oglądałam to były wspomniane wyżej Biesy w Teatrze Stu w Krakowie. Przedstawienie trudne, wymagające, czterogodzinne!, a siedziałam wbita w fotel. Fantastyczna gra aktorów, pomysł reżysera, sam układ teatru, gdzie widownia to zaledwie kilka rzędów wokół platformy - sceny, bliski kontakt z aktorem, wykorzystanie starocerkiewnej muzyki, jako tła i przerywnika. Byłam zachwycona. Myślę, że sporo prawdziwego klasycznego teatru jest w Warszawie, ale tu muszę się przyznać, że moje musicalowe opętanie wygrywa z teatrem i ilekroć jestem w Warszawie wykorzystuję maksymalnie możliwość odwiedzenia Romy (Muzycznego). Ale, choć jak mówią -jedna jaskółka wiosny nie czyni,to dzisiejsze przedstawienie Ryszarda III wzbudziło we mnie nadzieję, że może nie wszystko stracone. Postaram się niedługo sklecić parę słów na temat wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gosiu, chciałam Cię poinformować, że wyróżniłam Ciebie i Twój blog nagrodą VERSATILE BLOGGER .
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję, przed chwilą zamieściłam u ciebie komentarz

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).