Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 8 stycznia 2026

Rzym na koniec roku jubileuszowego

 

ślizgawka na Piazza Cavour z kościołem Tempio Valdese w głębi

Mam ogromne szczęście, iż do Rzymu przyleciałam po raz kolejny (siódmy, dziesiąty- nie wiem, przestałam liczyć). W każdym razie zdołałam go już „troszkę” poznać i nie musiałam trzymać się sztywno planu zwiedzania. Mogłam pominąć te miejsca, które z powodu roku jubileuszowego oraz okresu świąteczno-wakacyjnego (ferie dla młodzieży) były tak zapchane, że trudno było tam przysłowiową szpilkę wetknąć. Nie widziałam jeszcze tak długiej i tak szerokiej kolejki do Bazyliki Św. Piotra, czy takiego tłumu przed Panteonem.
Bazylika Santa Maria Maggiore, do której do niedawna wchodziłam niemal codziennie (bowiem znajduje się blisko mojego noclegu w pensjonacie B&B Edyta) dziś ogrodzona jest płotkami, a wejście prowadzi przez lotniskową bramkę, a to sprawia, że trzeba też odczekać w kolejce.
tłumy przed Panteonem (trudno było się zorientować, gdzie kończy się kolejka do wejścia, a gdzie stoją gapie

Miałam trzy punkty programu do zrealizowania, a potem było zwiedzanie metodą Herberta, jedna uliczka w prawo, potem w lewo i zagubienie się w ich plątaninie, bo przecież wszędzie natrafi się na coś ciekawego (na każdym kroku starożytność miesza się z barokiem, a średniowiecze z renesansem).

Moje trzy punkty obejmowały zbiory i ogrody Palazzo Colonna, wystawę zbiorów z muzeum egipskiego przy Pałacu Kwirynalskim oraz wystawę obrazów malarzy z końca XIX i początku XX wieku z Muzeum w Ditroit.

Pallazo Colonna to pałac budowany od XIII do XVII wieku, stąd taka różnorodność stylów, choć przeważa tu barok. Na początku XV wieku w jego posiadanie wszedł Oddone Colonna (czyli papież Marcin V) uczyniwszy zeń swą oficjalną siedzibę.
Ród Colonnów to jeden z najstarszych rzymskich rodów. Wywodziło się zeń wielu dostojników kościelnych, mnie jednak najbardziej interesuje Vittoria Colonna urodzona pod koniec XV wieku włoska poetka i przyjaciółka Michała Anioła. Kobieta niezwykłej mądrości i wykształcona jak mało która wówczas białogłowa. Jej zaangażowanie w proces reformy kościoła o mały włos a doprowadziłoby ją do więzienia, jeśli nie do stracenia. Była  kuzynką Bony Sforzy. Michał Anioł bardzo ją cenił, pisał o niej sonety i narysował kilka jej portretów. Jeśli nie są pochlebstwem to była też ładną kobietą. 
Ród Colonnów zgromadził dużą kolekcję obrazów, które można oglądać w pałacowych wnętrzach.
Wielka sala w Pallazo Colonna

Pałace nie robią na mnie większego wrażenia, muszę jednak przyznać, iż barokowy przepych Wielkiej Sali z dużą ilością złoconych dekoracji, marmurowymi kolumnami (colonna to kolumna), freskami na suficie i zdobionymi malunkami lustrami nie pozostawiły i mnie obojętną. Wyobrażam sobie, iż przebywający tam goście o gustach kształtowanych ówczesną modą byli pod wrażeniem bogactwa i elegancji siedziby rodu. Nawet, jeśli my dziś uznajemy barok za styl przeładowany i napuszony. Znajdujące się w Wielkiej Sali XVII wieczne obrazy nie budziły mego zainteresowania, ale wystrój, dekoracje, piękne stoły, komody, rzeźbienia są godne uwagi.
Podstawa stołu w Galeria Colonna

Obraz, który bardzo chciałam obejrzeć to Jedzący fasolę Annibale Carracci. Na tego malarza zwróciłam uwagę w Muzeum Wiedeńskim. Jednak to obraz całkiem odmienny od tamtejszej Piety (o której wspominałam tutaj). Ta realistyczna kompozycja rodzajowa wyróżnia się tematycznie na tle mitologiczno-religijnych scenek, jakie malował Carracci, ale też jakie malowali pozostali artyści. Obraz przykuwa uwagę odmiennością tematu zaskakującą w tym pełnym przepychu wnętrzu. Jako wyróżniający się tematyką budził spore zainteresowanie oglądających, może nawet większe niż wiszący w tej samej Sali Portret Doży Andrei Gritti Tycjana.
Jedzący fasolę Annibale Carracci

Jak wielokrotnie wspominałam lubię podczas każdej wizyty w galerii sztuki odkryć malarza, o którym wcześniej nie słyszałam. Dołącza on potem do mojej wciąż rozrastającej się prywatnej galerii malarstwa i rzeźby. Nie mówiąc o tych malarzach, których odkryłam wcześniej, a których obrazy także kolekcjonuję. Tym razem w oko wpadł mi obraz Jacopo del Sellaio, ucznia Filipa Lippiego, który malował pod wpływem Botticellego i Ghirlandaio. Obraz jest rzeczywiście w stylu w/w panów, ale najbardziej zaskoczył mnie dobór pięknych, intensywnych, pogodnych barwników dla tematu przerażającego. Obraz nosi tytuł Masakra niewinnych (ja sobie przetłumaczyłam jako rzeź niewiniątek, co chyba nie byłoby błędem). Matki z otwartymi ustami tulące do siebie niemowlaki w powijakach w przepięknych, kolorowych szatach. I co znamienne, kaci to mężczyźni, ofiary to dzieci, a broniącymi są wyłącznie kobiety. Chciałoby się zapytać, gdzie podziali się ojcowie owych niewiniątek.
Masakra niewinnych Jacopo del Sellaio (poniżej fragment)



Zwróciłam też uwagę na przepiękne posadzki, marmury z florystycznymi dekoracjami. Jakże miło się je oglądało.
Piękne posadzki


Wystawa zbiorów egipskich z Muzeum Kairskiego w Scuderiach przy Pałacu Kwirynalskich budziła ogromne zainteresowanie ponieważ jak zapewniali organizatorzy były to zbiory, które nigdy wcześniej nie opuszczały swej siedziby. Po zeszłorocznych odwiedzinach w Muzeum egipskim w Turynie i wcześniejszej (lata temu) wizycie w samym Muzeum Kairskim moje oczekiwania były chyba zbyt wygórowane. Nie spodziewałam się co prawda Maski Tutenchamona, ale czegoś bardziej spektakularnego. Tymczasem wystawa była bardzo skromna. Eksponatów kilkadziesiąt i aczkolwiek oczywiście każdy budzący szacunek swoją wielowiekową historią to osobiście poczułam się nieco rozczarowana. Ale dla oddania sprawiedliwości muszę dodać, iż ilość osób tłocząca się przy każdym eksponacie i stanie w długiej kolejce do każdego kolejnego artefaktu tudzież uświadomienie sobie zguby pewnego banknotu (niemałej wartości) mogły wpłynąć na moje odczucia. Najbardziej spodobała mi się maska Amenemope – nieznanego mi faraona z XXI dynastii (dla porównania Tutenchamon pochodził z XVIII dynastii i wyprzedził swego zstępnego o ponad trzy stulecia). Ta maska nie jest aż tak dekoracyjna, jak najsłynniejsza z masek pogrzebowych, ale wykonana ze złota i kartonażu też robi duże wrażenie. 
Maska Amenemope z ok 992 r p.n.e.

Innym ciekawym eksponatem była Triada Mykerinosa z 2500 p.n.e. (król w otoczeniu bogini Hathor i bóstwa nomu Górnego Egiptu). Gdzieś wyczytałam, że Triada Mykerinosa to najstarsze zachowane przedstawienia trzech postaci w rzeźbie. Mykerinos pochodził z IV dynastii i wyprzedził Tutenchamona o około 1200 lat. Tak, te daty budzą szacunek, ślady cywilizacji sprzed niemal pięciu tysięcy lat.
Triada Mykerinosa

Wystawa malarska z Muzeum w Detroit prezentowana w Ara Pacis. Miałam nadzieję, że obrazy impresjonistów i kubistów zawisną w otoczeniu samego Ołtarza Pokoju wzniesionego przez Cesarza Augusta wybudowanego na początku ery nowożytnej, ale obrazy były prezentowane w zwyczajnej sali wystawowej. Ta wystawa to był creme de la creme mojego pobytu w Rzymie. Już miałam sobie ją odpuścić, bo czekały mnie kolejne w Arezzo i we Florencji, a nie chciałam doznać po raz kolejny syndromu Stendhala, ale moja włoska ciotka uświadomiła mi, że raczej za ocean nie polecę, więc to jedyna szansa ich obejrzenia. Dobrze mnie zna i wie, że w samolocie wytrzymuję maksymalnie pięć godzin.  Pamiętam, jak oglądając film Mój Vincent zobaczyłam na ekranie obraz Brzeg Oise w Auvers. Pomyślałam wówczas, iż to chyba nie jest obraz, bo jakimś cudem nie widziałam go nigdy wcześniej i szczerze mówiąc nie widziałam go też później na żadnej fotografii, w żadnym albumie, reprodukcji i nawet o nim zapomniałam. Jakież było moje zaskoczenie i radość, kiedy mogłam stanąć przed nim i chłonąć go pod powieki, tak, że dziś zamknąwszy oczy mogę go zobaczyć. 
Brzeg Oise w Auvers Vincet Van Gogh (zdjęcie nie oddaje owej pogody i radości płynącej z wnętrza)

Widziałam dziesiątki obrazów Vincenta, może nawet setki (byłam w Amsterdamski Muzeum Van Gogha, gdzie zgromadzono najwięcej jego obrazów) ale ten obraz zrobił na mnie duże wrażenie; pogodą, świeżością, emanacją radości istnienia, chciałoby się usiąść w tej łódce i popłynąć w słoneczny dzień przed siebie słuchając śpiewu ptaków i delikatnego szumu fal.

Kolejny obraz który zachowam w pamięci to kolejny w mojej galerii obraz Pissarro. Z obrazami Camilla mam ten problem, że nie pamiętam (poza Czerwonymi dachami i portretem syna) ich tytułów. One wszystkie są tak piękne, pogodne, że jak tylko je zobaczę niemal bezbłędnie odgaduję nazwisko malarza, a tytułu nie mogę spamiętać. Może dlatego, że często odnoszą się do francuskich nazw małych miejscowości, które to nazwy brzmią dla mnie całkiem obco, a nawet zapamiętane są tak przeinaczone w mojej pamięci, że wolę ich nie wypowiadać. Tu jednak sprawdziłam tytuł i brzmi on Ścieżka.
Camille Pissarro Ścieżka 

Kolejny obraz wydał mi się znajomy z uwagi na modelkę, którą kojarzyłam z obrazami Renoira. I nie myliłam się to Kąpiąca się na siedząco; ładna, ponętna, zmysłowa naga kobieta, aż miło popatrzeć.

Renoire Kąpiąca się na siedząco

Po niedawnej lekturze Modigliani i Lunia uświadomiłam sobie, iż nie miałam okazji oglądania dzieł Amadeo. Obejrzałam zatem parę reprodukcji w internecie. Tym razem mogłam obejrzeć trzy portrety w oryginale. Też od razu je rozpoznałam z uwagi na charakterystyczny styl, migdałowate puste oczy, wydłużone szyje i sylwetki. Są one bardzo interesujące. 
Amadeo Modigliani Portret mężczyzny 

Czytając ostatnio książkę Blask Montparnasse`u zwróciłam uwagę na Chaima Soutine i jego niezwykły życiorys. Pochodzący z ubogiej rodziny białoruskich żydów (wszędzie znajduję określenie francuski malarz żydowskiego pochodzenia) wyrwał się z nędzy rodzinnej i pojechał do Paryża bez pieniędzy i znajomości języka, aby tam po pierwszych latach pobytu na Montparnassie klepiąc biedę, niedojadając doskonalić warsztat malarski, aż w końcu osiągnął uznanie i powodzenie. Do dotychczasowej kolekcji dwóch jego obrazów w moich zbiorach doszedł kolejny Czerwone gladiole. Jak większość jego obrazów wyróżniają się krwistością barwy, poskręcanymi kształtami, wynaturzeniem formy. Patrząc na te mimo wszystko piękne kwiaty myślałam o jego zakupach nieświeżego mięsa i pozostawianiu go na wiele dni, aby potem malować je w stanie rozkładu. Zastanawiałam się też, czy kwiaty traktował podobnie. Na którymś z filmów o Vincencie opowiadano, że lubił on malować kwiaty w różnym stadium rozwoju, od świeżych do więdnących i takich całkiem przekwitniętych.
Chaim Soutine Czerwone gladiole

Na wystawie trafiłam na obraz malarza, z którego nazwiskiem spotkałam się po raz pierwszy kilka lat temu w Warszawskich Łazienkach, kiedy to w Pałacu na wodzie prezentowano wystawę Maxa Liebermana. Kiedy wpadłam spóźniona na ową wystawę  roześmiałam się, bo okazała się ona ekspozycją dwóch obrazów niemieckiego impresjonisty. Jednak nazwisko zapamiętałam i uważniej oglądałam jego obrazy w Berlinie i Dreźnie. Tym razem trafiłam na obraz z amerykańskiej galerii sztuki Pejzaż parkowy

Oczywiście obrazów ciekawych było zdecydowanie więcej i każdy wart wspomnienia. Choć te bardziej kubistyczno- ekspresjonistyczne podobały mi się dużo mniej (stąd nie piszę o obrazach Picassa, których było najwięcej. Jeden nawet całkiem normalny. Przepraszam za sformułowanie, nieudziwniony, nie zgeometryzowany)

Idąc na wystawę troszkę pobłądziłam i trafiłam na takie cudo, jak na pierwszym zdjęciu. Na Piazza Cavour odbijające się w fasadzie kościoła Tempio Valdese słońce, wspaniałe pinus pinea, czyli parasolowate sosny, ślizgawka z rozbawionym tłumem łyżwiarzy wprawiły mnie w jeszcze lepszy, o ile to w ogóle możliwe humor. Ta 110 letnia protestancka świątynia stanowi eklektyczne połączenie neoromańskiej architektury ze stylem liberty (włoskim art nouveau). Czyli i w Rzymie można odnaleźć coś co nie jest klasyczną formą architektury, a to robi takie wrażenie w otoczeniu stojących tu budowli, jak ów jedzący fasolę we wnętrzach barokowego pałacu. 
To pierwszy ze wpisów z ziemi włoskiej - wycieczki, jaką odbyłam w okresie od 26 grudnia do 5 stycznia. W kolejnym będzie więcej widoków z zewnątrz, bo rozumiem, że nie każdy interesuje się sztuką :)
Nocowałam tradycyjnie u Edyty, która traktuje mnie już jak rodzinę. Polecam, bo niedrogo, po polsku i można liczyć na pomocną dłoń w razie problemów. 
Z góry przepraszam, jeśli wkradną się pomyłki w obcobrzmiących nazwach (nazwiska, tytuły, wezwania kościołów, sprawdzam po kilka razy ilość literek i ich pisownię, ale myślę, że nie uniknęłam błędów)

15 komentarzy:

  1. Zaskoczył mnie ten piękny obraz Soutine'a "Czerwone gladiole" - chyba za mało jego obrazów w ogóle widziałam, chyba przez te powtarzane wszędzie rewelacje o jego niechlujstwie i upodobaniu do malowania gnijącego mięsa itp pozostawał jakoś poza moimi zainteresowaniami. Chociaż jak czytałam biografę Modiego, to myślałam sobie, że skoro Modigliani się z nim kumplował, to chyba nie był taki beznadziejny przypadek i w sumie było mi go trochę żal. Muszę w takim razie bardziej zainteresować się twórczością Chaima. Teraz czytam świetną biografię Chagalla - i też sobie pomyślałam, że ostatnio ciągle trafaim na tych francuskich malarzy żydowskiego pochodzenia. Chagall to Żyd rosyjski w dodatku - i było ich więcej, w gruncie rzeczy Szkoła Paryska to w dużej części właśnie artyści żydowskiego pochodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak historyjka o psującym się mięsie często się powtarza, ale przyznam, że nie widziałam takich obrazów, raczej takie powykręcane pnie drzew, poskręcane domy, albo ludzie karykaturalnie powykrzywiani. A zamiłowanie do tego rodzaju tematyki to też pewnie trochę skrzywienie spowodowane warunkami, w jakich żył, skrajnego ubóstwa, nędzy, głodu. W biografii Modiego, a może Blasku M. padło takie zdanie pełne żalu o rodzinie, która miał go za nic, a teraz, jak zaczyna osiągać sukces, jak wielkim wysiłkiem uczyć się postępowania z ludźmi i obycia rodzina wyciąga do niego ręce o pomoc. Tak jakoś mi się go zrobiło żal, nawet, jeśli był niedomyty, puszczał bąki, bekał, to takim stworzyły go warunki, a włożył naprawdę wiele pracy w swoje tworzenie. O Chagalu czytałam jakąś biografię, taką niewielką książeczkę, ani byłam nią zachwycona, ani rozczarowana, była to pierwsza biografia tego malarza, więc liznęłam troszkę wiedzy na jego temat i tak te jego dziwaczne obrazki z fruwającymi krowami, skrzypkami, pannami młodymi i panami polubiłam. A szkoła paryska to mam wrażenie niemal wyłącznie malarze żydowskiego pochodzenia, bo w czasach, kiedy się tworzyła panowały tam względnie dobre warunki dla artystów bez względu na pochodzenie, dopiero kilkanaście/kilkadziesiąt lat później to się zmieniło. A ja będąc w Rzymie pomyślałam sobie- że jeszcze kilka tygodni wcześniej nie spodziewałabym się tego typu malarzy akurat w Rzymie, który raczej ma zbiory renesansowego i barokowego malarstwa, antycznej rzeźby, jakieś rokoko, ale skąd sztuka kojarzona z Paryżem. Choć muzeum sztuki współczesnej zawierające zbiory obrazów od początku XX wieku (podczas ostatniego pobytu) też mnie zaskoczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te obrazy z mięsem widziałam, nawet nie były jakieś odrażające, ale żeby mi się podobały, to też nie powiem :). O biografii Chagalla wkrótce opowiem na blogu, to dość potężna książka i bardzo szczegółowa, szkoda tylko, że zawiera zaledwie kilka barwnych reprodukcji.

      Usuń
    2. Zerknęłam na nie w internecie i w całości podzielam Twoje zdanie na ich temat. I moja biografia choć skromna też zawierała parę reprodukcji. Trzeba znowu sięgnąć do internetu, jeśli nie ma się okazji oglądać oryginałów, a że ja zawsze rozmieszczone po wielu lokalizacji byłoby trudno. Gdzieś coś Chagalla widziałam, ale musiałabym przejrzeć mój folder kultura i wygrzebać, coś mi się z Wiedniem i Albertiną kojarzy, ale głowy nie dam. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Doskonałe pożegnanie starego i powitanie nowego roku. W zgodzie z własnymi upodobaniami. Dzięki za wspaniały przegląd rzymskich atrakcji i za dzieła sztuki tam prezentowane. Robią wrażenie.
    Pięknego roku. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny i witam noworocznie. Sztuka - no może nie cała- ale pewien jej rodzaj, jak malarstwo, rzeźba są moją pasją, dopiero od kilku lat poznaję ją i sprawia mi to wielką przyjemność.

      Usuń
  4. Miejsca odwiedzone przez Ciebie w Rzymie to już taka ekstra klasa. Dla osób takich jak ja dwukrotny pobyt w Rzymie nie pozwolił poznać jeszcze wszystkich sztandarowych zabytków, więc z niekłamanym zachwytem ruszam z Tobą na zwiedzanie galerii i muzeów. Muszę przyznać, że obraz Annibale Carracciego stanowi zaskakujący kontrast do barokowego wnętrza pałacu. Moją uwagę przyciągnął też obraz van Gogha i oczywiście Renoira. Ponieważ nigdy nie byłem w Egipcie to zbiory z Muzeum Kairskiego zrobiły na mnie największe wrażenie. Małgosiu, dzięki Tobie wędruję w bardzo ciekawe miejsca i co najważniejsze pięknie je opisujesz. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zrozumiałe, jak się jest w takim miejscu jak Rzym po raz pierwszy, drugi to trudno koncentrować się na wystawach kiedy tam każdy kamień jest historią, każda budowla atrakcją. Mnie na początku zachwyciły fontanny (i do dzisiaj zachwycają). Po zrobieniu wpisu i przyjrzeniu się raz jeszcze "moim" zbiorom egipskim (zdjęciom eksponatów) stwierdziłam, że robią wrażenie i powinnam była docenić, że jest ich tak niewiele, bo można lepiej zapamiętać i każdemu dobrze się przyjrzeć, bo nie rozprasza ich wielkość. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Niewiele wiem o sztuce ale dzieła Modiglianiego bym rozpoznała - długie szyje i podłużne twarze, o zmęczonym spojrzeniu.
    Lodowisko na pierwszym zdjęciu to moje marzenie, taka trasa pod niebieskim niebem. Na pewno bym skorzystała i wypożyczyła łyżwy.
    Częste powroty do znanych miejsc dają nam luksus o którym rozmawiałyśmy, najważniejsze atrakcje już widzieliśmy i możemy się skoncentrować na tych mniej znanych albo na miejscach w ogóle się do atrakcji nie zaliczających, ale w których można znaleźć dużo uroku. Można zwiedzać na spokojnie i bez konkretnego planu, czyli tak jak ja zwiedzam niemal zawsze 😃.
    Jakoś sobie nie wyobrażam Ciebie na urlopie w tempie slow ale w sumie kto wie? Widziałam Cię przecież krótko 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno są i inni malarze, których rozpoznajesz. Ja akurat Modiego poznałam całkiem niedawno, po lekturze biografii. Jakże często przeczytanie biografii zmienia nasze spojrzenie na dzieła malarza, czy innego artysty.
      Lodowisko- no cóż po niedawnym złamaniu nogi wolałam nie ryzykować, ale pamiętam swoje pięćdziesiąte urodziny (o których chyba ci wspominałam z tortem lodowym u Edyty i szampanem) poprzedzone obiadem na mieście, rozmową z Niemcami (nie wiem w jakim języku, bo oni nie mówili po ang, a ja po niemiecku:) i przejażdżką na łyżwach pod Zamkiem Anioła. Teraz wydaje mi się to nierealne, gdzie pod zamkiem anioła mogło się zmieścić lodowisko, ale wiem, że wówczas wypożyczyłam łyżwy i się przejechałam- poślizgałam:) Dlatego wcale mnie nie dziwi, że też miałabyś na to ochotę. Zwiedzanie jest fantastyczne, można je uprawiać tak, jak kto lubi, jeden będzie wciąż szukał nowych miejsc, aby spenetrować jak najwięcej lokalizacji, a inny będzie wracał wciąż i wciąż, bo czuje niedosyt i chciałby zobaczyć jak najwięcej atrakcji danego miejsca, a Rzym jak wielokrotnie wspominałam, nie tylko ja jest tak bogaty w architekturę, historię, sztukę, piękne widoki, że byłoby tu co robić przez rok. Tylko, żeby tych turystów nie było takie mrowie, bo przebijanie się przez tłumy bywa męczące. No, ale kolejny rok święty w 2033 roku, więc dobrze to sobie zapamiętam, aby wówczas jechać w przeciwnym kierunku.
      Ja choć powtarzam, że chciałaby kiedyś tak całkiem na spokojnie, to też sobie tego nie wyobrażam, ale troszkę pomagają mi w tym nasze wyjazdy z Magdą do takich malutkich mieścin jak Grudziądz gdzie nie ma aż tylu pokus kulturalnych więc snujemy się po mieście od parku do parku, od knajpki do knajpki, po drodze zahaczając o jedno muzeum :)

      Usuń
    2. A ja 10 lat temu w noc sylwestrową jeździłam na łyżwach w Bergamo, na lodowisku na jednym z urokliwych placyków, wśród cudnych kamienic.

      Usuń
    3. Kolejna rzecz, która nas łączy ślizganie we Włoszech :)

      Usuń
  6. Wspaniałe spotkanie ze sztuką swoją własną ścieżką. Z pewnością jesteś zadowolona.
    Rzeź niewiniątek to skojarzenia z Breuglem. I z Herodem, a tu jakby kolejne wieki.
    Sztuka egipską za młodu najpierw obejrzałam w Berlinie, ale niewiele pamiętam, bo byłam zajęta chłopakiem. Natomiast British Museum kilkakrotnie widziałam i nie mogłam odejść od zdumiewających eksponatów. Mówi się, że w Londynie jest więcej zabytków egipskich niż w Kairze? Ameno.. to jest taka znana piosenka trochę po łacinie. Nawet sprawdzałam tekst, ale nie wiem czy się odnosi do tej maski pośmiertnej.
    Natomiast Colonna kojarzy mi się z barem o takim imieniu w Palermo. Był taki szyld Bar Colonna, koledzy Kima ze statku nazywali ją Barceloną 🤣 a tam chodziliśmy codziennie i tak mi się przypomniało 😃
    Jedzący fasolę zwraca uwagę, może Wiesław Myśliwski widział ten obraz i zainspirował się do napisania filozoficznej książki Traktat o łuskaniu fasoli.
    Rzym kiedyś widziałam pięknego wrześniowego dnia jadąc autobusem z jednego lotniska na drugie. Myślałam, żeby wrócić, ale zawsze przerażają mnie te tłumy ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, jestem mega zadowolona. Miałam świetną pogodę (poza dwoma ostatnimi dniami, kiedy mocno padało w Rzymie. ale skoro miało padać to lepiej w Rzymie, bardziej byłoby mi żal we Florencji, gdzie byłam tylko dwa dni), bardzo dobre warunki, poradziłam sobie językowo (trochę ang, trochę włoski, trochę domyślnie :)- a zawsze się obawiam trudności w porozumieniu), kulinarnie były nieźle, no e duchowo był Eden. Co prawda, jak wspominałam Monice potrzebowałabym chyba jakiegoś spowalniacza, który hamowałby moje zapędy poznawcze i powiedział, dwie wystawy dziennie to za dużo, daj sobie spokojnie poleniuchować.
    No proszę, akurat Bruegla Rzezi niewiniątek nie kojarzę, choć widziałam sporo Bruegla (ostatnio w Brukseli). No Bruegel to zupełnie inny klimat przy pastelowych malowankach pana Sellaio Bruegel przeraża.
    W Berlińskim Muzeum nie byłam, aktualnie zamknięte na wiele lat, zaś z BM pamiętam jedynie kamień z Rosetty i głowę Amenhotepa III oraz to co mnie wówczas najbardziej interesowało, czyli skradzione Grekom marmury partenońskie przez lorda Elgina (a zwłaszcza brakująca kariatyda)- pamiętałam jak przewodniczka opowiadała nam jako to lord Elgin dokonywał grabieży dzieł sztuki z Partenonu a ja byłam oburzona. No cóż historia sztuki to historia wielu grabieży i gdyby dziś zaczęto zwracać wszystkie zagrabione kiedyś dzieła bardzo zmieniłaby się muzealna mapa zbiorów całego świata. W tej chwili jest jedynie szansa na odzyskiwanie dzieł skradzionych podczas II wś. W Londynie na pewno jest sporo zbiorów, ale zdecydowanie przesadą jest twierdzenie, iż więcej niż w Kairze. Podobno drugim pod względem ilości jest muzeum Turyńskie (ale to o ilość chodzi, a o rangę - tu trudno byłoby porównywać co cenniejsze) i muzea Berlińskie i londyńskie mają się czym pochwalić.
    Ameno -tak kojarzę tę piosenkę.
    Jakie to mamy różne skojarzenia :) A bar pewnie nazywał się po prostu Kolumna :)
    Jedzący fasolę inspirację dla Wiesława Myśliwskiego- a tu to mnie zastrzeliłaś i rozśmieszyłaś, trzeba by zapytać zainteresowanego, choć u niego byłby to łuskający fasolę :)
    Jeśli będziesz wracać do Rzymu to nie w roku jubileuszowym, nie latem, nie wiosną, nie jesienią. Może w listopadzie- choć Edyta twierdzi, że teraz tłoczno jest wciąż i wciąż i nie ma lepszych okresów, choć moim zdaniem raczej te jesienno- zimowe będą i tak mniej tłoczne, tyle, że wtedy różnie trafisz z pogodą. Ja trafiłam na okienko pogodowe, ale ponoć przed moim przyjazdem wciąż padało i ostatnie dwa dni też, więc bywa różnie. Ale z pogodą to teraz wszędzie bywa różnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Małgosiu wspaniała wycieczka, świetnie, że Ciocia namówiła Cię na wystawę impresjonistów, bo to faktycznie była niepowtarzalna okazja. Co do baroku, chociaż nie jest moim ulubionym stylem, to w Włoszech jakoś się sprawdza, po prostu pasuje do tego kraju o wybujałej ekspresji a jego dekoracyjność robi kolosalne wrażenie. Poza tym jak się nie zachwycić kunsztem wykonawców, człowiek musiałby być kompletnie nieczuły na urodę i artyzm przedmiotów. Jednak zwiedzając takie miejsca, nie trudno o syndrom Stendhala, bo ich nadmiar przytłacza. Ty masz ten komfort, że mając już za sobą zwiedzenie najważniejszych zabytków, bez straty możesz zwiedzać metodą Herberta, nic nie tracąc a nawet zyskując, bo za każdym rogiem może czekać coś interesującego. Będę czekać niecierpliwie na dalszy ciąg relacji z Arezzo i Florencji, już się cieszę! Ja wczoraj byłam w Warszawie w Muzeum Narodowym na wystawie "Czarny karnawał", pojechałam pociągiem, na szczęście obyło się bez szczególnych poślizgów komunikacyjnych. Wystawa zrobiła na mnie ogromne wrażenie, więc wróciłam szczęśliwa chociaż bardzo zmęczona, bo moja forma fizyczna z jakiegoś powodu pozostawia dużo do życzenia. Przesyłam uściski!

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).