piątek, 30 września 2011

Musical Notre Dame de Paris - w Paryżu, w Gdyni, w Warszawie

Musical NDdP, powstał na podstawie powieści Victora Hugo Katedra Najświętszej Marii Panny w Paryżu, znanej także pod tytułem Dzwonnik z Notre-Dame. Muzykę skomponował Richard Cocciante, a słowa napisał Luc Plamondon. Premierę miał trzynaście lat temu w Paryżu (1998 r.). Po raz ostatni został zagrany w 2005 r. Dwa lata temu i rok temu odbyło się kilka koncertów u naszych wschodnich sąsiadów z udziałem francuskich wykonawców.
W musicalu wystąpili Garou, Bruno Pelletier, Helena Segarą, Daniel Lavoie, Patrick Fiori. Wiem, że dla osób nie interesujących się muzyką francusko-kanadyjską te nazwiska, może poza Garou nic nie mówią. Zresztą i dla mnie były pustym dźwiękiem, dopóki nie trafiłam przypadkiem na reklamę widowiska Notre Dame de Paris w Gdyni. Takie widowiska miały miejsce w kilku miastach Polski. Od tego czasu popadłam w kolejną obsesję, po Upiorze, Tańcu Wampirów przyszedł czas na Notre Dame.
Do obejrzenia i wysłuchania historii zaprasza nas poeta Gringoire (w tej roli znakomity Bruno Pelletier). W powieści jest on jedną z równorzędnych postaci, raczej epizodem niż bohaterem, tutaj jest narratorem, który tłumaczy i wprowadza w akcję. Pierwszy utwór to zapowiedź tego, czego za chwilę będziemy świadkami; miłosnej historii rozgrywającej się u schyłku średniowiecza. Historii, której akcja dzieje się w murach pięknej katedry. Katedra jest domem oszpeconego dzwonnika i schronieniem biedaków (ich azylem).
Musical ten urzekł mnie, poza muzyką oczywiście, także tym, że przenosi do piętnastowiecznego Paryża. Wiek piętnasty – schyłek średniowiecza i narodziny nowych idei - renesansu. Czasy okrutne, w których nie chciałabym żyć, ale czasy z historycznego punktu widzenia bardzo ciekawe. Okres odkryć geograficznych, wynalezienie druku, a tym samym początek wielkiej przygody człowieka z myślą, okres, w którym człowiek na nowo odkrywa mądrość starożytnych myślicieli i twórców.
Pieśń Le temps des Cathedrales (Czas Katedr) to nie tylko wprowadzenie do historii miłosnej z Paryżem w tle, to także hołd dla wysiłków wielkich budowniczych katedr. Powody, dla których wznoszono ogromne, coraz większe i wspanialsze katedry nie były oryginalne i chlubne. Ale ja chcę w nich widzieć także poza chęcią przesłania o potędze i chwale, może irracjonalne, ale jakże piękne, dążenie sięgnięcia do gwiazd. Odczuwam dumę wielkich budowniczych i małych rzemieślników, z tego, że ich dzieło będzie trwać, kiedy ich już nie będzie. Pięknie byłoby, gdyby każdy mógł robić coś, co przetrwa, coś twórczego, coś wzniosłego. Bruno śpiewa także inną piękną pieśń Lune (Księżyc), to pieśń o uczuciu silniejszym od wszelkich przeciwności losu, silniejszym nawet od śmierci. Moją ulubioną, choć właściwie lubię wszystkie utwory z tego musicalu jest pieśń Florence – pieśń o renesansie i pięknej Florencji. Tutaj można posłuchać tej cudownej muzyki i jeszcze piękniejszych słów.
Pieśń, której słowa są wydawałoby się mało interesujące, cóż ciekawego może być w pieśni o Dante, Bramante, Gutenbergu i Lutrze. Ale to właśnie mi się w tej pieśni podoba, to odkrywanie nowych lądów i nowych idei, to wypieranie rzeczy starych przez nowe. Zapewne dla człowieka okresu schyłku wieków, zmiany epok, było to równie przerażające doświadczenie, jak dla nas pędzące lotem światła tempo zmian.
I dlatego i my obawiamy się, że z tego postępu nic dobrego nie będzie i nam wydaje się, że świat zmierza w ślepą uliczkę, tak jak nasi poprzednicy z okresu schyłku średniowiecza obawiali się, że to co nadejdzie zniszczy to co istnieje.
Ten musical to dla mnie nie tylko banalna historia pożądania i miłości do pięknej Cyganki, to także hołd złożony sztuce (Les cathedrales, Florence).
W oryginalnym francuskim wykonaniu jest fantastyczna piosenka Belle (Piękna), śpiewana przez Garou (Quasimodo), Daniela Lavoie (Frollo) oraz Patrica Fiori Phoebus). Tutaj można posłuchać Belle i zakochać się w głosie Garou, a także pozostałej dwójki. Śpiewają tak cudownie, że trudno mi dokonać wyboru, który najładniej, który najbardziej mi się podoba.
Podobają mi się prawie wszystkie utwory. Dla przykładu jedynie kilka;
-wspaniały liryczny duet Esmeraldy i Quasimodo Mój dom jest twoim domem (kiedy śpiewają o Katedrze, będącej domem, schronieniem i azylem Quasimodo, do którego dzwonnik zaprasza Esmeraldę, kiedy tylko będzie tego potrzebowała),
- fantastyczna przepiękna modlitwa (prośba o opiekę) Ave Maria w wykonaniu Esmeraldy;
-śpiewane przez Frollo piosenki o trawiącym go pożądaniu,
-duet Esmeraldy i Fleur – de –Lys Soleil (pełen miłości ku obiektowi ich westchnień- wcale tej miłości niegodnego),
- przejmująca pieśń „Rozdarty”, w której Phoebus skarży się na swój los, który skazał go na miłość dwóch kobiet, nieszczęsny chciałby mieć i żonę i kochankę.
Muzyka, którą otrzymałam (wielkie dzięki „ofiarodawcy” raz jeszcze) zawiera także aplauz podczas finalnego utworu. Słuchając tego aplauzu przenoszę się dwanaście lat wstecz do Pałacu Kongresowego w Paryżu i czuję te emocje, jakie towarzyszyły widowni, tę eksplozję radości i to uniesienie. Wyobrażam sobie, jak ciężko byłoby po takim spektaklu wrócić do hotelu. Zapewne musiałabym wybrać się pod Katedrę i głowę daję, że nie byłabym jedyna.
Katedra Notre Dame de Paris- widowisko muzyczne
Co do widowiska muzycznego w Sali widowiskowo-sportowej w Gdyni (listopad 2010 r.) miałam mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawość i mimo wszystko oczekiwanie na przyjemne przeżycia, z drugiej spore obawy co do widowiska w otoczeniu tak niesprzyjającym musicalowi.
Musical jest rodzajem sztuki, która wymaga pewnego rodzaju intymności (klimatu), natomiast sala służy raczej do występów sportowych i występów muzyków obliczonych na tłumy na widowni.
Czy hala przesycona potem zawodników drużyn sportowych i podnieceniem kibiców okaże się właściwa dla tego rodzaju widowiska.
Przeważyło jednak moje uwielbienie dla musicalu i ciekawość, jaki pomysł mieli realizatorzy na jego przedstawienie nie mając praw licencyjnych do wystawienia całego musicalu. Poza tym była we mnie ciekawość polskiego tłumaczenia i wykonania. A występ artystów z Teatru Muzycznego Roma Edyty Krzemień (Eponine z Nędzników) i Marcina Mrozińskiego (Mariusa z Nędzników oraz Raula z Upiora w Operze) też był dobrą rekomendacją.
Duże obawy budziła także kwestia nagłośnienia Sali, co do której słyszałam wiele głosów krytycznych.
Było….. chyba po raz pierwszy zabrakło mi słów, aby opisać wrażenie.
Było magicznie, zjawiskowo, było cudownie, było bosko. Podczas pierwszego utworu jeszcze przez chwilę przeszkadzała mi aura miejsca, kompletnie nieodpowiedniego dla tego typu spektaklu.
Już jednak podczas drugiego utworu zapomniałam, gdzie jestem i przeniosłam się w gotyckie mury paryskiej Katedry i w towarzystwie wyimaginowanych gargulców śledziłam z zapartym tchem losy garbatego dzwonnika i pięknej Cyganki, zupełnie, jakbym nie znała ich na pamięć, wysłuchawszy wcześniej każdej z pieści po kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt razy.
Jeśli przeszkadzałoby mi otoczenie zimnej, bezdusznej sali wystarczyło zamknąć oczy i tylko słuchać i słuchać i zatopić się w muzyce. I znowu rosły mi skrzydła, a muzyka unosiła mnie pod dach katedry i dalej pod niebiosa, aż do gwiazd.
Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej eksplozji przeżyć. Nasi rodzimi wokaliści spisali się doskonale. Co do artystów z Romy nie miałam wątpliwości, że sobie poradzą z rolą. Natomiast zaskoczyli mnie Marcin Kołaczkowski jako Quasimodo i Paweł Tucholski jako Frollo. Niesamowite, mocne głosy, które poradziły sobie nawet z niedoskonałą akustyką Sali. Małym rozczarowaniem były partie wykonywane przez Michała Rudasia (Gringoire), którego momentami słabo było słychać. Nie wiem, czy to wina akustyki, nagłośnienia, czy zbyt słabego głosu. Jednak w pieśni Lune był tak przekonywujący i wzruszający, że za tę jedną pieśń mogę wybaczyć mu wszystkie pozostałe.
A pieśń rozpaczy Quasimoda po stracie ukochanej była tak pięknie wzruszająca, że nie jedna łza spłynęła na widowni.
To niemożliwe, żebym nie mogła tego przeżyć jeszcze chociaż raz.
Oczywiście mogę podpisać się pod głosami wszystkich tych, którzy oponowali przeciwko wystawianiu musicalu, czy też widowiska w Sali widowiskowo-sportowej w Gdyni. Mogę tylko wyobrazić sobie, jak cudownym byłoby przeżyciem obejrzenie i wysłuchanie tego w Romie, w Sali Kongresowej albo w Teatrze Muzycznym im. Baduszkowej, ale mimo niesprzyjających okoliczności przeżycia były fantastyczne.
Kilka dni temu zauważyłam, iż 3.12.2011 r. w Sali Kongresowej w Warszawie odbędzie się ponownie widowisko Notre Dame de Paris (z tą samą obsadą, którą miałam okazję podziwiać w Gdyni). Mam nadzieję, że tym razem nic nie stanie na przeszkodzie, jak miało to miejsce w przypadku koncertu Bruno Pelletiera, który został przeniesiony na przyszły rok i "musical" się odbędzie. Podaję link na stronę z informacją o koncercie oraz drugi
Gdyby nie to, że 16 grudnia będę miała szczęście uczestniczyć w koncercie NDdP w Paryżu (Bercy) z udziałem Garou, Peletiera i całej obsady musicalu (relacja tutaj) już zarezerwowałabym bilety.
Osobom lubiącym musicale, którym "po drodze" do stolicy mocno polecam koncert, bo nie wiadomo, czy trafi się jeszcze taka okazja.
Zdjęcia: 1. Okładka płyty DVD z musicalem, 2. Garou w roli Quasimodo, 3. Garou, 4. Reklama koncertu na Bercy (16-18.12.2012 r.)
Kiedy to pisałam nie miałam pojęcia, że będzie mi dane uczestniczenie w koncercie Notre Dame de Paris w Paryżu z pierwotną obsadą. Tutaj relacja.

Dopisane w 2016 roku. Z ogromną przyjemnością mogę poinformować iż we wrześniu br. odbędzie się premiera musicalu Notre Dame de Paris w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Zainteresowanie jest chyba dość duże co odnotowuję po ilości wejść na ten wpis w ostatnim czasie. A zatem do zobaczenia w Gdyni.
Recenzja z NDDP w Teatrze Muzycznym w Gdyni tutaj

17 komentarzy:

  1. Ostatnio słucham właśnie utworów z NDdP. I już sama nie wiem, które podobają mi się najbardziej. Oczywiście Bell - jest bezkonkurencyjny. Teraz jestem na etapie Bohemienne (nie wiem czy dobrze napisałam tytuł!!!). Mogę jej słuchać bez końca. Szkoda tylko, że nie znam języka i nie wiem o czym tak dokładnie śpiewa Esmeralda. Ale muzyka jest piękna i ekspresja wykonania.
    Dziękuję za informację o przedstawieniu w Warszawie. Może uda mi się zdobyć bilety i pojechać. Wiele będzie zależeć od ich ceny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. No to się ukulturalniasz z Paryżem w tle - c.d.
    Czytałam z zaciekawieniem moment wykonania w Polsce, bo miałabym takie same obawy - nie chodzę na przedstawienia na hali sportowej, choć bywają smakołyki. Trudno mi się skupić, gdy siedzę na plastikowej ławce, bokiem... Jednak sztuka przez duże S obroni się sama.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Bibliofilko - http://www.youtube.com/watch?v=eRJIzPFyZ3w&feature=fvsr tutaj jest wersja z polskimi napisami Kiedyś na stronie Bruno Pelletier były tłumaczenia wszystkich piosenek z NDdP (link we wpisie jestem brunetką), ale teraz strona w przebudowie. Bilety do Kongresowej od 65 zł do 205 zł - przed chwilą sprawdzałam. Gdyby nie Paryż dwa tygodnie później nic by mnie nie powstrzymało przed wycieczką do Warszawy. Tyle, że podróż do Warszawy trwa zdecydowanie dłużej niż do Paryża.
    @Książkowiec- moje obawy były duże, ale gdyby jeszcze raz przyjechali do Gdyni poszłabym bez wahania. Jedynie trzeba kupić bilety w pierwszych rzędach- wtedy nie ma problemów z akustyką. Wtedy nie przeszkadza plastik, siedzenie bokiem oraz brak kameralności. Na wiasem mówią na Bercy też będzie ogromna hala widowiskowo-sportowa. Ale też mam bilet w dobrym - trzecim rzędzie :))). Na fali komentarzy na temat opery zachciało mi się odwiedzić rodzimą Operę Bałtycką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Ci wrażeń, niesamowite :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy przeczytałam pierwsze Twoje wpisy dot. musicalu NDdP nie w pełni utożsamiałam się z Tobą.
    Musiałam zdobyć nagrania i zapoznać się z nimi.
    Teraz jestem bogatsza o nowe, niezwykłe, doznania słuchając tej muzyki.
    Teraz doskonale Cię rozumiem, że dla pełni szczęścia i spełnienia marzeń każdy powinien pokonać nawet największe trudności.
    Czy ja wiem ? Czy podróż do Paryż można nazwać trudnością. Toż to sama przyjemność.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  6. @Saro-Mario- wiele osób mówi mi, ale poświęcenie, żeby lecieć tyle kilometrów, aż do Paryża na koncert. Ale czy pobyt w Paryżu to poświęcenie? toż to sama przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę Ci tego Paryża! Pewnie już nie ma biletów, ale spytam - ile kosztował?
    Aha, jeśli znasz płyty Daniela Lavoie, to które polecasz?
    Pozdrawiam,
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  8. http://ggpodroze.bloog.pl/id,329505085,title,Notre-Dame-de-Paris-w-Paryzu-16122011-r-jak-zarezerwowac-bilety,index.html - tam na moim drugim blogu pisałam, jak rezerwować bilety. Jest tam link na stronę, możesz sprawdzić, czy są jeszcze bilety i w jakiej cenie. (od 45 euro-do 140 euro). Nie znam płyt Daniela Lavoie, więc trudno mi coś polecić. Jak była w Paryżu w sklepach muzycznych nie mieli żadnej płyty ani Bruna ani Daniela. Pozostałych wykonawców było od jednej do kilku płyt. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Notre Dame De Paris to wspaniały musical.A tak wogule Esmeralda w piosence"Bohemienne" tak jakby skarżyła się na to że nie wie skąd pochodzi,ten tytół na polski tłumaczy się cyganka.Jeśli ktoś chce obejrzeć te musical z napisami polskimi to na you tubie można znaleść kanał"Master 4071"i tam na pewno znajdziecie,powodzenia i miłego oglądania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziś na youtubie można znaleźć prawie wszytko. Mam co do tego mieszane uczucia, bo z piednej strony czasami to jedyna możliwość dotarcia do utworu/spektaklu, a z drugiej zastanawia mnie, jak to się tam znajduje, skoro na każdym (prawie) koncercie czy spektaklu prosi się o nienagrywanie. Mnie udało się obejrzeć na żywo w Paryżu koncert (dodałam linka pod koniec wpisu. Cieszę się, że spotykam fankę musicali, bo na tym blogu (w większości podróżniczo książkowym, muzyka nie cieszy się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza musicalowa, a dla mnie to najważniejsza moja pasja. Dla zainteresowanych dodam, że Teatr Muzyczny w Gdyni szykuje na jesień 2016 roku wystawienie musicalu (pod nadzorem osoby odpowiedzialnej za paryskie przedstawienie).

      Usuń
  10. Ja obejrzałam musical"Notre Dame De Paris"z napisami na you tubie i mnie się bardzo podobało,polecam bo naprawdę warto go obejrzeć.Jeszcze jedno kto widział musical"Romeo Et Juliette"z 2001 lub 2010 roku,jeśli ktoś nie widział to też można znaleść na you tubie kanał"Master4071"tam znajdziecie obie wersje musicalu(i tę z 2001 i tę z 2010 roku)polecam obejrzeć obie wersję bo naprawdę warto,obie są wspaniałe,piękne nawet przepiękne codziennie jedną z tych wesji oglądam i mnie się podoba.Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam to uczucie, był czas, kiedy codziennie oglądałam (czasami i po parę razy) któryś z ukochanych musicali, choć u mnie palmę pierwszeństwa dzierży Les Miserables, który oglądałam w Gdyni, Warszawie, Londynie, na płytach, na Y-T, odsłuchiwałam w przeróżnych wersjach językowych i w różnym wykonaniu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja lubie wszystkie francuskie,oprucz les miserables(tego musicalu nie cierpię).U mnie na pierwszym miejscu jest musical"ROMEO ET JULIETTE"z 2001 i z 2010 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie, jak można nie cierpieć musicalu, czy książki, miejsca, ...:: A już Les Mis:) no ale de gustibus... itd

      Usuń
  13. No wiesz każdy ma inne gusta i guściki.Mnie najbardziej podoba się"ROMEO ET JULIETTE"z 2001 i z 2010 roku,a tobie Les Miserables.Widzisz mamy różne gusta musicalowe,ale gdyby każdy lubił,kochał itd.To samo to na świecie było by nudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem:) najważniejsze, że każdy z nas odnajduje to co kocha najbardziej. Dlatego tak lubię ludzi z pasją, nawet jeśli to pasja kompletnie inna od mojej.

      Usuń
  14. Mam tak samo też lubie,ludzi któży mają pasje nieważne że inną od mojej.Według mnie każdy powinien mieć jakieś hobby,pasje,zainteresowania.Moje hobby,pasja i zainteresowanie to"MUSICALE".

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).